5 literackich matek w prawie albo wpis na Dzień Teściowej


Dzisiaj jest dzień, który w moim domu określa się co prawda jako „dziwne, nowomodne święto”, ale czyż można się oprzeć przed dokonaniem zestawienia literackich teściowych? Specjalnie na Dzień Teściowej? Może i można, ale ja mam widocznie słaby charakter.

Teściowe nie były bodajże nigdy specjalnie hołubione – czy to w życiu, czy to w literaturze. Utarł się jakiś zupełnie drastyczny ich obraz, co często się w ogóle na rzeczywistość nie przekłada, ale na ile ma on odzwierciedlenie w literaturze? Pomyślałam, że spróbuję znaleźć tak z pięć literackich teściowych, które w swojej funkcji w tekście występują – to znaczy nie, że w ogóle można wywnioskować, że są czyimiś teściowymi, ale że to, że nimi są odgrywa w ogóle jakąś rolę. O, także macie mniej więcej wyobrażenie o tym, o czym ten wpis będzie.

Mila Borejko z cyklu „Jeżycjada” Małgorzaty Musierowicz

Mila początkowo jest żoną i matką, a teściową zostaje wraz z zamążpójściem najstarszej córki, Gabrysi. I na początku nic nie zapowiada katastrofy, nawet kiedy mąż Garysi odchodzi od niej i zostawia ją samą z dziećmi – Mila wspiera córkę, pomaga jej w opiece nad córeczkami i w ogóle wydaje się być osobą bardziej niż w porządku. Do czasu, kiedy autorka nie postanowiła zmienić ją trochę post factum w przerażającą osobniczkę, która w swoich wcieleniach żony i matki zaczyna być straszna (określana jako ciepła ironia postawa wobec wnuczek doprowadzała mnie w ostatnich tomach Jeżycjady do lekkiej desperacji i przecierania oczu ze zdumienia, że tekst od narratora może tak bardzo nie współgrać z postępowaniem bohaterów – i nie na zasadzie uzyskania takiego obrazu czytanego spomiędzy wierszy, tylko zupełnie na serio), ale jako teściowa osiąga szczyt bycia stereotypową teściową. Przyznaje się między innymi do utrudniania kontaktu swojego eks-zięcia z jego córkami, nie wspominając o ciągłym powtarzaniu, że „ona już od początku wiedziała, że to się tak skończy!”. Pocieszające i dające osłodę w trudach życia, nieprawdaż?
 Mila z wnuczętami w wizji autorki. Źródło.


Pani Bennett z „Dumy i uprzedzenia” Jane Austen

Czyli jedna z dwóch teściowych w dzisiejszym zestawieniu, której wymarzoną rolą życiową jest właśnie bycie teściową. Co przy posiadaniu licznego zastępu córek nie powinno być trudne, ale sęk w tym, że trzeba wydać je za mąż odpowiednio. Pani Bennett w pewnym momencie stwierdza co prawda, że lepszy ożenek jakikolwiek niż żaden, bo istotna w życiu jest określona pozycja społeczna, którą osiąga się poprzez zostanie żoną, matką i w końcu – teściową. Na szczęście Austen z ironicznym pazurem opisuje starania pani Bennettowej odnośnie wypełniania tych ról społecznych i chociaż czasami bohaterka może nas doprowadzić do rwania włosów z głowy, to w gruncie rzeczy wiemy, że chce tylko dobrze – w ramach tego, co ma jej do zaoferowania społeczeństwo, które ją było nie było ukształtowało.
 Filmowa pani Bennett oczywiście stąd.


Babunia z „Babuni” Boženy Němcovej

Wspominałam już o Niemcowej we wpisie o promocji czytelnictwa, więc pomyślałam, że może najwyższy czas napisać coś o jej najlepiej znanym dziele (i jednym z nielicznych przełożonych – co prawda tak sobie, ale ważne, że w ogóle – na polski). Główną rolą tytułowej Babuni jest bycie babunią i opieka nad stadłem swojej córki, ale mnie w tej książeczce (bo to naprawdę nie za długa opowiastka) zawsze urzeka relacja babuni z zięciem. Otóż rzecz dzieje się w połowie XIX-wieku, kiedy język czeski dopiero tak naprawdę zdobywał sobie znowu miejsce wśród ludzi powyżej warstwy chłopskiej, a większość wykształconych osób wybierała wciąż jeszcze niemiecki. Babunia jako kobieta z ludu jest oczywiście gorącą czeską patriotką, więc nie dość, że chodzi w stroju ludowym i mówi po czesku, to i mieszkającą w okolicy księżną nakłoni by przychylniej patrzyła na swoich czeskich poddanych, i wnuczęta wychowuje w poczuciu najczystszej czeskości. Ale to są w sumie tematy, których można się spodziewać. Natomiast zgryzot na początku dostarcza babci zięć, który jest miły, inteligentny i obdarzony poczuciem humoru – ale mówi wyłącznie po niemiecku. Dlatego babcia zmaga się ze sobą, bo niemieckiego się nauczyć nie chce, ale z zięciem, który choć zniemczony, to swój chłop porozmawiać – bardzo by chciała.
 Filmowa babunia z ekranizacji z roku 1940, źródło.


Matka Bohusza z „Wesel w domu” Bohumila Hrabala

Znowu czeski akcent, ale marzec to taki hrabalowski miesiąc, więc jak nie przywołać matki ukochanego głównej bohaterki doskonałych „Wesel w domu”? To jest w sumie taki zbiór motywów z całej twórczości pisarza w jednej książce – pojawiają się tam postaci znane z innych jego powieści i opowiadań, a główna bohaterka i narratorka w jednym to takie alter ego żony Hrabala. W „Weselach...” jest piękna scena, kiedy po zaręczynach Pipsi – głównej bohaterki – i Bohusza, czyli literackiego odpowiednika samego Hrabala, Bohusz wiezie Pipsi do swojego domu rodzinnego, gdzie zapoznaje ona jego ojca, szalonego stryja Pepina i matkę, która już w sumie zaczynała się martwić, że jej syn nigdy się nie ustatkuje. A tą matką jest oczywiście główna bohaterka „Postrzyżyn”, wiele lat później całkiem zrównoważona, zważywszy warunki zewnętrzne, pani domu. Głównie zajmująca się przekrzykiwaniem szwagra, głoszącego wszem i wobec, że armia austro-węgierska, gdyby istniała, pokonałaby spokojnie Armię Czerwoną. Więc matka Bohusza stara się zagłuszać te opinie wykrzykiwanymi sprostowaniami, żeby Pepin przypadkiem nie trafił do więzienia.
Ponieważ zanim zostanie się teściową, chadza się ze szwagrem po dachach. Kadr z "Postrzyżyn".

Pani Broniczowa z „Rodziny Połanieckich” Henryka Sienkiewicza

Druga w zestawieniu bohaterka, która bardzo by chciała być teściową, tym razem z literatury rodzimej. Pani Broniczowa właściwie nie jest matką bohaterki, którą usiłuje opchnąć sporej ilości mężczyzn, ale jej ciotką, mimo to wydaje się być taką naszą panią Bennettową. Przez większą część czasu stara się reklamować swoją wychowankę na różne sposoby, w tym na przykład twierdząc, że w dzieciństwie została ona pobłogosławiona przez Wiktora Hugo (który akurat przypadkiem stał na balkonie, kiedy przejeżdżała z niemowlęciem) i łapać potencjalnego zięcia tam, gdzie widzi okazję. Oczywiście sprawa kończy się nie najlepiej, więc morał jest taki, żeby jednak nie starać się uteściowić za wszelką cenę. Postać jest jednocześnie denerwująca i szalenie komiczna, więc mimo zżymania się na jej zachowanie, właściwie wspominam ją z pewnym sentymentem.


O, takie teściowe literackie mi przyszły na myśl. Dorzucilibyście kogoś jeszcze? A wszystkim teściowym, które tu zaglądają, gromkie sto lat.

___________


Jutro będzie o tym, jak literatura niepostrzeżenie przenika do życia. Czy właściwie do języka. Ale przez to do życia. No, sami zobaczycie.

Weź dokładkę!

5 komentarze

  1. Matka, która chciała być teściową, to również Paczesiowa z Chłopów. Jakże ona kupczyła tą swoją Jagną nieszczęsną.
    Ale ogólnie to na teściowe chyba dziwny nieurodzaj jest. No, w Znachorze hrabina Czyńska, ale to teściowa in spe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o Paczesiowej - widać to jest ta literacka teściowa, co ją człowiek przeczytawszy, zapamiętuje :-).

      Usuń
    2. Jako wielbiciel Chłopów zapamiętałem nie tylko Paczesiową :P

      Usuń
  2. Tak mi przyszło do głowy Cersei Lannister z PLiO, ooo za taką teściową to ja dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, taka teściowa to w sumie jest sztuką sama w sobie... Też bym podziękowała :-D.

      Usuń