Jak minął maj albo podsumowanie miesiąca


Minął kolejny miesiąc, wyjątkowo piękny, bo w końcu to maj. Kwiaty kwitły, drzewa obsypały się kwieciem, a mnie udało się coś przeczytać, o czym napisać, porozmawiać na ciekawe tematy i w ogóle bardzo sobie nadal chwalić moje noworoczne postanowienie o prowadzeniu tego bloga.



Majowe lektury

W maju przeczytałam dwanaście książek. Nie o wszystkich tu pisałam, a o niektórych napiszę dopiero w czerwcu, ale był to czytelniczo miesiąc bardzo, bardzo przyjemny!

Zaczęło się wszystko od „Dziewięciu książąt Amberu”, czytanych na głos podczas domowej epidemii grypy żołądkowej. Powrót do jedynego prawdziwego miasta był jednocześnie udany, interesujący i lekko weryfikujący niektóre moje o powieści opinie. Idąc za ciosem napisałam cały wpis o „Pierwszych Kronikach Amberu”. Bardzo dla mnie ważny i bardzo mi się go dobrze pisało.

Potem skorzystałam z Wolnych Lektur i przeczytałam „Wspomnienia niebieskiego mundurka”, z których moje wspomnienia są dość ambiwalentne.

Upolowałam też w końcu polecony mi kiedyś zbiór opowiadań i esejów „Późny Gomułka, wczesny Gierek”, który ma jedno doskonałe opowiadanie i jedno, które pozostawiło mnie dość nieprzyjemnie rozczarowaną.

Zachwyciła mnie „Europa pingwina Popo”. Podróż z tym kulturalnym pingwinem serdecznie wszystkim polecam. Jak to jest świetnie pomyślane!

Sięgnęłam też w końcu po ulubioną książkę mojej Mamy, czyli „Króla chłopów”. Może Kraszewski mnie (znowu) tak nie porwał, ale to był bardzo inspirujący materiał do przemyśleń.

Świetna była też „Amerykańska sielanka” Philipa Rotha, jednego z moich ulubionych pisarzy. No, ale tego się mniej więcej spodziewałam i chociaż czytałam, jak to ja, nastawiona na chwytanie autora za słówka i z dość krytycznym podejściem, to kpiarski Roth mnie znowu ujął swoim doskonałym warsztatem. Mógłby dostać tego literackiego Nobla, nie płakałabym.

 

 W ramach uroczego zwierzęcia - chomiki. Źródło.


Majowe wpisy

Największym powodzeniem cieszyły się wpisy:

- O bestsellerach  (i nie ma się co dziwić, w końcu ten temat chyba każdemu jest bliski -- bo o tych książkach słyszy się najczęściej, a przecież nie zawsze oznacza to, że, mówiąc skrótowo, zasługują na to).

- O tym, co czytać w czasie deszczu  (jeśli zdarzyło się Wam szukać przytulnego książkowego kąta w czas niepogody, to wymienieni bohaterowie go Wam udzielą; mnie w każdym razie nigdy jeszcze nie wygonili, kiedy miałam ochotę poczuć się nieco suchsza niż aura za oknem).

- O moich gustach bibliotecznych  (czyli o tym, co takiego w bibliotekach wywołuje żywsze bicie mego serca z powodów pozytywnych i negatywnych).

- O fragmencie listy książek „do przeczytania”  (był to jeden z wpisów awaryjnych, bo miałam jakąś bardzo biegającą sobotę, ale okazało się, że listy książek nie tylko ja tak lubię).

- O tym, jak wybierać książki (bo w sumie to jest przecież żywy problem, prawda?).

A najmniej osób zajrzało do wpisów:

- O astronomicznych lekturach  (gdzie deklaruję miłość do Gagarina i dzielę się przepisem na to, jak wyruszyć w gwiazdy nie odrywając stóp od ziemi, więc nawet jak macie lęk wysokości to nie ma się czego bać).

- O tym, co czytać w sezonie grillowym  (czysto teoretyczne póki co te moje rozważania, ale trzeba się w końcu przygotować na każdą okoliczność, czyż nie?).

Mój ulubiony wpis z tego miesiąca (będę nieskromna i wybiorę aż trzy):

- O „Złotej encyklopedii bajek”, bo świetnie było wrócić do tych książek, które są piękne, ciekawe i świetnie mnie wprowadziły w baśnie w ogóle.

- O „Pierwszych Kronikach Amberu”, co już sygnalizowałam wyżej; bo to ważna dla mnie seria jest.

- O wspomnianej już ulubionej książce mojej Mamy, czyli o „Królu chłopów”, też pisało mi się bardzo dobrze.

A ponadto w maju zaczęłyśmy z Tarniną nowy cykl (to znaczy mamy nadzieję, że nam te dyskusje wejdą w krew), czyli Pikniki z Klasyką. W tym miesiącu czytałyśmy i dyskutowałyśmy o „Paniach z Cranford”, a za miesiąc czytamy „Popioły” Stefana Żeromskiego. Gdybyście mieli ochotę się przyłączyć (zachęcamy!) dyskutować zaczniemy dwudziestego czerwca pod notkami o „Popiołach” właśnie. 



 
Majowe dyskusje

W tym miesiącu najżarliwiej rozmawialiśmy:

- o słynnych postaciach uwikłanych w kryminalne intrygi  (okazuje się, że to jest temat, który niektórych wciąga, innych denerwuje, a jeszcze innym przypomina o książkach w tej tematyce, więc moja lista do przeczytania wzbogaciła się o kilka nowych pozycji).

- o wspomnieniach z matury z języka polskiego  (bo to przecież miłe, trochę powspominać).

- o bestsellerach  (temat chyba każdemu jakoś burzący krew w żyłach -- metaforycznie albo i nie).

- o tym, co i ja, i Wy, zamierzamy czytać (nic nie zostało mi stanowczo odradzone, a okazuje się, że ciekawe lektury przede mną -- a czasami i przed Wami także).

- o wiedźminie Geralcie i jego (mniej lub bardziej) wesołej kompanii  (okazuje się, że w moich na sagę i opowiadania zdenerwowaniach nie jestem sama -- ale że i to, co niektórych denerwuje, inni uznają za zalety; czasami ja też).

- o równoczesnym słuchaniu muzyki i czytaniu książek (co jest sztuką niekiedy trudną, a do tego jeszcze sam dobór tego, co słuchać -- ho, ho!).

 


Majowe hasła

Google nie zawodzi i odsyła do bloga po wpisaniu różnych twórczych haseł. I tak można mnie było znaleźć pytając wyszukiwarki w ten sposób:
 
Gdyby Żeromski napisał Chłopów: to wyszłoby mu może coś takiego, jak tu.

zbójecki narzeczony grimm: piękna fraza, prawda? Sam Grimm, jeden bądź drugi (ale tylko jeden był czyimkolwiek narzeczonym), specjalnie zbójecki nie był, ale baśń„Zbójecki narzeczony” z ich zbioru jest jedną z moich ulubionych.

ciekawe książki młodzieżowe – historia lo: zastanawiam się, czy chodziło o historię lokalną, czy o historie z liceum (ogólnokształcącego?). Bo powieści dziejące się w liceum bardzo lubię. Nie pisałam jeszcze o nich, a chyba powinnam, też dla własnej korzyści (bo zwykle z komentarzy dowiaduję się, w jakim kierunku szukać dalej podobnych klimatów!).

zapach perfum Telimeny w Panu Tadeuszu: może takie sugestie by szukającego zadowoliły (niech szukający zajrzy do komentarzy!).

Chrystus w Doktorze Żywago: w sumie był, ale główny bohater się nim za bardzo nie przejmował.

książka o roślinach: jeśli od strony praktycznej, to polecam zbiór cudnych wege przepisów sprzed stu lat, jeśli brak adrenaliny, to może coś o strasznych roślinach?

chrystianizacja Słowian: oj, były z nią problemy -- i są do dzisiaj. W literaturze fantastycznej zwłaszcza.

jak napisać kontynuację książki: na pewno nie tak.

jak się czyta nazwisko Huelle: chyba autor się nie obrazi, jakby je czytać tak, jak się pisze, ale z tego, co mi wiadomo, to jednak mniej więcej [Hille].

główny problem Paziowie króla Zygmunta: głównego nie pamiętam (choć, zaraz, zaraz, nie chodziło o zostanie królem psot?), za to jeden z bohaterów obudził się w fontannie; a przyznacie sami, jest to pewien problem.

Saga o ludziach lodu w kioskach: czyżby wychodziło wznowienie? O kioskach nic nie wiem, ale na blogu można znaleźć mój wpis o niej o, tutaj.

Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret recenzja: a jest, proszę bardzo. Ale nadal nie wiem, czy książkę polecam jakoś bardzo gorąco. Chyba miałam za duże oczekiwania, jak na to patrzę z pewnego odstępu czasu.

wymowa nazwisk z Ani z Zielonego Wzgórza: a tak sobie pomyślałam, że o tym będzie wpis, chociaż chyba nie taki znowu praktyczny, jakiego by szukał pytający.




Super, że tylu Was tu jest i że chcecie czytać, co piszę, i rozmawiać, i polecać, i w ogóle. Zachwyca mnie to każdego dnia na nowo, a każde ciepłe słowo przeczytane o blogu i tu, i poza nim, jest bardzo uskrzydlające (nawet nie sądziłam, że to tak może działać!), a dyskusje inspirujące do pisania kolejnych wpisów. Gdybyście mieli jakieś sugestie -- o czym mielibyście ochotę czytać, czego mogłoby być mniej, a czego więcej, albo odnośnie bloga w ogóle (jak widzicie Disqusa postanowiłam na razie nie wprowadzać, czekając na rozwój blogspotowych komentarzy, Facebooka też nie założyłam, bo nadal nie mogę się zdecydować, czy jest taka potrzeba), z chęcią posłucham.

__________________

Jutro zaś będzie wpis inspirowany częstym hasłem, po który trafia się tutaj, więc postanowiłam odpowiedzieć we wpisie całkowicie temu zagadnieniu poświęconym.

Weź dokładkę!

4 komentarze

  1. Tak mi przypomniało nazwisko Pawła Huelle anegdotkę, która od trzech czy czterech lat jest hitem wśród uczestników Olimpiady Literatury i Języka Polskiego: pani prof. dr hab. wychodzi przed audytorium dwustu uczestników szczebla centralnego z listą tematów, czyta jeden, drugi, na sali jakieś pomruki i inne pierdoły, jak to zwykle bywa, aż w końcu dochodzi do najszczególniejszego - twórczości "Dżeka Deniela". No cóż, Jacka Dehnela to prawie jak Jacka Londona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urocze :). Może ze zdenerwowania tak wyszło? W końcu człowiek czując się odpowiedzialnym przez tłumem może wygłosić przeróżne warianty nazw i nazwisk ;).

      Usuń
  2. Nie zmieniac mic na blogu, tak jest fajnie. Bardzo lubię tu zaglądac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rewolucji nie będzie :). Cieszę się bardzo!

      Usuń