Jak minął kwiecień albo podsumowanie miesiąca


Kwiecień to jest ten miesiąc, który zwykle mija bardzo przyjemnie, bo jego koniec oznacza rozpoczęcie długiego majowego weekendu. Weekend ten w tym roku nie jest jakoś porażająco długi, ale zawsze co wolny piątek, to wolny piątek, prawda?


W kwietniu działo się tu dużo i był to szalony miesiąc, bo nagle podskoczyła liczba czytelników, dzięki rozlicznym polecaniom od innych blogerów, za co bardzo serdecznie dziękuję! Każde takie polecenie, przy którym jeszcze ktoś napisze kilka miłych słów o Pierogach Pruskich jest takie miłe – zawsze wtedy, nie zależnie od tego, czy za oknem siąpi i udaje listopad, czy książka, którą akurat czytam skręca w rejony, w których bym jej w ogóle nie chciała widzieć albo w pracy bywa różnie, robi mi się bardzo przyjemnie i wiosennie. I nawet bym nie przypuszczała, zakładając ten kącik, że tyle osób będzie tu wpadało, czytało, chciało się podzielić swoim zdaniem, i że to sprawia aż tyle radochy! No, ale może bardziej do konkretów, Pyzo, powiecie, wiemy, że jesteśmy świetni, powiedz lepiej, co tu się działo? Ano, oto, co się działo.

Kwietniowe lektury
Udało mi się przeczytać sześć książek w kwietniu, chociaż już byłam pewna, że „Doktor Żywago” mnie rozłoży na łopatki i będziemy się tak ze sobą męczyć aż do lata. Na szczęście z pomocą przyszedł mi niezawodny Domownik, który z wyprawy po winyle wrócił ze ścieżką dźwiękową do filmu o „Doktorze Żywago” pod pachą i zakład komunikacji miejskiej, z którego usług korzystam i spędzając w jego środkach sporo czasu nadganiam z lekturą. No, ale do konkretów: zaczęło się wszystko od „Gron gniewu”, skończonych jeszcze przed Wielkanocą, które okazały się być całkiem udanym początkiem znajomości z Johnem Steinbeckiem, a przy okazji wpisu dowiedziałam się, po jakie kolejne jego książki sięgać, więc korzyść jest podwójna. Święta spędziłam przyjemnie w towarzystwie „Fangirl” Rainbow Rowell i chociaż miałam, jak to ja, mnóstwo „ale”, to lekturę tę wspominam bardzo dobrze. Potem zabrałam się za rzeczonego „Doktora...”, ale coś nam nie szło, więc zgodnie z moją zapchajksiążkową teorią sięgnęłam po „Rysia Rapera istraszną kiełbasę”, który nie był książką zachwycającą (chyba, że mojego kota, który rzucił się na nią z zacięciem godnym lepszej sprawy), ale pozwolił mi odetchnąć od Pasternaka. Którego to w końcu, jako się rzekło, zmogłam, i miałam okazję podzielić się zachwytami nad konstrukcją tej książki i anty-zachwytami nad jej głównym bohaterem. A jeszcze przed końcem miesiąca pojawiła się moja wcale-nie-recenzja wegetariańskiej książki kucharskiej z 1898 roku, która chyba nie tylko mnie skusiła do tego, by szukać nieco innych niż na co dzień przepisów.

Przeczytałam – i to nie tylko sobie – w tym miesiącu jeszcze jedną książkę, o której nie zdążyłam napisać, ale od niej zapewne zacznę pisanie majowe. Bo było to czytanie niesamowicie ciekawą przygodą. 
 
 
 A w ramach uroczego zwierzaka - ptaki kiwi. Źródło.


Kwietniowe wpisy
Najwięcej czytelników zajrzało do wpisów o książkach, które tak jakby troszkę istniały, ale nie bardzo, gościnny wpis na temat związków muzyki i literatury, w którym można też było tego i owego posłuchać, zestawianie scen z polskich powieści z ich ewentualnym wykorzystaniem w reklamach perfum (co pokazuje, jakie te książki mają przeróżne potencjały poukrywane skrzętnie w szafach „lektura, ostrożnie!”), tradycyjny comiesięczny wpis o baśniach – tym razem o baśniach narodów dawnego ZSRR z przepięknymi ilustracjami, które to i baśnie, i ilustracje okazały się zaludniać nie tylko moją wyobraźnię, kilka słów o moich czytelniczych doświadczeniach i przygodach, czyli jak odpowiadałam na pytania w sympatycznym łańcuszku, wpis o tym, co z nami pozostaje po przeczytaniu danej książki, notka o problemie, z którym borykamy się wszyscy, czyli jak też właściwie powinno się wymawiać imię, a zwłaszcza nazwisko nie-polskiego (a czasami i polskiego) pisarza (gdzie zwierzałam się z moich potyczek z pisarskim mym nemezis fonetycznym)  oraz pierwszy tutaj test, oczywiście związany z literaturą, gdzie mogliście się przekonać, co by Wam metodą wieszcza Adama wyszło w sprawie tego, jakimi czytelnikami jesteście.

Najmniej zaś czytane były dwa skromne wpisy. Jeden bardziej problemowy o tym, że stylizacja historyczna w powieściach to nie zawsze jest prosta sprawa i że niekoniecznie chcielibyśmy coś takiego czytać, ale przede wszystkim o zabytkach języka polskiego i sprawie ich tłumaczenia na polski „nasz współczesny”. A drugi z przymrużeniem oka i z punktem wyjścia w Dniu Założenia Rzymu odnośnie związków zwierząt, dzieci i karmienia jednych przez drugie.

Postanowiłam też wprowadzić tutaj nową kategorię, mianowicie mój ulubiony wpis z danego miesiąca. W kwietniu bezsprzecznie najlepiej bawiłam się przy pisaniu notki o tym, jak wyglądałyby znane dzieła literackie, gdyby napisał je inny pisarz. I zapowiedziałam już, że jeszcze kiedyś taki wpis napiszę, powoli zbieram pomysły – podrzucane przez Was i własne. 




Kwietniowe dyskusje
Jak zwykle mogłam liczyć na fascynujące rozmowy pod wpisami, z których sama miałam okazję się dużo dowiedzieć. Chętnie rozmawialiśmy o pisarzach, u których motywy religijne są w jakiś sposób widoczne w twórczości o tym, przy jakim literackim stole da się schrupać coś pożywnego (przy okazji zostałam uświadomiona, że ciasto Bilba jest zupełnie innym ciastem, niż to noszone przeze mnie w pamięci). Temat ciężkich wagowo książek też wzbudził chęć dyskusji i dzielenia się własnymi przemyśleniami na to, jak sobie radzić w trudnym sporze ciekawa lektura – własny kręgosłup. Pierwszy zakończony cliffhangerem wpis dotyczący słowiańskiej fantasy też stał się przyczynkiem do dyskusji, podobnie jak wpis o książkach, które z własnej lub niewłasnej woli miały więcej niż jednego autora albo z ich pisaniem wiązały się różnego typu przeboje. Dzieliliście się też swoimi pomysłami dotyczącymi strony czterdziestej i czwartej w Waszych ulubionych powieściach, a wielu z Was doradzało mi, jak walczyć z wymową nazwiska Coetzee (przy czym okazało się, że on sam podchodzi do sprawy bardzo na luzie, o czym świadczy znalezione nagranie z prezentacji pisarza na forum). Razem wspominaliśmy, co też i dlaczego pamiętamy z przeczytanych książek, i jak to się stało, że utkwiły nam te rzeczy w pamięci oraz zachwycaliśmy się „Baśniami narodów ZSRR” i innymi baśniami, w tym cudnie wydanymi bajkami Aleksandra Puszkina.  
 
 
 

Kwietniowe hasła
W tym miesiącu hasła, po których można było na Pierogi Pruskie trafić, okazały się nie mniej kreatywne niż w zeszłym. Ktoś tajemniczo zasugerował wyszukiwarce, żeby odesłała go tam, gdzie znajdzie „opowiadanie twórcze o kawałku kory”. Jest to pewne wyzwanie, więc może o korze w twórczy sposób i z odniesieniem do literatury kiedyś napiszę? Kogoś innego, tak jak mnie, intrygowała kwestia „prokurator Szacki zarobki”. Co jest jakoś pocieszające, że nie tylko ja zwróciłam uwagę na to, jak bohater snuje się po Warszawie narzekając na swoje zarobki i że jak kupi kawę na mieście, to nie będzie go stać na buty dla dziecka. Ktoś wpisał „blog książkowy” i skierowało go tutaj (komplement!). Pojawiło się pytanie „jak układać w księgarni” – odpowiedziałabym: zależy co. Jeśli książki, to na półkach, przy czym zapewne możliwe są nieco bardziej fancy ustawienia (pomysły?). Ktoś inny pytał „pierogi pruskie murakami”, więc podpowiadam, że może zajrzeć tutaj. Na hasło „baśń o kowalu” nie odpowiem, ale kowale są znaczący w wielu baśniach, bo kowal ma bliżej do czarodzieja, niż można by sądzić (w końcu ma dużo wspólnego z żelazem, za którym nie przepadają różne nieziemskie byty). „Książka z antonimem w tytule”, tak, mam taką w akcji, ale utrzymuję suspens i jeszcze nie powiem, jaką, tyle że już sobie na nią zacieram ręce. „Sandomierz oczami Miłoszewskiego” to miasteczko bardziej krwiożercze niż w „Ojcu Mateuszu”, a co druga knajpa to jak zaproszenie, żeby ktoś cię pobił, ale ogólnie „Ziarno prawdy”jest zdecydowanie najlepsze z całej trylogii (przynajmniej w mojej skromnej opinii). Na zapytanie „cała baśń o jagódce” nie wiem, co powiedzieć. Ale że o babuni? Jak o babuni, to jak najbardziej czytać, warto! „Ilustracje baśni ukraińskiej”, w każdym razie jednej z, można znaleźć tutaj. „Jak czyta się nazwiska szwedzkie” podpowiadacie z kolei we wpisie o, tym. „Stosunek Ashleya do Scarlett” był okropny, bo Ashley to straszliwe troki od kaleson, chociaż z sumieniem, co nieco komplikuje sprawę; na dobrą sprawę to ciągle myślałam, że narrator nas nabiera z tym jego kochaniem Scarlett, serio. „Pisarz z Olzy” – może może być zza Olzy, za to kilku w pakiecie? Bardzo poważną kwestię podjął pytający o to, „jak czytać grube książki, żeby się nie rozwaliły”. Sugeruję wybieranie tych szytych, a nie klejonych, ale i to na dobrą sprawę niczego do końca nie rozwiązuje. „Baśniowy świat Andersena” wcale nie jest taki baśniowy, no i „Andersen Królewna Śnieżka” to trochę pukanie w niewłaściwe drzwi, ale „Królewna Śnieżka” Andersena na pewno kończyłaby źle, patrząc, jak książę żeni się z jakąś inną dziewczyną. A o tym, „o czym jest Bohiń” pisałam, a jakże, tutaj
 
 
 

Bardzo Wam dziękuję za kolejny miesiąc i witam wszystkich, którzy tu przywędrowali i zostali! Kilka osób pytało, czy Pierogi Pruskie są na facebooku – nie są i nie wiem, czy to zmieniać, bo nie mam pojęcia, czy umiałabym tam prowadzić ciekawą stronę, ale jeśli by ktoś wolał w ten sposób dostawać informację o nowym wpisie, żeby nie zapominać, to niech da znać, będę myślała. Ostatnio sporo znajomych blogów wprowadziło u siebie Disqus, czyli taki system komentarzy, który powiadamia, jak ktoś nam odpisze i pozwala głosować na lubiane komentarze. Podoba mi się to nawet, ale problem w tym, że przy przenoszeniu komentarzy rozpadają się całe ich „drzewka”, czyli w starych komentarzach nie wiadomo, kto komu i na co odpisał. I to mnie smuci, bo lubię te dyskusje pod wpisami i nie chciałabym, żeby się porozpadały. Dlatego pomyślałam, że zapytam Was o zdanie, jako komentujących. No i jeśli macie jakieś pomysły, sugestie i tak dalej – z chęcią posłucham!

_____________

A jutro zaczniemy maj, jak pisałam, od refleksji polekturowych.

Weź dokładkę!

17 komentarze

  1. Osobiście nie lubię Disqusa, więc jeżeli mam coś zasugerować - nie wprowadzaj. Moim zdaniem to raczej utrudnienie dla komentujących. Blogger też powiadamia o nowych komentarzach, a nie bardzo wiem, po co komu głosowanie na komentarze. Ta kultura "lajkowania" wszystkiego jest mi zupełnie obca, jestem raczej za wymianą opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego pomyślałam, że poznam opinie innych. Bo mam takie wrażenie, że chyba ta opcja powiadamiania jest najczęściej podnoszona, kiedy mówi się o Disqusie, chociaż w komentarzach na blogspocie też jest. Liczę, że może blogspot jakoś bardziej uwidoczni ten przycisk "powiadamiaj mnie", bo właśnie chyba o to się rozchodzi, że nie każdy go zauważa ;). Za to "lubienie" komentarzy nie jest może priorytetem, ale to właśnie zależy, czy ktoś chce się odezwać, czy tylko dać znać, że się z czymś zgadza, tak mi się wydaje.

      Usuń
    2. Może ja jestem jakaś niekumata, ale czy jest jakaś opcja, żeby te powiadomienia z blogspota pojawiały się gdzieś indziej niż na mailu? Bo głównie dlatego założyłam Disqusa - żeby nie przegapić żadnego komentarza, ale też żeby komentarze nie zawalały mi skrzynki mailowej, tylko zbierały się na jakimś zewnętrznym koncie ;-) A włączyłam go na blogu kiedy były tam może dwa komentarze, więc nie miałam problemu z tym, że coś się posypie ;-) Ale fakt, przy dużej ilości komentarzy Disqus nie współpracuje :(

      Usuń
    3. Przyznam, że nie mam zielonego pojęcia -- zwykle odznaczam je sobie do zakładki, którą w poczcie na tę okazję wyodrębniłam i działa to całkiem sprawnie, to znaczy wiem, kiedy chodzi o komentarze, a kiedy o inną pocztę. Natomiast czy to się da zrobić tak, żeby szło nie na pocztę? Czy ktoś wie?

      Usuń
    4. W sumie zakładka nie jest złym pomysłem ;-)

      Usuń
  2. Ja Disqus lubię za powiadomienia, zwłaszcza że czasem ktoś napisze coś przy starszym wpisie/komentarzu. Ale mam wrażenie, że Disqus i Blogspot nie zawsze dobrze współpracują. Ale może to ja nie wiem, jak je przekonać do współpracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to tego nie wiedziałam. Ale ja z tych, co to muszą sporo się naczytać i napróbować, żeby wszystko ustawić, więc może dlatego jeszcze nie wiem, bo aż tak tematu nie zgłębiałam :). No a, jak pisałam wyżej, myślę, że ten przycisk "powiadamiaj mnie" na blogspocie jakoś jest za łatwy do przegapienia, a Disqus powiadamia jak gdyby z marszu.

      Usuń
  3. "Grona gniewu" u Ciebie, a ja mam ciągle na tapecie "Myszy i ludzie"! Dokończę rozgrzebane książki i biorę się za Steibecka. Na razie tylko liznęłam i już się cieszę na lekturę! Zwłaszcza że upolowałam go w oryginale, więc przyjemność będzie podwójna :)
    A jeśli to ma jakieś znaczenie, jestem za Disqusem, o ile ładnie współpracuje z blogami na blogspocie. Nie trzeba pamiętać, żeby kliknąć na "Powiadamiaj mnie". Wygodnicka Ekruda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie! To się już cieszę na wrażenia polekturowe (sama sobie "Myszy..." wciągnęłam na listę do przeczytania, więc pewnie się za nią zabiorę za czas jakiś) :).
      No właśnie to powiadamianie się wybija na pierwszy plan -- ale może, jak pisałam wyżej, blogspot pójdzie za aktualnym trendem i ten przycisk "powiadamiaj mnie" uwidoczni ;).

      Usuń
  4. Osobiście nie lubię Disqusa, ale przemawia przeze mnie niechęć do posiadania kont, podawania adresu email itp. Ale nie wiem czy mój głos nieczęsto komentującej może coś znaczyć ;-) Niech będzie tak, jak Pyzie wygodniej.

    Kwiecień wygląda w tym zestawieniu bardzo intensywnie, a wpis zachęcił mnie by zajrzeć tam, gdzie nie planowałam, np. do tekstu o zabytkach polszczyzny.

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że znaczy :). Sama niechętnie podchodziłam do Disqusa, zanim nie założyłam bloga i nie postanowiłam założyć sobie konta wreszcie i tam, więc rozumiem. Nie chciałabym, żeby przez to, że ktoś się zniechęci do systemu komentarzy nie komentował, jeśli ma ochotę, więc postanowiłam wszystko przemyśleć i o tym porozmawiać :).
      Jakoś chyba taki urok zestawień :). Ale to fajnie, cieszę się, że napisanie o mniej popularnych wpisach się przydało.

      Usuń
  5. Dla mnie kwiecień był miesiącem odkrycia Twojego bloga, który bardzo mi się podoba, bo inny od typowych blogów "książkowych", no i trafił mi się jak znalazł na końcówkę ciąży, gdy fajnie jest czasem pomyśleć o czymś innym niż czy mam już wystarczającą liczbę śpioszków i pieloszków:)
    Dzięki i tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, cieszę się, że Ci się tu spodobało i zostałaś :). Za życzenia dziękuję, no i Tobie życzę dużo zdrowia i siły :)!

      Usuń
  6. Wcześniej nie mogłam sięprzekonać do Disqusa, ale wprowadziłam go u siebie nie tak dawno temu i bardzo go sobie chwalę, zauważyłam też, że komentujący częściej teraz wracają i łatwiej o dłuższą dyskusję, więc ze swojej strony jak najbardziej polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie jest tak, że ja nie jestem przekonana do Disqusa, po prostu nie wiem, czy jestem przekonana do potrzeby posiadania go tutaj, bo zasadniczo komentarze blogspotowe się tu sprawdzają :). Także będę sobie dalej rozmyślać nad tym problemem, bez pośpiechu ;).

      Usuń
    2. Tylko tutaj tkwi pewien haczyk - im dłużej myślisz, tym więcej postów (o ile się zdecydujesz oczywiście na wprowadzenie Disqusa) będzie miało rozczłonkowane dyskusje :)

      Usuń
    3. Ale z drugiej strony, Disqus się rozwija, blogspot też... Może ulepszą komentarze na blogspocie albo Disqus wpadnie na to, jak przenosić komentarze, żeby się nie rozsypywały? Tak sobie dumam :).

      Usuń