Mniej kurzu! Albo o sprzątaniu książek

 
Nie wiem jak Wy, ale ja ostatnio zauważyłam, że strasznie się wszystko kurzy. No, może nie tak znowu ostatnio, bo już jakiś czas temu: mam wrażenie, że kurzu jest dużo więcej niż kiedyś. I nie, żebym wieszczyła nam katastrofę jak z „Interstellar”, raczej po prostu doszłam do wniosku, że przecieranie półek raz w tygodniu nie jest wszystkim, co można dać zbiorom naszych książek. Dlatego dzisiaj będą dwa słowa o sprzątaniu książek. Tak przy sobocie, bo jednak – kiedyś przynajmniej – sobota to był właśnie taki dzień sprzątający, więc temat jak znalazł.


Sprzątacie w ogóle swoje księgozbiory? W pewnych warunkach wydaje mi się, że to chyba nie do uniknięcia, no bo jeśli się coś gromadzi, to i na tym się coś gromadzi. Przeważnie kurz. Ale dzisiaj wolałabym napisać nie tyle o praktycznych poradach spod znaku „jak sprzątać księgozbiór?”, ile o problemach ogólniejszych, jakie to sprzątanie nastręcza. Z pewnością je znacie, a jak jeszcze nie znacie, to znaczy, że za rzadko sprzątacie. Co pod pewnymi względami jest ogromną zaletą. Zresztą sami zobaczcie.
 
 
 Jako że nie do końca wiedziałam, jakie dać ilustracje, to niechaj towarzyszą nam dzisiaj
koty uchwycone w momencie czyszczenia się. Źródło.
 

Sprzątanie sumienne
Taki posiadacz księgozbioru (dalej PK) rezerwuje sobie na pół roku wcześniej dzień wolny na wyznaczoną z góry datę sprzątania. Wyrzuca bliskich z domu, otwiera szeroko okna, ściąga wszystkie książki z półek i wietrzy. Potem wyciera każdą osobno z kurzu, przemywa okładkę odpowiednią skomponowaną mieszanką czyszczącą, której recepturę odziedziczył po przodkach i nie dzieli się nią z byle kim (czy właściwie: z nikim się nie dzieli), po czym ustawia książki z powrotem na – wytartych i wymytych półkach – w kolejności takiej, którą wybrał dawno temu. Ma książki poustawiane zawsze tak samo, prowadzi staranną księgę przychodów i rozchodów, więc wie, co gdzie leży, co komu pożyczył i że trzeci tom trylogii jest właśnie w czytaniu u babci. Na koniec przeciera jeszcze grzbiety stojących książek, tak żeby postawić kropkę nad i. I ma już wolne do kolejnego wielkiego sprzątania księgozbiorów za pół roku.
 
 
 Jak również wielkie koty uchwycone w momencie czyszczenia się.
 

Sprzątanie nieefektywne
Taki PK obiecuje sobie, że sprzątnie. Naprawdę, ale to naprawdę, i to już niedługo. Żeby udowodnić, że zacznie w wyznaczonym sobie terminie – no bo ileż można, naprawdę, on widzi, że ma bałagan i ten bałagan mu przeszkadza – ściąga książki ze wszystkich półek. Przez dwa następne dni ma problem z przejściem z pokoju do kuchni, ale się nie zraża, jego serce grzeje widok tych początków, narodzin wielkiego sprzątania, wlewa miód w jego serce i w ogóle. Po dwóch dniach okazuje się, że pilnie musi skończyć coś, co zaczął wcześniej – praca wzywa, dzieci domagają się uwagi, na studiach zbliża się ważny egzamin, jednym słowem: książki muszą zaczekać. W międzyczasie zaczyna go irytować bałagan, no bo kurczę blade, wszędzie leżą te książki, trzeba z nimi zrobić porządek! Po tygodniu, kiedy wraca zmęczony do domu, ma już dosyć tych książek, więc robi sobie herbatę i wrzuca je na półki – akurat na te, które ma pod ręką. Po skończonym sprzątaniu ma zatem „Kuchnię polską” obok „Ogniem i mieczem”, a „Atlas grzybów” przytulony do albumu rodzinnego z wakacji. I obiecuje sobie, że trzeba będzie z tym zrobić porządek. Jak odetchnie już trochę po tym sprzątaniu.
 
 
 

Sprzątanie pozorne
Tak naprawdę taki PK nie do końca chce sprzątnąć. On się chce przywitać z książkami, zdjąć je z półek, obejrzeć, przypomnieć sobie, co też zgromadził w swojej biblioteczce, zastanowić się, co i jak poustawiać, żeby było bardziej optymalnie, może coś oddać w dobre ręce. Ach, dawno niewidziane drugie rzędy książek radują jego serce! Ach, to piękne stare wydanie „Pana Tadeusza”, które kiedyś dostał w antykwariacie za bezcen jest takie ładne, jak go nie poprzeglądać? O, a to co? Naprawdę kupił kiedyś taką książkę? A to z kolei trzeba sobie powtórzyć... A może by tak zaraz? Po co odkładać? Więc podobnie do sprzątacza nieefektywnego rusza do kuchni po herbatę, siada w fotelu i zaczyna robić sobie powtórkę, przekąszając to tą, to ową, ściągniętą z półki książką. W końcu rzeczy istotnych nie warto odkładać w czasie, bo potem trudno jest zacząć.
 
 
 

Sprzątanie ostateczne
Zazwyczaj bywa udziałem tych PK, którzy budzą się pewnego ranka niczym Hantia ze „Zbyt głośnej samotności” z lękiem egzystencjalnym, że oto mają za dużo książek i one się kiedyś zemszczą, spadając z półki prosto na głowę danemu PK. Dlatego siadają przed regałem i zaczynają wybierać, co by tutaj oddać, odsprzedać i wymienić. Środkowy tom nigdy nie zgromadzonej serii? Książka w obcym języku, która wzięła się nie wiadomo skąd? Resztka księgozbioru po stryjecznej ciotce, którą dostał, bo rodzina uznała, że na pewno będzie chciał? Coś przyniesionego z pudła za złotówkę, bo akurat było tanie? Wszystko to i wiele więcej ląduje na stosach. Po takiej akcji czyszczącej nasz PK siada w fotelu, ale w przeciwieństwie do wyżej opisywanych delikwentów nie po to, by pić herbatę, ale po to, żeby wysłać kilka maili w rodzaju „Drogi Marku, pamiętam, że deklarowałeś kiedyś chęć przeczytania tego i owego. Otóż okazuje się, że mam na zbyciu...”. Obdzwania też znajomych antykwariuszy, zakłada konto na allegro i ogólnie jest zdecydowany wysprzątać swój księgozbiór w naprawdę optymalny sposób.
 
 
 Czyli "jak wyczyścić trudno dostępne miejsca" albo "poddaję się, już nie chcę sprzątać!". Źródło.
 

Sprzątanie zagarniające
Taki PK jest niemal dokładną odwrotnością tego opisywanego powyżej. Ma zdecydowanie za mało książek, ale to dociera do niego dopiero wtedy, kiedy bierze się za sprzątanie. Jak to możliwe, że ma rozkompletowaną serię, którą tak lubi? Siada do komputera i przegląda oferty księgarni on-line, żeby znaleźć najlepszą cenę na pozostałe tomy. Sprawadza też w innych źródłach, a nuż uda mu się coś wymienić albo dostać używany komplet brakujących tomów w dobrej cenie? Takiej okazji nie można przegapić! Potem natrafia na jeden przypadkowy tomik powieści kupiony w kiosku. Po krótkim googlaniu okazuje się, że wyszło jeszcze pięćdziesiąt kolejnych, co trochę przerasta naszego PK. Wpada więc na pomysł, że wymieni ten jeden na inny początkowy tom jakiejś – krótszej – serii. Po czym stara się skompletować resztę. Potem, po jakimś tygodniu, kiedy wszystkie transakcje zakończą się sukcesem, siada w fotelu i podziwia piękne półki, na których książki karnie stoją teraz kompletnymi seriami. Misja sprzątanie zakończyła się powodzeniem!

Czy wiecie, jakim jesteście typem sprzątającego posiadacza księgozbioru? Muszę przyznać, że jak to pisałam to odkryłam, że we mnie jest każdego po trosze, z tym że najczęściej i z dużym entuzjazmem uprawiam sprzątanie pozorne i sprzątanie nieefektywne. Po czym przychodzi mój Domownik, łapie się za głowę i wprowadza w czyn sprzątanie sumienne, dzięki czemu ograniczona zostaje liczba potknięć o książki, na stole znowu można jeść, a kot przestaje się dąsać, że jego kąty są zawalone książkami. Także jak widać sprzątanie książek to w każdym przypadku jest działanie angażujące. Tyle że w różne czynności.

____________________

A jutro będzie o onomastyce literackiej, co sobie będziemy żałować.

Weź dokładkę!

11 komentarze

  1. U nas dzisiaj ukrop taki, że wychodzę na pole tylko po to, żeby sprawdzić, czy pies dalej leży w cieniu i ma wodę w misce. W oknach wszystkie rolety zaciągnięte, wiec w domu temperatura niczego sobie. To chyba idealny dzień na sprzątanie księgozbioru, prawda? A jak go ostatnio katalogowałam, to wyglądał to tak:
    http://czytamtoiowo.blogspot.com/2015/04/ksiazki-zmieniaja-los-ludzi.html
    Było to coś pomiędzy sprzątaniem zagarniającym a pozornym, z domieszką nieefektywnego. Co prawda książki trafiły na półki (i w inne miejsca) w dziwnych konfiguracjach, ale udało mi się je spisać, no i odseparować Anię Shirley od Portnoya ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w sumie sytuację pogodowo-nastrojową mamy podobną, z tym że u mnie psa do obserwacji brak :). A swoją drogą już przy pierwszym czytaniu tego Twojego posta to zdjęcie mnie urzekło. Raz, że idealnie oddaje taki stan sprzątania, kiedy już nie ma porządku i jeszcze nie ma żadnego nowego porządku, trochę jest bałagan, a trochę jednak jakiś ład w tym wszystkim widać (w końcu książki wszędzie to wcale zły ład nie jest :)), no i światło jest fajne.

      Całe szczęście, że biedna Ania wylądowała gdzie indziej niż Portnoy! Chociaż, kto wie, może oboje by się od siebie czegoś nauczyli, jeśli by Portnoy nie uznał Ani od razu za przeżytek starej zniewalającej epoki ;). Ale na pewno słuchałaby go lepiej -- choć z większą zgrozą -- niż jego słuchać docelowy ;).

      Usuń
  2. Ja właśnie ostatnio odkurzałam moje zbiory,żeby wyglądały ładniej.Nie mogłam znieść tego kurzu na takich moich pięknych cudeńkach ;DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jak nie na cudeńkach, to i tak szkoda, żeby się kurzyły ;).

      Usuń
  3. Najczęściej sprzątam pozornie. Ale to tylko pozory! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, a przynajmniej tak trzeba utrzymywać. Inaczej jeszcze inni się zorientują i też będą chcieli tak sprzątać, a wtedy przed nami długie i szczęśliwe życie w książkowym chaosie ;).

      Usuń
  4. Swój księgozbiór sprzątam dość sumiennie, wyjmuję książki z półek i przecieram, a potem ponownie układam według tylko mi znanego katalogu, choć rejestru nie prowadzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się marzy, żeby kiedyś skatalogować, co mam. Głównie dlatego, że o książkach z drugich rzędów albo trzymanych w domu rodzinnym czasami zupełnie zapominam. A tak miałabym pod ręką zawsze spis. Tyle że jednak zrobienie go jest mocno pracochłonne, więc jeśli nie zabraknie mi determinacji, to będzie to długi proces i pewnie jak ze sprzątaniem: skończy się na znalezieniu jakiejś książki, o której zapomniałam, a którą koniecznie w tej właśnie chwili muszę sobie odświeżyć :).

      Usuń
  5. Zdecydowanie jest sprzątaczem sumiennym i (choć uderza to po portfelu i przestrzeni życiowej) zagarniającym. I czasem sprzątaczem pozornym. Ale to już wszystko! Właśnie na urlop planuję dokupić półek i zrobić generalne porządki w moim księgozbiorze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny plan :). W ogóle chyba systematyczne dokupowanie półek jest dobrym sposobem na porządek -- sama w pokoju moim w domu rodzinnym dokupowałam półki niesystematycznie i mam je z trzech różnych rodzajów drewna i w różnych rozmiarach, co wcale nie sprawia, że książki wyglądają jakoś bardziej schludnie. Na szczęście nauczona na błędach teraz staram się mieć półki mniej więcej takie same ;).

      Usuń