Dzięcielina, mity i droga w tytule albo o książkach w piosenkach

Na początku chciałam Wam życzyć udanych dni świątecznych – niezależnie od tego, jak je świętujecie. Co prawda to są krótkie święta, ale zawsze co wolny poniedziałek, to wolny poniedziałek. A przechodząc do meritum: dzisiaj zapowiadany ostatnio wpis gościnny. Napisał go na moją prośbę Wojtek, jeden z moich przyjaciół, który tak się składa, że zdecydował się całe życie pracować właśnie w niedzielę, bo został księdzem, więc stwierdziłam, że cóż to dla niego napisać jeszcze na niedzielę świąteczną wpis (zresztą Wojtek sam bloguje na ksiedza.pl). Wojtek jest największym fanem polskiej muzyki popularnej, jakiego znam, więc o wpis w tych klimatach go poprosiłam – ale oczywiście z nutką książkową, bo jakże by mogło być inaczej! A teraz już oddaję głos gościowi.

Muzyka jest już jakby częścią mojego (przynajmniej mentalnego) krwiobiegu, ciężko mi się z nią rozstawać – bo nawet gdy milkną głośniki czy słuchawki, to ona mnie nie opuszcza, serce wybija rytm piosenka za piosenką. Pyza Wędrowniczka dobrze mnie zna, przyjaźnimy się już od kilku lat, dlatego zaproponowała mi wpis gościnny, który łączyłby moją pasję muzyczną i jej pasję książkową – stąd dziś o książkach w piosenkach!

Temat wbrew pozorom łatwy nie jest – pewnym wyzwaniem było odnalezienie niektórych piosenek, bo książki są w nich sprawnie poukrywane. Piosenkotwórcy dość niechętnie, nie wiedzieć dlaczego, opowiadają wprost o konkretnych tytułach, jakie towarzyszą ich bohaterom. Znacznie częściej książki jako takie pojawiają się w roli pewnego tła czy rekwizytu. Najczęściej można spotkać książkowe motywy albo zgrabnie wplecione w tekst piosenki, albo będące dla piosenki główną inspiracją. Kilkoma odkryciami z radością się podzielę, bo wierzę, że są to piosenki dobre i zostaną w waszym życiu na trochę dłużej. Będzie raczej smutno i sentymentalnie, choć z wielkim wdziękiem, obiecuję. 

Tajemnice z prasy brukowej, czyli przedbiegi

Zaczynamy jednak nie od książek, ale od gazet. Przy okazji poszukiwań i przekopywania muzycznych zbiorów, przypomniała mi się piosenka Anny Marii Jopek „I pozostanie tajemnicą”, jeden z singli z albumu „Nienasycenie”. Utwór jest trochę protest songiem, który artystka wyśpiewuje przeciwko nierzetelnemu dziennikarstwu – mamy tu więc i historie nienapisane (które pozostaną tajemnicą), i historie nie-byłe, opublikowane w prasie, czasem też „słowa na wiatr”. Na rozgrzewkę przed poważniejszymi pozycjami taki utworek sprawdza się jak znalazł – a w teledysku AMJ sprzed 13 lat i trochę prasy codziennej.



 
Książki spakowane, niepomocne lub zmienione w ciemne bastiony

Piosenki uczą, że książki są (a przynajmniej były) swoistym dowodem obecności kogoś bliskiego – a przy rozstaniach (choćby tych po-miłosnych) zostają jako ślad niechciany, zbyt intensywny. O takich książkach śpiewa się trochę smutno, trochę tęsknie – i słychać, że tak naprawdę, to chyba lepiej by było, gdyby nie trzeba było tych książek wysyłać, pakować i w ogóle się rozstawać. „Odchodząc” Republiki i „Kto tam u Ciebie jest?” Agnieszki Osieckiej (w wykonaniu choćby Nosowskiej) o takich książkach opowiadają – warto posłuchać, bo to jedne z najmocniejszych piosenek o rozstaniach, jakie zna polska muzyka rozrywkowa. Osiecka jest też autorką stwierdzenia, że czasem, kiedy „film nie pomaga, książka to blaga”, to po prostu „chce się do człowieka” – w takim wypadku książka jest swoistym papierkiem lakmusowym stanu serca:

Gdy nawet szelest kartek i bieg liter nie przynoszą ukojenia, to wiedz, że coś się dzieje (swoją drogą, czy spotyka to czytelników Pierogów Pruskich?). A czasem może być tak – najpewniej po wielu rozstaniach i wielu chwilach, kiedy się chce do człowieka – że książki zamienia się w bastiony, które trochę chronią mnie przed światem, nie zawsze intencjonalnie. W ostatnim tomie poezji Jacka Kaczmarskiego „Tunel” jest taki tekst „Stary poeta drzemie”, świetnie wykonywany przez trio Lewandowska-Brzeziński-Baka. Niezmiennie mam wrażenie, że piosenka jest trochę o Czesławie Miłoszu, ale to już inna sprawa. A skoro już o piosence wyciągniętej z tomu poezji, to… 

Żaby w trawie i Pasternak po rosyjsku, czyli cała ta poezja śpiewana

Temat rzeka – bo naprawdę mnóstwo jest w polskiej (i nie tylko) popkulturze piosenek śpiewanych do tekstów poetyckich. Można by przykłady mnożyć i mnożyć, a w wynikach znaleźlibyśmy szeroką paletę wykonawców – od Magdy Umer i Anny Marii Jopek, poprzez Grzegorza Turnaua i zespół Raz, dwa, trzy aż do plejady polskich raperów i zespołów rockowych. Takie czerpanie garściami z literatury pięknej ma swoje dobre strony, bo jest pewność, że tekst piosenki będzie na wysokim poziomie (co przy „samodzielnym” pisaniu piosenek coraz częściej kuleje), ale jest też ryzykowne, bo efekt może być nietrafiony, gdy wykonawca brzmi po prostu niewiarygodnie śpiewając Herberta czy Leśmiana. Może Pyza Wędrowniczka kiedyś pozwoli mi na długi drugi wpis gościnny właśnie na temat muzyki, którą zwykło się nazywać poezją śpiewaną. Tymczasem jednak kilka przykładów, które trochę romansują z przyjętą konwencją.

Nie trzeba przecież śpiewać całych wierszy – ale można z nich umiejętnie skorzystać, wplatając je w piosenkę. Jeśli jest to zrobione sprawnie, to cieszy słuchacza ogromnie i nie słychać w tym żadnego fałszu. Mistrzem takiego romansowania z poezją (i nie tylko poezją) jest na pewno Spięty z Lao Che. „Powstanie Warszawskie” całe jest tak przeplatane poezją powstańczą i innym cudami – ktoś mógłby się zżymać i wytykać efekciarstwo, ale niesłusznie. Przecież choćby taka „Godzina W” z wplecionym Baczyńskim robi ogromne wrażenie.

Cudowną piosenkę z poetyckim „gratisem” popełniła też Regina Spektor na albumie „Begin to hope”. W „Apres moi” artystka w samym środku utworu zaczyna śpiewać po rosyjsku wiersz Borysa Pasternaka i naprawdę przechodzą ciarki. Chwilę później, jak gdyby nigdy nic, wraca do śpiewania po angielsku, ale mocne wrażenie w sercu zostaje i przyznam, że często wracam do tej piosenki właśnie dla poetycko-rosyjskiego fragmentu.

U Anny Marii Jopek (ukochanej przez mnie, przez Pyzę już nie tak bardzo) znaleźć można, obok mnóstwa piosenek śpiewanych do słów wielkich polskich poetów, przynajmniej trzy fragmenty inspirowane polskimi noblistami. „Biel” nagrana na album „Upojenie” z Patem Methenym, później jeszcze na „Haiku” z Makoto Ozone (https://www.youtube.com/watch?v=AgCIeNIuQkc) to taka miniatura zainspirowana haiku Izumi Shikibu w tłumaczeniu Czesława Miłosza, bardzo zimowa, chłodna. Dwie inspiracje Wisławą Szymborską znajdziemy z kolei na albumie „Niebo” (o jednej przypomniała mi kochana Mama), mojej ulubionej płycie AMJ. Tytułowy wers piosenki „Ja spytać chcę o to samo” jest cytatem z wiersza noblistki „Schyłek wieku”, a w utwór „Gdy mówią mi” wskoczyła „pojedyncza żaba w trawie, która dziwi się Wisławie” – prosto z felietonu „Co jest tajemnicą” (uwielbiam ten moment!). Wszystkie te nawiązania poparte są komentarzami od artystki i jej męża, Marcina Kydryńskiego, którzy rzetelnie się z nich rozliczają w książeczkach do płyt. U AMJ jeszcze kilka przykładów okołoksiążkowych by się znalazło, ale dbając o zdrowie Pyzy, pominę je milczeniem głośnika i ruszam dalej.

Jeden utwór z dziedziny poezji śpiewanej per se jednak wrzucę – głównie dlatego, że opowiada o poecie i pojawiają się w nim rękopisy, więc w sumie pasuje jak ulał. List do/od [nie ma zgodności] nieznanego poety Rafała Wojaczka w wykonaniu zespołu Fonetyka (pierwszą znaną mi wersją była wersja Roberta Kasprzyckiego, ale YouTube jej nie zna). Poetę mogliśmy już podglądać w Stary poeta drzemie, teraz sytuacja równie smutna, choć z innych powodów. Swoją drogą pisarze i poeci w piosenkach to też dobry temat – na oddzielny wpis.



„W średniorolnym gospodarstwie dzięcielina pała” – śpiewający Pan Tadeusz


Piosenki z tej grupy mogłyby spokojnie znaleźć się w poprzedniej, ale „Pan Tadeusz” to jednak „Pan Tadeusz”, więc kategoria osobna. Nasza epopeja narodowa jest źródłem inspiracji rozmaitych – w tym także muzycznych. Dlatego proponuję aż cztery utwory, z których każdy spokojnie mógłby otwierać przynajmniej jeszcze jedną kategorię. Po kolei. 

Soplicowo” Turnaua i Soyki to swoista klasyka polskiej piosenki filmowej. Utwór ułożony z najpopularniejszych motywów, które w powszechnej świadomości kojarzą się z „Panem Tadeuszem” – może dlatego, że „to, co się kocha, na zawsze zostaje”. W piosence jest też „otwarta do czytania księga”, jest i jakaś niezwykła trafność melodii, która w piękny sposób oddaje ulotną atmosferę „Soplicowa” – „i jakoś to będzie”. Plus jeden z najpiękniejszych męsko-męskich duetów w rodzimej fonografii, szkoda, że tylko okazyjny.

Wraz z promocją „Pana Tadeusza” Andrzeja Wajdy ruszyła promocja albumu „Zakochany Pan Tadeusz” Michała Żebrowskiego. Niekwestionowanym hitem z tego albumu stało się „Wspomnienie”, duet Żebrowskiego z Anną Marią Jopek. Dzięki temu spełniło się marzenie Mickiewicza o trafianiu pod strzechy – bo widziałem tę piosenkę w zbiorach tak różnych ludzi, z których przynajmniej połowa o Soplicach i Horeszkach pojęciach nie ma. Zachęcony sukcesem tej pojedynczej piosenki, Żebrowski przygotował cały album z polską poezją miłosną wykonywaną w duecie z najlepszymi polskimi wokalistkami, ale o tym może jeszcze kiedyś.

Dzięcielina, która pała w średniorolnym gospodarstwie to dość luźne (ale jednak) nawiązanie do „Pana Tadeusza”, które pojawia się w fenomenalnej piosence Osieckiej „Ucz się polskiego” w wykonaniu Anny Żebrowskiej. Znajdziemy tam zresztą wiele nawiązań – i do polskiej frazeologii, i kultury, i piosenki. Szaleństwo, naprawdę świetnie napisane.

Czwarty utwór około-pano-tadeuszowy wprowadzi nas w kolejną grupę. Fantastyczne piosenkowe streszczenie „Pana Tadeusza” przygotowali T-Raperzy znad Wisły – ładnie zrymowane, łatwo się zapamiętuje. Do tego teledysk, który jest niezłą alternatywą dla Wajdowej adaptacji. „Nie ma nic już do dodania, pora zasiąść do czytania” – tak kończą T-Raperzy, ale my jeszcze nie!


 
Streścić bez streszczania

T-Raperzy znad Wisły mają w ogóle nieoceniony wkład w edukacyjną misję piosenki – śpiewali i o królach Polski, i o lekturach. Poza „Panem Tadeuszem”, można posłuchać jak świetnie opowiadają choćby o „Trylogii” Sienkiewicza, czy o „Lalce” Prusa. O obu tych pozycjach śpiewa też, choć ze zgoła innej perspektywy i w innych celach, Jacek Kaczmarski. Opowiadając o „Lalce”, o Sienkiewiczu czy bohaterach biblijnych, Kaczmarski układa tak niesamowite wersy, tak dobre melodie. Nie wrzuciłem Kaczmarskiego do poezji śpiewanej, bo, podobnie jak T-Raperzy, stara się objąć całość problematyki utworu. Nie są to proste streszczenia, to bardziej refleksje barda, który opowiada słuchaczom historie po swojemu. Tęsknie, oj tęsknie.





Półka pełna dźwięków, czyli sypnij tytułami

No dobrze, pojawiły się książki jako takie, pojawiły się gazety, wiersze i nawiązania nie-wprost. Ale czy w piosenkach padają tytuły, nazwiska? Padają! I to jakie!

Jedna z pierwszych piosenek, które wskoczyły mi do głowy, gdy Pyza zaproponowała mi temat, to „Mieć czy być” zespołu Myslovitz. Utwór z frazą „Kolejna strona Mieć czy być. / Czy Erich Fromm wiedział, jak żyć (…)” był pierwszym singlem zapowiadającym album „Happiness is easy”. Chłopaki z dawnego Myslovitz (nowego nie słucham, więc nie wiem) bardzo chętnie czerpali z kultury – głównie z filmów, ale jak słychać w powyższym przykładzie, zdarzały się też odniesienia do książek. Przy okazji warto wspomnieć, że swego czasu podejrzewano, że tytuł czwartego albumu grupy, „Miłość w czasach popkultury” jest nawiązaniem do „Miłości w czasach zarazy” Marqueza. Nie jest. Artur Rojek w jednym z radiowych wywiadów przyznał, że dowiedział się o książce dopiero po wydaniu płyty.

Pyza Wędrowniczka na zachętę sama podpowiedziała mi jedną z piosenek, zresztą utwór, który bardzo lubię. „Nie ma jak pompa” Osieckiej oczywiście w wykonaniu Maryli. Pośród rozmaitych spraw, które są przejawami życia z pompą – szampanów, krokodyli, nenufarów – jest i „Trędowata” przy łóżku (swoją drogą, jest też „uśmiech Brylla”). Niebywałe i bardzo ładne! Bez bicia przyznaję się, że „Trędowatej” nie czytałem, ale chyba będzie trzeba.



Artur Andrus od dłuższego już czasu kultywuje tradycję prawdziwej piosenki kabaretowej, niedawno wydał bardzo dobrą drugą autorską płytę ze świetnymi piosenkami. Pośród nich jest „Bambino jazzu”, utworek wydany już wcześniej przy okazji charytatywnych akcji radiowej Trójki. To wyjątkowa piosenka skierowana do Dzieciątka Jezus, któremu przynosi się w darze mnóstwo folkowych dźwięków, jakichś zaśpiewów góralskich i dzwonów kościelnych, a chyba dobrze byłoby trochę z Jezusem pojazzować (fraza „słuchaj jazzu, mały Jezu” zawsze mnie rozbraja). Co ma to wspólnego z książkami? Pan Jezus dostaje w darze zestaw „Chwytów na gitarę” z „Antologią jazzu” – co prawda zapisu w cudzysłowie nie znajdziemy w książeczce, ale czuję, że taka mogłaby być intencja autora. A może po prostu wizja Pana Jezusa z książkową „Antologią jazzu” jest dla mnie bardzo sugestywna.

Wkładać między mity – to jeszcze wciąż chętnie używany związek frazeologiczny. Gdyby jednak mity potraktować bardziej „namacalnie” i rozumieć je jako książkowy zbiór mitów czy „Mitologię” Parandowskiego lub Kubiaka, to spokojnie do można by przywołać tu piosenkę „Ani słowa” Natalii Kukulskiej z filmu „Herkules”. Piosenka zresztą jest przeurocza i każda okazja, żeby ją przypomnieć, jest dobra.

Niezwykłe zestawy (kolekcje?) autorów książek z zakresu filozofii i literatury pięknej przynoszą odpowiednio „Mambo Spinoza” Kabaretu Starszych Panów i „Lubię duchy” Turnaua. Pierwszy utwór to swoisty protest song przeciwko śpiewaniu piosenek o miłości. Mambo o Spinozie, z charakterystyczną nutą humoru, przypomniał mi Mól Książkowy, który u Pyzy niedawno gościł z wpisem o Nałkowskiej. Drugi utwór to, ku mojej radości, jeden z owoców współpracy Turnaua z Michałem Zabłockim; do dziś to chyba jedyny utwór z „Fabryki klamek”, do którego wracam. W piosence znajdziemy i Tuwima, i Mistrala, i Tetmajera, a nawet „Pieśń nad Pieśniami”! A każda z literackich przestrzeni dopasowana do stanów i przeżyć spraw codziennych i świątecznych. Wczesny Turnau, też we współpracy z Zabłockim, popełnił też piosenkę o tym, że „nie ma Mickiewicza i nie ma Miłosza” – ale skoro nie ma, to nie ma.

Na finał zostawiłem wisienkę na torcie, czyli Irenę Santor, która pisze list do Balzaca. „Szanowny Panie Balzac” to piosenka pokochana przeze mnie od pierwszego przesłuchania. Artystka w hotelu „Pod różą” pisze list do Balzaca – poniekąd protest, w którym chodzi o Balzacową „Kobietę trzydziestoletnią”. No bo właśnie – jak to trzydzieści lat, to „o krok przed starością”? I Irena prosi „niech pan troszeczkę dorzuci!”, i śmieje się „a o starości nie mówmy”. Z jakim wdziękiem to jest pomyślane, zaśpiewane! Za każdym razem daję się urzec Irenie Santor, której towarzyszy moja ukochana Orkiestra Polskiego Radia. Czy mógłby być ładniejszy finał?


Z książką w tytule, czyli na drogę

Jeśli ktoś był na tyle dzielny i przebrnął przez cały wpis, to się cieszę ogromnie. A jeszcze więcej radości wlewa we mnie nadzieja, że może choć jedna z tych piosenek Wam do serca wpadnie. W ramach epilogu zostawię jeszcze jedną piosenkę, chyba dość oczywistą już przez sam tytuł. Myslovitz i „Książka z drogą w tytule”. O czym? Pewnie trochę o romansach, trochę o poradnikach, trochę o powieściach przygodowych. Bardzo lekko, wiosennie. Piosenka powstała w czasie sesji do „Miłości w czasach popkultury”, ale znaleźć ją można na „The best of” – ku radości fanów jednak się pojawiła. Niech Was inspiruje do dalszych poszukiwań, ale też do tego, żeby w drogi różne zabierać ze sobą nie tylko książki, ale też piosenki. Za gościnę Pyzie Wędrowniczce dziękuję! A może macie już swoje ulubione piosenki z książkami? Dzielcie się, chętnie będę słuchał!

__________

To ja jeszcze tylko krótko powiem, że jutro będzie oczywiście na śmigus-dyngus wpis, ale chyba trochę z innej strony podebrany.

Weź dokładkę!

11 komentarze

  1. FONETYKI nie znałem... ale już słucham i za nią dziękuję :-)
    Jeśli mowa o Wojaczku, to należy wspomnieć jak płynnie ELEKTRYCZNE GITARY wplotły jego "Chodzę i pytam" w rock-imprezowy repertuar, który wyśpiewywaliśmy podchmieleni na mazurskich bindugach.

    AMJ jest dla mnie z kolei czymś osobliwym: zasadniczo nie słucham takiej muzyki, a jednak to co robi Anomalia (jak zwykliśmy ją z siostrą nazywać) ma w sobie coś takiego, że czekając na pociąg nucę sobie "Drogę na południe", która to piosenka oparta jest o prześwietną muzykę A. Trzaskowskiego do filmu "Pociąg" J. Kawalerowicza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że odpisuję z opóźnieniem - ale taka branża :)
      Cieszę się, że Fonetyka się spodobała! Chętnie sięgnę po Elektryczne, nie znałem tego numeru.
      AMJ kocham całym sercem - "Droga na południe" jest fantastyczna! Ma coś w sobie, oj ma!

      Usuń
  2. Ciekawy wpis, przeczytałam z przyjemnością. AMJ uwielbiam, podobnie jak Myslovitz. Turnau i Soyka z motywami Soplicowymi też znam. Najważniejszym utworem i najbardziej nawet osobistym jest dla mnie "Odchodząc" Republiki... To wspaniałe, że ten utwór jest ciągle słuchany...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za obsuwę odpowiadania - szalony świąteczny czas...
      Cieszę się, że dostarczyłem trochę tej przyjemności :)
      "Odchodząc" - nie da się do tego nie wracać.
      Do usłyszenia!

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję i polecam się na przyszłość :)

      Usuń
  4. Pierwszym raz, więc pokój temu blogowi :) Lubię takie ilustrowane muzą wpisy, bo mogę sobie pospacerować po rejonach zazwyczaj przeze mnie nieodwiedzanych. Wczoraj zaszedłem od Zwierza, gdzie nasączyłem ucho piosenkami z niedisneyowskich animacji i wzruszyłem się przypominając sobie filmową scenę przy "For the Dancing and the Dreaming: :D Co do meritum, to bardzo wprost, ale brakuje mi "Niepewności" Grechuty :) Świetny wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się tylko przywitam, bardzo mi miło :). Do meritum się odniesie autor gościnny!

      Usuń
    2. Tu się dobrze zachodzi :) z Pyzą Wędrowniczką każda literacka podróż jest niesamowita!
      Jeśli chodzi o mój wpis - dzięki za dobre słowo :) cieszę się, że dostarczył dobrych wrażeń. Z "Niepewności" i tym podobnych utworów zrezygnowałem - z obawy, że wpis się rozrośnie jeszcze bardziej. Poza tym taka poezja śpiewana per se zasługiwałaby chyba na całkiem osobny wpis :) Może kiedyś, kto wie. Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Czekam zatem, szukając czasu na przestudiowanie reszty wpisów Pyzy :)

      Usuń
    4. Będziemy knuć w takim razie w sprawie terminu ;).
      :)

      Usuń