Jak czytać cegiełki albo co zrobić, człowiek ma kręgosłup


Nie, nie, nie martwcie się, nie będzie o czytaniu cegiełek w znaczeniu takich karteczek-bonów, które wykupuje się w ramach wspierania jakiejś akcji. Byłoby to jakieś wyzwanie, napisać cały wpis na ten temat, ale to może niekoniecznie dzisiaj. Chodzi oczywiście o książki, które gabarytowo nas niekiedy przerastają czy przerażają – albo odwrotnie, napełniają nas przyjemnym drżeniem oczekiwania, bo zaraz zanurzymy się w świat, z którym przez kolejne tysiąc stron się nie rozstaniemy.


Tylko że nie wiem jak Wy, ale ja mam taki problem, że książki cegły zostawiają mnie całą zewnętrznie obolałą. Bo to jednak nie są książki do czytania najwygodniejsze, kiedyś już wspominałam, że mam z nimi kłopoty (i w ogóle zastanawiałam się, jak czytać, tyle że bardziej ogólnie). Nie da się ich czytać zawsze i wszędzie, nawet moja Mama, która grubaśne powieści uwielbia, zaczyna swoją opowieść o świeżo przeczytanej lekturze od tego, jaka ona była do czytania niewygodna. Dlatego teraz, w ramach jeszcze może choć wspomnieniowego przypominania świątecznego lenistwa, pozastanawiajmy się chwilę - troszkę na serio, a troszkę z przymrużeniem oka - w jakich pozycjach najwygodniej czytać grube książki.

A że przy okazji miałam możliwość szerokich konsultacji rodzinnych w czasie Świąt, więc dzięki składam wszystkim moim konsultantom. No to zadajmy sobie w końcu to pytanie: jak czytać te ciężkie książki?
Tylko jedna ilustracja dzisiaj, za to, że tak powiem, korespondująca z wpisem. "Podaj pan cegłę" Aleksandra Kobzdeja.

Na siedząco: w sumie pewnie tu westchniecie ciężko, no bo to jest przecież oczywista oczywistość. Może i tak, ale wydaje mi się, że to wcale nie jest takie łatwe, usadowić się tak, żeby nie wyginać szaleńczo szyi, żeby zobaczyć dół strony albo nie wykręcać sobie rąk, żeby książkę utrzymać. Najwdzięczniejsza jest chyba taka pozycja, w której opieramy się o coś plecami, a nasze zgięte nogi służą za taką podpórkę na opasły tom, jaki czytamy. To trochę odciąża ręce, ale też nie do końca jest idealne na dłuższą metę, bo nogi (i nie tylko one) jednak drętwieją. I co wtedy? Wtedy, jak wiadomo, stajemy przed dylematem, jak czytać dalej, żeby nie robić sobie dłuższej przerwy, bo w akcję się wciągnęliśmy.

Na leżąco: szczerze powiem, kiedyś, kiedy człowiek był młodszy, a konkretnie ten człowiek, czyli ja, nie widziałam problemu z czytaniem cegieł. Po prostu kładło się książkę na łóżku, podpierało łokciami i czytało na leżąco. Ale oczywiście taka pozycja nie jest pozbawiona wad: kręgosłup jednak zaczyna po pewnym czasie boleć, ale nie to jest najgorsze - te drętwiejące ręce! Możemy przez jakiś czas wytrzymać (ach, cóż to, że tracę czucie w dłoniach i kolonie mrówek-fantasmagorii defilują mi po przedramionach, kiedy fabuła tak pędzi!), ale potem zaczyna się robić coraz gorzej, więc przewracamy się z brzucha na plecy, trzymając księgę nad sobą. Nie czyńcie tego, jeśli macie słabe ramiona i wrażliwe nadgarstki!

Z oddali: zapewne sposób czytania znany w ogóle wszystkim dalekowidzom z awersją do okularów. To znaczy ciężar książki nas nie interesuje, bo odkładamy ją na przykład na podłogę, a sami rozparci na kanapie śledzimy koleje losu bohaterów w księdze otwartej na podłodze, i schylamy się tylko czasem, żeby przerzucić stronę. Jeśli jednak książka jest nowa i ciasno klejona bądź szyta, zaczynamy mieć problem, bo strony przerzucają się same, niezależnie od tego, czy sobie tego życzymy, czy nie. Można próbować je jakoś obciążać, ale wtedy – jeśli dodatkowo marginesy są małe – może nam umknąć część wyrazów. Swego czasu widziałam taki sprytny przytrzymywacz stron, montowany na środku książki i po bokach, ale rzucił mi się w oczy tylko raz u kogoś i potem już go nigdy nie widziałam, więc jakoś trzeba sobie w takiej pozycji radzić bez niego (ale jakby ktoś coś wiedział – niech da znać!).

Na klęczkach: to zwłaszcza dla tych, którzy odczuwają wobec książki uczucia nabożne i żywią dla niej szacunek. Oczywiście nie. Sama spędziłam wiele godzin przed fotelem, który robił mi za podpórkę, a ja z podłogi wygięta w paragraf (drętwiejące kończyny jednak, pamiętajcie) czytałam sobie w najlepsze. Podejrzewam, że można próbować tej sztuki nie tylko z fotelem, ale i z krzesłami różnej maści, fotel jest jednak w moim odczuciu niezastąpiony – do czytania w ogóle, a na klęczkach w szczególności.

Z pomocą: najbardziej pomocna może się tu okazać technologia, bo jednak spójrzmy prawdzie w oczy: czytanie grubych e-booków nie boli aż tak bardzo. Waga naszego czytnika się nie zmieni. Ale jeśli akurat dostaliśmy, wypożyczyliśmy albo nabyliśmy tą czy inną drogą cegiełkę papierową, czytnik nas nie poratuje. Dokąd wtedy udać się po pomoc? A choćby do pulpitu. Co prawda jest to niespecjalnie popularne w dzisiejszych czasach, ale w takim, dajmy na to, średniowieczu czytanie książki wygodnie opartej o pulpit było czymś dość powszednim (o ile w ogóle o czytaniu i książkach w średniowieczu możemy w ten sposób powiedzieć). Wiadomo, że i wielcy tego świata uciekali się do takich sposobów (Balzak, który czytał na stojąco w ogóle, musiał swój pulpit lubić), a i do głośnej lektury zdaje się pulpit nadawać idealnie (niech nam za przykład posłużą zakony, gdzie się czytuje do posiłków na głos). No dobrze, powiecie, średniowiecze, Balzak i zakony, a co z przeciętnym czytelnikiem? Ja radzę sobie przy pomocy podkładki pod książki kucharskie z Biedronki – kiedyś udało mi się tam nabyć taki zgrabny stojaczek, opiera się o niego książkę i voila! nadgarstki nie cierpią i oprócz przytrzymywania stron nasza rola ogranicza się do swobodnego czytania przy stole/biurku/innym meblu, który da się użyć przy równoczesnym korzystaniu z siedzenia. Choć na stojąco, jeśli ktoś chce iść w ślady Balzaka, też się da czytać.

Na stojąco: no właśnie, można naśladować przeróżnych mistrzów i po prostu dać ulżyć rękom, za to oprzeć swoją lekturę na, no cóż, nogach. Przygotować sobie dostatecznie wysoką podpórkę i po prostu rzucić się w wir przygód. Czytanie, także cegieł, na stojąco, praktykuję sama, tyle że nie w domowych pieleszach, ale na przystankach autobusowych i w samych autobusach. Wtedy trzeba znaleźć miejsce na szerokość łokci i jakąś poręcz, żeby się o nią tymże łokciem owinąć, i można czytać swobodnie, nie wpadając – raczej – na innych pasażerów. Tyle tylko, że wtedy cała akcja z „dajmy ulżyć rękom” nie ma sensu, bo pracują i ręce, i nogi, ale przynajmniej nadganiamy lekturę i przenosimy się z zatłoczonej komunikacji miejskiej w sferę wyobraźni. Nie frustrujemy się przy okazji, że ciasno, nie popadamy w złość albo w przygnębienie – no idealne rozwiązanie, po prostu!

Macie jakieś inne pomysły, porady albo wypróbowane rozwiązania?

____________

Jutro zaś będzie garść wrażeń z przeczytanej jeszcze przed Świętami powieści, bo wreszcie jest trochę poświątecznego, spokojniejszego czasu i można te wrażenia sobie spisać.

Weź dokładkę!

25 komentarze

  1. Pomysłów brak, ja natomiast cegły czytam albo na leżąco, albo siedząc przy stole/ biurku :). Ewentualnie na podłodze, a za podpórkę robi stolik kawowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też zdarza mi wybierać podłogę, te małe stoliki z ikei wtedy się nieźle nadają jako podpórki :).

      Usuń
    2. One zostały po to wymyślone! Założę sie, że ich projektant był wielbicielem skandynawskich kryminałów, które często są opasłe i szukał jakiegoś rozwiązania, żeby było wygodnie, z miejscem na kubek herbaty,ale niedrogo :).

      Usuń
    3. I tajemnica powszechnego stolika z ikei została rozwiązana :D.

      Usuń
  2. Czytałam na wszystkie opisane przez Ciebie sposoby i jednak, jakby nie było, preferuję na siedząco - nogi są całkiem niezłym oparciem. Co z tego, że później znaki od grubego tomiszcza noszę na udach przez dobrych kilkanaście godzin - czego nie robi się dla ukulturalnienia... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, zapomniałam o tych widzialnych przez jakiś czas "ranach" po czytaniu w ten sposób ;).

      Usuń
  3. Ja preferuję na półleżąco :) Tylko trzeba mieć ścianę lub jakiś mebel o który można oprzeć poduszki :) Nogi można zgiąć i położyć na nich książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Półleżąco - idealna nazwa dla tej ni to siedzącej, ni leżącej pozycji z czymś do oparcia się! Dzięki :)!

      Usuń
  4. O, czyli nie tylko ja czytam na klęcząco!

    OdpowiedzUsuń
  5. Też mam problem z dużymi książkami. Przy biurku nie lubię czytać, bo to mi się z nauką kojarzy. Ewentualnie można czytać leżąc na brzuchu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, właśnie, od razu człowiek ma takie poczucie, że czyta coś poważnego, nawet jeśli niekoniecznie ;). Tyle że wtedy herbata bądź inny napój jest idealnie w zasięgu ręki :).

      Usuń
  6. Kiedyś z powodu awarii kolana musiałam sporo czasu spędzić w bezruchu, podczas gdy rehabilitanci aplikowali mi różne prądy, lasery, fale elektromagnetyczne. Potem doszło też melancholijne machanie nóżką zawieszoną na wyciągu. W tych dziwnych pozycjach (na siedząco, leżąco, półleżąco, na brzuchu, na boku z nogą podwieszoną do sufitu) przeczytałam większość tomów "Gry o tron" :) Dlatego żadna pozycja mi niestraszna, jestem w stanie czytać w dowolnej, oprócz, niestety, tej klęczącej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś bardzo dzielna! :) Ja niestety mam za słabe ręce na takie przygody literackie, gdzie trzeba trzymać książkę bez podparcia - chociaż podejrzewam, że czytelnik przymuszony sytuacją jest w stanie sobie wyćwiczyć odpowiednio bicepsy i silną wolę :).

      Usuń
  7. To chyba nie przypadek, że akurat teraz piszesz o cegiełkach, o wczoraj skończyłam czytać Annę Kareninę (909 stron!) :D
    Z wszystkich wyżej wymienionych pozycji najbardziej upodobałam sobie siedzącą i tak jak u Ciebie, fotel w tym wypadku wygrywa z innymi... przedmiotami służącymi do komfortu siedzenia. Głowa na oparciu fotela, uda/kolana jako podpórka i kilka ładnych godzin dziennie leci przy zajmującej lekturze. Nie wyobrażam sobie natomiast czytania na stojąco - raz tak próbowałam, kiedy zepsuła się lampa w pokoju i korzystając jeszcze ze światła dziennego położyłam książkę na parapecie przy oknie, ale po 15 minutach moje nogi błagały o litość, więc nie, zdecydowanie nie. Pozycja półleżąca na plecach i oparcie zrobione z poduszek również jest niezawodne, ale albo w takim wypadku muszę kłaść książkę na brzuchu (Święta służą ku temu, bo im większy brzuch, tym lepsza pozycja książki przed oczami :D) albo trzymać w rękach, a wtedy, jak sama pisałaś, nadgarstki nie są z tego rozwiązania zadowolone.
    Tak jeszcze nawiązując do ostatnich zdań przy pozycji stojącej - wszystko zależy od książki, bo niektórzy bohaterowie są jeszcze bardziej irytujący niż najmniej kulturalni osobnicy na przystanku - wtedy irytacja gwarantowana :) No i co zrobić, kiedy ludzie dziwnie się na Ciebie patrzą, bo właśnie powiedziałeś do głównej postaci "ty... ty niewdzięcznico jedna! Jak mogłaś to zrobić, no jak?!"... Przystankowicze - czytelnicy zrozumieją, natomiast Ci mniej oczytani... no cóż, w najgorszym wypadku wylądujemy w szpitalu psychiatrycznym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można się posiłkować poduszkami, jeśli się w Święta odpowiednio człowiek nie zdążył najeść ;).

      Tak, masz rację, można się odciąć ewentualnie od złości na tłok w autobusie/tramwaju, ale co zrobić, jeśli się zdenerwujemy na bohatera albo rozwiązanie fabularne? Chociaż muszę powiedzieć, że mnie się rzadko zdarza wyrażać niezadowolenie czy niemiłe zaskoczenie na głos przy czytaniu poza domem (co innego śmianie się, od tego powstrzymać się trudno). A jeśli już, to ograniczam się do gniewnych pomruków i nigdy mi się nie zdarzyło, żeby ktoś spojrzał na mnie z ukosa (chociaż czytałam - mogłam nie zauważyć ;)).

      Usuń
  8. Cegły czytam leżąc - pod książkę podkładam stos poduszek i jakoś idzie. Nie jest to może super wygodne, ale daję radę. Teraz chcę sprawić sobie specjalną poduszkę - podkładkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam mnostwo cegiel w biblioteczce, bo jakos tak wychodzi, ze o moim hobby wychodza niemalże same cegly albumowe i to na papierze kredowym. Czytam je pollezaco. Biore na niedzialajacego laptopa, otwartego, ktorego sadzam sobie na miednicy. Ksiazka sobie lezy, nie musze jej trzymac, nic nie boli :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktyczna podpórka, powiedziałabym, że taka co najmniej dwuużytkowa ;). Powiem szczerze, że nie przepadam za książkami na kredowym papierze - one są ładne, ale właśnie mało praktyczne, trudno w ogóle na nim cokolwiek zaznaczać.

      Usuń
  10. Jeśli tylko mogę, posiłkuję się kindlem :) A jeśli nie mogę, to wtedy czytam na sposób imprezowo rzymski, tzn. na boczku z głową opartą o zgiętą łapę, a książka sobie leży na jakiejś płaskiej powierzchni albo w niepełnym W oparty o opartą o ścianę poduchę z grzbietem tomu uciskającym nawis piwny bądź, gdy się człowiek zagapi, klejnoty rodzinne :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle że, no właśnie, nie wszystko jeszcze na czytnik można dostać. Zresztą ja przyznam, że mam dylemat, jeśli tomiszcze na czytnik kosztuje bardzo podobnie do tego papierowego. Wtedy zdarza mi się tracić rozsądek i wybierać papierowe ;).

      Usuń
    2. Dlatego z zainteresowaniem śledzę inicjatywy typu 2 w 1, gdzie dostaje się tomiszcze do szpanowania przed gośćmi w dom i pliczek do czytania z książką zwisającą nad twarzą :P A tak w ogóle, to ja bym chętnie wypróbował TO

      Usuń
    3. Fakt, można wtedy wybrać i wilk syty, i owca ma nadal cały kręgosłup. W sumie mogłoby to być normą. A to przedziwne siedzisko zapewne jest superzdrowotne (albo superstylowe, nie mogę się zdecydować ;)), ale nie wiem, czy aż takie wygodne...?

      Usuń