Moi ulubieni czescy pisarze albo o książkach zza Olzy


Jak zapowiadałam nie raz już, a zaczęło się wszystko w dyskusji pod tym wpisem o listach książek, napisałam w końcu taką notkę – w której przyznaję się, jakich czeskich pisarzy lubię bardzo. I których, rzecz jasna, każdemu gorąco polecam, bo w moim mniemaniu to są po prostu bardzo, bardzo dobrzy pisarze. Podczas pisania tego wpisu zdałam sobie sprawę, że to nie jest do końca użyteczny przewodnik, jako że brakuje u nas przekładów, ale zawsze możecie zobaczyć, jacy czescy pisarze oprócz tych najbardziej znanych istnieją.

Nie szeregowałam tego w żaden ranking, bo zwyczajnie uważam, że w takim kontekście nie do końca miałoby to sens. Każdego z tych pisarzy lubię za inne walory literackie, więc układanie tego w szereg numerów nie do końca odpowiada mojej wizji. Lista rzecz jasna, jak każda, może ewoluować. W końcu co rusz człowiek poznaje nowe nazwiska i nowe książki, i okazuje się, że o, to właśnie jest to! Umieściłam też tutaj wyłącznie prozaików – o poetach muszę napisać kiedy indziej w osobnym wpisie. Także pomijając już dłuższe wstępy – oto oni, moi literaccy ulubieńcy piszący (zazwyczaj) po czesku.

Jiří Hájíček
To jedno z moich najświeższych odkryć. Po Hájíčka sięgnęłam już po tym, jak zrobiło się o nim głośno, bo wygrał dwukrotnie Magnesię Literę, czyli – używając chyba dość czytelnego porównania, choć upraszczającego straszliwie – „taką czeską Nike” (swoją drogą za jakieś cztery dni tegoroczne rozdanie!). Trochę zresztą byłam nawet zła, bo ostatnim razem wygrał z książką, która była moim absolutnym faworytem (o niej niżej), więc pomyślałam: „no, czas najwyższy zobaczyć, czy to faktycznie takie dobre”. Zaopatrzyłam się od razu w dwie jego książki i przepadłam, i to od pierwszej strony. „Selský baroko“ („wiejski barok” to taki charakterystyczny dla południowych Czech styl architektoniczny, mówiąc krótko), opowieść o mężczyźnie, który zajmuje się grzebaniem po archiwach i natrafia na ślad przerażająco smutnej historii z lat przymusowej kolektywizacji w Czechosłowacji, jest napisana w sposób mistrzowski. Jest odpowiednio realistyczna (nikt tak nie pisze o pracy w archiwum), czuć w niej późne lato na południowoczeskiej wsi, w dodatku obok głównego wątku jest kilka pobocznych, równie ciekawych, nad którymi autor idealnie panuje – nic się nie wymyka, wszystko ma swój początek i koniec. Kawał świetnej prozy; nie do końca wiem, czemu jeszcze nie ma przekładu, bo w sumie nie trzeba specjalnie wiele wiedzieć o czechosłowackiej kolektywizacji, żeby cokolwiek zrozumieć. No ale. Natomiast „Rybí krev“ („Rybia krew” to też proza z południowych Czech – autor tam mieszka i o nich pisze, co wyraźnie widać, on po prostu ten region czuje – tym razem o wsi, która ma stać się ofiarą wznoszonej niedaleko elektrowni atomowej. Podobnie jak wyżej to jest świetna rzecz, poza tym pokazuje doskonale, jak działa pamięć i jak wszystko się zmienia nie do końca w kierunku, który przewidzieliśmy albo chcielibyśmy, żeby dążyło. Zdecydowanie zamierzam się niedługo zaopatrzyć w tomik opowiadań „Vzpomínky na jednu vesnickou tancovačku” („Wspomnienia z pewnej wiejskiej potańcówki”), bo też jest chwalony, a ja mam słabość do próz osadzanych na wsi – takiej trochę tradycyjnej, trochę po przejściach, trochę ewoluującej w niewiadomo jakim kierunku, tak jak u Hájíčka właśnie.

Co możecie przeczytać po polsku? Jeszcze nic, ale jak mi podpowiedziała Naia, już niedługo wyjdzie tłumaczenie „Rybiej krwi”. Kibicuję, żeby tak się stało też w przypadku „Wiejskiego baroku”! 

 A tak wygląda elektrownia jądrowa, która powstała tam, gdzie
dzieje się akcja "Rybiej krwi". Źródło.



Bohumil Hrabal
Tu się nie będę rozwodziła bardzo, bo napisałam już o Hrabalu cały wpis.

Co możecie przeczytać po polsku? Właściwie wszystko, oprócz jakichś wczesnych wierszy. Jeśli chodzi o zbiory opowiadań, to one wychodziły często po polsku w wyborach nieco się różniących od czeskich oryginałów, więc przetrząsając oryginalną bibliografię hrabalianów trzeba to mieć na uwadze.

 Pisać pisałam, ale nie odmówię sobie wstawienia zdjęcia
nymburskiego browaru, gdzie Hrabal umieszcza akcję kilku
swoich książek. Źródło.


Karel Schulz
Schulz to jest moja literacka miłość – i nie wiem, czy też tak macie, że wśród ulubionych pisarzy wymieniacie kogoś, kto pisał tak sobie, ale za to napisał Tę Jedną Książkę. Bo ja tego pisarza uwielbiam za jedną książkę, za „Kamień i cierpienie”. To jest rzecz doskonała, choć nieukończona: opowieść o Michale Aniele, z idealnie stopniowanym napięciem (chyba nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, żebym aż tak przeżywała losy postaci historycznej, to jest takiej, której historię przecież znałam i wiedziałam, co i jak), ze świetnymi, plastycznymi, dynamicznymi opisami, z inteligentnym wplataniem tego, co dalej, w to, co teraz, z postaciami z krwi i kości, z bogatym w detale tłem. Naprawdę, przy „Kamieniu...” „Udręka i ekstaza” wypada strasznie blado. Schulz doskonale gra ze swoim bohaterem, pokazując jego życie wewnętrzne i to, co jest on w stanie pokazać na zewnątrz. W dodatku te rozmyślania na temat rzeźbienia jako takiego bardzo fajnie ilustrują proces twórczy. W zamyśle autora miała to być trylogia, ale niestety nie udało mu się tej pracy ukończyć – mamy tom pierwszy i tylko dwa rozdziały drugiego, a kurczę, tam się zapowiadały niesamowite rzeczy!

Co możecie przeczytać po polsku? Przede wszystkim, oczywiście, „Kamień i cierpienie”, ale też „Pierścień królowej”, zbiór opowiadań. Reszty, może w sumie i dobrze, u nas nie wydano.

Vladimír Körner
To jest ten klasyczny przypadek pisarza, który pisze cały czas tę samą książkę. U Körnera zmieniają się tematy, za to niezmienny pozostaje pewien styl: ciężki, ponury, negatywny (myślę, że w dużej dawce pod rząd – strasznie depresyjny). Pamiętam, jak odkryłam, że Körner sięga po postaci i tło historyczne i przepisuje je tak, żeby były jak najmroczniejsze – nawet jeśli w rzeczywistości bohaterowie ci mieli z życia choć odrobinę radości, autor w swoich powieściach szybko je gasi. O czym Körner pisze? O różnych rzeczach. Moje ulubione jego powieści dotyczą okresu powojennego: świetna, choć dopiero po kilkukrotnej lekturze to odkryłam, jest wieloznaczna „Adelheid”, historia młodego czeskiego żołnierza RAF-u i niemieckiej dziewczyny, która służy w dworze kiedyś należącym do jej ojca, rozgrywająca się zimą w ponurym dworzysku. Bardzo dobra jest „Zagłada Poziomkowego Dworu” o niedobitkach Wehrwolfu usiłującym za wszelką cenę przeżyć – a ten Wehrwolf jest nietypowy, bo składa się na niego stara zakonnica z giwerą i umierający nastolatek. Jego powieści o Krzyżakach (tak, tak, istnieją czeskie powieści o Krzyżakach!) to w sumie już klasyka. Straszliwie depresyjny, ale i niepozbawiony uroku jest „Lékař umirajícího času“ („Lekarz umierającego czasu” albo może „Lekarz odchodzącej epoki”?). A to w sumie tylko kawałek jego bohatej twórczości. Körner przez wiele lat był też scenarzystą, pisał w sumie część próz na podstawie własnych scenariuszy, więc to taka trochę wartość dodana do jego twórczości – filmy.

Co możecie przeczytać po polsku? Niestety tylko „Zagładę Poziomkowego Dworu”. Za to większość próz została sfilmowana w tę albo w drugą stronę, więc zasadniczo można coś obejrzeć.

 Wiele fabuł Körner lokuje w czeskich Sudetach, a na zdjęciu
ich dawna stolica, Liberec. Źródło.


Jakub Arbes
Mało u nas znany czeski klasyk. I to klasyk nie byle jaki. Nie wiem, czy wiecie, ale Czesi wymyślili dwie oryginale rzeczy w literaturze – najczęściej mówi się o poetyzmie (o tym może kiedy indziej), a dużo rzadziej o wynalazku Arbesa, czyli romanetcie. Co to jest to romanetto, zapytacie? To takie opowiadanie, w którym dzieją się tajemnicze rzeczy, które zazwyczaj da się wyjaśnić pod sam koniec w jakiś racjonalny sposób, ale po zastanowieniu ta racjonalność opada i stajemy w oko w oko z jakąś podejrzaną, groźną, nadnaturalną sprawą. Arbes napisał tych romanett kilkanaście – to są rzeczy świetnie budujące nastrój, wypuszczające nas w takie dość nieprzyjemne rejony ludzkiej psychiki i świadomości, a do tego rozgywające się przede wszystkim w mrocznej, tajemniczej Pradze. Do tego narratorzy są zwykle uroczo naiwni – trochę w typie takiego detektywa mimo woli.

Co możecie przeczytać po polsku? Fragment jednego z romanett, jako „Tęczowy punkcik nad głową” znalazł się w antologii opowiadań „Czas i śmierć”. Natomiast tajemnicą dla mnie pozostaje, jakim cudem nie ma jeszcze żadnego Arbesa w całości po polsku.

 Na przykład w tym malostranskim kościele bohaterowie Arbesa
usiłują rozwikłać tajemnicę dziwnego obrazu św. Ksawerego. Źródło.


Karel Jaromír Erben
Nie wiem, czy wiecie, ale w literaturze czeskiej praktycznie było romantyzmu. Co z punktu widzenia polskiego czytelnika może się wydawać co najmniej dziwne. Także jeśli chcecie zobaczyć, co z romantyzmu w czeskiej literaturze jednak jest, to albo trzeba sięgnąć po Máchę albo właśnie zajrzeć do zbioru ballad Erbena. Nazywa się on „Kytice” (czyli, powiedzmy, „Bukiet kwiatów”) i to są, no cóż, ballady. Większość historii opiera się na ludowych motywach. Nic specjalnego, powiecie? Dla mnie jednak te „Kytice” są napisane świetnie, dlatego że faktycznie można się tymi balladami rozemocjonować tak, jak zapewne emocjonowano się ludowymi opowieściami. Pewnie się nie zdziwicie, ale moja ulubiona ballada opowiada o dziewczęciu, które modli się o północy i nagle słyszy stukanie w okno. Za oknem okazuje się być jej ukochany, który przed rokiem wyruszył był na wojnę. Jakiś jest nieswój, ale dziewczyna bierze, co dają. No i wtedy się zaczyna.

Co możecie przeczytać po polsku? Jakoś nie miał szczęścia do tłumaczeń. Za to na podstawie „Kytic” nakręcono film – może jest odrobinkę kiczowaty, ale ma swój nastrój.

 Wieś, sielskość... Po prostu: selské baroko. Źródło.


Jan Werich
Dla wprowadzenia – Werich to jest literacki mistrz Zdeńka Svěráka, którego może znacie jako scenarzystę i aktora (to ten od oscarowego „Koli” na przykład). Tworzył również utwory sceniczne – i chyba z tych jest znany przede wszystkim – razem z Jiřím Voskovcem (to jeden z takich teatralnych czeskich tandemów). Werich jest cudownym pisarzem: bardzo ciepłym, z niesamowitym poczuciem humoru, a z drugiej strony umiejącym wydobyć takie zamaskowane strony duszy ludzkiej i przedstawić je tak, że nie sposób zakryć oczu, musisz, człowieku, je sobie przyswoić. Najbardziej znanym zbiorem jego opowiadań jest prześmieszne „Fimfarum”, w którym Werich pisze, korzystając z formy bajek, różne opowieści o tym, że lenistwo nie popłaca, a bycie wścibskim może się dla człowieka źle skończyć. Ale Werich, jak napisałam, to nie tylko ten przysłowiowy „smutny klaun” literatury czeskiej, ale też przejmujący portrecista tej smutniejszej rzeczywistości: jego zbiór esejów/wspomnień „Úsměv klauna“ naprawdę robi wrażenie. Werich opisuje tam jak razem z Voskovcem musieli opuścić Czechosłowację podczas okupacji niemieckiej i wyruszyli do USA. Tam oczywiście nie byli wcale tacy znani, więc snuli się po kraju, których ich nie chciał, występując dla amerykańskiej czeskiej polonii (wiem, jak to brzmi – ale jakbyście to nazwali? No, w każdym razie: dla czeskich Amerykanów). Kupiłam tę książkę kiedyś przypadkiem w antykwariacie – nazwisko Wericha nie było mi obce, ale też nie za bardzo znane – i był to początek bardzo przyjemnej literackiej znajomości.

Co możecie przeczytać po polsku? Słuchajcie, wszystko wskazuje na to, że nic! Nie wiem do końca, jak to się dzieje, że nie ma żadnego przekładu... Ale kilka filmów, do których Werich pisał scenariusz albo występował, miało polską premierę. Wiem, że film to nie to samo, co książka, ale dla jasności zaznaczam.


 Jak zajdziecie w Pradze na tyły Václavskiego náměstí, to znajdziecie
tam ten mural - a właściwie odnowioną reklamę - teatru Wericha i Voskovca.


Jakuba Katalpa
To jest właśnie ta wspominana przeze mnie na początku moja faworytka Magnesii, która przegrała z Hájíčkiem. Zupełnie nowa czeska pisarka – do tej pory wydała tak naprawdę trzy powieści. Pierwsza jest, delikatnie mówiąc, taka sobie. Druga to właściwie literacki eksperyment. Ale trzecia jest niemal doskonała: „Němci“ (jak się domyślacie: „Niemcy”) to jest opowieść o wybaczeniu, nienawiści, zdradzie i miłości – tej do dziecka i tej do ukochanego, a wszystko oparte o paralele między takim poziomem człowieczym i narodowym, bo Katalpa osadza akcję na przestrzeni lat: od trzydziestych do współczesności. Główna bohaterka wraca do Czech na pogrzeb ojca i postanawia, że najwyższy czas odnaleźć babkę, matkę ojca, o której wiadomo tylko, że była Niemką i że zostawiła swoje dziecko w Czechach, ale potem przez całe życie wysyłała mu paczki ze słodyczami. Bohaterka rusza więc tropem tej rodzinnej tajemnicy i odkrywa, że kontakt z babką jako taki wcale nie jest niemożliwy na poziomie, powiedzmy, fizycznym, ale i tak niewiele uda się z niej wyciągnąć. I tak zaczyna się historia, o której nie wiemy, czy jest prawdziwa, czy zmyślona, czy domyślana na podstawie jakichś faktów. Kawał soczystej, świetnie napisanej i nieprzekombinowanej powieści.

Co możecie przeczytać po polsku? Póki co – nic. Ale myślę, że jest szansa, że któreś z tych młodych wydawnictw publikujących przekłady czeskiej prozy się za powieści Katalpy weźmie (Wydawnictwa! Wydawajcie Katalpę! Pyza pięknie prosi!).

 Prawdopodobnie gdzieś tutaj toczy się akcja powieści Katalpy. Źródło.


Milena Jesenská
Jesenską poznałam najpierw z listów, które pisał do niej Franz Kafka, moja licealna literacka miłość. To mnie natchnęło do tego, żeby się Jenskiej bliżej przyjrzeć. Była ona przede wszystkim reportażystką z takim dużym społecznym zacięciem, bardzo ją drażniły niesprawiedliwość i nierówność społeczna, widziała też zresztą, że z trudem będzie wszystko dążyło ku lepszemu, bo jednak zaczynało to wszystko w latach trzydziestych wyglądać coraz mniej interesująco. Temu Jesenská dała wyraz w reportażach, które wydano w postaci książki dopiero wiele lat po jej śmierci – zginęła w obozie koncentracyjnym w Ravensbrük – pod nazwą „Ponad nasze siły”. Bardzo mocna rzecz, taki wyraz zamyślenia i bezsilności właściwie w momencie, kiedy pojedynczy człowiek niewiele znaczy, a nikt nie chce się jednoczyć poza tymi, którzy to jednoczenie wykorzystają do celów wcale nie chwalebnych.

Co możecie przeczytać po polsku? Zaskoczę Was: jej flagowy reportaż, „Ponad nasze siły”, jest na szczęście u nas wydany i można go spokojnie przeczytać.


 I jeszcze taka trochę "nowocześniejsza" Praga. Źródło.


Anna Sedlmayerová
To jest pisarka strasznie zapomniania, a niesłusznie. Owszem, Sedlmayerová debiutowała takimi dość schematycznymi powieściami o złych Niemcach i dobrych Czechach, gdzie widać już takie zalążki socrealizmu (ale nie do końca – jej opisy południowoczeskich wsi przed wojną są zasadniczo wyważone; poza tym bohaterowie pisani są tak, że te socrealistyczne wstawki łatwo sobie wykroić i cieszyć się przyzwoitą lekturą). Ale potem skręciła w stronę kryminałów i powieści młodzieżowych, które właściwie obecnie po antykwariatach chodzą za bezcen, więc je skupuję namiętnie przy każdej okazji. Nie jest to może nic wybitnego, ale uważam, że bardzo przyjemna proza na deszczowe popołudnie.

Co możecie przeczytać po polsku? Ku mojemu zdumieniu – nic. Nie wiem, jakim cudem pominięto tę pisarkę w tłumaczeniach powojennych, bo jej twórczość jest różnorodna i bogata; i bynajmniej nie jakaś hermetyczna, więc nie wiem, co się stało.

 W związku z przywołaniem Sedlmayerovej jeszcze jedna wycieczka na południe
Czech i jeszcze jedno selské baroko. Źródło.


Václav Vokolek
To jest ten przypadek, że czyta się jakąś książkę i ona idealnie, ale naprawdę idealnie, trafia w Wasz gust. Ja tak miałam z jego „Drogą do piekieł” („Cesta do pekel”), historią dziejącą się w dziewiętnastym wieku na prowincji, w bardzo bułhakowowskim klimacie – bo prowincję nawiedzają diabły, szykujące coś z okazji uruchomienia pierwszej linii kolejowej w okolicy. Vokolek pisze dość dużo, więc nie znam całości jego twórczości: właściwie cała ta strona jego pisarstwa, poświęcona różnym ezoterycznym, newageowym problemom jakoś ominęłam, ale lubię tę niedosłowność, niedopowiedzenie, które w większości jego powieści występuje. Że to wszystko jest realistyczne, ale z drugiej strony kołacze nam się po głowie: czy aby na pewno?

Co możecie przeczytać po polsku? Nie zdziwi Was już pewnie moja mantra, że nic? Ale może jeszcze kiedyś jakiś wydawca się na niego skusi?

Z pewnym zdumieniem skonstatowałam, że strasznie tutaj dużo nietłumaczonych pisarzy, jakoś nie zdawałam sobie sprawy z tego, że się u nas jednak dość mało Czechów wydawało (ale coraz więcej się wydaje, jest nadzieja!). Może w takim razie spróbuję jeszcze napisać taki wpis o czeskich pisarzach, którzy są nieco mniej oczywiści, ale za to mają swoje polskie przekłady?

_______________

A jutro dziesiąty, więc tradycyjnie będzie o baśniach. Przynajmniej częściowo pozostaniemy w słowiańskich klimatach.

Weź dokładkę!

23 komentarze

  1. To ja poszukam na Amazonie, czy któryś nie został przetłumaczony na angielski :). Bo czeskiego jeszcze nie znam, a zaintrygowały mnie Twoje opisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam zaledwie dwie pozycje, Kytice i Wiejski barok:
      http://www.amazon.com/Kytice-Bilingual-Karel-Jaromir-Erben/dp/0956889026/ref=sr_1_4?s=books&ie=UTF8&qid=1428588380&sr=1-4&keywords=Karel+Jaromir+Erben
      http://www.amazon.com/Rustic-Baroque-Jiri-Hajicek-ebook/dp/B00A6RL3T4/ref=sr_1_1?ie=UTF8&qid=1428588223&sr=8-1&keywords=jiri+hajicek

      Usuń
    2. Jak będziesz miała ochotę, to bierz barok, nie wiem, jak będzie tłumaczenie, ale książka jest naprawdę przecudna (i jest tam wątek kryminalny, może nie jakiś super wyrafinowany, ale bardzo wciągający ;)). A "Kytice" są cudne, wciąż tak utrzymuje, pytanie jak zostały oddane po angielsku - mimo wszystko to może być świetna lektura!

      Usuń
  2. Świetny wpis, szkoda tylko, że trochę frustrujący jest brak przekładów :(. Ale Karel Schulz brzmi zachęcająco. Zaczęłam czytać kiedyś "Udrękę i ekstazę" i nie skończyłam. Nie było to jakoś porywająco napisane, ale temat jest tak ciekawy, że chętnie przeczytam wersję Schulza. Szukałam na wikipedi, ale nie znalazłam przyczyny jego śmierci, znasz ją może?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam i rekomenduję :)! Dla mnie "Kamień..." bije na głowę "Udrękę..." i w ogóle wygrywa w przedbiegach :). A jeśli chodzi o przyczynę śmierci Schulza, to czytałam, że zmarł z powodu choroby serca, ale nie wiem dokładnie, jaka to była choroba - w każdym razie był bardzo młody, dopiero po czterdziestce.

      Usuń
  3. Polacy bardzo lubią literaturę czeską. Można to zauważyć. Ja również lubię, choć nie obcuję z nią często.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że mam wrażenie, że u nas się utarło, że czeska literatura jest ciepła i zabawna. No a właśnie nie jest wyłącznie taka - i pewnie stąd brakuje przekładów tych dzieł trudniejszych i zupełnie nie optymistycznych.

      Usuń
  4. Pyzo, wizyta u Ciebie jak zwykle niesłychanie pouczająca, szkoda tylko, że tak wiele tej literatury jest dostępne tylko dla wybrańców władających czeskim. (Ciekawa jestem, jak jest z literaturą polską w Czechach? Podejrzewam, że analogicznie...) Z wymienionych tutaj najbardziej miałabym ochotę na Körnera i Katalpę. Wpis o czeskiej tłumaczonej koniecznie poproszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tematu literatury polskiej w Czechach nigdy nie badałam, ale zawsze jak jestem w księgarni w Czechach, to coś akurat jest wystawione (i to z takich rzeczy starszych - Gombrowicza widziałam kiedyś całą półkę w Pradze - i tych nowszych; ale jak wygląda sytuacja z przekładami, szczerze powiem, nie mam pojęcia).

      To polecam "Zagładę..." Körnera, tam jest jedna z najcudowniejszych scen, jakie w ogóle znam (powiem tylko: boogie-woogie w pustym kościele ;)). A na Katalpę myślę, że się w końcu jakieś wydawnictwo skusi, jeśli po "Niemcach" przyjdą kolejne takie dobre powieści :).

      Usuń
  5. Oj, też czekam na polski przekład "Rybiej krwi" i na wyniki Magnesia Litera. Szykuj pierogi, Pyza! Zjemy w trakcie oczekiwania (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku nawet nie mam swojego kandydata, bo jeszcze nic nie przeczytałam z nominowanych :). Więc nawet nie obgryzam za bardzo paznokci (i pierogi takie leniwe, w związku z tym ;)). Znasz może którąś z nominowanych powieści? Zacieram ręce na lekturę "Básníka", ale przede wszystkim chyba jednak "Vítr, tma, přítomnost" zajrzy do mojej kieszeni ;).

      Usuń
    2. Leniwe mogą być i pasują idealnie. Moja znajomość czeskiego jest tak słaba, że nie śmiem nic typować na podstawie własnego przekładu opisów, bo sama sobie nie wierzę. Tym bardziej żadnej z nominowanych powieści nie czytałam ;p ale tak delikatnie typuję Kahudę. A chciałabym móc przeczytać wszystkie, bo to rozszerzenie znajomości czeskich autorów. A tak naprawdę wszystkiego się dowiemy za 5 dni (:

      Usuń
    3. No ciekawa jestem, choć w tym roku z uwagi na zupełny brak zazajomienia się z jakimkolwiek autorem troszeczkę mniej;), zobaczymy za niecały tydzień :D.

      Usuń
  6. Ciekawe, czy trudno byłoby opanować (biernie, czynne użycie mi na razie niepotrzebne) podstawy czeskiego, hmmm... W sumie lubię się uczyć języków...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że przy dobrej woli i samozaparciu - czemu nie :).

      Usuń
  7. Droga Pyzo! Narobiłaś mi apetytu na Czechów i zostawiasz z tym głodem. Jak żyć bez czeskiego? jak żyć? Jutro idę do biblioteki po ,,Kamień i cierpienie" sprawdziłam, JEST!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cel osiągnięty w takim razie ;). Mam ogromną nadzieję, że Ci Schulzowska wizja Michała Anioła przypadnie do gustu - koniecznie daj znać!

      Usuń
  8. Chapeau bas!
    Nawet nie będę udawał, że znam trzecią część tych nazwisk. Po prostu: następny świat. I dobrze, będzie co eksplorować1 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję :).

      Dokładnie tak - żeby jeszcze wydawcy się skusili i chociaż część z tych powieści wydano u nas, byłoby pięknie. W każdym razie ci "nowsi" autorzy mają szansę ukazać się u nas drukiem w przekładzie (a przynajmniej tak sobie myślę).

      Usuń
  9. Wspaniały wpis - zupełnie mi nieznane światy literackie, aż chce się zacząć uczyć czeskiego!

    pozdrawiam
    allegra walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się i już szykuję się na wpis o tłumaczonych pisarzach czeskich, żeby jednak nie rozbudzać apetytów na próżno! :)

      Usuń
  10. No to Pyzo trzeba zakasać rękawy i wziąć się własnoręcznie za tłumaczenie! Skoro taka nędza :)

    Potężnym kopem jest ten Twój wpis dla mnie, żeby nadrobić zaległości. Tym bardziej, że jestem w tej uprzywilejowanej grupie, która czeski zna i może natychmiast zaspokoić rozbudzone apetyty. Mam u siebie jeszcze masę czeskich książek po polsku, których nie czytałam, z tych wspomnianych przez Ciebie m.in. Jesenską i antologię „Czas i śmierć”, więc od tych zacznę, ale potem ten Schulz koniecznie! Dobrze, że przynajmniej Hrabala nie muszę nadrabiać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ale gdyby jeszcze było tak, że jak znasz język, to umiesz tłumaczyć... ;)

      "Czas i śmierć" to jest wg mnie antologia nierówna bardzo, ale pamiętam, jakie duże wrażenie na mnie zrobiło opowiadanie Klímy ("Prawdziwe zdarzenie...", bo tam wybór Klímy jest bardzo zacny tak w ogóle). I tam jest bardzo dobry Weiner! I jestem przeogromnie ciekawa, co powiesz o Schulzu!

      Usuń