Lemat-o albo lato z Lemem

Słuchajcie, lato astronomiczne za pasem, trzeba się przygotować! Poczyniłam już pewne przygotowania na własną rękę, ale pomyślałam, że może ktoś by się chciał dołączyć albo śledzić przychylnym okiem lato tutaj na Pierogach Pruskich. Dlatego dzisiaj na dobry początek tygodnia wpis o tym, co też się będzie na blogu działo latem.


Jakoś tak przy okazji dyskusji o lekturach szkolnych, kiedy przyznałam się do niechęci do twórczości Lema, którą to niechęć zaszczepiła we mnie lektura „Przygód pilota Pirxa”, doznałam olśnienia. No, może nie do końca tak to wyglądało, ale śledząc komentarze i zabierając głos w dyskusji uświadomiłam sobie, że przez tę niechęć strasznie dużo dobrych książek zdaje się mnie totalnie omijać. A jakże to tak być może?! Nie wspominając o tym, że sytuacja, w której rozumienia jakiejś części rzeczywistości – i to takiej, którą inni zachwalają – pozbawiam się na własne życzenie, zdała mi się naraz jakąś taką głupią. Dlatego napisałam w odpowiedzi na komentarz, że chyba zaplanuję sobie urlop z Lemem. No, z urlopem może być ciężko, ale tak sobie pomyślałam: co tam urlop, ile taki urlop może najwyżej trwać? Czemu by nie poświęcić na lekturę Lema całych wakacji – to znaczy tego okresu, kiedy one wypadają. Potem zaś: co tam wakacje, lato! Niech będzie całe lato z Lemem! Jak pomyślałam, tak zrobiłam, i teraz zamierzam się z Wami tymi przemyśleniami podzielić.

Wybrałam sobie z komentarzy te powieści Lema, które wyglądają obiecująco. Ułożyłam je w porządku chronologicznym – w końcu we wpisie o tradycjach polskiej fantastyki na blogu Biblioteka Kruka wyczytałam, że Lema należy czytać najlepiej po kolei (również z nie-powieściami, co póki co odłożyłam na dalszą przyszłość), więc postanowiłam się słuchać tych, co o Lemie wiedzą więcej niż ja – który to porządek okazał się też być porządkiem malejącej liczby stron. Także po dwóch pierwszych pokaźnych lekturach są już takie nieco chudsze i chudziutkie wręcz (z pewnymi wyjątkami). Przynajmniej jeśli chodzi o objętość. Wyboru dokonałam zupełnie subiektywnie na podstawie rekomendacji w komentarzach oraz przeczytanych skróconych opisów, o co też w danej książce chodzi. Także trochę za poleceniem, trochę w ciemno, ale wyboru dokonałam i ufam, że będzie dobrze. Albo chociaż nieźle.

Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda lista, to wygląda w ten sposób, że zaczynam od „Obłoku Magellana”, która jest – jeśli nie pomyliłam się w obliczeniach, drugą fantastyczną powieścią Lema. Potem na dalszy ogień (można tak powiedzieć?) idą „Dzienniki gwiazdowe”, czyli opowiadania wydane w dwa lata po „Obłoku...”. Następnie „Eden”, opublikowany zaraz po „Dziennikach”, i „Śledztwo” z tego samego roku. Z dwa lata późniejszych publikacji wybrałam trzy: „Pamiętnik znaleziony w wannie”, „Powrót z gwiazd”, no i słynne „Solaris”. Potem zmierzę się z „Bajkami robotów”, no bo ciekawa jestem, jak będzie (bo bajki, ale i robotów – jakoś tak mam wrażenie rzecz mocno wykorzystywana tu i ówdzie, więc znać warto). I z tego samego roku – „Niezwyciężony”. Potem ten wyjątek objętościowy, co się trafia w środku stawki, czyli opowiadania ze zbioru „Cyberiada”. Tego się chyba obawiam najbardziej, ale lęk to może nieuzasadniony, zobaczymy. Następnie będę się mierzyć z równolatkiem „Przygód pilota Pirxa”, czyli z „Głosem Pana”. Potem zamierzam się zabrać za „Kongres futurologiczny” i „Katar”, no i zakończyć „Pokojem na Ziemi”. Ale że poszłam do biblioteki bez listy, bo byłam przekonana, że pamiętam, co też wybrałam, to wzięłam też „Szpital Przemieniania”, także niewykluczone, że jeszcze i za to się zabiorę przed „Katarem”, ale to zobaczymy, jak będzie z siłami i ochotą.

Zrobiłam sobie nawet listę! Gdybyście się chcieli przyłączyć, to traktujcie ją jako punkt wyjścia dla własnych przygód albo powtórek z Lemem. No, i może jeszcze słówko o nazwie. Nazwałam sobie ten letni cykl czytania Lema „Lemat-o”. Bo wiadomo, gra słowna, „Lem” i „lato”, ale też „lemat”, to jest takie cóś, co ma pomagać w dowodzeniu innych kwestii, ale zdarza się, że samo staje się strasznie istotne dla danego dowodzenia. I tak sobie pomyślałam, że to czytanie Lema ma mi pomóc się zapoznać z potężnym kawałkiem polskiej prozy fantastycznej, ale kto wie, może mnie te narracje oczarują? Nie można niczego wykluczyć – i to jest takie fantastyczne w czytaniu, prawda? 
Nie wykluczam, że ta lista się rozszerzy albo zwęzi. W końcu jak się nam okaże z danym dziełem nie po drodze, to nie będziemy się za bardzo męczyć. Także wiecie, drobne modyfikacje zawsze w cenie. Ale żeby się tak naczytać, to około tej czternastki będę krążyła. No i żeby zdążyć przed jesienią! Zaczynam w każdym razie na początku astronomicznego lata, czyli – jak wskazuje mój kalendarz – 21 czerwca.

To co, ktoś się skusi? Albo może będziecie ostrożnie czekali na wynik?

___________________________

A jutro będzie o czytaniu w pewien szczególny sposób i co z tego wynika. Albo będzie trochę narzekania, ale to zobaczymy.

Weź dokładkę!

21 komentarze

  1. Ojej, z tej listy nie przeczytałam jeszcze tylko "Obłoku Magellana" i "Pamiętnika znalezionego w wannie", "Pokój na ziemi" za chwilkę biorę na warsztat, a "Cyberiadę" mam w formie audiobooka i raz po raz sobie odsłuchuję któreś opowiadanie. Chociaż Lema bardzo lubię, to nie wiem czy dałabym radę czytać go tak jedną książkę po drugiej. Mimo czasem lżejszej formy to jednak porusza dosyć ciężkie naukowe i filozoficzne tematy. Poza tym fajnie tak literacko podóżować w czasie i przestrzeni - z futurologicznego Lema przeskoczyć np. do XIX-wiecznej Anglii u Jane Austen :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to oczywiście! Po prostu postanowiłam od razu spróbować zrozumieć fenomen w całości :). I pokonać moje zniechęcenie do Lema po podstawówkowych przygodach z pilotem Pirxem. No, jak wyjdzie, zobaczymy, myślę, że to może być bardzo ciekawe. A drobne przerwy z różnych powodów będą, chociaż myślę, że mniej niż przy "normalnym", w sensie niecelowanym czytaniu :).

      Usuń
    2. Jako że "w kupie raźniej" (a przynajmniej tak mówią), to może również pokuszę się o podjęcie tego Lemo-letniego wyzwania... tym bardziej że Ojczulek stawia p. Stanisława na piedestale (na równi z Tolkienem<3), a niechęć do "Bajek robotów" ciągnie się u mnie od podstawówki...
      Pozdrawiam,
      Agata (ta od komentarza o "Niemcach" Kruczkowskiego i innych dramatach) :)

      Usuń
    3. O, to mamy trochę podobną niechęć, w sensie sięgającą korzeniami w podobne rejony, i podobne otoczenie nawołujące do czytania Lema ;). Jeśli będziesz czytała, to koniecznie dawaj znać, z ogromną chęcią -- jak zawsze -- porozmawiam o danej książce :)!

      Usuń
  2. Kiedyś oglądałam adaptację "Śledztwa" i niezwykle mnie zachęciła do przeczytania książki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie wiedziałam, że jest -- filmowa? Teatralna?

      Usuń
    2. Adaptacja jest Teatru Telewizji, świetna. Kilka miesięcy temu była na w całości na yt. Teraz jest tylko króciutki, środkowy fragment:
      https://www.youtube.com/watch?v=bMWETSuL664
      A jeśli lubisz Piotra Fronczewskiego to tu jest "Solaris" w jego wykonaniu:
      http://ninateka.pl/audio/solaris-stanislaw-lem-1-9
      :)

      Usuń
    3. Dziękuję za oba linki! Z audiobookami mi póki co nie po drodze (choć właśnie testuję, zachęcona przez Prowincjonalną Nauczycielkę, ale bardzo ostrożnie testuję), ale zobaczę :).

      Usuń
  3. Genialnie. Dawno chciałam się zabrać za Lema i właśnie zostałam do tego zmotywowana. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super. Gdybyś chciała, możesz się dzielić wrażeniami :).

      Usuń
  4. Nominowałam Twój blog do LBA:
    http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/06/druga-nominacja-do-nagrody-lba.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, dziękuję. Nie wiem, czy wezmę udział, ale dziękuję :).

      Usuń
  5. Fantastyczny pomysł;) Miałam kiedyś nieudane podejście do powieści Lema i coś czuję, że warto byłoby spróbować jeszcze raz. Ale zmagam się z klasycznym problemem: za dużo książek, za mało czasu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to zawsze! :) Dlatego skupiam się na tym, co mam w zasięgu ;).

      Usuń
  6. Świetny plan :-) Jeśli mogę coś nieśmiało podpowiedzieć to "Człowiek z Marsa" na początek. Warto wiedzieć jak SL zaczynał. Widzę, że "Astronautów" też odpuściłaś? Bądź co bądź książkowy debiut.

    To były drobne sugestie, bo jeśli nie przeczytasz tych powyższych pozycji to nic się wielkiego nie stanie. Teraz pozwolę sobie na uzupełnienie. Cykl o Ijonie Tichym bez "Wizji lokalnej" jest co najmniej niekompletny. To naprawdę znakomita powieść. Bezwzględnie do przeczytania!

    Rozumiem, że publicystykę odpuściłaś na początek, ale polecam jako podsumowanie "Fantastykę i futurologię". Ta książka była swego czasu dla nas, prawdę mówiąc chyba wbrew intencjom Mistrza, przewodnikiem po science fiction. On tam strasznie się znęca nad mizerią zachodniej science fiction, ale te jego streszczenia czytane z wypiekami na policzkach... niezapomniane :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sprawdziłam, w sąsiedniej filii bibliotecznej mają "Człowieka z Marsa", muszę się wybrać. Właśnie "Astronautów" odpuściłam, ale w sumie głównie dlatego, że nikt ich specjalnie nie zachwalał. A mówisz, że warto?

      "Wizję lokalną" już sobie dopisuję. Bardzo mi się podoba pomysł na wykończenie akcji "Fantastyką i futurologią". Trochę się jej bałam, ale już sobie o niej poczytałam i wygląda smakowicie. Także zapewne też dopiszę do listy, jeśli mnie czytanie Lema wciągnie!

      Usuń
    2. "Astronauci"? W celu uzupełnienia kompletu ;-) Prawdę mówiąc to Mistrz obłożył anatemą "Obłok Magellana" i część wczesnych opowiadań ze zbioru "Sezam" a "Astronautów" właśnie nie. Co mnie bardzo nurtuje swoją drogą. Typowe lata pięćdziesiąte... "Obłok..." ma swój urok, "Astronauci" tak sobie.

      Usuń
    3. Jej, też tak miałam. Znaczy, z "Fantastyka i futurologią". I jakże Lemowi zazdrościłam, że mógł narzekać na dziury w fabule w nieznanych mi powieściach Dicka. I do dziś pamiętam, jak pisząc o fantasy ujął to tak, że jemu nie chodzi o to, czy są smoki, czy statki kosmiczne, ale to żeby most stał. A że u LeGuin przęsła mostu są wygięte jak smocze ogony to już tylko specyfika. Bo most stoi.
      No i niezawodne chwyty sf - czyli Chińczyk w kambuzie. Plus wklejka - wklejka była tak wspaniała! Zawierała różne standardowe zwroty fabuły, typowe dla sf, połączone w siatkę i idąc z węzła do węzła, można było sobie ułożyć powieść sf. Moje ulubione zakończenie brzmiało "ale pewien sprytny kociak przekonuje ich (obcych), że ludzie jednak są OK".

      Usuń
    4. @Andrzej, okazuje się jednak, że "Człowieka z Marsa" de facto nie ma, ale za to są "Astronauci", więc chyba zacznę od nich, a "Człowieka..." doczytam, jak znajdę :). Natomiast narobiliście mi oboje z @ann-wlkp jeszcze większego smaka na "Fantastykę i futurologię", więc na pewno sięgnę -- chyba, że się jakoś spektakularnie zniechęcę w trakcie czytania powieści ;).

      Usuń
  7. Nie przyłączę się, bo większość znam, ale będę wiernie sekundować i obserwować, jak Ci idzie.
    P.S. Kocham Pirxa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na razie nie wskazuje na to, żebym się utwierdzała w swoich uprzedzeniach, a wręcz przeciwnie, ale sekundowanie rzecz bardzo dobra, więc wdzięcznam :). Może i kiedyś wrócę do Pirxa, ale na razie się od tego nadal powstrzymam ;).

      Usuń