Za bohaterem! Albo o czytaniu na małym ekranie

 
Słuchajcie, nie będę zaczynała od żadnego truizmu. Przejdę od razu do rzeczy: inspiracje i zachęty do czytania można znaleźć wszędzie. Osobiście bardzo lubię po prostu patrzeć na czytających – a gdzie prościej je znaleźć niż w medium stworzonym wręcz do tego, by przez nie oglądać? Dlatego dzisiaj będzie o czytaniu w serialach.

Materiał do tej małej analizy nie będzie przebogaty, a to głównie dlatego, że postanowiłam napisać o tych serialach, gdzie się czyta – i które oglądam. Dlatego z racji ograniczonego siłą rzeczy rozpoznania terenu (nie oglądam przesadnie dużo, poza tym często wracam do ulubionych seriali, zamiast szukać nowych, tak już mam) skupiam się właśnie na tym, co znam i lubię – no i co może specjalnie albo mimochodem zachęcać do czytania.

Pierwszym tytułem, który od razu mi się nasuwa, są oczywiście „Gilmore Girls”, ale to trop oczywisty. Jedna z dwóch głównych bohaterek, nastoletnia Rory, czyta wszędzie – nie zawsze mnie przekonuje to, w jaki sposób jest to pokazane, ale przez pierwsze serie jest to bohaterka pisana w sposób bardzo prawdopodobny. Później niewiele szczerze mówiąc z tego jej czytania wynika (właściwie mamy do czynienia już nie tyle z pokazywaniem Rory z książką, ile inne postaci mówiące, jak dużo Rory czyta, a jednak strategia „nie mów – pokaż” sprawdza się chyba tak samo dobrze w powieściach, co w serialach), ale początkowe serie to jest kopalnia pomysłów i na to, co czytać (o liście Rory już zresztą pisałam), i na to, gdzie czytać. Czasami przecież zdarza się nam utknąć gdzieś samotnie, a wtedy cóż jest lepszego niż w spokoju ducha wyciągnąć książkę, odpowiednio ją ułożyć, i po prostu czytać? Doskonale pokazane jest to we wszelkich scenach jedzenia na stołówce szkolnej: Rory wyciąga książkę, włącza sobie muzykę i po prostu czyta. Nie wiem, czy pokrywa się to również z Waszym doświadczeniem – ja mam zwykle mały problem, żeby jeść i czytać książkę ułożoną płasko, dobrze jest jednak mieć jakąś podpórkę, no i nie każdy typ jedzenia nadaje się do czytania (bohaterce hamburgery nie przeszkadzają, ale w serialu nie wszystko musi z nich wypadać i ochlapywać otoczenie). Za to ten niewzruszony spokój, z którym Rory oddaje się czytaniu, jest cudownym źródłem inspiracji. Czy ktoś zabroni nam czytać cegłę na przystanku? Albo przysiąść w parku, czekając na coś, z klasykiem w ręku? A może wolelibyście podczytać coś w księgarni? Albo zawsze brakowało Wam śmiałości, by czytać na stołówce? Obserwowanie Rory wszystkie te lęki i niepewności może przemóc. 
 
 
 Tu akurat Rory dość konwencjonalnie czytająca Sylvię Plath na ławce. Źródło.
 

Innym serialem, w którym czytanie nie pełni co prawda aż tak kluczowej roli, ale czyta się dużo, są „Przyjaciele”. Zwróciliście uwagę, że w kawiarni, gdzie bohaterowie ciągle przesiadują, zawsze się czyta? A przynajmniej na stoliku leżą książki i gazety? I kiedy ktoś siedzi tam sam czekając na innych, to czyta? Ostatnio krążył po sieci zrobiony dla żartu trailer nowych „Przyjaciół”, którzy gdyby dziali się teraz, to zamiast scen tego typu byłyby te, w których bohaterowie siedzą i patrzą w swoje smartfony. Nie chcę tutaj podejmować tego tematu, ale wydaje mi się, że taka opozycja nieźle podkreśla właśnie to, że jeśli bohaterowie nie rozmawiają, to zwykle siedzą zatopieni w lekturze. Przy czym zdarzyło się w historii serialu kilka odcinków o czytaniu w ogóle: jeden z moich ulubionych to ten, gdzie jeden z bohaterów znajduje czytany po kryjomu przez bohaterkę romans – pisany absolutnie przesadzoną frazą i archaizowany na potęgę, więc bohater nad częścią wyrazów długo deliberuje nie wiedząc, co znaczą – oraz ten, gdzie Rachel i Joey zakładają się, że przeczytają nawzajem swoje ulubione książki. I tak Rachel czyta „Lśnienie” Kinga, w które się wciąga, ale wcale nie wydaje jej się straszne, a Joey z kolei czyta „Małe kobietki” i jest losami bohaterek coraz bardziej przerażony. Dzięki temu dostajemy zresztą idealny przepis na to, co zrobić z książką, która nas przeraża. Otóż, jeśli jeszcze nie wiecie: włożyć ją do lodówki, tam skąd nas nie dosięgnie! 
 
 
O wymianiach czytelniczych gustów w sześciu screenach. Źródło.
 
 

W moim absolutnie ukochanym serialu, czyli „Community” bohaterowie co prawda na co dzień chodzą na zajęcia w zupełnie przedziwnym community college'u, gdzie można wybierać spośród zajęć takich jak „chwytanie dnia” (z pięknym odniesiem do „Stowarzyszenia umarłych poetów”), „podstawy garncarstwa”, „smakowanie win” czy „teoretycznie wychowanie fizyczne”, ale czyta się tam w zasadzie mało. No to co ten serial robi w tym zestawieniu? Otóż jest tam, wśród całej grupy bohaterów w niewielkim stopniu zainteresowanych czytaniem, jedna bohaterka, Annie, która z uporem godnym lepszej sprawy non stop się uczy: siedzi obłożona książkami, zakreślaczami i karteczkami indeksującymi (cóż za krzepiący widok!), przepisuje wykłady z dyktafonu i nigdzie się nie rusza bez segregatorów z wycinkami na każdą okazję. Poza tym jak w każdym chyba serialu o college'u znajdziemy tam mnóstwo ujęć bohaterów spacerujących z książkami pod pachą. A cóż pozwala się poczuć bardziej oczytanym i uduchowionym niż spacer z książką niesioną w ten sposób? Od razu czujemy się trochę jak bohaterowie ulubionego serialu, prawda? 
 
 
 A to właśnie Annie z książkami na tle książek. Źródło.
 

No i może jeszcze na zakończenie serial może mało zajmujący się czytaniem, ale jakoś jednak i tam się wątek czytania prześliznął. Mowa o „Doctorze Who”, gdzie w jednym z odcinków główny bohater, na co dzień właściciel dwóch serc i wehikułu czasu dla niepoznaki (i z przyczyn technicznych) przebranego za policyjną budkę telefoniczną, czyta sobie kryminał, osadzony jakoś w latach 20. w Nowym Jorku. I im dalej czyta, tym bardziej dociera do niego koszmar chyba będący doświadczeniem wielu z nas: to, co czyta – a robi się coraz mroczniej – naprawdę zaczyna się dziać w rzeczywistości. Gdyby to jeszcze była jakaś przyjemna książka, no ale niespecjalnie jest. Poza główną bohaterką, którą Doktor polubił – a to z kolei dość przyjemna strona zagadnienia: poznać na żywo takiego ulubionego bohatera książkowego (coś jak spotkanie pana Rochestera w powieściach Jaspera Ffordego o przygodach Thursday Next!). Przy okazji warto nadmienić, że w wehikule czasu znajduje się wielka biblioteka, w której jednak od czasu do czasu grasują potwory, więc warto uważać, kiedy się tam człowiek wybierze (także dla ukrycia się przed potworami). 
 
 
 Czytamy na tle Nowego Jorku o Nowym Jorku. Źródło.
 

Także, jak widzicie, inspirację do tego, by po kolejnym odcinku sięgnąć po książkę, da się znaleźć wiele. No a opozycja między „oglądam” a „czytam” nie zawsze musi być opozycją – zresztą takie stawianie czegoś w kontrze do czegoś innego wydaje mi się zwykle podejrzanie za proste. A czy Wy macie swoje ulubione seriale, z których czerpiecie czytelnicze inspiracje?

______________

Jutro powinien być jak najbardziej wpis na jutrzejsze święto, ale niestety z nim nie zdążę – ale będzie kilka dni później. Dlatego jutro napiszę o tym, co mi przeszkodziło.

Weź dokładkę!

15 komentarze

  1. Wydaje mi się, że to jest w ogóle dobry sposób na promocje czytelnictwa: pokazywanie w serialach i filmach czytających bohaterów i bohaterów rozmawiających o książkach. I to nawet nie musi być jakoś specjalnie fabularyzowane, książki mogą pojawiać się w taki naturalny i nieinwazyjny sposób: po prostu jak ktoś chwilę czeka na przystanku, to może wyciągnąć książkę albo czytnik, książka może leżeć na stoliku nocnym itd. To tworzy taki przyjazny klimat i pokazuje czytanie jako czynność naturalną.

    O ile sobie przypominam, to wieki temu zainteresowałam się "Buszującym w zbożu" pod wpływem serialu "Cudowne lata", był tam wątek inspirującej i fascynującej młodego bohatera nauczycielki angielskiego. Pewnie kilka innych przykładów też by się znalazło. Don Draper też czyta ciekawe książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Mnie też się właśnie tak wydaje, bo to przyjemne zobaczyć ulubionych bohaterów jak wykonują coś, co leży i w zasięgu naszej ręki (a jeśli jest to jeszcze estetycznie ładnie nakręcone to ja na ten przykład już jestem zupełnie kupiona :)). Poza tym ta swoboda i nonszalancja, z jaką w "GG" albo "Przyjaciołach" pokazane jest czytanie może pokazywać dokładnie tak jak piszesz tę "naturalność" czytania :).

      Widziałam właśnie całe listy książek z "Mad Men", o których niżej też wspomina @Magdalena. Ale sam serial jeszcze przede mną, a teraz że się skończył, to mogę już go spokojnie zdobyć i obejrzeć :).

      Usuń
  2. Na portalach anglojęzycznych sporo było o książkach czytanych w serialu Mad Men. Nowojorska Biblioteka Publiczna zrobiła nawet listę wszystkich książek, które się pojawiły. Nie było ich bardzo dużo, ale zawsze coś. Zresztą lista dość ciekawa.

    https://drive.google.com/file/d/0BxnQbyG8nvQYVE5hQlJXNXRPYW8/view

    W jednym odcinku główny bohater czyta w tle wiersz Franka O'Hare'a "Mayakovsky". Tak mi się spodobał, że musiałam go przeczytać sobie znowu po obejrzeniu serialu, także poszerzyło to jakoś moją znajomość amerykańskiej poezji. Do tej pory lubię ten wiersz, szczególnie ostatnią część.

    http://www.poetryfoundation.org/poem/238460

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie już napotykałam takie listy, ale że z serialem jeszcze nie miałam przyjemności, to póki co się nie inspirowałam. Ale wszystko przede mną :). "Majakowski" -- nie znałam tego wiersza, dziękuję za podlinkowanie (swoją drogą zastanawiam się, bo przecież Hamm chyba sam jest admiratorem rosyjskiej literatury, może stąd to nawiązanie? Widziałam go w "Zapiskach młodego lekarza" na podstawie Bułhakowa i tak mi się skojarzyło).

      Usuń
  3. Wielkim czytelnikiem jest Chris Stevens z "Przystanku Alaska", serialu trochę już zapomnianego, ale jednego z moich ulubionych. Jako nastolatki podkochiwałyśmy się w nim z koleżankami, bo to taki trochę niby nasz Stasiuk - twardziel i wrażliwiec w jednym, słowem serialowy mężczyzna czytający idealny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzy mi się od jakiegoś czasu obejrzenie całości za jednym zamachem, bo strasznie mało z tego serialu pamiętam, właściwie tylko jakieś urywki widziane w telewizji w zamierzchłych czasach :). A teraz jak wiem, że jest tam czytelnik -- tym bardziej!

      Usuń
  4. Polecam, polecam, a czytelnik nie byle jaki;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze marzyłam o takiej kolekcji jaka ma Rory. Zresztą powoli do tego zmierzam. Dla mnie też pierwszą postacią z seriali jaka kojarzy się z książkami była Rory. Nie tylko czytała ciągle ale motyw przynoszenia książek na imprezy był czarujący. Za każdym razem kiedy gdzieś wychodzę i chcę włożyć książkę czy czytnik do torebki, przypominam sobie Rory.

    A co do Doctora, to jego monolog w bibliotece, kiedy mówi, że książki są najpotężniejszą bronią na świecie, jest chyba jednym z moich ulubionych motywów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, czytanie na imprezach to też jest coś, do czego Rory może ośmielić :)! No i zgadzam się co do Doctora (ja w ogóle jestem fanką jego monologów w licznych wcieleniach :)).

      Usuń
  6. Właśnie kończę "Gilmore Girls" i muszę przyznać, że bardzo mi brakuje widoku Rory z nosem w jakiejś książce. Rory + książki to najlepsza relacja, jaką scenarzyści wymyślili dla tej bohaterki ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, tam gdzieś tak od piątej serii Rory rzadziej czyta "na widoku" i to w sumie szkodzi tej bohaterce bardzo. Ale za to Jess awansuje i już nie tylko czyta, ale i pisze ;).

      Usuń
  7. Seriali praktycznie nie oglądam (poza kilkoma głównymi, typu Twin Peaks, który mogę oglądać raz za razem), więc nie mam orientacji, ale fajnie było o tym poczytać. Dobrze wiedzieć, że jest tyle nawiązań do czytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się Twin Peaks boję i jeszcze nie widziałam! Ale sobie obiecuję, że kiedyś obejrzę na pewno :). A nawiązań jest zapewne jeszcze więcej, tyle to z własnego oglądania wybrałam, ale już po komentarzach widzę, że dałoby się znaleźć więcej -- więc mamy co odkrywać ;).

      Usuń
  8. Co za cudny wpis! Ja bym jeszcze dodała od siebie Black Books, którego głównym bohaterem jest nierozstający się ze szklanką/butelką whisky i papierosem irlandzki właściciel tytułowej księgarni. Zwykle coś czyta i ma przy tym niezwykle gniewną minę :D

    PS. Dzięki za napisanie o Community, będę miała co oglądać po skończeniu Parks and recreation :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Ooo, nie znam, widzę, że muszę "Black Books" poznać, skoro irlandzki księgarz...! :) No a "Community" polecam zawsze i wszędzie, i bardzo chętnie o nim też rozmawiam :). Koniecznie daj znać, jak obejrzysz, jak wrażenia. Dwa pierwsze sezony oglądam zawsze ciurkiem, jak mi smutno, trzeci czasami, czwarty jest problematyczny, piąty w porządku, z szóstym mam problem. Ale to kwestie obsad, wymian, polityki stacji i tak dalej. Sam serial jest cudowny!

      Usuń