Jak minął marzec albo podsumowanie miesiąca

No i mamy koniec marca, a za mną trzy pełne miesiące blogowania. Jak wyglądał ten ostatni miesiąc na Pierogach pruskich? Ano, przekonajmy się razem.


Marcowe lektury
Skończyłam luty i zaczęłam marzec knigą gabarytowo ogromną, ale na szczęście ze sporym „światłem” między wersami i jednak pewnym marginesem. Po dwóch tygodniach zakończyłam moją przygodę z „Wszystkim, co lśni” Eleanor Catton i powiem Wam, że nadal nie jestem przekonana, czy to jest książka dobra czy poprawna, i nie czuję póki co żadnego sentymentu – w każdym razie nie na tyle, żebym wzdychając zadeklarowała, że może kiedyś do tej powieści wrócę. Potem sięgnęłam z kolei do styczniowej nowości i przeczytałam „Odpływ” Larsa Saabye Christensena, dałam się oczarować pierwszej części powieści i zniechęcić dwóm kolejnym – ale co mi się podobało, to moje, poza tym Norwega wymienia się od czasu do czasu jako Noblistę in spe, więc traktuję tę lekturę jako inwestycję na przyszłość, a z recenzji Ekrudy wnoszę, że warto kontynuować z tym pisarzem znajomość. Następnie przepadłam na Wileńszczyźnie, dokąd przeniósł mnie mój marcowy przebój, czyli doskonała „Bohiń” Tadeusza Konwickiego, którą teraz reklamuję wszystkim. Ach, jaka to jest znakomita książka! Po czym wróciłam do nowości – jak na mnie to wyjątkowo w nie marzec obrodził – i spędziłam kilka dni podczytując mój urodzinowy prezent, czyli „Wiadomość”Tove Jansson. Zbiór opowiadań zostawił mnie w takim nastroju „nie było to złe”, ale też nie porwał aż tak, jak sądziłam, że stać się może. Ale przynajmniej do części utworów będę wracała na pewno. Pod koniec miesiąca skusiłam się na jednodniową wyprawę Orient Expressem i przeczytałam (głównie w autobusie, choć powinnam była, rzecz jasna, w pociągu) „Morderstwo w Orient Expressie” Agathy Christie – dobry, klasyczny kryminał, który pozwolił mi przy okazji podumać nad tym, że w sumie to nie chciałabym się przenosić w przeszłość, nawet jeśli pociągi się wtedy spóźniały rzadziej i konduktorzy ścielili każdemu na życzenie łóżko w kuszetce.

Także, słowem podsumowania: przeczytałam pięć książek i zaczęłam szóstą. Wyzwanie czytelnicze, co by o nich nie mówić, pozwala mi się utrzymywać w stałym lekturowym ruchu, co sobie nad wyraz cenię.
Tradycyjne w podsumowaniu miesiąca - zdjęcia uroczych zwierząt.
Tym razem padło na foki. Źródło.

Marcowe wpisy

W marcu zjawiło się tutaj tylu czytelników, że – szczerze mówiąc – przy myśli o założeniu bloga nawet nie myślałam, że tak się stanie. Z wpisów, które cieszyły się Waszym uznaniem, na pierwsze miejsce wysunęły się refleksje o tym, jak i czy kupować książki. Do wpisów, przy konstruowaniu których bawiłam się przednio, a które na blogu czytano najintensywniej, należały też notka o wyrażeniach z książek, które zaadoptowałam do codziennego użycia i notka o tym, jakie listy książek lubię i dlaczego akurat te (no i po co mi one w ogóle). Wspominki na temat książek fantasy, które sprawiły, że stałam się fanką gatunku, a które opublikowałam (przypadkiem!) w Dzień Czytania Tolkiena również należały do co bardziej czytanych wpisów. Notka skonstruowana, by spełnić wygłoszone podejrzanie radosnym głosem życzenie mojego Domownika, czyli wpis o krwiożerczych roślinach doniczkowych występujących w prozie chyba się Wam podobał. 
Czytaliście także mój mini-cykl notek o szkolnych lekturach i co z nimi dalej począć, czyli mój prywatny ranking lektur ulubionych, zdecydowanie nielubianych, o krzywdzonych przez programy nauczania poetach, no i same rozważania na temat list lektur. W tym miesiącu mieliśmy też wpis gościnny o ukochanej pisarce mojego Domownika, czyli o Zofii Nałkowskiej. Poruszałam też tematy takie jak co to w ogóle znaczy, że literatura jest „kobieca” i czy da się wrażenia etyczne oddzielić od estetycznych, czyli co zrobić, kiedy autor książki zachowuje się nie do końca zgodnie z naszym kompasem moralnym. To był też miesiąc, w którym pożegnaliśmy ukochanego pisarza wielu – a na pewno mojego – Terry'ego Pratchetta.




Marcowe dyskusje
Wiecie co, jak robiłam to zestawienie w styczniu, brałam pod uwagę wpisy, gdzie było około dziesięciu komentarzy. W lutym byłam zdumiona, kiedy komentarzy było (razem z moimi odpowiedziami oczywiście – bo przecież ileż jest przyjemności w tym, że mogę z Wami porozmawiać i że w tej rozmowie wyłania się tyle cudnych pomysłów, sporo się dowiaduję i mam pożywkę do dalszych rozmyślań!) ponad dwadzieścia. A w tym miesiącu jeden z wpisów zebrał ich niemal sześćdziesiąt! To jest świetna sprawa – wiedzieć, że jesteście zainteresowani i że chcecie się ze mną podzielić tym, co myślicie. No i że dyskutujecie nie tylko ze mną, ale też ze sobą nawzajem!

A co mnie i Was tak interesowało w tym miesiącu? W damskim gronie (co ciekawe) rozmawiałyśmy o tym, co to takiego ta „literatura kobieca” i jakie mamy punkty wyjścia, żeby się od tej klasyfikacji odbić, no i komu ona jest właściwie potrzebna. Oczywiście nie mogło się obyć bez dyskusji o lekturach – o konkretnych przykładach, ale i w ogóle o tym, jak to z tymi lekturami jest. Mamy bardzo różne gusta, jeśli chodzi o lektury, więc zdecydowanie było o czym rozmawiać! Dyskutowaliśmy też, jak to jest z tym „autorem” i „pisarzem”, i czy da się te dwa byty od siebie odseparować – dorzucaliście też swoje przykłady rzeczy, których woleliście się nie dowiedzieć o pisarzach (albo pisaliście w sposób zaowalowany, żeby innych nie zniechęcać). Emocje budził też temat kupowania i niekupowania książek i tego, jakie listy książek są dobrymi podpowiadajkami, gdzie szukać czytelniczych natchnień. Podzieliliście się też ze mną dopiskami, które znaleźliście wksiążkach wcześniej użytkowanych przez kogoś innego i swoimi typami, podpadającymi pod zagadnienie „ale jaka właściwie była ta książka – zła, dobra, jeszcze jakaś inna?”.



Marcowe hasła
Słuchajcie, a teraz coś, na co czekałam, bo zawsze bardzo mi się podobało u innych blogerów, czyli hasła, przez jakie ludzie trafiali na Pierogi pruskie. Do tej pory było dość przewidywalnie, a tu nagle w marcu obrodziło ciekawymi pytaniami, przez które stryj Google kierował na bloga! Toteż je pracowicie pozbierałam, bo jakby tego nie zrobić?

Zdarzało się, że potencjalny czytelnik przybywał tutaj, żeby uzyskać odpowiedzi na konkretne pytania. Ktoś zastanawiał się „dlaczego trylogia Miłoszewskiego jest niedostępna”. Pytanie oczywiście – gdzie niedostępna. Jeśli w którymś z magazynów wielkich księgarni – to pewnie dlatego, że bije rekordy popularności (więc aż dziwne, że nie ma!). Na blogu recenzje przygód Szackiego są natomiast dostępne, o tu, tu i tutaj. Ktoś inny z kolei pytał enigmatycznie: „książka młodzieżowa przygodowa czytanie w myślach”. Odpowiedziałabym – może „Harry Potter i Zakon Feniksa”? Jest młodzieżowo, przygodowo, no i Dumbledore pochylony nad myśloosiewnią na okładce daje do, nomen omen, myślenia. Trafiały się pytania trudniejsze i bardziej konkretne, jak „seria nike wyd czytelnik skąd pomysł”. Nie mam pojęcia - czy ktoś z Was wie? Dla mnie pomysł nie do końca udany, bo jak można wydawać takie doskonałe książki w takim małym formacie, chlip, chlip. No i padło jeszcze pytanie "jak poukładać książki na półce bez ścianek". Polecałabym podpórki. Albo układanie poziomo, ale to już w sumie mało przydatne, jeśli z tej półki bez ścianek chcielibyśmy szybko i łatwo korzystać. Zdarzyło się też, że ktoś tutaj trafił pytając "co stawiać na półkach". Osobiście jestem zdania, że książki. Ale są rzeczy, dla których robię wyjątki, więc nie jestem tutaj jakoś bardzo ortodoksyjna.

Google odsyłało tutaj, kiedy ktoś poszukiwał rzeczy związanych z baśniami. Niestety, nie znajdziecie tutaj niczego, co przypominałoby „baśń o ślimaku, który pluł na cały świat” (że tak zapytam: ???, czy ktoś coś wie?) ani też odpowiedzi na zapytanie „wszystkie tytuły baśni Andersena”. Za to „baśnie ranking” i „10 najlepszych baśni” mogą Wam odesłać do rankingów baśniowych, które pojawiają się na blogu dziesiątego każdego miesiąca. Pisałam już o Grimmach, Andersenie i moich ukochanych baśniach z krainy Gryfitów.

Czasami ktoś trafi na jakiś starszy post. Po haśle „czytanie w samochodzie” traficie zapewne do notki o tym, jak się urządzić, żeby sobie w samochodzie poczytać, a hasło „powieść historyczna w dzisiejszej Polsce” odeśle Was do, co zaskakujące, notki o polskich pisarzach powieści historycznych. Jeśli szukacie „opowieści zza Buga”, to nie do końca tutaj, chyba że w wydaniu epopeicznym, to możecie zajrzeć do recenzji „Dwunastu stacji” Tomasza Różyckiego, ale to nie moja zasługa, a autora. Enigmatyczne wstukanie w google „szymborska” również skierowało kogoś tutaj, i dobrze, bo o Szymborskiej nigdy za wiele.

Już wiem, jak się mogę definiować. Jest to z całą pewnością „blog książkowy”, jeśli po wpisaniu tego w wyszukiwarkę kogoś przekierowało tutaj (poczytam sobie to za komplement, w końcu „książkowy” to taki prawie „wzorowy”). Dobre rezultaty daje z pewnością wpisanie „Pierogi Pyza Wędrowniczka” - tak, to ja, a to są moje Pierogi. Jest to też prawdopodobnie „strona internetowa o ulubionych książkach” - chociaż często piszę tutaj o książkach, które lubię tak sobie, a czasem, o zgrozo, nawet o takich, których nie lubię wcale.

Ktoś szukał, jak to określił: „recenzje książki Tętniące serce” (i faktycznie, napisałam trochę o niej, ale raczej mało recenzyjnie, o tutaj), a ktoś inny „mam wszystko książka”. O tej nie pisałam, chyba że to nie tytuł – ale wszystkich książek też nie mam (i niektórych nawet bym nie chciała, więc uff).

Było też trochę wyszukań bardziej tajemniczych, choć pewnie nie dla autorów. „Kępa na mokradłach” - pewnie jakaś jest, chyba, że klempa, wtedy też do spotkania na mokradłach (także literackich). „Pierogi cytaty” - pruskie cytatami nie stoją, ale jeśli o pierogach, to raz jeszcze koniecznie zajrzyjcie do Różyckiego, taki epicki opis lepienia pierogów to tylko tam! No a „wieki ciemne na pomorzu zachodnim” były, jeśli wierzyć legendom, dość przerażające.

Zdarzył się też ktoś, kto potrzebował, powiedzmy, inspiracji: „napisz pracę literacką na temat piątek trzynastego”. Czymkolwiek jest „praca literacka”, to miejmy nadzieję, że się nie zniechęcił, jak poczytał o pechowych książkach.

Źródło. (Znalezienie zdjęcia fok, które przy okazji nie wyglądają
na wystraszone, że ktoś je fotografuje, okazuje się być skomplikowane).


Uff, a mówią, że wpisy podsumowujące pisze się od ręki. Także o, takie rzeczy się tutaj działy i mam nadzieję, że bawiliście się dobrze. Jak zwykle, jeśli macie jakieś uwagi – co Wam się podoba, a co mniej, z chęcią poznam Wasze zdanie. A co nas czeka w kwietniu? Znowu będzie wpis gościnny – tym razem kogoś, kto nie mieszka ze mną pod jednym dachem, na pewno kilka recenzji, bo jednak czytam sobie pomału różne rzeczy, a do tego o pięknie ilustrowanych baśniach, ilustracjach jako takich i kosmosie. I o mnóstwie innych rzeczy, bo pomysły krążą sobie swobodnie i co jakiś czas jakiś łapię – na pewno pojawi się też wpis o moich ulubionych czeskich pisarzach, bo obiecałam, i obiecałam też wpis o literackich, jakby to nazwać, mash-upach? No, w każdym razie – będą wpisy.

____________

Jutro jest wiadomo jaki dzień, ale postanowiłam Was nie nabierać, za to opowiem Wam, jak nabierają nas ludzie pióra.

Weź dokładkę!

16 komentarze

  1. Do mnie można trafić np. wyszukując hasła:
    - co może czytać dziewczyna na necie
    - filary ziemi książka nie dla kobiet, ale najbardziej ubawiło mnie:
    - benedict cumberbatch ojcem - bardzo rozczarowująco odsyłające do wpisu o ojcu informatyki, w którego wcielił się BC ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo metaojcem był powiedziała w takim razie ;-).

      Usuń
  2. Chociaż jedna osoba, która powstrzyma się jutro od głupich żartów;)
    Urocze foki!
    A lektura podsumowania cieszy, widać że blog żyje i ma się dobrze;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku myślałam o mewach, ale trudno mi było znaleźć takie, które wyglądałyby słodko albo uroczo, a nie po prostu, no, mewiaście :).

      Usuń
  3. Marzec bardzo dorodny! ;-) A hasła, po jakich trafiają na nasze blogi, bywają niezwykle zaskakujące...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Ale to jest takie cudne (na szczęście nikt nie wyszukuje niczego bardzo przerażającego...), ciekawa jestem, czy te osoby, przynajmniej któraś z nich, tutaj zostały :).

      Usuń
  4. Kurczę, strasznie lubię czytać notki podsumowujące miesiąc, nie cierpię ich pisać.
    Bardzo się cieszę, że będzie wpis o Czechach, bo czekam. I ciekawam gościa :).
    A foczki urocze prawie jak koty ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. jako odsyłacz u mnie pojawiło się "najlepsze męskie klaty" :D

      Usuń
    2. :-D *szeptem* a był jakiś post z klatami, który przegapiłam... ;-)?

      Usuń
    3. No właśnie nie, ale czuję się w obowiązku napisać. Zaraz po wpisie o booktube, oczywiście :).

      Usuń
    4. Na wpis o booktube czekam niecierpliwie! No i w takim razie ciekawa jestem, co wyjdzie z tego wpisu o klatach :-D!

      Usuń
  5. Droga Pyzo, masz cudownego bloga, czegoś takiego potrzebowałam w internetach :) Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, bardzo mi miło! Dziękuję :-). I cieszę się, że Ci się tu podoba!

      Usuń
  6. Obie musimy "Półbrata" przeczytać. To podobno dobre jest, a ja już przytargałam z biblioteki, więc wkrótce przyjdę kusić ;)
    Do mnie ostatnio ludzie trafiają po haśle "jakie karteczki do sloika dla chlopaka", ale przywędrował też ktoś, kto wpisał "david bowie śmierć".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja czekam na kuszenie w takim razie ;-).
      A hasła, muszę powiedzieć, zastanawiające (i nieco makabryczne) ;-).

      Usuń