Typowy perry! Albo o "Samotni" Ch. Dickensa czytanej przez V. Nabokova



Literatura nie jest czymś; sama w sobie stanowi istotę rzeczy.
Vladimir Nabokov, Wykłady o literaturze, s. 171.

Być może pamiętacie, że prawie rok temu pisałam o „Samotni” Charlesa Dickensa, która gościła na naszych Piknikach z Klasyką. Powróciwszy do niej teraz, szykując się na drugi odcinek Nabokoviady, i zajrzawszy do wykładów Vladimira Nabokova odkryłam z niejakim zdumieniem, że zwróciłam uwagę na wiele kwestii, które są kluczowe w wywodzie rosyjsko-amerykańskiego pisarza. Dlatego pozwólcie, że zamiast się powtarzać z tryumfalnym okrzykiem „ha!”, poświęcę ten odcinek, by zastanowić się nad tym, co i jak pisze Nabokov.

Czytanie Myśliwskiego albo koniec lata, a właściwie początek jesieni



No to przeczytałam – zadając sobie na przemian w trakcie tego minionego już lata pytania „ależ to dobre, czemu nie sięgnęłam po to wcześniej” oraz „dlaczego ja latem nie czytam książek nieco lżejszych, no dlaczego”. Bo to jest trochę tak, że wychodzi wtedy z człowieka czytelnicza przekora: podoba się, ciekawi, ma się wrażenie, że robi się coś, co się chciało – ale i ciągnie ku półkom, na których przechowuje się lektury lżejsze, na lato właśnie. Jak się czyta Myśliwskiego? Z perspektywy tych wszystkich książek można odpowiedzieć długo, ale można i krótko.

Po sezonie albo kto słucha narratora „Traktatu o łuskaniu fasoli” W. Myśliwskiego?



O samym „Traktacie...” napisano wiele, zdaje się, że to może być nawet najpopularniejsza książka Wiesława Myśliwskiego, więc postanowiłam napisać o niej trochę inaczej niż o pozostałych. Zrobiłam podczas lektury małe śledztwo, zastanawiając się nad tym, kim też może być „tajemniczy przybysz” (jak nam oznajmia ostatnia strona okładki), któremu narrator opowiada historię swojego życia? Bo opowiada – w końcu to Myśliwski – czasami nie szczędząc szczegółów, czasami omijając całe partie, jakby zbierał porozrzucane puzzle.

6 czeskich klasycznych książek, które można przeczytać albo przekłady są, przekłady



Z czeską klasyką u nas jest sprawa dość zabawna (a może dość tragiczna – zależy, z jakiego kąta na sprawę popatrujemy). Otóż język sąsiedzki, niemalże za miedzą, a tu takich kamieni milowych czeskiej literatury przełożonych mamy zaskakująco mało.

Dokąd widać wspomnienia albo o „Widokręgu” W. Myśliwskiego



[…] czy nie zdaje ci się, że nasza pamięć drwi z nas?
[s. 535]

Pisanie o książkach, które bardzo się nam podobają jest przyjemne – bo można wszystkim opowiedzieć, jak bardzo się nam podobały. I trudne – bo jak zachować wiarygodność, popiewając, że takie to dobre, mlask, mlask, mniam? Ale tak mam z „Widnokręgiem”, który jest po prostu znakomity. Jakby to ująć krótko… Hm – petarda?

Więcej czytania! Albo karnawał blogowy #20



Na sam koniec sierpnia jeszcze przybywam z karnawałem blogowym. Karnawał to dość krótki (porównując do poprzednich), ale mam nadzieję, że znajdziecie tutaj dla siebie sporo ciekawej lektury, akurat przed początkiem września, który – nawet jeśli nie dotyka Was bezpośrednio szkolnym obowiązkiem – przynajmniej przypomina wszystkie te minione wrześnie. Pozostaje tylko optymizm, bo przecież cóż przyjemniejszego niż te wszystkie uczucia „mogę zdobyć świat”, jakie nachodziły w czasach szkolnych człowieka, w dodatku wsparte ładną pogodą. No, drugi tydzień września to już była zwykle inna historia...