Misie moje widzę ogromne albo Międzynarodowy Dzień Kubusia Puchatka

Misio z nagłówka mieszka na Alasce, a zdjęcie zrobił mu ten pan.
Tak jak pisałam wczoraj, wpis ten powinien właściwie pokazać się 18 stycznia, a dzisiaj mamy 19-tego, ale zostałam podstępnie oszukana przez kalendarz. Uciął mi mianowicie, potwór jeden, całą kolumnę, przez co byłam przekonana, że 18-ty przypada w poniedziałek. Kajam się zatem, że z poślizgiem, ale oto jest: wpis na Międzynarodowy Dzień Kubusia Puchatka! Ale ponieważ jestem istotą przewrotną i w niewielkim tylko stopniu fanką Kubusia, dzisiaj przedstawię Wam siedem innych misiów – czasami o bardzo wielkim rozumku – które namieszały w literaturze i które może skłonią Was do sięgnięcia w inne rejony literatury. Kto w końcu powiedział, że na misie monopol mają lektury skierowane do czytelników młodszych?

No, ale oczywiście, tam misiów znajdziemy sporo. Nie dyskwalifikujmy ich tak od razu! Spójrzmy okiem doświadczonego czytelnika, co znajdziemy, kiedy zdarzy nam się wychynąć ze Stumilowego Lasu.

Grzeczny miś klasyczny zza morza: Paddington
Kto jeszcze nie poznał Paddingtona, ten na pewno przynajmniej raz w bieżącym miesiącu nadział się na kinowy plakat o przygodach tego misia z Najmroczniejszych Zaułków Peru. Paddington jako osoba zza mórz i oceanów przeżywa sporo przygód w kontakcie z brytyjską normą kulturową, ale jako że jest ze swej natury grzeczny, dość szybko oswaja się z wyspiarską rzeczywistością. Ceniony w pewnych kręgach, w innych nieceniony dostatecznie, prawdopodobnie dlatego, że mało znany. Doczekał się kilkunastu tomów swoich przygód pióra Michaela Bonda, przekazując prostą prawdę, że dobrze jest być grzecznym, a wtedy świat (raczej) nie zrobi ci nic złego. Może nie zawsze działa, tak jak urok Paddingtona, ale na pewno warto bliżej się przyjrzeć.

Jako że u nas królują teraz okładki filmowe, Paddingtona pozwalam sobie wrzucić z okładki oryginalnej. Wziętej o, z tego tumblra o książkach dla dzieci, stąd.
Grzeczny miś klasyczny rodzimy: Miś Uszatek
Zanim Miś Uszatek dorobił się wielu dowcipów na swój temat i przemówił z ekranów telewizorów głosem Mieczysława Czechowicza – niekoniecznie w tej kolejności – łagodził obyczaje zwierzęcej społeczności na kartach książek Czesława Janczarskiego. W swoich skierowanych do najmłodszych wyrokach jest ostrożny i dużo nawet grzeczniejszy od Paddingtona, może dlatego nie zrobił aż takiej międzynarodowej kariery: z braku pazura. Na kartach książek okropnie się biedak nachodził, więc można docenić jego wysiłek, zwłaszcza w towarzystwie kilkulatka, który będzie miał ze śledzenia tych wędrówek uciechę znacznie większą od Ciebie, czytelniku.
Miś tak istotny, że ze swoim pomnikiem. Tu wynik równy z Paddingtonem, który pomnik swój też ma. Zdjęcie stąd.
 Średnio grzeczny miś klasyczny walczący o swoje: niedźwiadek ze „Złotowłosej i trzech niedźwiedzi”
Czas się przyznać: nie lubiłam Złotowłosej. Może to instynkt terytorialno-materialny dziecka podpowiadał mi, że dziewczyna, która zjada komuś obiad, bezcześci kubeczek i zajmuje łóżko, nie jest do końca takim gościem, którego się jakoś bardzo hołubi. Zawsze bardzo kibicowałam najmłodszemu niedźwiadkowi, postaci wręcz stworzonej, żeby dziecięcy odbiorca mógł się z nim utożsamiać, i chociaż niedźwiedzi rodzice go utemperowali, a Złotowłosa po bliższym poznaniu omotała wokół palca, wciąż mały niedźwiadek jest moim bohaterem. Doceńmy go umieszczeniem w tym zestawieniu.

Ech, ta wpływowa Złotowłosa. Przy okazji podania źródła obrazka: tutaj w Projekcie Gutenberg znajdziecie też całą historię, gdyby naszła Was ochota poczytać (baśń jest po angielsku). Ilustracje W. W. Denslowa.
Niegrzeczny miś klasyczny zza morza walczący o swoje i któremu nie podskoczysz: Beorn z „Hobbita”
Beorn to niedźwiedź trochę oszukańczy, bo jednak może zmieniać postać, ale jeśli szukamy odpowiedniego niedźwiedzia, który ani nie jest przesłodzony, ani nie epatuje tak wdziękiem osobistym i układnością (której już mamy dość po lekturze Paddingtona i Misia Uszatka), to trafiliśmy pod właściwy adres. Z Beornem nie ma żartów. Da się go co prawda ugłaskać (byleby nie dosłownie!) dobrą historią, ale jeśli dysponujemy tylko zbiorem anegdot naszej ciotki, raczej nie mamy u niego czego szukać.

Niegrzeczny miś klasyczny rodzimy walczący o swoje i któremu nie podskoczysz: niedźwiedź z „O Leszku i Mieszku”
A co, Polacy nie gęsi, wieszcz też dał nam niedźwiedzia (niejednego, ale o tym najlepiej znanym zmilczę, bo jednak dzień Kubusia Puchatka, nawet w moim wypadku przesunięty o jeden dzień, nie sprzyja pisaniu o tragicznym losie tego bohatera), który nie da sobie w kaszę dmuchać. Niby na pierwszym planie dwaj przyjaciele, których relacja – i godność osobista jednego z nich – została wystawiona na ciężką próbę, ale w istocie potężny książę puszczy, słowiańskie zwierzę-tabu odrywa tu rolę pierwszoplanową. I chociaż morał przychodzi do nas jakby pomimo obecności i zwyczajów naszego niedźwiedzia, to gdyby nie on, cały wiersz by się przecież tak znakomicie nie udał.

Miś rodzimy mało znany, chociaż powinien być klasyczny: Miś świata
No, może z tym klasycznym deczko przesadziłam, bo utwór aż taki stary nie jest. W każdym razie, w dziele Jerzego Dąbrowskiego miś-hobo leży całymi dniami w lesie i nic nie robi, nawet niespecjalnie się z tym kryjąc. Okazuje się jednak, że to nie lamenty przyjaciół i dalekich znajomych skłonią go do działania – i to jakiego! - ale trudna sytuacja, w której znajdzie się cała jego okolica. I nie ma zmiłuj, misio weźmie się do pracy pełną parą. Miś do docenienia po pierwsze za chwytliwe rymy, bo cała książeczka napisana jest wierszem, a po drugie za wspaniałe ilustracje, na które jeszcze dzisiaj lubię czasami spojrzeć, chociaż mój egzemplarz jest zaczytany i nieco zbyt bezwstydnie się rozpada.

Ilustrację dotyczącą Misia Świata uzupełnię, kiedy odnajdę 
w najmroczniejszych zakamarkach Peru własny egzemplarz.
Wcale nie jest łatwo znaleźć zdjęcie tego starego wydania, które się nie błyszczy, za to
oddaje dobrze nastrój całości. 

No dobrze, a teraz Wy: jakie jeszcze literackie misie są niesłusznie pomijane, czy to nasze tubylcze, czy zagraniczne z importu?

_________________

Jutro będzie o książkach, które czytamy, jak nam się nie chce. A przynajmniej taki jest plan, zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Weź dokładkę!

2 komentarze

  1. Shadrik :-)
    Shadrik ma 70 stóp wzrostu (sięga ósmego piętra), liczy sobie dwa tysiące lat i jest Strażnikiem Bramy w świecie Mrocznej Wieży S. Kinga. Ach, no i nie bez znaczenia dla fabuły jest to, że ta Niedźwiedzilla okazuje się być cyborgiem.
    Shadrik jest wspomnieniem Shardika, niedźwiedzia z powieści Adamsa (więc następny miś). Pozostali Strażnicy nawiazują do innych powieści (żółw swe imię Maturin wziął od bohatera marynistycznego cyklu O'Briana, a ptak Garuda - z mitów indyjskich rzecz jasna).
    Jako ciekawostkę dorzucę, że przypuszczam, że Shadrik jest jednym z protoplastów Idra z "Sezonu burz" Sapkowskiego. Mimo, że fizycznie niepodobny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, kolejny kamyczek w lawinie "weź się w końcu za Mroczną Wieżę" :).

      Usuń