Więcej czytania albo karnawał blogowy #3


Patrzcie, marzec się już prawie skończył. Nie wiem, kiedy ten czas tak goni, skoro wszyscy narzekają, że jest tak mało – może właśnie dlatego, że przed nami skurczybyk ucieka. Wędruję sobie w coraz to nowe miejsca blogowe, czytam tam mnóstwo ciekawych wpisów, więc z radością się teraz będę z Wami nimi dzieliła. To znaczy, że dzisiaj pora na karnawał blogowy!


Oczywiście, że jeśli mamy przedostatni dzień miesiąca, to nowy karnawał blogowy. A oto porcja miejsc, w które powinniście zajrzeć, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.


 Zamiast ilustracji - cytaty z "Maskarady" Pratchetta (na
zasadzie skojarzenia: karnawał - maski - maskarada - Pratchett!) 
 

Naia z bloga Literackie skarby świata całego napisała recenzję książki, na którą bym się z całą pewnością nie skusiła, ale jest tam tak wspaniały opis wykładu uniwersyteckiego, że aż warto chyba wrócić do samego Nabokova. Poza tym Naia tak pisze, że nawet jak książka Was nie zainteresuje, to poczujecie przemożną chęć lektury.

Z kolei Alicja z bloga Gryzipiór zastanawia się nad związkami kanonu i rankingu, a wszystko to na materiale miłym memu sercu, czyli książek fantasy. W dodatku sypie przykładami i nie zostawia przemyśleń w teoretycznej próżni, więc szykujcie swoje listy książek, na pewno coś do nich dopiszecie. 




Kasjeusz z bloga Kasjeusz napisała recenzję "Wiadomości" Tove Jansson, o której też pisałam – ale ona ugryzła ją z zupełnie innej strony, powyciągała na wierzch mnóstwo interesujących sensów, a do tego pisze tak, że czyta się to z prawdziwą przyjemnością. 

Mieliśmy Dzień Czytania Tolkiena. Może Was to jeszcze nie przekonało do samego Tolkiena, może nie wiecie, od czego zacząć przygodę z tym autorem? No to Serenity z bloga Bardzo subiektywnie (wyhaczonego dzięki polecankom Moreni!) przygotowała taki mały poradnik, jak sobie z tymi dylematami poradzić.

Altti Anonim z bloga Marginalia pisze w ogóle świetnie, ale ja sobie wybrałam do polecenia dwie notki o książkach. Pierwsza to klimatyczny zbiór uwag po lekturze "Golema" Meyrinka (nie musicie się martwić, że nabierzecie ochoty na czytanie, a książki nie ma pod ręką – Wolne Lektury już o to zadbały), a druga to cudna opowieść o tym, jak czasami blisko z jednego geograficznego końca literatury na drugi, a do tego puenta, jak się to mawia, zrobiła mi dzień. 

Z kolei w Bibliotece Kruka długi wstęp do czegoś, co może być fascynującą wyprawą w przeszłość polskiej fantastyki. Sam wstęp jest fascynujący (bardzo podoba mi się podejście autora do tematu), więc z niecierpliwością czekam, co dalej. Zwłaszcza, że pojawiła się już "Trylogia księżycowa", na którą od dłuższego czasu zbieram siły.




Secrus na blogu Tramwaj nr 4 pisze o swoich wrażeniach po lekturze "Dziewięciu książąt Amberu". Dla tych, którzy nie słyszeli albo wciąż się wahają, czy aby zaczynać czytanie cyklu Zelaznego, kilka ciepłych słów o tym, czemu warto, a co może sprawiać trudności (nie ze wszystkim się zgadzam, ale recenzja tak ładnie napisana!) 

Agnieszka z bloga Czytam, bo lubię przygotowała zestawienie sposobów, w jakie możemy wejść w kontakt z książką, czy właściwie w jaki książka czasami zupełnie bez naszej woli wchodzi w kontakt z nami. Wszystko podzielone na poziomy zaawansowania, więc można sobie dobrać nam odpowiadający. 

Padma z Miasta książek nie dość, że ma śliczne (i podobno poręczne) wydanie wszystkich książek z Mary Poppins, to jeszcze zachęca do tego, żeby książki P.L. Travers poznać albo do nich wrócić po latach. Czyli jeśli nie wiecie, za co ludzie kochają podejrzaną magiczną nianię, zajrzyjcie koniecznie. 


 Ucięło mi cudzysłowy, wybaczcie!


Z kolei Magdalena z bloga Skrytka Magdaleny też podaje powody, dla których kochać należy, ale Alice Munro. Zupełnie się nie zgadzam, ale jak przeczytałam, to sobie pomyślałam, że może jednak jestem niesprawiedliwa i warto dać kanadyjskiej noblistce jeszcze jakieś szanse? 

Ninedin z Legendum est zajmująco przedstawia problemy z łacińskim przekładem "Hobbita", a przy tym ubarwia opowieść przykładami, nie zawsze z rzeczonego przekładu (koniecznie zajrzyjcie do komentarzy na temat łosi – ileż literatura starożytna mam nam do zaoferowania nadal!). 

Jeśli ktoś jest wyczulony na nawet najmniejsze spojlery, niech zajrzy na własną odpowiedzialność, ale tak pięknie napisanej recenzji, w której wyczuwa się prawdziwy zachwyt nad książką nie można nie polecić. Tarnina z bloga Czytam to i owo pisze o dwóch powieściach Ewy Szelburg-Zarembiny. 

I na koniec rytualnie coś do pooglądania, czyli wpis Ann RK z bloga Myśli i słowa wiatrem niesione o książkowych Instagramach (tak się to odmienia? Chyba już wolno?), które warto śledzić, jak lubimy oglądać zdjęcia czytających, czytanych i o czytaniu w ogóle.

Muszę powiedzieć, że znowu odkryłam wiele interesujących miejsc w sieci, gdzie się pisze o książkach i o tematach z książkami związanych, więc był to miesiąc poczciwej lektury i systematycznego dorzucania kolejnych pozycji do listy książek do przeczytania, no i przede wszystkim – za co tak blogi lubię – dyskusji z autorami wpisów! Była też w tym miesiącu bardzo sympatyczna akcja Share Week, w której nie mogłam się zdecydować na udział, bo nie wiedziałam, które blogi wybrać (bo można tylko trzy, a jak widać ja się szlajam po tylu, że każdy wybór wydawał mi się niesprawiedliwy), dlatego sumiennie nadrabiam teraz karnawałem (tak, to jest próba usprawiedliwienia, bo troszkę mam wyrzuty sumienia, że jestem jak ten osiołek między żłobami). Bardzo też jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy uznali Pierogi pruskie za godne polecenia! To bardzo przyjemna świadomość odkryć, że się Wam tutaj podoba!

___________

A jutro wpadnijcie na podsumowanie marca na blogu, żeby sprawdzić, jak to wyglądało albo pogadać o tym, co się Wam podobało, a co nie. Notka – punkt dwunasta.

Weź dokładkę!

32 komentarze

  1. Bardzo lubię Twoje zestawienia linków z dwóch powodów. Po pierwsze, szalenie miło mi gdy widzę odnośnik do mojego bloga. Po drugie, ważniejsze, ale tamto pierwsze jest takim miłym połechtaniem próżności, mimo, że w blogosferze siedzę już dość długo, to wciąż wielu blogów nie znam, a i bieżące śledzenie tych, które znam jest niemożliwe, a tak - mam wskazówkę, gdzie warto zajrzeć. :D
    A teraz idę sprawdzić jaka puenta zrobiła Ci dzień. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to się cieszę bardzo, z obu powodów :-)! Zawsze miło przeczytać takie słowa :-)!

      Usuń
  2. Dziękuję :-)
    Znalazłem się w głupiej sytuacji bo z zabawy z własną pamięcią, zrobiłem, trochę niechcący, subiektywny przewodnik po "starociach" co wymaga jednak trochę pracy (i odpowiedzialności).
    Za to Trylogię Żuławskiego gorąco polecam, pomimo wieku to świetna lektura. Przy okazji można sprawdzić, czy aby następne pokolenia czymś się tam nie inspirowały ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, jestem niezmiernie ciekawa, co będzie dalej :-) (a już ten początek mi przypadł do gustu, bo jasno stawiasz sprawę, poza tym znalazł się tam właśnie ten Żuławski, a poza tym Lem, z którym planuję się zapoznawać latem, więc myślę, że jeszcze sporo ciekawego czytania przede mną - nie wspominając o tym, że ten problem "zerwanej tradycji" mnie zastanawiał od dawna, ale za mało oczytana jestem w polskiej fantastyce, żeby to póki co rozgryźć samej - więc z tym większym zaciekawieniem będę śledziła kolejne wpisy!).

      Usuń
  3. Notka Ninedin o Hobbicie jest wspaniała, w ogóle ona świetnie pisze (i blog kulinarny też ma ciekawy, tylko rzadko uzupełniany). Resztę polecanych notek przeczytam, brzmią nad wyraz interesująco.

    To w Share week można było tylko trzy blogi wybrać? Ja nie brałam udziału, bo jak mam wybrać tylko trzy blogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zawsze czytam ją z zaciekawieniem :-) (o blogu kulinarnym nie wiedziałam!).

      Tak, tylko trzy z tego, co wyczytałam (chyba to jest zmiana - tak mi wynika z treści ogłaszającego akcję posta - żeby usprawnić podsumowanie).

      Usuń
  4. Dziękuję, Pyzo, za przewodnik po kolejnych ciekawych miejscach w Internecie i za umieszczenie mnie na tej szacownej liście :)
    Ale ja jeszcze w innej sprawie: czy Ty nie lubisz Alice Munro? Dla mnie jest akurat tą noblistką, z którą mogłabym się wybrać na bezludną wyspę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, już poleciłam Szelburg-Zarembinę Domownikowi, a i sama z chęcią przeczytam!

      A co do Alice Munro: może nie tyle nie lubię, co ja mam z nią naprawdę problem. Bo nie wszędzie dostrzegam to, co mi tam każą widzieć, ten mistrzowski język, te rozwiązania fabularne itd. I nie przejmowałabym się (w końcu do krytyki literackiej mam stosunek dość swobodny), ale widzę, że w tych utworach COŚ jest. Tyle że nie umiem do końca uchwycić, co. Bardzo dobre są te tematycznie ze sobą powiązane, ale te będące osobnymi opowiadaniami - tam mi coś zgrzyta. Ale próbuję. Czy masz może jakieś szczególne typy, jeśli chodzi o zbiory? Czytałam jak dotąd tylko "Uciekinierkę" i "Jawne tajemnice", przymierzam się do "Za kogo ty się uważasz?".

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że książki przypadną Wam do gustu i nie będzie reklamacji ;)

      Z Alice Munro na razie znam tylko wycinek, ale zamierzam sukcesywnie poznać wszystko. Z wymienionych przez Ciebie czytałam tylko "Za kogo ty się uważasz?" - wrażenia jak najbardziej pozytywne, chociaż bardziej podobały mi się właśnie zbiory niepowiązanych opowiadań: "Przyjaciółka z młodości" i "Zbyt wiele szczęścia". Tytułowa "Przyjaciółka..." to jedno z bardziej pamiętnych opowiadań, ale w obu zbiorach jest po kilka bardzo mocnych (bo są też oczywiście te trochę mniej interesujące). Przyznaję, że "Widok z Castle Rock" tylko zaczęłam, jakoś nie mogłam wpaść w odpowiedni nastrój, ale mam zamiar do niego wrócić.

      Co do języka Munro, to zastanawiam się, na ile z przekładu można zorientować się o mistrzostwie oryginału, bo tłumacz przecież nigdy nie jest "przezroczysty" (oczywiście dotyczy to też wszystkich innych zagranicznych pisarzy). Na razie Munro znam tylko w przekładzie.

      Usuń
    3. W tym masz zapewne rację, że musiałabym wypróbować Munro w oryginale, żeby się do zagadnienia języka tak na serio odnieść (to jest jakiś plan!). O "Widoku..." od kilku osób już słyszałam, że ten zbiór im nie podszedł (może dla nie-fana Munro to jest jakaś przekorna podpowiedź ;-)?); w takim razie wezmę pod uwagę też "Przyjaciółkę..." i "Zbyt wiele..." - teraz właściwie z książkami Munro nie ma problemu, bo są w wielu bibliotekach. Dzięki!

      Usuń
  5. O, na pewno zajrzę na wszystkie! :)
    PS świetny blog, dzisiaj na niego wpadłam dzięki Kreatywie i jestem zaskoczona (bardzo pozytywnie!)

    OdpowiedzUsuń
  6. O widzisz, ja Tobie Serenity, Ty mnie Gryzipióra.^^ Bardzo fajny blog, na który bym chyba inaczej nie trafiła.;) Pewnie się weń zagłębie, jak tylko przestanę przypominać umysłową amebę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to się cieszę (z podsunięcia bloga, nie ze stanu ameby, trzymam kciuki, cobyś stan ten szybko porzuciła! :-)).

      Usuń
  7. Ja bym dorzucił jeszcze felieton Witkowskiego o Rosji. W punkt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Założenie jest takie, że to wybór wpisów z blogów, które czytuję :-).

      Usuń
  8. Jej, jak miło! Dziękuję za wyróżnienie. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki, Pyzo! A jeśli chodzi o tego Nabokova, to ja do znudzenia polecać będę jego „Wykłady o literaturze”, bo są po prostu wspaniałe! Co prawda jestem póki co na poziomie wstępu i dwóch opracowań, „Ulissesa” i „Mansfield Park”, bo tylko te dwie z omawianych przez niego książek czytałam, ale już to wystarczyło, by mnie oczarować i uświadomić mi, jak ciekawie i niekonwencjonalnie podchodzi do literatury Nabokov (co widać też w tym przywołanym przeze mnie w recenzji fragmencie). Są jeszcze „Wykłady o literaturze rosyjskiej”, ale z tych czytałam tylko część poświęconą naszej kontrowersyjnej znajomej, „Annie Kareninie” :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Wykładach o literaturze rosyjskiej" chyba nie mam czego szukać, bo się z Nabokovem nie zgadzamy póki co ;-), ale "Wykłady o literaturze" z chęcią przejrzę, inspirujące pisanie o książkach to dobra rzecz (zwłaszcza, że ciągle myślę sobie o tym niekonwencjonalnym wykładzie i to jest chyba najlepszy przykład, że nie trzeba się z Nabokovem zgadzać, żeby się zachwycić pomysłowością). Także muszę się rozejrzeć w bibliotece i potem obczaić, o czym mi znanym pisze, żeby porównać wrażenia i o czym nieznanym, żeby się dać zachęcić :-).

      Usuń
    2. Ja się jeszcze wstrzymuję z lekturą opracowań książek, których nie znam, żeby się nie zasugerować, a poza tym to taka średnia frajda czytać o czymś, o czym nie ma się pojęcia :) Ale próbuj, myślę że do tych wykładów można podchodzić na różne sposoby. Pomysłowość zdecydowanie, chciałabym mieć kogoś takiego kto mnie by wprowadzał w arkana literatury w taki żywy i obrazowy sposób, bo nudne akademickie rozprawy słabo przyswajam...

      Usuń
    3. Ciekawa jestem, bo w sumie na siedem omawianych przez Nabokova znam wszystkie, ale czytałam tylko dwie ("Przemianę" Kafki i "W stronę Swanna" Prousta, natomiast nie dokończyłam póki co mojej przygody z "Panią Bovary" i "Ulissesem"), może to być ciekawa lektura. Zobaczymy :-). Jak przeczytam, to na pewno dam znać!

      Usuń
    4. Wróciłam do domu na Święta, wpadły mi przed chwilą w oko te wykłady, bo stoją sobie na półeczce zaraz nad biurkiem, i tak sobie pomyślałam, że może by tak sobie w wakacje zafundować pełny kurs literatury z Nabokovem? Przeczytać wreszcie wszystkie książki z tej listy i przeanalizować je potem z nim? Nie czytałam jeszcze trzech – „Samotni”, „Dziwnego przypadku doktora Jekylla i pana Hyde'a” i „Przemiany” (wiem, wstyd, ale to akurat można szybko nadrobić), Prousta, Austen i Flauberta musiałabym sobie odświeżyć („Ulissesa” już sobie daruję, bo ta powtórka zajęłaby mi pewnie całe wakacje), ale czyż to nie jest zacny plan? Aż się do tego zapaliłam :) Możemy to zrobić razem!

      (Swoją drogą mam tak wiele pomysłów na różne dłuższe teksty, cykle, zestawienia tematyczne, a drastycznie brakuje mi czasu, żeby to wszystko zrealizować... Bolesne to jest!).

      Usuń
    5. Bardzo, bardzo mi się ten pomysł widzi, ale ja już się zadeklarowałam na spędzenie lata z Lemem... Ale jeżeli w grę by wchodziła jesień...? Bo jesienią to ja z chęcią wrócę albo przeczytam klasyki nabokovowskie, nawet "Ulissesa" bym może skończyła? To by była świetna motywacja! Poza tym (będę kusiła ;)) jesienią liście opadają, człowiek myśli o minionych czasach, pod kocykiem, z herbatką ślicznie by się czytało klasyków i potem o nich pisało :).

      Usuń
    6. Nie ma sprawy, może być i jesień! Mam tyle pomysłów na projekty czytelnicze, że i na lato coś sobie znajdę, a długie wieczory przy herbatce rzeczywiście świetnie się z klasykami komponują :) Ale się cieszę!

      Usuń
    7. Cudnie, zapowiada się nam bardzo przyjemna akcja! Muszę teraz się już zawczasu zaopatrzyć w "Wykłady...", no i w lektury, rzecz jasna. Pysznie :)!

      Usuń
  10. Pąsowieję... Miłe słowa i bardzo wysoko zawieszona poprzeczka: teraz muszę się kilka razy zastanowić, nim coś opublikuję :-)
    Natomiast ja chciałem się podzielić spostrzeżeniem dotyczącym twojego bloga: czy zauważyłaś, jak silnym katalizatorem społecznościowym stał się ten blog? Może nie wiesz, ale ludzie czekają na to, co w samo południe, niczym u Sergio Leone, zastaną między Pyzą a brzegiem pieroga... I to wszytko w zaledwie trzy miesiące! Ktoś mi kiedyś powiedział, że siłą bloga nie jest lawina tekstu, lecz jego rytm, regularnie pojawiające się posty. Dlatego tak mało piszę: żeby mi pomysłów na cały rok starczyło. Ty jesteś w stanie publikować dziennie jeden post o dużej objętości i niebanalnym temacie. I te tematy Ci się nie kończą (Szeherezadę zjadłaś, czy co?).

    Życzę Ci, by ta energia i polot Cię nie opuszczały!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, byłam przekonana, że skutek może być odwrotny, ale ja rozumiem, że marginesy wąskie ;-).
      No i miło mi to czytać ( stanowczo dementuję plotki o zjadaniu kogokolwiek!), mnie jest po prostu szalenie sympatycznie móc pisać i potem o tym dyskutować - i nie tylko o tym, bo czasami dyskusje w komentarzach przechodzą do innego, jakoś powiązanego, a nie mniej ciekawego tematu :-). No i w tych dyskusjach się znajdują też kolejne tematy, więc nie wszystko to moja zasługa :-).

      Usuń
  11. Ojej, dziękuję za wspomnienie o moim wpisie! To bardzo miłe. :) Przejrzałam resztę linków i znalazłam miejsce, w którym jeszcze nie byłam (Gryzipiór) - i to jest fajne, po tylu latach w blogosferze wciąż natrafiam na nowe teksty/blogi/strony, które warto czytać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :-). Właśnie dlatego karnawały blogowe budzą moją wielką radość.

      Usuń
  12. Pyzo, dziękuję za umieszczenie w karnawale :)

    OdpowiedzUsuń