Jadę, więc czytam albo o sposobach czytania w samochodzie


Tak jak zapowiedziałam – dzisiaj będzie wpis takiego lżejszego kalibru. W niektórych województwach naszego kraju sezon ferii się skończył, w innych zaczął, w innych jeszcze zapewne ciągle trwa albo jest na półmetku. A jak wiadomo, ferie sprzyjają przemieszczaniu się. Bierze się pod pachę kota, dziatki i starą matkę, pakuje dmuchany materac i termos z gorącą kawą, po czym stara się w miarę wygodnie umieścić w wysłużonym aucie i rusza w góry i nad morze, zagraniczne lub krajowe, spędzając upojne godziny w trasie. Można oczywiście skorzystać z opcji bardziej ekologicznej i dziatki wraz ze starą matką upakować w przedziale kolejowym, starając się upchnąć dmuchany materac na półce nad siedzeniami. Wtedy poniższe rozważania tracą przynajmniej część swojego sensu.


Ale przyjmijmy, że raz kiedyś każdemu z nas zdarzyło się wyruszyć nie bylejakim pociągiem i nie autobusem z dostępem do internetu, ale autem. Może swoim, może rodziców, sąsiada ruszającego w tym samym kierunku, krewnego, co obiecał zabrać nas kiedyś gdzieś, kumpla ze studiów albo człowieka poznanego na portalu oferującym wspólne przejazdy. Uzbrojeni w takie doświadczenie możecie razem ze mną rozważyć zakamarki tajemnej sztuki Cewuesu (Czytania w Samochodzie), która nie jest ani łatwa, ani prosta, ale z dobrą książką może być – a to chyba najważniejsze – przyjemna. A zatem – do dzieła!

Jeśli jesteś kierowcą: to najbardziej karkołomna pozycja do czytania w samochodzie. No, ale traf chciał, to ty jako jedyny masz w grupie prawo jazdy, ale niestety – właśnie wczoraj z trudem odłożyłeś superwciągającą lekturę. Co robić w takim przypadku? Na pewno nie podczytywać po drodze za kółkiem! Nawet czytanie mapy, leżącej na siedzeniu obok, może spowodować, że słowa, które właśnie z niej odczytałeś, mogą okazać się twoimi ostatnimi. Dlatego uzbrój się w cierpliwość i duży zapas płynów, którymi będziesz częstować współpasażerów. Wtedy sami będą cię zachęcać do jak największej liczby postojów, w czasie których podczytasz chociaż kilka stron. To dla ciebie jedyna szansa na czytanie w samochodzie. W innym wypadku skup się i dojedź na miejsce jak najszybciej, żeby po ulokowaniu w jakimś ustronnym pokoju w spokoju oddać się lekturze.

 Okazuje się, że "Top Gear" obfituje w gify idealne
jako ilustracje do tego wpisu...

Jeśli siedzisz na miejscu z przodu: w tym przypadku dużo zależy od kierowcy. Jeśli jest nim twój dawno niewidziany wuj, który porozumiewa się z otoczeniem monosylabami, a ciebie ma z jakiegoś powodu wciąż za nieciekawego dzieciaka albo półgłówka nie umiejącego zliczyć do trzech (na jakiejś rodzinnej imprezie przyznałeś się, że nadal nie umiesz obsługiwać wiertarki), masz szansę nie niepokojony czytać przez większą część trasy. Jeśli jednak kierowca zabrał cię ze sobą, żebyś bawił go z tego (bo lubi) bądź innego (ma niebezpieczną tendencję do zasypiania) powodu rozmową, zostaje ci ukradkowe podczytywanie w chwilach jego nieuwagi. Jeśli kierowcą jest ktoś dobrze ci znany – i taki, który wie, że uwielbiasz czytać – może przymknie oko na to, że od czasu do czasu wyłączasz się i odpływasz w książkę, zamiast zachwycać się widokami albo narzekać na stan dróg.

Jeśli siedzisz z tyłu sam: jeśli siedzisz po stronie kierowcy – uważaj, widzi cię w lusterku wstecznym. Tutaj właściwie da się zastosować zasady opisane wyżej: dużo też zależy od tego, czy kierowca ma kogoś na siedzeniu obok siebie, czy nie. Jeśli siedzisz po stronie pasażera, możesz równie dobrze powiedzieć, że tu z tyłu nic nie słychać i dlatego sobie poczytasz, no bo po prostu rozmowa jest w takich warunkach zupełnie niemożliwa (w tych nowych, superdźwiękoszczelnych samochodach ten wariant powoli staje się niemożliwy). Przy dobrych warunkach, ale z zachowaniem odpowiednich zasad społeczeństwa, czytanie na siedzeniach z tyłu może być nawet wygodne (dużo miejsca na nogi).

 Sposoby obchodzenia się z rzeczoną lekturą
były natomiast drastyczne.

Jeśli siedzisz z tyłu z jedną osobą: sytuacja trochę się w takim wypadku komplikuje. Nie tak bardzo, jak w przypadku kierowcy, który chce z tobą rozmawiać, bo istnieje szansa, że ten drugi pasażer też zaraz wyciągnie książkę/odtwarzacz i odpłynie w sobie znane rewiry, ale może być też tak, że zwyczajnie ucieszony perspektywą siedzenia z kimś ciekawym (to znaczy z tobą) wybierze rozmowę. W takim wypadku nie zostaje ci nic innego niż czekać, aż twój towarzysz zaśnie, a ty będziesz miał szansę przeczytać chociaż kilka stron. Chyba, że wcześniej się ściemni.

Jeśli siedzicie z tyłu we trójkę: może się to wydawać najmniej komfortowe, z racji ścisku panującego wtedy na tylnym siedzeniu. Ale wbrew pozorom może się okazać, że dwóch towarzyszy podróży zajmie się sobą, a ty będziesz mógł z ukontentowaniem oddać się lekturze. W takich warunkach lepiej usiąść z boku – jeśli masz małą siłę przebicia albo odpowiednie rozmiary i siądziesz na środku, to w zależności od tego, kto usiądzie po twojej lewej i prawej, raczej nie zaznasz spokojnej lektury. Chyba, że kompani tak zainteresują się tym, co czytasz, że przydzielą ci rolę samochodowego lektora albo zagłębią się w czytanie ci przez ramię, ryzykując kontuzje kręgosłupa szyjnego. Dla zwiększenia takiego prawdopodobieństwa staraj się dobierać jak najciekawsze dla szerokiego grona czytelników lektury – jeśli oczywiście jesteś jedną z tych osób, które w podobnych sytuacjach zawsze lądują pośrodku.

 Trudy czytania w samochodzie we dwóch.

Jeśli to jest samochód więcej niż pięcioosobowy i siedzisz zupełnie na końcu: może się okazać, że wszyscy inni zostawią cię w spokoju i zapomną, że tam siedzisz, a może się okazać, że zaaplikują zasadę „wesoły koniec autobusu”, i tak zostaniesz osobą, która powinna bawić całe towarzystwo. Możesz spróbować czytać im na głos (nigdy nie wiadomo – można spróbować), w innym wypadku raczej połóż książkę na siedzeniu i tęsknie spoglądaj w jej kierunku.

Oczywiście osoby z chorobą lokomocyjną mają w każdym z tych przypadków utrudnione czytanie (jeśli wręcz nie uniemożliwione – bo jednak choroba lokomocyjna może ich z tej radości wykluczyć; chociaż są jeszcze audiobooki). W innym wypadku zawsze warto próbować, a nuż się uda? To znaczy, oczywiście, nie jest tak, że czytanie w samochodzie to czynność, z którą się kryjemy. A jednak w większości przypadków, nawet kiedy droga jest długa, trudno jest wygospodarować sobie czas – samochód sprzyja kontaktom towarzyskim z innymi pasażerami, a czytanie bywa najczęściej, no cóż, czynnością mało integrującą. A Wy, jakie macie doświadczenia z samochodową lekturą?

_________

A jutro będzie mały ranking, żeby nowo odkrytej tradycji stało się zadość. W roli głównej pewien melancholijny Skandynaw.

Weź dokładkę!

6 komentarze

  1. Moją metodą, jest udawanie, że zasypiam z słuchawkami w uszach, a gdy już wszyscy zapomną o moim istnieniu, dyskretnie sięgam po książkę, wyłączając muzykę, ale nie zdejmując słuchawek. Z słuchawkami i książką wysyłam pozostałym pasażerom raczej jasny sygnał "nie przeszkadzać".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, słuchawki często bywają lekiem na całe zło, ale mają też tę wadę, że czasami alienują nas z otoczenia wbrew naszej woli ;).

      Usuń
  2. Ja niestety jestem z tych cierpiących na chorobę lokomocyjną. I co ciekawe nawróciła mi się ona po wielu latach, bo od dzieciństwa, przez długi czas jej nie miałam. Ale jakoś sobie z tym radzę. Muszę zawsze niestety siedzieć z przodu, więc zazwyczaj czytam, co chwilę zerkając przez przednią szybę. Faktycznie jest to nieco męczące, ale przynajmniej mogę czytać!

    W środkach komunikacji miejskiej, w autobusach, pociągach, samolotach choroba na szczęście nie nasila się tak, jak w aucie, więc najchętniej (jeśli mam wybór) podróżuję w ten sposób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, ale to świetnie, że mimo wszystko Ci się udaje. Większość znanych mi osób z chorobą lokomocyjną musi się ratować audiobookami albo zrezygnować z książek w podróży samochodem.

      Usuń
  3. Mnie problem odpada - prowadzę auto, najczęściej jeżdżę sama, więc w czasie podróży czytam książki uszami:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam z audiobookami problem, ale doceniam, że jest taka możliwość ;). Dla kierowców chyba najbardziej niezbędna, jak widać :).

      Usuń