Jeszcze, jeszcze albo powroty do Doliny Muminków


Tak się zabierałam, żeby o tym napisać i ciągle coś nowego przychodziło mi na myśl. Ale skoro napisałam już o muminkowych komiksach, to przyszedł czas na napisanie o muminkowych, no, powieściach graficznych? Bo zaopatrzyłam się ostatnio w pokaźny ładunek Muminków i dzisiaj chcę Wam napisać o trzech powieściach z tego uniwersum, ale nie tych znanych, klasycznych, tylko takich w większym formacie i opartych na nieco innym pomyśle.

Nie wiem nawet do końca, jak odpowiednio nazwać „Co było potem?”. Jansson zrobiła strasznie fajną rzecz: coś w rodzaju papierowej interaktywnej książki. Ale może po kolei. Pierwszy raz usłyszałam o tej książce przy czytaniu biografii Jansson pióra Boel Westin. Sama biografia mi się nie podobała, nawet bardzo, ale garść ciekawych informacji dało się z niej wyciągnąć. Między innymi i tę, że Jansson, z wykształcenia i praktyki artystka plastyk, nie tylko pisała o Muminkach, nie tylko je rysowała, ale też właśnie zrobiła coś pomiędzy jednym a drugim.

 Tu tego nie widać, ale to okienko (bulaj?), przez które wyglądają Muminek
i Mibla, jest wycięte. Tak, tak, oni do nas wyglądają z kolejnej strony.
Okładki pochodzą ze strony wydawnictwa.


Co było potem? to historia – jedna z wielu takich w muminkowersum – o Muminku, który wraca z zakupami do domu, gnany miłością do Mamusi i chęcią spoczęcia w ciepłym domku. Tymczasem jednak na jego drodze piętrzą się kolejne przeszkody. I sam Muminek może by nawet ustał i dał sobie spokój, i przenocował pod jakimś krzakiem (to naprawdę bardzo nie-dzielne wcielenie Muminka), ale trochę popycha go strach, a trochę spotkana po drodze Mimbla, której zginęła siostra (jak się słusznie domyślacie – Mała Mi). I tak sobie wędrują przez złowrogi świat, pełen Hatifnatów raczących się herbatą w starym pniu, oszalałych Filifionek i aż nadto porządnickich Paszczaków. Ale jak to zostało pomyślane! Widzicie, tekst tekstem – bardzo zręcznie przetłumaczonym przez Ewę Kozyrę-Pawlak (może w jednym miejscu coś wyszło nie tak z akcentowaniem, ale przy rymach humorystycznych w sumie to nie jest problem) – ale książka jest powycinana. To znaczy kartki nie są całe, ale czegoś w nich zawsze brak: a to dziurka w drzwiach, a to prześwit między drzewami, a to jakieś okienko. I przez nie wygląda fragment ilustracji z kolejnej strony, ale tak, żeby pasował. I jest jednocześnie świetnie wkomponowany w to, co jest po drugiej stronie, i w to, do czego wygląda przez tę dziurę. Doskonale można się bawić śledząc, co też i w jakiej konfiguracji wyłania się na ilustracji po jednej, a co po drugiej stronie (i gdzie też, w którym kąciku ilustracji usadowiła się tym razem Mała Mi i skąd do nas wygląda!). Historia sama w sobie jest wariacją na temat „Małych trolli i wielkiej powodzi”, które są takim jakby wprowadzeniem do świata Muminków, tylko że tam Muminek podąża przez świat z Mamusią, a tutaj – do tej Mamusi usiłuje wrócić. Zaskakująco często Muminek usiłuje wrócić do domu bądź odnaleźć rodziców, prawda? Bo i w komiksach, o których ostatnio pisałam, i w powieściach z cyklu muminkowego... Coś jest na rzeczy. Także nie jest „Co było potem?” żadną polistopadową kontynuacją, a raczej uroczą wariacją na temat. Z odpowiednią dawką dziecięcej grozy (proszę Was, gigantyczna Gapsa na rybach?).

 Widzicie? Sami starzy znajomi, ale biedny Maciupek nie ma z kim
rozmawiać. Źródło.



Nieco bladziej na tym tle wypada „Kto pocieszy Maciupka?”, ale sama historia jest może nawet bardziej urocza. Oto mamy Maciupka, który chyba jest po prostu rodzajem Homka, dość aspołecznym i – jak się to mówi – socially awkward. Wszystko go przeraża, denerwuje albo przyprawia o palpitacje serca. W nocy wszystkie Paszczaki są ogromne, można by podsumować nieco aforycznie punkt wyjścia opowieści. No więc Maciupkowi puszczają nerwy i idzie z domu, gdzie mieszka (i gdzie te Paszczaki, rozumiecie) w siną dal, ale i tam nadal jest mało uspołeczniony, chociaż by chciał. Idealnie oddaje to taką sytuację „chciałby zagadać do tej dobrze bawiącej grupki, ale się boję i mi głupio” (być może należycie do takich śmiałych osób, którym to uczucie jest obce – no, ja jestem raczej Maciupkiem w takich wypadkach). Sytuacja jednak się zmienia, kiedy Maciupek poznaje Drobinkę – bo nagle okazuje się, że to nie on jest tym najbiedniejszym stworzonkiem na świecie, ale są takie, które bardziej wymagają opieki i ochrony. Można by tu wyinterpretować niezbyt korzystną dla opowieści linię, czyli że chłopiec musi bronić dziewczynki, bo dziewczynki są słabsze, ale jako że nasi bohaterowie są bardzo młodzi, to skłaniałabym się raczej ku wersji takiej, że chodzi w ogóle o przezwyciężenie swoich dziecięcych lęków i o zauważenie, że jojczenie nie ma sensu, bo są ludzie bardziej od nas potrzebujący opieki i zajęcia się nimi. I że dla kogoś na pewno jesteśmy ważni i potrzebni, wystarczy się rozejrzeć. No i mamy w narracji element „interaktywny”, czyli dołączony list Maciupka do Drobinki in blanco, gdzie samemu trzeba oddać słowami stan emocjonalny naszego Homka, który aż nie może się wypowiedzieć z powodu natłoku myśli. Bardzo to jest piękna idea.

No i w „Kto pocieszy Maciupka?” znajduje się scena w lunaparku na pustkowiu, gdzie dyrektoruje Paszczak, co – tak w kontekście rozmowy, którą ostatnio toczyliśmy pod wpisem o komiksach Muminkowych – przypomina mi, że również to opowiadanie o Paszczaku, co chciał założyć wesołe miasteczko z „Opowiadań z Doliny Muminków” jest tak bardzo warte uwagi. Co prowadzi mnie do wniosku, że trudno mi wybrać jakieś ulubione opowiadanie z tego zbiorku. No, ale wróćmy do rzeczy i do tematu, wszak została jeszcze jedna książeczka. Pod względem opowiadanej historii chyba moja najulubieńsza.

 Ryjek w kocu? Paszczak w chuście babci dla odmiany od ciotczynej sukienki?
Takie rzeczy tylko tutaj! Źródło.



Nazywa się – tym razem bez znaku zapytania – „Niebezpieczna podróż” i ilustracyjnie też różni się od dwóch pozostałych. Ma mianowicie rysunki mocno akwarelowe, z rozmytymi konturami, z tłami płynnie przechodzącymi jedne w drugie. Bo i „Co było potem?”, „Kto pocieszy Maciupka?” to są rzeczy robione a la wycinankowo: więc kolory są jednolite i żywe, kontury jasne i czytelne, ostre. A „Niebezpieczna podróż” się na tym tle nomen omen odcina. I to jest wkomponowane w historię, bo główna bohaterka, ludzka dziewczynka Zuzanna, siedząc raz z kotem na łące postanawia ubarwić sobie świat, więc zdejmuje wyostrzające wszak widzenie okulary. I bach, świat się zamgliwa, rozpływa, staje naraz bardziej magiczny. Trzeba wędrować – motyw stały u Jansson bardzo – przez dziwne lądy i morza, spotkać po drodze znanych nam z Muminkolandii Paszczaka, Topika i Topcię, a nawet psa Ynka (który występuje tylko w „Zimie Muminków”, więc jaki rozkoszny to powrót i jakie cudne spotkanie!). Więc wędruje się, leci balonem z niezawodną Too-Tiki, przeżywa mrożące krew w żyłach przygody na stokach wulkanu – żeby dotrzeć tam, gdzie wszyscy chcą dotrzeć: do Doliny Muminków, gdzie wszyscy na Zuzannę czekają i gdzie cieszą się, że przyszła. A jej kot drzemie na stopniach domu Muminków. Ta Zuzanna to zatem takie alter ego czytelnika zakochanego w Muminkach, który przypadkiem wstępuje do krainy cudowności – bo mu się nudzi. Zakończenie co prawda pozostawia nas z pewnym znakiem zapytania (bo jak wygląda powrót z krainy fantazji? Co z nami zostaje po takiej wycieczce? I przede wszystkim: czy powrót jest tak samo niebezpieczny, jak wędrówka do celu?), ale to jest bardzo prowokatorsko cenny znak zapytania.

Wszystkie trzy książki, w twardych oprawach i w formacie A4, w tłumaczeniu pani Ewy Kozyry-Pawlak (naprawdę bardzo dobrym, czapki z głów!) i z kaligrafią w jej wykonaniu (bo całość to nie druk, a kaligrafia właśnie, co jeszcze bardziej podkreśla taki osobisty charakter opowiadanych nam przez Tove historii – może poza „Niebezpieczną podróżą”, która jest już mniej kaligrafowana, a bardziej maszynopisana, ale bez przesady), i wydane przez Ene Due Rabe. Strasznie się cieszę, że ktoś to u nas wydał, bo wierzę – zwłaszcza przy ażurowej konstrukcji „Co było potem?”, że było to wyzwanie nie lada.

Także jeśli nadal Wam mało Doliny Muminków – to macie prostą odpowiedź, gdzie szukać więcej i dalej! No i koniecznie trzeba zdjąć okulary, może wtedy nawet nie trzeba sięgać do książek, a jedynie do swojej wyobraźni?

_________________

A jutro będzie znowu trochę listowo, ale coś mnie ostatnio wzięło na takie wpisy. Jakbyście byli zmęczeni, to dajcie znać.

Weź dokładkę!

13 komentarze

  1. Tym razem przejrzałam wszystko (Zwracam honor- naprawdę byłam przekonana, że Jok ożenił się z Córką Mimbli).
    Paszczak wcale nie chciał lunaparku- chciał cichej emerytury, ale należący do jego krewnych park rozrywki zmyła ulewa, a Paszczaki postanowiły się przekwalifikować nie zważając jak ważne było to miejsce, więc...

    - Nie, nie - powiedział Paszczak. - Nie chcę. Akurat właśnie nauczyłem się odmawiać. Jestem na emeryturze. Robię to, na co mam ochotę. I nic poza tym. - Mówił tak kilkakrotnie, za każdym razem coraz groźniej. Potem wstał, przeszedł na przełaj przez ogród, aby otworzyć furtkę, i zaczął wciągać wszystkie połamane graty do środka."

    A co sądzisz o wersjach telewizyjnych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ostatecznie go ten lunapark cieszył (niczego nie mylę, prawda? Niestety nie mam swojego tomiku opowiadań, ale sedno historii spoczywało właśnie w tym, że nie chciał, ale go dopadło i okazało się, że ma z tego dużo radochy? Bo teraz już zwątpiłam też ;)). Strasznie ta wizja krewnych-Paszczaków, którzy nie słuchają biednego popychanego przez wszystkich Paszczaka, jest dobrze napisana. U Muminków naprawdę jest wszystko :).

      Co do wersji telewizyjnych (one są chyba oparte na komiksach, a nie na powieściach -- albo przynajmniej pół na pół, tak mi się wydaje), to od lat marzy mi się taka solidna powtórka od A do Z, bo szczerze mówiąc słabo już je pamiętam. Oprócz takich oczywistości w stylu, że Buka była straszna i miała świetnie dobrany podkład muzyczny. Ale tam się potem -- jak mi ostatnio przypomniano -- pojawia się cała masa postaci mniej muminkowych, jakieś czarownice na przykład, a ja tego zupełnie nie pamiętam! A jakie jest Twoje zdanie?

      Usuń
    2. Cieszył, ale dlatego, że zrobił go na własnym terenie i na własnych warunkach czyli bez hałasu. Wychodzi w końcu, że nie był wcale taki aspołeczny za jakiego się uważał, tylko po prostu drażnił go hałas, a jeden element spowodował niechęć do życia jako takiego.

      A wizja krewnych podoba mi się w tym, że oni wcale nie byli tacy złośliwi- po prostu nie mieściło im się w głowie, że ktoś może chcieć być sam, ale kiedy w końcu wyartykułował swoje potrzeby to zaraz znaleźli rozwiązanie (i pomyśleli o czym on zapomniał, czyli o obiedzie).

      Wersje telewizyjne były różne- ja lubiłam polską kukiełkową (opartą na książkach) i japońską z lat '90, gdzie pomieszano wątki z komiksów, książek i własne pomysły takie jak Czarownica i podróże w czasie. Jako dziecko uwielbiałam kreskówkę, ale teraz widzę, że sporo złagodzono (np. cały wątek latarni morskiej) a moje ulubione epizody oparte były na książkach. Ale muzyka jest absolutnie genialna.
      (Tutaj ktoś ją zebrał)
      https://www.youtube.com/channel/UCf6jU13iCxlSQGzQ-QyJMWQ
      Słyszałam też o skandynawskich filmach aktorskich i japońskiej serii animowanej z lat '60- ta ostatnia ponoć tak rozzłościła Tove, że wiele wody upłynęło zanim zgodziła się na pertraktacje w sprawie kolejnej.

      Usuń
    3. Nie pamiętałam tej Paszczakowej awersji do hałasu, ale jak to doskonale pokazuje to, za co uwielbiam Jansson: obrazek cichego lunaparku (i to takiego ze wszystkim, jak sugeruje i narracja, i ilustracje!) to jest właśnie pokazowy egzemplarz takiej jej metody -- wziąć coś zwykłego, minimalnie przesunąć jeden element i otrzymać coś zupełnie innego. Świetna sprawa.

      A ta rodzina Paszczaka da się ładnie zinterpretować: że tak naprawdę kapitał społeczny czy kulturowy, przyzwyczajenia i tak dalej, to, co wynieśliśmy z domu, wcale nie musi nas ograniczać. Nie myślałam nigdy wcześniej o tym opowiadaniu w ten sposób, a to, co powiedziałaś, tak mi jakoś je ułożyło. Super :).

      Jak zapytałaś o wersje telewizyjne, to od razu wyświetliła mi się w głowie ta animacja z lat 90. :) (dziękuję za link do muzyki -- tego mi było trzeba!). I okazuje się, że nie wszystkie te dodatkowe postaci były wymyślone, niektóre są już u Tove (jak na przykład Bobek -- który pojawia się w komiksach). Wersję kukiełkową widziałam kiedyś, ale tylko ciut fragment, i kukiełki wydały mi się przystraszne. Ale skoro mówisz, że dobra, to będę musiała wrócić, a jakże, i przekonać się na własnej skórze w całości :). Czytałam też, że w Skandynawii (nie pomnę, czy w Sztokholmie, czy w Helsinkach) z aprobatą Jansson wystawiali Muminki w teatrze (te kostiumy!). Strasznie to musiało być meta oglądać "Lato Muminków" w teatrze :)!

      Usuń
  2. Muminki oglądałam jak byłam mała,ale później nic już mnie z nimi nie łączyło ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam bardzo do zajrzenia znowu. Bo to oczywiście jako lektura dzieciństwa sprawdza się świetnie (zazwyczaj), ale jak się do tego wraca będąc starszym, to już właściwie się widzi dużo więcej. Bo mam taką moją cichą teorię, że Muminki właściwie nie bardzo -- a przynajmniej: nie przede wszystkim -- są dla dzieci, ale właśnie dla dorosłych. To znaczy nie chciałabym odbierać przyjemności z ich czytania dzieciom, raczej namawiam, żeby czytać je bez względu na swój wiek, bo warto, o, jak warto :)!

      Usuń
    2. To w takim razie powinnam do nich wrócić,bo jako dziecko była to tylko bajka,a po pewnym czasie na wszystkie rzeczy patrzy się inaczej,więc wrócę do nich.. ;-)

      Usuń
  3. Moje najulubieńsze i najukochańsze muminki to "Lato muminków" w wersji audio, słuchowisko czy raczej radiowy teatr, w którym brali udział m. in. Holoubek, Kęstowicz czy Hanin. Z 1978 roku bodajże, wyszło na czarnych płytach i kasetach, a parę lat temu było wznowienie na cd. Genialne to było, chociaż trochę pocięte, póki nie przeczytałam książki, nie wiedziałam na przykład, że Emma jest szczurem, bo to nigdzie nie było powiedziane. Do tego fantastyczne piosenki. Książki polubiłam dopiero jako nastolatka, w dzieciństwie zupełnie mi nie wchodziły, chociaż bajki słuchałam od niemowlęctwa podobno. I zdecydowanie była to moja ulubiona bajka zawsze. Za to te polskie animowane muminki zupełnie mi się nie podobały - były strasznie nudne i nic się w nich nie działo w porównaniu z wersją audio. I ten jeden głos za wszystkich, kiedy na płycie miałam takich świetnych aktorów... Za to wersję japońską czy koreańską, czy skąd ona była, pokochałam szczerze, bo wprawdzie byłam już stara, ale młodszy brat oglądał i natknęłam się właśnie na fragment z Buką podchodzącą pod dom muminków. Do dziś pamiętam, jak nagle stwierdziłam, że siedzę wciśnięta w fotel gryząc paznokcie, tak mnie ta Buka przeraziła. A miałam z 15 lat :)
    Te nowe książki planuję nabyć do kolekcji od dłuższego czasu, ale dziecię zupełnie nie pała sympatią do muminków, też tylko te na płycie lubi i pretekstu brak. Ale chyba kupię bez zasłaniania się dzieckiem. Może przyszłym wnukom się spodobają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zwykle ze słuchowiskami nie po drodze, no ale słuchowisko o Muminkach, powiadasz? Muszę wytropić takie cudo. Przy czym z książkami nie ma się co wahać, tylko czytać (wypożyczać czy nabywać -- pozyskiwać drogą dowolną), bo Muminki są, jak pisałam wyżej, także jak najbardziej dla dorosłych :). Zresztą, z dobrych książek dziecięcych, tak na marginesie, też się nie wyrasta, tak sądzę :).

      Usuń
    2. Oj, nie wyrasta się, nie wyrasta... W ogóle uwielbiam książki dla dzieci, ale muminki faktycznie chyba dla dorosłych bardziej. Co swoją drogą jest ciekawe, bo jednak te animowane większość dzieci lubi, a przecież treść w zasadzie ta sama. Zastanawia mnie, co jest w tych książkach, że w sumie sporo dzieci za nimi nie przepada. Tym bardziej, że jak czytałam synowi, nie zauważyłam nic takiego szczególnego, na co mogłabym zrzucić winę. A jednak mu nie podeszło. A przecież i różnorodni bohaterowie, i akcja, i zwariowane przygody, wydawałoby się, czego chcieć więcej.

      To "Lato" z Holoubkiem znajdź koniecznie, to absolutnie nie jest nic na kształt audiobooka. To jest arcydzieło sztuki aktorskiej dla dzieci. Że tak powiem jak staruszka - teraz już takich nie robią.
      Odnalazłam na youtubie, bo o zdobyciu cd to tylko pomarzyć można.

      Usuń
    3. A czy pytałaś syna, co konkretnie mu nie pasowało? Bo jednak narracja Jansson jest nieco inna od tej telewizyjnej, powiedziałabym, że jest nieco bardziej refleksyjna, a miejscami może się wydawać -- jakiego słowa by tu użyć? -- dziwaczna?

      A czy podrzuciłabyś link do tego słuchowiska? :)

      Usuń
    4. Się robi :) https://m.youtube.com/watch?list=PL2696A09C1D6801F6&v=WHyydqjYkdA

      Syna się pytałam, ale uzyskałam tylko odpowiedź, że nie podoba mu się, bo nie i bo nudne. On miał wtedy z 7 lat, więc na temat narracji nie umiał się jeszcze wypowiedzieć, a w ogóle jest z tych skrytych, co nie lubią rozmawiać o przeczytanych książkach czy obejrzanych filmach, więc ciężko z niego cokolwiek wyciągnąć. Raczej muszę czekać, aż sam z siebie przemówi, inaczej się zacina :)

      Usuń
    5. Dzięki wielkie, będę robiła podejście :).

      A takie podejście znam, nic na siłę :).

      Usuń