Moje ulubione listy książek albo o pewnym wyznaniu


Wiem, że dość popularnym poglądem jest ten, że robienie list książek jest kiepskim pomysłem, bo ogranicza i w ogóle zawęża pole do popisu, eliminuje spontaniczność w doborze lektur, usztywnia i czyni złym człowiekiem. Znajduję się zupełnie na drugim biegunie – jestem dziką fanką robienia list, przeglądania cudzych list i stanowią one dla mnie nieustające źródło inspiracji (tak, to ja jestem tym rzadkim rodzajem człowieka, który w swoich latach szkolnych przeczytał wszystkie lektury, które wtedy były na listach lektur).


Temat list jest bardzo szeroki, więc zastanawiałam się, jak go ugryźć. Ostatnio dużo tu było wpisów takich przekrojowych i ten o listach też mógłby taki być, ale pomyślałam, że może zamiast tego – o tym też pewnie kiedyś napiszę, więc jeśli Was to ciekawi, to spokojnie – napiszę o moich ulubionych listach. Dzisiaj tak bardziej ogólnie, w przyszłości pewnie skrobnę też coś bardziej szczegółowo przynajmniej o niektórych z tych list.

Po powyższych wyznaniach zapewne nie zdziwi Was specjalnie, że jedną z moich ulubionych stron internetowych – której znalezienie dostarczyło mi sporo radochy - jest List Challenges. To strona, na którą można wrzucić jakąś listę książek, tematyczną, wyzwaniową, swoją osobistą, lektur, i po udostępnieniu jej on-line inni mogą na przykład zaznaczać sobie, co już czytali, i porównywać się z innymi czytelnikami, którzy odhaczali swoje przeczytajki na takiej liście, albo po prostu wiedzieć, co jeszcze w danym temacie można przeczytać. Trafiłam na tę stronę uzupełniając moją zdecydowanie ulubioną listę z gatunku „kiedyś przeczytam wszystko”, czyli listę książek, jakie czytała Rory Gilmore. Rory to bohaterka cudownego poprawiacza humoru, czyli serialu „Gilmore Girls” (w Polsce emitowanego pod nazwą „Kochane kłopoty” - jeśli chcecie poczytać o nim więcej, zachęcający wpis napisała ostatnio Milvanna). Jej cechą wyróżniającą była ogromna miłość do książek i do czytania. Przez serial przewinęło się około 340 książek, które Rory czyta na ekranie albo o nich mówi. Większość to amerykańska klasyka, którą znam słabo – tym bardziej korci mnie, żeby zrobić sobie z tej listy taką pełnoprawną „a teraz będę czytała w takiej kolejności” listę – dużo jest tam powieściopisarzy rosyjskich, bo w jednym z sezonów Rory przechodziła fazę na literaturę rosyjską; wraz z jej pójściem na studia mamy z kolei kilka książek z esejami na różne tematy, na przykład o roli i pozycji kobiet w społeczeństwie. Cała lista sprawia wrażenie bardzo solidnej przeglądówki przez najważniejsze pozycje, dające orientację nie tylko w literaturze amerykańskiej, ale w ogóle w takiej, którą dobrze znać, żeby wyłapywać wszelkiego rodzaju aluzje latające sobie swobodnie jak w serialu, tak w kulturze – także popularnej, chociaż nie przepadam za dzieleniem kultury na kategorie – w ogóle.
Rory czytała na przykład "Ulissesa" czekając na szkolny
autobus. Na tym zdjęciu "Ulisses" objętościowo wygląda przychylnie.
W rzeczywistości wygląda dokładnie odwrotnie (i taki jest). Źródło.

Mam słabość do kanonów, bo kanony powinny działać jak wskazówki: o, to warto znać, a tamto sobie daruj, a jak jeszcze przeczytasz to i to, to będziesz wiedzieć, o czym mowa. Dlatego źródłem inspiracji jest też dla mnie kanon literatury fantasy wg Andrzeja Sapkowskiego (świetnie rozpisaną listę znajdziecie na blogu Moreni, o tutaj). Nie wszystkie wpisane na niego pozycje budzą jakąś moją dziką fascynację, ale podoba mi się, że taka lista powstała – nawet jeśli traktować ją trochę z przymrużeniem oka, bo częściowo się chyba do końca nie sprawdza jako taka zupełna podstawa podstawy. Do listy dołączona została zresztą też instrukcja, to znaczy można zobaczyć, na jakim poziomie obeznania z literaturą fantasy się jest, licząc ilość przeczytanych do tej pory pozycji (jestem fanem trzeciej gildii dopiero, bo jakoś czytywałam sporo tej niekanoniczno-sapkowskiej fantasy jak dotąd). Podoba mi się, że lista przeszła zresztą kilka metamorfoz i uzupełniń, co zawsze lubię, bo wtedy mam poczucie, że autor listy nadąża za zmianami – w końcu literatura to dynamiczna sprawa.
Spis lektur dla fanów fantasy w wydaniu klasycznym.

Kiedyś już wspominałam, że się skusiłam na biblionetkowe czytanie noblistów i od tej pory lista pisarzy, którzy dostali Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury jest mi sterem przy przeglądaniu bibliotecznych półek. Najbardziej lubię znajdywać takich noblistów zupełnie zapomnianych, bo czasami trafiają się niesamowite perełki. Poza tym człowiekowi wydaje się, że kogo jak kogo, ale noblistów z grubsza kojarzy – no, ja nie kojarzyłam. Udało mi się dzięki tej liście przeczytać sporo dobrych książek, na które pewnie bym nie trafiła zbyt szybko na okrętkę. Jestem zupełnie na bakier z nowszymi noblistami (najsłabiej mam obczytaną dekadę 1991-2000). Trochę traktuję tę listę jako taki drogowskaz, żeby się orientować w nieco zapomnianej klasyce, bo chociaż wiem, że nie zawsze Noblem rządzi faktyczne uznanie dla twórczości kandydata, to dobrze jest wiedzieć, co kiedyś w trawie piszczało.
 Państwa, którzy taki medal zanieśli do domu, też lubię czytać.

Krąży też po internecie lista 100 najważniejszych książek wg BBC, a ja się nie mogę oprzeć zestawieniu „lista” plus „książek” plus „najważniejsze” (dobrze też przyciąga moją uwagę wyrażenie „które powinieneś znać”), więc i na nią od czasu do czasu zaglądam. To chyba moja najmniej lubiona, bo ma zbyt szumny tytuł, a w gruncie rzeczy wcale nie oferuje aż tak dużo – trochę klasyki, trochę książek modnych kilka lat temu, w sumie ogranicza się do rzeczy anglojęzycznych w dużej mierze. Ale to wcale nie oznacza, że nie poodhaczałam sobie na niej kilku rzeczy (dubluje się częściowo z listą Rory, więc nie było to bardzo trudne).

Może mniej konwencjonalną listą jest ta, na której są lektury w czeskim liceum, ale skoro już się ujawniłam jako fanka czeskiej literatury, to co się będę krygować. Wybór daje jaką taką orientację w literaturze czeskiej na przestrzeni dziejów (ciekawiej zaczyna się robić od XIX wieku, co w sumie naturalne) i może dostarczyć niemałą liczbę zagwozdek (w rodzaju: „jakim cudem ten pisarz nie zrobił wielkiej kariery, to taka wspaniała książka!”). Poza tym pozwala wyjść z zaklętego kręgu, w jaki wpadła u nas literatura czeska, czyli kółka Hrabal-Kundera-ewentualnie ktoś jeszcze (Havel, Škvorecký, i kogo się tam jeszcze aktualnie wymienia) i spojrzeć na nią świeżym okiem. W końcu jak każda literatura jest bardzo różnorodna (i dostarcza sporą dawkę rozmyślań – bo np. taki Kafka to jest literatura czeska, czy nie; może kiedyś napiszę o tym coś więcej).
 Jakby nie zilustrować tego przykładu, jak nie zdjęciem
jednego z "ojców" czeszczyzny, Josefa Jungmanna. Źródło.

Listy traktuję nie do końca na poważnie, ale lubię, że dają mi taki drogowskaz, co jeszcze warto by poczytać, w jaki sposób można sobie te lektury poukładać, no i zaspokajają moją potrzebę porządku. A Wy lubicie/robicie listy? Macie swoje ulubione albo takie, w których dążycie do przeczytania całości?

______________

Jutro będę recenzować, bo marzec póki co upływa mi na slow reading, z czego trochę się cieszę, a trochę mnie denerwuje, bo zazwyczaj jak czytam wolno, oznacza to, że książka mnie aż tak znowu nie frapuje (albo nie mam tyle czasu na czytanie, ile bym chciała – w tym przypadku to trochę kombinacja obu czynników).

Weź dokładkę!

34 komentarze

  1. lubię przeglądać takie listy, ale jak tylko zaczynałam jakieś sporządzać to szybko się zniechęcałam i wpadałam w poczucie winy i beznadziei :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie chyba kluczem do takich list jest to, żeby traktować je jak podpowiedź, a nie jak naganę "ale jak to nie znasz Tego Wiekopomnego Dzieła, nikczemniku!" ;-). Inaczej faktycznie można spędzić osowiałą chwilę nad taką listą ;-).

      Usuń
  2. Ja traktuję listy dosyć swobodnie, właściwie to lubię znajdować tego typu zestawienia, ale nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek podjęła się "przerobienia" jakiejkolwiek listy od początku do końca, nawet jeśli byłaby to lista "100 dzieł, które absolutnie musisz". Oczywiście korzystam z tego typu podpowiedzi, ale nie fanatycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja też fanatykiem nie jestem, ale od czasu do czasu kusi mnie, żeby taką listę przerobić. Mam wrażenie, że w moim przypadku to jest jedyna szansa na wytrwanie w postanowieniu lektury co poniektórych dzieł (np. z "Mobym Dickiem" mam taki kłopot, i z "Wojną i pokojem" też; dlatego myślę, że może kiedyś się zawezmę na jakąś listę od a do z :-)).

      Usuń
    2. No ja o "Moby Dicku" nawet nie myślę ;)

      Usuń
    3. Och, ja już próbowałam, odkąd zostało mi gorąco polecone lata temu, ale jakoś nie dałam póki co rady. Ale przyjdzie ten dzień, biały wielorybie! ;-)

      Usuń
    4. Muszę jednak powiedzieć, że to jest bardzo wdzięczny temat prac plastycznych i projekty okładek lub rzeczywiste okładki tej książki, na które co rusz natrafiam w Internecie, bywają zachwycające (jak się pewnie domyślasz jestem wrażliwa na okładki ;)).

      Usuń
    5. Ooo, zobaczyłabym taki przegląd okładek, może się skusisz...? :-) Mnie "MD" kusi właśnie całą tą kulturową otoczką, że co rusz jakiś bohater książki/filmu czyta tę książkę, jest mnóstwo odwołań w popkulturze i taka się czuję niedoinformowana, że mnie ten Melville prześladuje ;-).

      Usuń
  3. Znasz ten blog wyzwaniowy? http://projektnoblisci.blogspot.com/

    Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już nam :-). Dzięki! Zastanowię się przy recenzowaniu noblisty, czy by się tam nie podesłać - zobaczmy.
      Również pozdrawiam! :-)

      Usuń
  4. Lubię listy, dla mnie też są rodzajem drogowskazów, jakie książki powinnam znać, choć z ich realizowaniem mam już większy problem :) Znam listę Rory (oczywiście! uwielbiam ten serial, ale kilka razy popadałam przez niego w depresję, bo ta Rory taka zdolna, taka oczytana, pisze tak wspaniale i w ogóle we wszystkim zawsze najlepsza) i kilka książek przeczytałam zainspirowana nią; kojarzę też listę BBC, natomiast nie wiedziałam o zestawieniu Sapkowskiego, i dobrze że o nim piszesz, bo potrzebuję czegoś takiego. Fantastyki czytałam do tej pory bardzo mało, a jakiś kanon wypada znać, więc taki przewodnik będzie jak znalazł.

    A co do tych Czechów – których najbardziej lubisz? Przy których lekturach zastanawiałaś się, jakim cudem ten pisarz nie zrobił wielkiej kariery? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, ale z Rory wcale nie było tak różowo, miała swoje chwile sprowadzania do parteru (szkoda, że potem się okazało, że tylko przez złośliwość ojca Logana, ale jednak); poza tym to trochę było tak, że trzeba było wziąć w cudzysłów niektóre osiągnięcia Rory - np. nigdy nie kupiłam jej jako doskonałego mówcy, bo w scenach jej przemówień nie była specjalnie porywająca ;-) (chyba, że ja jestem narzekacz). O, cieszę się, że podpowiedziałam Sapkowskiego - jak podpowiada @Moreni w komentarzu niżej, u niej na blogu jest cała lista (i to z rozwiniętymi tytułami serii - warto zajrzeć!).

      O, Czesi to jest temat rzeka (mam już zaplanowane o tym wpisy, ale nie oprę się i teraz też coś niecoś napiszę ;-)). Ulubiony w sumie nie zawsze pokrywa się z niedocenionym, ale w obu tych kategoriach jest zdecydowanie Karel Schulz, który uchodzi za historycznego nudziarza, a nie dość, że wspaniale umiał konstruować opisy, wiedział, jak rozkładać napięcia w powieści i do tego stworzył absolutnie przecudowny "Kamień i cierpienie" (szkoda, że nie zdołał dokończyć...), ach! Dziwi mnie, że właściwie nie mamy przekładów Arbesa, bo jego romanetta co poniektóre to są absolutne perełki. Żal, że nie doczekał się jeszcze tłumaczenia żaden Hajíček, bo i "Selský baroko" i "Rybí krev" są doskonałe (ale może się jeszcze doczeka, bo jest "na topie" ;-)). Bardzo, bardzo przyjemnie czyta się Wericha - i w sumie to jest humor zrozumiały i poza kontekstem, więc miał zadatki na pisarza znanego poza Czechami. Szkoda, że nie mamy po polsku "Kytic" Erbena, że nie wyszedł żaden Vokolek (ale ten to jest nierówny, więc nie wszystko darzę aż takim sentymentem), bardzo lubię Körnera, chociaż to też jest taki "pisarz jednej książki" (ale za to jakiej ;-)). I do tego jest cała masa poetów - Holan, Halas, Zahradníček, Šiktanc... No, a to tak z pierwszej myśli :-). Oj, muszę się zabrać za wpis o tym koniecznie :-).

      Usuń
    2. Prawda to, choć najsilniejszym i najskuteczniej przywracającym mnie do pionu argumentem było zawsze, że „ona nie jest prawdziwa” ;) Ale, ale! Pogrążony w depresji umysł nawet z tym potrafi sobie poradzić, bo przecież „mogą gdzieś być na świecie tacy ludzie”, no i tę racjonalną argumentację też diabli biorą.

      Zajrzałam do Moreni i przytłoczyła mnie ta lista. Przydałby się teraz jakiś kanon kanonu :) To znaczy jasne że czytałam takie oczywistości jak „Narnia”, „Władca Pierścieni” i Potter, Pratchetta też cośtam uszknęłam, no i bardzo lubię „Wodnikowe Wzgórze” (którego się zresztą w tym zestawieniu jakoś nie spodziewałam!), ale reszta? Nie łudzę się, że przeczytam choćby 1/3 z tych książek, aż tak zafiksowana na fantastyce nie jestem, więc mimo wszystko rozkładam teraz bezradnie ręce :)

      Pluję sobie wobec tego teraz w brodę, że nie kupiłam „Kamienia i cierpienia" mając do tego okazję już z tysiąc razy, widzę tę książkę za każdym razem kiedy jestem w takim moim stałym antykwariacie w Rzeszowie, ale może skoro przez tyle czasu nikt się nią nie zainteresował, to jeszcze na mnie poczeka do następnej wizyty? Prawdę mówiąc mnie też się Schulz kojarzył z historycznymi nudziarstwami, a na studiach nikt mnie nie wyprowadził z błędu :) Arbesa jeszcze nie czytałam, ale czytałam trochę o nim i intryguje! Hajíček się doczeka i to niedługo, bo „Rybí krev" mają już w zapowiedziach Książkowe Klimaty: http://ksiazkoweklimaty.pl/zapowiedzi/17/rybia-krew „Kytice" też bym chętnie widziała po polsku, piękna rzecz! A Mácha jak Ci się podoba?

      (Będę czekać na ten czeski wpis niecierpliwie!)

      Usuń
    3. Hm, myślę, że lista Sapkowskiego jest taka orientacyjna, nie trzeba od razu połykać całych cykli, tylko wiedzieć, co w trawie piszczy, znać autorów itp., zwłaszcza że jest to też jednak lista uznaniowa - można sobie popodglądać np. jakie oceny mają te książki w Biblionetce, zawsze to jakaś podpowiedź :-).

      O jak cudnie, że wydają u nas Hajíčka! Bardzo mi się podobała konstrukcja "Rybiej krwi", do tego temat jest bardzo aktualny mimo wszystko, pamiętam, że po przeczytaniu miałam w głowie taką myśl, że z chęcią bym tę książkę poleciła kilku osobom, i że szkoda, że nie ma polskiego wydania - a tu proszę. Ekstra! Dzięki za news :-).

      Schulza u nas wydano w jakichś ogromnych nakładach, więc myślę, że spokojnie tę książkę znajdziesz. I nie widziałam do tej pory jakiegoś szalonego na nią popytu, niestety. Máchy standardowo czytałam tylko "Máj", uważam, że bardzo klimatyczna sprawa i mnóstwo dobrych cytatów do wygłaszania przy rozmaitych okazjach, ale poza tym zupełnie go nie znam. Polecałabyś coś jeszcze?

      Usuń
    4. Tak chyba zrobię, dzięki. Choć teraz to już podchodzę z rezerwą nawet do rekomendacji znajomych, kiedyś koleżanka z jednego forum podała mi kilka tytułów na dobry początek przygody z fantastyką i tak mnie wynudziły, że naprawdę cud, że nie zraziłam się do tego gatunku na zawsze.

      Sama „Rybiej krwi” jeszcze nie czytałam, to taka książka-legenda na razie dla mnie, i teraz nie wiem, czy czekać na przekład czy szukać oryginału. Jak znam życie stanie na wersji polskiej, bo jednak łatwo dostępna, a z dotarciem do czeskich książek mam straszny problem...

      Máchy czytałam oprócz „Mája” (którym jestem oczarowana!) jeszcze „Křivoklad” i też polecam, bardzo nastrojowy, z elementami grozy, z tego co pamiętam Arbes się nim inspirował pisząc swoje romanetta :)

      Usuń
    5. Bo z fantastyką jest też tak, że to jest tak szeroki gatunek, że można zupełnie nie trafić w czyiś gust przy polecankach (zdradzisz, co to były za powieści? Może dałoby się od nich odbić, żeby spróbować czegoś z zupełnie innej beczki - i może by zaskoczyło?).

      Poszukam "Křivokladu", pamiętam Máchy szkice zamków i ruin, jeśli słowem umiał też oddać tak ten nastrój, to zapowiada się ciekawie :-).

      Hm, daj mi znać w okolicach Wielkanocy, muszę wziąć Hajíčka z domu mego rodzinnego, gdzie go składuję i mogę Ci z przyjemnością "Rybí krev" wypożyczyć, bo z chęcią bym się wymieniła opiniami i poczytała, co byś o niej napisała :-).

      Usuń
    6. Wszystkich już nie pamiętam, ale jedną z nich była chyba „Przystań Wiatrów”. Dużo czasu wtedy spędzałam na pewnym forum książki (które, zdaje się, również Procella powinna kojarzyć), gdzie udzielało się wielu miłośników fantastyki, i jedną z tych miłośniczek poprosiłam o wprowadzenie mnie w ten świat. Poleciła mi właśnie tę książkę. No cóż, krótko mówiąc nie wsiąkłam.

      Jej, naprawdę byłabyś tak miła, żeby mi pożyczyć tego Hajíčka? Cudownie, ale najchętniej pożyczyłabym ją od Ciebie w okolicach lipca, jak już będę po obronie, jeśli nie robi Ci to różnicy :) Do tego czasu mam urwanie głowy, a czytanie na wyrywki niestety czasem rzutuje krzywdząco na moją opinię o książce.

      Usuń
    7. Hm, "Przystani wiatrów" nie czytałam - z Martina znam tylko bardzo klasycznie "Grę o tron" z przyległościami i całkiem przyjazny "Rockowy armageddon", ale tak do końca nie jestem przekonana, czy to jest ten typ książek, które sprawiają, że człowiek wsiąka w fantastykę - ale próbowałaś już klasyki, czyli np. Tolkiena i LeGuin? Miałam dobry odzew wśród tych, którym polecałam "Hobbita" i "Czarnoksiężnika z Archipelagu". Plus ostatnio okazało się, że dobrze działa "Sabriel" Gartha Nixa :-).

      Jasne, nie ma sprawy, jak będziesz miała ochotę, to napisz mi maila, to powierzę Hajíčka poczcie polskiej i będę czekała na Twoją opinię :-).

      Usuń
    8. Tolkiena tak, znam Trylogię i „Hobbita” i właśnie takich książek chciałabym więcej. LeGuin natomiast nie, choć dużo o niej słyszałam, może więc to jest dobry trop. Dzięki! :)

      Usuń
    9. Nie ma sprawy, ważne, czy się spodoba :-).

      Usuń
  5. Po pierwsze jesteś bardzo złym człowiekiem, i będziesz się smażyć w piekle. Miałam ozdabiać jajka wielkanocne, a siedzę na List Challenges ;_;

    Kanon Sapkowskiego nawet mam na blogu, choć raczej zaznaczam na nim pozycje przeczytane przy okazji, niż wypełniam jakąś misję. Warto też wiedzieć, że ten kanon ma dwie wersje - pierwsza pochodzi z pierwszego wydania książki w twardej oprawie i jest krótsza, druga, z późniejszego wydania jest dłuższa o kilkanaście pozycji i zawiera pewne zmiany we wcześniejszych. I też jestem fanem trzeciej gildii, jeśli policzyć w całości zaliczone punkty.;)

    Co do listy noblistów, to jakoś nigdy jej nie ufałam. Jeśli chodzi o nagrody, to w pierwszej kolejności przeglądam listy nominowanych i nagrodzonych do Hugo i Locusa (raczej się na nich nie zawodzę), a w mainstreamowej literaturze wolę Bookera.

    A lista 100 książek BBC kompletnie do mnie nie trafia.;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już druga osoba mi to mówi, kurczę, ten blog mnie oddala od zbawienia duszy ;-).

      O widzisz, już Cię podlinkuję, bo Ty to tam masz pięknie wszystko porozwijane z tytułami serii i w ogóle, aż sobie uzupełnię tak ładnie moją listę w pliku :-). Tak, w tej drugiej np. Sapkowski dorzucił chyba dopiero Pratchetta, jeśli się nie mylę :-).

      Zapomniałam o Hugo, też lubię tę listę (z niej jestem najmniej obczytana, ale to dobry drogowskaz). Bookera też zaglądam, ale ja z kolei na nim się już kilka razy przejechałam, więc tu jest fifty-fifty, jeśli chodzi o Nobla i Bookera, mam podobne doświadczenia :-).

      A lista BBC jest taka, jak mówiłam: nic szalenie nadzwyczajnego, ale mam słabość do list w rodzaju "najważniejsze książki, tutaj, tutaj, zajrzyj tutaj!" ;-).

      Usuń
    2. Melduje się kolejna skrzywdzona przez List Challenge. To gorsze od TV Tropes!

      Usuń
    3. Powinnam się bić w piersi, ale czemu tylko ja mam tam siedzieć - niech inni też mają radość ;-P.

      Usuń
  6. Lubię przeglądać różne listy czytelnicze, ponieważ można znaleźć nie znaną do tej pory perełkę lub jakąś zapomnianą pozycję:) Sama list jako takich nie robię, chyba że książek jakie koniecznie chcę mieć w mojej domowej biblioteczce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, chociaż najczęściej na tych popularnych listach są nie tyle zapomniane, co wszędzie obecne pozycje, takie trochę z zasady "wszyscy o nich wiedzą", ale to nie zawsze oznacza, że się już je zna :).

      Usuń
  7. Hej, hej! Przyszłam od Michała Małysy ;) Bywałam już wcześniej, ale siedziałam w kącie, a teraz muszę się odezwać. Jestem wyznawczynią pierwszych dwóch list ;) Znam je i czasem szukam na nich wskazówek. Noblistów też sobie niucham, ale najbardziej zaciekawiła mnie czeska lista. Genialna sprawa, bo literaturę czeską znam tak słabo, że aż mi przykro. Miałam prosić o podpowiedzi, ale podglądałam komentarze wyżej i już wiem, kim się zachwycasz :) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, bardzo mi miło, rozgość się :-). To ja sobie w kalendarzu przesuwam wpis o Czechach nieco wyżej, bo lista zachwytów jest długa, a tłumaczeń przybywa, więc te książki robią się coraz bardziej dostępne, na szczęście :-).

      Usuń
  8. Uwielbiałam (i nadal uwielbiam) "Kochane kłopoty". Nawet dziś wymieniam je zawsze na liście ulubionych owczych seriali.
    A z Rory Gilmore zawsze chciałam się zaprzyjaźnić. Wiesz, to był taki wzór idealnej psiapsióły dla mnie.
    I jestem szczerze zaintrygowana listą lektur w czeskim liceum. Może jest tam ktoś, kogo nie znam, a robię błąd? Lecimy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Rory też jest zasadniczo w "moim typie" - szkoda mi tylko było, że w późniejszych sezonach scenarzyści tak jej zmieniali charakter (cała sprawa z przeprowadzką do dziadków na przykład i grr, Logan!).

      A lista lektur to zawsze jest jakaś wskazówka, jest tam na pewno kilka książek mało poza Czechami znanych, głównie ze względu na kontekst i na to, że są to pisarze istotni dla literatury czeskiej i jej rozwoju, ale poza nią niespecjalnie znani czy chwaleni (ale i tam jest kilka dziwnych tytułów, na których można się naciąć, jak wszędzie - polecam uważać na Šlejhara ;-)).

      Usuń
  9. Ale mnie wkopałaś :P Wczoraj pół dnia spędziłam, przeglądając te listy!
    Uwielbiam porządek, uwielbiam odhaczanie kolejnych pozycji, czytanie według klucza - mnie to nie ogranicza, mnie to mobilizuje do poszerzania horyzontów, sięgania po książki znajdujące się poza moim zwykłym kręgiem zainteresowań. Czy nie po to się czyta?
    Kiedyś też planowałam przeczytać książki wg listy Rory, wydrukowałam sobie nawet parę wersji (różniły się od siebie) i coś tam zaczęłam zaznaczać, ale gdzieś po drodze to przepadło. Za to listę Noblistów mam i czasem na nią zerkam, szukając inspiracji.
    A jeśli chodzi o "Kochane kłopoty" - w swoim fanatyzmie pójdę o krok dalej: miałam fazę, w której marzyłam, że będę samotną matką, żeby mieć takie super życie jak Rory i Lorelai :D Córkę już mam, muszę się tylko pozbyć męża ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to się zupełnie rozumiemy, jeśli chodzi o listy :-D. A te listy Rory trochę się różnią, bo sporo jest też takich, na których są filmy (albo filmowe wersje książek), czasami są te książki, które czytała na studia, czasem nie, i stąd różnice. Może kiedyś się odważę i przy powtórce serialu wynotuję własną :-).

      Szaleńczy fanatyzm ;-). Ale w końcu i Lorelei się ustatkowała, więc może lepiej niech sobie mąż żyje w spokoju :-).

      Usuń
  10. Pyzo, a co z listą Boxall'a? Jak tylko przeczytałam tytuł posta (nadrabiam zaległości;)) to pomyślałam, że NA PEWNO będzie, a tu nic! "1001 książek" - polecam, ksiązki są naprawdę baaardzo różne, ale niemal wszystkie są przynajmniej dobre. Prawie. ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie ma jej dlatego, że jej nie znałam! Co w przypadku fanki list takiej jak ja jest powodem do posypania głowy popiołem ;). Już zerkam, nadrabiam i wypatruję, co też tam jest (i na wstępie widzę, że to mocno anglofonicznocentryczna -- jest takie słowo? ale wiadomo, o co chodzi :) -- lista, ale dobrze i takie przeglądać, bo jednak to, że się człowiek orientuje w innych literaturach, jest wrażeniem mocno złudnym; poza tym widzę tam kilka książek, na które mam oko). Dzięki! :)

      Usuń