Mały manifest albo po co właściwie piszę tego bloga


Powód: potrzeba motywacji. Postawiłam sobie zupełnie jasne wytyczne i chcę się ich trzymać. Potraktujcie to jako coś w rodzaju noworocznego postanowienia. Chciałabym prowadzić tego bloga przez rok. Takie postawiłam sobie założenie minimum. Nie wiem, jakim blogerem będę, więc nie porywam się na razie na większe cele. Przez rok chcę tutaj recenzować książki, analizować dzieła złe i dobre, tworzyć mini-rankingi, zastanawiać się na różnymi problemami związanymi z literaturą. Co będzie z blogiem potem? Tego nie wiem. Ale podobno trzeba zaczynać od małych kroczków.


Chciałabym, żeby ten blog pomógł mi w usystematyzowaniu moich przemyśleń. Dał motywację do tego, żeby coś napisać. Codziennie. Bo taki jest plan: codzienne nowa notka. Nie musi być bardzo długa. Ale żeby była. Może uda mi się popracować w ten sposób nad warsztatem. Dzielić się tym, o czym przeczytałam – stąd czasami będą się tu ukazywać analizy, a nie recenzje (postaram się lojalnie pisać wtedy o możliwości spojlerów) – z innymi. A przez to czytać więcej.

Ile czytam? Wydaje mi się, że dużo. Ale czasem, och, pewnie znacie to uczucie: czasami człowiek łapie taki czytelniczy dół, musi, po prostu musi iść na odwyk, i dwa miesiące upływają bez przeczytanej książki. W 2012 przeczytałam równo 99 książek. W 2013 ponad 30. W 2014 mój wynik oscylował wokół 40. Brak czasu? Nie, czas zawsze da się znaleźć. Lenistwo? No co wy, przecież sięgnąć po książkę jest łatwo. Więc co? Właśnie taka potrzeba czytelniczego odwyku. Kiedy żadna fabuła nie wciąga, bohaterowie wydają się antypatyczni a lubiany dotychczas pisarz coś nie powala na kolana.

I myślę sobie, że może remedium na te czytelnicze dołki, to postawienie sobie jasnego zadania i celu. Bo one, te dołki, co prawda niby pomagają odpocząć (szanujmy oczy?), ale z drugiej strony budzi się po nich człowiek z czytelniczym kacem. Ach, nie wyszła mi na metafora – kac po odwyku? No cóż, ale tak jest. Stąd ten blog. Będę pisała do Was, a jeśli jakiś mityczny czytelnik tutaj zawędruje, będę się cieszyć, że z moich egoistycznych pobudek powstało dla niego/niej coś do poczytania przy kawie.

Znajdzie się tu miejsce na wyzwania czytelnicze, które bardzo lubię. Na pewno napiszę o akcji czytania Noblistów, którą podjęłam już jakiś czas temu i o nowym ciekawym wyzwaniu, krążącym w internetach jakoś od połowy grudnia, w które też postanowiłam się zaangażować w 2015 roku.

Obrazki w nagłówkach robię sama metodą chałupniczą, żeby było weselej: tła to obrazy na wolnej licencji, wszystkie wizerunki Pyzy Wędrowniczki pochodzą z ilustracji Adama Kiliana do tekstów Hanny Januszewskiej. Jeśli pojawia się zdjęcie jakiegoś autora, śmiało możecie zakładać, że pochodzi z obrazów dostępnych na Wikipedii.

No to zaczęłam.

___________________________

Jutro – o „Tętniącym sercu” Selmy Lagerlöf. Notka pełna spojlerów do książki, która ma 101 lat, więc zgodnie z najnowszymi trendami (patrz: „Hobbit”).

Weź dokładkę!

6 komentarze

  1. Piękny start na progu nowego roku! Trzymam kciuki! Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję i staram się, by nadal było pięknie (i więcej :)). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki za wytrwałość! I życzę (częściowo sobie...) ciekawych tekstów!

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę ci nie tylko wytrwałości, ale przyjemności i frajdy w jego tworzeniu. To jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń