Paski relaksacyjne albo o "Muminkach. Komiksach" T. Jansson


Spokojnie, te paski z tytułu to nie jest żadna zachęta do tego, żeby nabywać paski odchudzające, oczyszczające z toksyn bądź robiące inne cuda wianki. To raczej podsumowanie dwóch bardzo miłych wieczorów, które spędziłam beztrosko w towarzystwie pierwszego tomu wydanych u nas komiksów muminkowych autorstwa Tove Jansson. Sprawa to przepiękna, Ene Due Rabe (wydawnictwo) sprawiło się na medal, no -- po prostu coś wspaniałego. I tu bym mogła w sumie skończyć, ale ponieważ jak wiecie lubię pisać, no to jeszcze coś niecoś na ten temat napiszę.



Najpierw może dwa słowa, jak to jest wydane. Bo szalenie mi się podoba idea wydania tego w dużym formacie, na dobrej jakości papierze, z zachowaniem fontu używanego przez Jansson w oryginale i z wykorzystaniem nazw już funkcjonujących w języku polskim (więc bez ulepszeń, skoro są takie świetne tłumaczenia). Naprawdę wygląda to solidnie i aż człowiek ma ochotę chociaż to potrzymać chwilę w ręku. Do tego to ułatwia nie tylko czytanie, ale i bezstresowe oglądanie bez reakcji w rodzaju "o matko, matko, co tu widać na dole strony?". Także tomów ma być w sumie pięć i już wiem, że wydawnictwo ma mnie w kieszeni, i kolejne cztery też kupię. No, ale i najpiękniej wydana rzecz może być taka sobie.


 Mowa o tym cudzie (zdjęcie ze strony wydawnictwa).


No dobrze, komu ja chcę ściemniać, toż to Muminki. Ja Muminkom wybaczam wszystko. A tu mamy całą szeroką gamę ich przygód. Pierwsza historia -- chyba moja ulubiona -- to opowieść o Muminku, który sam w domu musi przyjmować czeredy gości (głównie dalekich krewnych). Żeby jakoś się z obowiązków gościnności wyzwolić, wchodzi w spółkę z Ryjkiem, który z kolei wszędzie węszy okazję do zbicia fortuny. Los nie jest jednak łaskawy dla Muminka, więc co prawda goście sobie idą, ale rychło się okazuje, że razem z domem. Druga historia to z kolei rozwinięcie wątku wiecznie poszukującego przygód Tatusia i jego prób powrócenia do lat jego młodości, co wiąże się oczywiście z próbami negowania status quo, tak miłego sercu Muminka. Trzecia historia dzieje się na Riwierze, gdzie to rodzina Muminków razem z Migotką wyprawia się zakosztować światowego życia -- a że niespecjalnie orientuje się w realiach, to i to kosztowanie faktycznie jest kosztowne. W ostatniej, czwartej historii Muminki lecą pożyczonym od Ciotki helikopterem na wycieczce, ale krnąbrna maszyna porzuca ich na bezludnej wyspie. No, nie do końca bezludnej, ale i tak jest wesoło.

Co te komiksy wnoszą do uniwersum powieściowo-opowiadaniowego? Jako że rysowała i pisała je autorka powieści i opowiadań, to dość ciekawe pytanie, a odpowiedź brzmi: całkiem sporo. Możemy dowiedzieć się na przykład o dalekim pokrewieństwie Muminków i Hatifnatów, poznać Włóczykija od nieco innej strony (z której bardzo widać, że to syn Joka!), pogłębić swoją wiedzę na temat Ciotki Paszczaka znanej nam z "Pamiętników Tatusia Muminka" -- i dowiedzieć się, jak ma na imię -- czy poznać Śmierdzielka. No i mamy okazję zerknąć na świat poza Doliną Muminków -- na przykład na Riwierę zamieszkaną przez gwiazdy filmowe, a także na rzut oka na cuda techniki (samochód, helikopter), które dostają własny Janssonowski rys (a nawet rysy -- twarzy). Ale w sumie to nie tylko korzyści poznawcze płynące z komiksowych pasków przemawiają za zapoznaniem się z nimi (chociaż do świata Muminków każde nowe dalsze wejście jest tym, czym nie pogardzę).


Nie wspominając o tym, że komiksy robią ciekawe zawirowania w chronologii
i losach bohaterów (więc pytanie, czy uzupełniają świat, czy rysują odmienne linie
historii?). Źródło.


Otóż świetne jest też to, jak Jansson konstruuje opowieść. Bardzo widać, że to były komiksy co prawda z pewną linią przewodnią, ale jednak publikowane paskami, czyli zazwyczaj składające się z czterech obrazków. Każda historia zaczyna się tak samo: od obróconego tyłem Muminka, nachylającego się nad czymś. Wygląda on w tej pozycji jak idealna kulka. Może stać się wszystkim. To jest ten punkt wyjścia, z którego wszystko -- nawet najbardziej nieprawdopodobne -- daje się potoczyć. Bo te paski dążą do pewnej spójności, ale jak trzeba wymyślić nagły, absurdalny zwrot akcji, to idealnie się do tego taka właśnie forma nadaje: podejrzewam, że czytane nie na raz, ale w regularnych odstępach czasu, mogły nie sprawiać takiego wrażenia. Przy czytaniu na jeden chaps bardzo widać, że czasami Jansson musiała narysować pasek bez takiego doprecyzowania do końca, w jakim kierunku dokładnie zmierza. Ale czy to w czymś przeszkadza? Nie. Bo to się mimo wszystko wpisuje w realia muminkowego świata. Do tego jak pięknie rozwiązane są detale: nawet jakieś zupełnie znajdujące się w tle postaci dostaną pięć minut, jakieś rozwinięcie króciuchnego wątku. A na takie chwyty "meta" jestem wyczulona i bardzo, bardzo je lubię. Nic nie jest przypadkowe, ot, żeby zagospodarować kadr. Wszystko czemuś służy. I nawet jak historia sprawia czasami wrażenie o kilka pasków ze środka za długiej, to jest okazja, żeby rozwinąć motyw włóczącego się za Muminkiem stworzonka (a nawet jego szwagra!). Do tego cudne poczucie humoru Jansson i dostajemy idealne, odprężające lektury na wieczór po przepracowanym dniu. Czego chcieć więcej?

Także jeśli wpadną Wam w ręce te komiksy -- czytajcie w ciemno. Ja już czekam na kolejne tomy i zacieram łapki. I wiem, że nie wszyscy przepadają za Muminkami. Pomyślałam sobie, że jakoś niedługo napiszę może o mojej miłości do Muminków coś więcej, a nuż się ktoś zarazi? A Wy już mieliście do czynienia z tymi komiksami? Jak wrażenia?

No i pomyślałam, że wpiszę je sobie w kategorię "powieść graficzna".




___________________

A jutro będzie o korzyściach z czytania. I o przyjemnościach.

Weź dokładkę!

14 komentarze

  1. Na pewno wychodziły u nas w latach '90- niestety nie pamiętam czy samodzielnie czy jako dodatek do piątkowego wydania któregoś z większych dzienników. Zjadałam jak wszystko co z Muminkami związane.
    A Mała Mi była ciotką Włóczykija- ciekawostka zawsze będąca hitem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, były takie podłużne książeczki, ale nie miałam ich nigdy w rękach, bo w mojej okolicy się nie pojawiały.

      Zaraz, zaraz - ciotką? A nie siostrą przyrodnią? Przez Mimblę? Bo Jok -- o którym Tatuś twierdzi, że był Włóczykija ojcem (to zresztą można by poddać w wątpliwość, ja Tatusiowi ni w ząb nie wierzę) -- miał mieć go jako syna z Mimblą, a Mimbla już miała córkę wtedy, jeśli się nie mylę, Małą Mi właśnie?

      Usuń
  2. To może skoro nie czytałam "normalnych" Muminków, przeczytam komiks...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to koniecznie, myślę, że bez powieści i opowiadań też można się nim nacieszyć (a do innych muminkowych historii gorąco zachęcam!).

      Usuń
  3. Kocham Muminki!!! Ideałem jest dla mnie Mała Mi, jej złośliwości mają w sobie wiele uroku :)
    Książka bardzo ważna, sentymentalna i cieszę się z wydania komiksu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak cudnie, że chcą wydać całość, więc kolejne tomy przed nami :).

      Usuń
  4. Komiks o Muminkach to świetna sprawa, a wiem z własnego doświadczenia. Twój post przypomniał mi, że w podstawówce mieliśmy na polskim za zadanie (nie wiem czy obowiązkowe czy dla chętnych) narysować komiks do jednego z opowiadań o Muminkach. Ja narysowałam do opowiadania o niewidzialnej dziewczynce. Pamiętam jak przez mgłę jakieś pojedyncze okienka - niestety egzemplarz oryginalny się nie zachował :( Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przypomniec sobie książki i narysować komiks jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonała okazja w takim razie, zaiste :). Opowiadanie o niewidzialnej dziewczynce jest w ogóle chyba najlepsze ze zbioru "Opowiadania z Doliny Muminków" (chociaż depcze mu po piętach to, w którym Tatuś Muminka o mało co nie zostaje hatifnatem). A przeczytanie komiksów Jansson dla inspiracji dla własnych jak najbardziej wskazane! :)

      Usuń
    2. To prawda, opowiadanie o niewidzialnej dziewczynce jest przewspaniałe. Ja uwielbiam jeszcze opowiadanie o Filifionce, która czekała na katastrofę :)

      Usuń
    3. Oj tak -- a nawet na katastrofy ;). Cudnie oddane tam jest takie coś pomiędzy nerwicą natręctw a filozoficznym pesymizmem. Bardzo dobra jest w ogóle postać Filifionki jako takiej (czy filifionek jako gatunku), która jednocześnie jest dumna ze swojej znerwicowanej natury i chciałaby się zmienić (jak w "Dolinie Muminków w listopadzie" -- przejmujący obraz).

      Usuń
  5. Nie słyszałam wcześniej o tym komiksie, ale Muminkom zawsze mówię TAK, więc chyba muszę sięgnąć ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Ja wiedziałam od dawna, że jakieś komiksy muminkowe są, od niedawna -- że rysowała je sama Jansson (a później jej brat), a teraz jako posiadaczka tomu pierwszego mówię: bardzo, bardzo warto. A jak się jest muminkofanem -- to tak ze trzy razy bardziej ;).

      Usuń
  6. CHCĘ TEN KOMIKS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo słusznie ukierunkowane pragnienie :).

      Usuń