Jak minął lipiec albo podsumowanie miesiąca


Tym razem nie westchnę ciężko, że gdzież, ach gdzież są niegdysiejsze lipce, bo doskonale wiem, na czym mi lipiec minął. Na pisaniu bloga, oczywiście, ale nie tylko, bo powędrowałam sobie tu i tam, popracowałam, a przede wszystkim: poczytałam. No to zobaczmy, co też się działo tu, na blogu.

Lipcowe lektury

Tradycyjnie już zacznę od tego, że kilka książek w skwarze i deszczu lipcowym udało mi się przeczytać. Było to siedem książek i dwa komiksy, czy właściwie mangi. Przede wszystkim rozkręciło się Lemat-o: najpierw zapoznałam się z socrealistyczną wyprawą w Kosmos we wczesnej powieści pisarza, „Astronautach”, potem z zachwytem – choć nadal z domieszką bardzo ziemskich ideologii – poleciałam na dwudekadową wyprawę do Obłoku Magellana w „Obłoku Magellana” właśnie (zachwyt!), poznałam się wreszcie z konfabulantem Ijonem Tichym, osładzającym mi czekanie na kolejny sezon „Doctora Who” swoimi „Dziennikami gwiazdowymi”, przeczytałam błyskawicznie szalenie wciągający „Eden” i podygotałam ze strachu nad mocno creepy „Śledztwem”Jak wygląda mój status zadowolenia z czytania Lema? No nie powiem, bardzo to była dobra decyzja (choć przy aktualnie czytanym „Pamiętniku znalezionym w wannie” trochę się podmęczam, ale o tym będzie w sierpniu!). 

Poza tym pobiegłam do biblioteki i uprowadziłam z niej „Tajemnicę świętych relikwii”, czyli pierwszy tom przygód detektywa w habicie, brata Cadfaela. Nie powalił mnie na ziemię, ale nie wykluczam, że jak wpadną mi w ręce kolejne tomy to – zachęcona tym, że podobno dalej się rozkręca – przeczytam.

Napisałam też o pierwszych wrażeniach po pierwszym tomie mangi „Girl Friends” Milki Morinagi. Po drugim tomie uczucia mam dalej mieszane, a że seria ma tomów pięć, a ja ograniczony budżet, to o całości napiszę Wam zapewne w którymś z przyszłych miesięcy, jak się zaopatrzę w rzeczoną całość. 

Odbyły się też nasze z Tarniną Pikniki z Klasyką, gdzie pofolgowałyśmy letniemu rozleniwieniu i wzięłyśmy na warsztat kryminał Alana Alexandra Milne'a "Tajemnica Czerwonego Domu". Kryminał w swoim czasie szalenie popularny nam obu do gustu przypadł średnio. Za miesiąc czytamy trzy opowiadania klasyka horroru (tak, tak) M. R. Jamesa (szczegóły we wpisie piknikowym), także niezmiennie zachęcam do włączenia się w dyskusję!  
 Słodkim zwierzęciem lipca zostaje surykatka. Źródło.

Lipcowe wpisy

Największą popularnością cieszyły się wpisy:

o moich ulubionych autorach (wiedziałam, że powinnam o tym napisać wcześniej, w końcu dobrze wiedzieć, z kim się zadajecie)

o tym, jak pozbyć się ewentualnych wyrzutów sumienia, że nie może się zmóc jakiejś książki albo jak do niej trafić troszkę opłotkami (przy okazji zaś ujawniłam się jako ta należąca póki co do większej części czytelników, którzy nie zmogli „Ulissesa” – i ten stan się jeszcze chwilę utrzyma)

o kolejnej porcji odpowiedzi na pytania w ramach Liebster Blog Award (gdzie odpowiadam na różne wróżkowe psikusy, ale nie tylko).

o szacowaniu czasu na lekturę (jak się okazuje teoretyczna refleksja teoretyczną refleksją, a i tak ostatnio się przeszacowałam i dla odmiany zabrakło mi książek do czytania).

o tym, jakie problemy może stwarzać lektura Sienkiewicza (na szczęście okazało się, że nie tylko dla mnie to są dzieła problematyczne).

o nietrafionych książkowych zakupach (podejrzewam, że dlatego, że dobrze jest się upewnić, że nie tylko my kupujemy książki w napadzie szaleństwa, inni też tak mają).

o książkach, które działają na mnie jak piorunochron (innymi słowy o tych, do których wracam najczęściej z przeróżnych powodów, a nie takich, które mnie uziemiają i sterczą na dachu, teoretycznie bez związku z rzeczywistością, póki w czasie burzy nie zadamy sobie pytania, czy aby mamy je na pewno w domu).

o dekalogu czytelniczym (co mnie cieszy, bo zrobiłam ekserymentalną grafikę tymi ręcyma, a to zawsze miłe, jak ludzie chcą ją oglądać; odkryłam też, że nie mając facebooka dość późno się orientuję, że jakiś mój wytwór idzie w świat – jakoś tak wcześniej o tym nie pomyślałam, ale o tym zaraz).

Najmniej osób zajrzało do tych dwóch wpisów:

o tym, jakich czeskich pisarzy u nas wydano, a są dość mało znani (przy czym „mało znani” są niesłusznie, jako że to świetni pisarze – jeśli macie ochotę na łyk czeszczyzny, to możecie sprawdzić, w którym kierunku ruszać z książkowym kompasem).

o tym, jakie niebezpieczeństwa czyhają na niewinnego człowieka z książką nad wodą (wpis życiowy bardzo, a powodowany panującym wówczas na dworze upałem, kiedy przyjemnie było chociaż pomyśleć o wodzie).
 Jak skomentował autor zdjęcia: słodka poza czy po prostu surykatka?

Lipcowe dyskusje

W lipcu najchętniej rozmawialiśmy:

o tym, co nas prześladuje i o tym, co można zrobić, żeby przestało (sama skorzystałam z rady i zaznajomiłam się z bratem Cadfaelem, żeby ułatwić sobie kolejne podejście do „Imienia róży”!)

o tym, jak to właściwie jest z Sienkiewiczem (przy czym reakcje wahały się od zaprzeczenia po miłe wspomnienia, więc jak jest z Sienkiewiczem? Dość problematycznie i zróżnicowanie).

o tym, jakie punkty można by dodać do tego dekalogu czytelnika, jaki zaproponowałam, a co ująć lepiej (propozycje podobają mi się szalenie, więc nie wykluczam, że wypuszczę jeszcze jedną wersję, żeby było co powiesić na regale, taką mam w każdym razie wizję – i miejsce odpowiednie na regale też mam).

o tym, co sprawia, że nie możemy czytać (okazało się, że zestaw fobii miejscowo-sytuacyjnych mamy bardzo podobny, ale to z kolei chyba nie zawsze oznacza, że w danej sytuacji czy miejscu nie znajdzie się ktoś, kto tam czytać będzie w stanie). 

Lipcowe hasła

Muszę przyznać, że w lipcu ludzie trafiali tutaj po naprawdę przedziwnych wpisach w wyszukiwarkę (ponownie zastanawiam się, czy znaleźli tu coś ciekawego, czy uciekli z krzykiem). Otóż traficie tu, jeśli zapytacie wyszukiwarkę w ten sposób:

chłop wcale nie musi być ładny niby nie musi, ale jakby był... No dobrze, cóż mogę na to powiedzieć? Nikt nie musi być ładny, baba również nie.

pani Lola youtube to oczywiście pokłosie tego wpisu, tu się akurat nie dziwię (a jak nie widzieliście jeszcze pani Loli – zobaczcie, warto!).

czeska bajka ojciec i syn trop raczej mało konkretny, bo ojciec i syn występują w co trzeciej baśni, ale może akurat któraś z wersji Jana Drdy by tu pasowała? W końcu „Darzbujan i Pandrhola” mają za punkt wyjścia sytuację, w której ojcu rodzi się syn.

wyznania w liście przyjmuję, czemu nie, najlepiej miłe; wyznań w rodzaju „ty miernoto” nikt przyjmować nie chce, nie tylko w liście.

pisarz czeski Brożek przyznam szczerze, nie mam pojęcia. Może chodzi o Bohuslava Blažka? Co prawda znalazłam kilku Brožków, ale żaden jakoś mi nie pasuje na kogoś, kogo poszukuje polski internauta.

czy wypłynął dziś jakiś topielec nad morzem no dobrze, nie mam pojęcia, czemu ktoś po takim zapytaniu trafił tutaj. I trochę szczerze mówiąc w każdym przypadku, o którym jestem w stanie pomyśleć, smutne to pytanie.

jak zaprezentować pierogi na podróż to zależy, czy ktoś je w tej podróży będzie oglądał. Jeśli nie, to może wystarczy ułożyć je wygodnie, niech jadą w komfortowych warunkach i zobaczą trochę świata.

piknik z pierogiem w będziemyślu 26.07.2015 letni festiwal polskich dni wszelakich objawił się i na blogu, wiadomo, signum tempori. Przy okazji jako człowiek pochodzący z Północy dowiedziałam się, że istniej Będziemyśl i gdzie też on konkretnie istnieje. Mam nadzieję, że piknik był udany, a pierogi smaczne.




Co ogólnie jest życzeniem, które składam sobie i Wam na przyszłość. W sierpniu będzie oczywiście jeszcze więcej Lema, będzie o kilku ważkich problemach, które stoją przed człowiekiem czytającym lub czytać chcącym, będzie też kontynuacja „Co by było gdyby...”. I tak sobie pomyślałam, że nie zaplanuję sztywnego kalendarium, jak mam w zwyczaju, ale zapytam Was, czy jest coś, o czym chcielibyście, żebym napisała? To znaczy coś Was ciekawi i sądzicie, że to jest właśnie to miejsce, gdzie dałoby się o tym przeczytać?

Ostatnimi czasy też właśnie odkrywam, że nie posiadanie blogowego Facebooka sprawia, że omija mnie jakiś fragment rzeczywistości (a wiecie, że generalnie dążę do poznania). Ale z drugiej strony mam też wrażenie, że prowadzenie takiego konta dobrze jest strasznie odpowiedzialnym zajęciem i się trochę boję (zwłaszcza, że Facebooka nie do końca ogarniam). Czy ktoś by się podzielił swoimi wrażeniami, jeśli ma blogowy fanpage? Albo w ogóle chciał się podzielić przemyśleniami na ten temat, nawet jak takowego nie posiada?

Także wiecie, czekam na Wasze sugestie, jak zawsze: na temat tematów i Facebooka, ale i wszystkie inne z chęcią przeczytam. Rytualne ukłony i podziękowania, że tu zaglądacie, komentujecie, rozmawiacie i polecanie, rzecz jasna!

_____________________

A sierpień zaczniemy z książką. Czyli zapis wrażeń z lektury będzie.


Weź dokładkę!

22 komentarze

  1. A ja trochę narzekam, no gdzie ten lipiec, kiedy on minął? :(
    Uciekł mi wpis o Sienkiewiczu, no nie, zaraz lecę go czytać!
    A z Facebookiem raczej nie pomogę, bo chociaż go prowadzę, też tego szczerze mówiąc raczej nie ogarniam ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę minął, ale nie mogę narzekać, mniej więcej widziałam go, jak mijał. Nie był taki podstępny jak na przykład czerwiec :). Ano właśnie, trudna sprawa takie ogarnianie -- ale i jakieś wyzwanie, więc kuszące :).

      Usuń
  2. Też Facebooka nie ogarniam - nie znoszę tego ustrojstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że do niektórych spraw może być użyteczny -- w sumie chyba ani nie żywię do niego żadnych konkretnych uczuć, podejrzewam jednak, że może być niezłym narzędziem w niektórych sytuacjach :).

      Usuń
  3. Też myślę nad fanpage'em i też się boję :). Wydaje mi się, że potrzeba na to strasznie dużo energii, a ja nie zawsze mam ją na uzupełnianie mojego prywatnego profilu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tak sobie myślę, że jednak wymaga to sporo energii. A z drugiej strony to chyba dość ciekawe: w sumie chyba nikt by się nie obraził, gdyby się okazało, że nas to przerasta...? Jakbyś się zdecydowała, to daj znać, zrobimy sobie w razie czego taką dubeltową grupę wsparcia techniczno-animacyjnego ;).

      Usuń
  4. ja też nie mam blogowego facebooka, ale ja początkująca blogerka jestem i być może wszystko przede mną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, właśnie, cały świat przed nami ;).

      Usuń
  5. Facebooka blogowego całkiem świadomie nie mam. Nawet na prywatnego praktycznie nie zaglądam i uskuteczniłabym małe kasowanko, gdyby nie fakt, że używam go do logowania się na Spotify i Pintereście. Mam za to Twittera, ale nie wiem, czy mi specjalnie pomaga. Tyle że Twittera dość lubię i blogowego używam też jako osobistego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam szczerze: Twitter jest dla mnie tajemnicą i jak o tym piszesz, to jestem zawsze zafascynowana :). Bo jeśli dobrze rozumiem, to działa podobnie do Facebooka tylko statusy są krótsze? Czy jednak to naiwne rozumowanie i różnice są o wiele głębsze?

      Usuń
    2. Twitter jest... szybszy. I chyba, w pewnym sensie, mniej rodzinno-towarzyski, bardziej informacyjny. Ale jest np. znakomity do bycia na bieżąco z informacjami.

      Usuń
    3. Podoba mi się ta wizja (zresztą przypomniałam sobie teraz, kiedy usiłowałam zgłębić, jak działa Twitter: był taki film jakoś zeszłego lata o szefie kuchni, któremu synek zakłada Twittera i całkiem zmyślnie, i sympatycznie było to w filmie pokazane -- jeśli się nie mylę, u nas film grali jako "Szefa"; pomyślałam wtedy, że ten Twitter to ląd nieznany, a fascynujący). A jak jest z obsługą -- taki intuicyjny bardziej, czy jednak trzeba wiedzieć w co i jak klikać, i wiedza ta przychodzi z czasem?

      Usuń
    4. Według mnie zupełnie intuicyjny. Trzeba tylko pamiętać o #tagowaniu :)

      Usuń
    5. Pewnie idzie się przyzwyczaić :). Będę myślała, czy wkraczać na Twittera, czy nie -- z moją kontofobią to pewnie trochę potrwa, ale ustawiam to zagadnienie w kolejce do przemyślenia zaraz za Facebookiem :).

      Usuń
  6. Ech, ja założyłam facebooka blogowego, kiedy jeszcze miałam czas, żeby codziennie wrzucać tam swoje ulubione filmy krótkometrażowe i głównie do tego mi służył ;) Teraz leży odłogiem i trochę mi wstyd, ale z drugiej strony niczemu to też nie szkodzi, a pozwala na polubienie facebooków innych blogów i podczytywania takiej blogowej prasówki od czasu do czasu. Za to zupełnie nie ogarniam Twittera, jakby co :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie: zwłaszcza, że na tych Facebookach dzieje się chyba nie tylko to, co na blogach, ale jeszcze więcej różnych rzeczy i można zdjęcia pooglądać, i w ogóle :). To jest jakiś argument przemawiający czysto egoistycznie za ;). A czy to się zakłada tak samo jak zwykłe konto i tak to wygląda, czy jednak jakoś inaczej? To znaczy pewnie wuj google by mi powiedział, ale wolę się dowiadywać z pierwszej ręki :).

      Usuń
    2. Najpierw musisz mieć założone zwykłe konto, a potem klikasz w prawym górnym rogu i wybierasz opcję "Utwórz stronę" - wybierasz nazwę, zdjęcie i jest to dość intuicyjne dalej. Wygląda to trochę inaczej niż zwykłe konto, bo masz np. dostęp do statystyk i różnych innych centrów zarządzania światem ;) A, i jeszcze jedna istotna rzecz, to że możesz na innych stronach komentować jako blog, zamiast pod imieniem i nazwiskiem (nie to, żebym się nazwiska wstydziła ;))

      Usuń
    3. Czyli zakłada się to jakby z wysokości konta osobistego i nie można tego rozdzielić? Tak się właśnie nad tym zastanawiałam.

      Usuń
    4. Nie, ale to jakby dwie różne rzeczy, nigdzie przy stronie nie pojawiają się informacje kto ją prowadzi, ani odwrotnie - nie masz w danych swojego prywatnego konta informacji, że prowadzisz tę stronę (kiedyś była taka opcja, ale albo zniknęła, albo jest w innym miejscu niż szukam). No i w każdym momencie możesz stronę skasować, jeśli Ci się nie spodoba ;) Ogólnie facebook daje całkiem sporo fajnych narzędzi, którymi można się pobawić. Ale są też wady, z tym że przy profilu bloga nie są one aż tak uciążliwe jak przy typowym profilu firmowym (prowadzę też taki w pracy).

      Usuń
    5. Dzięki, czuję się doinformowana :). A czy o tych wadach możesz coś napisać? Przepraszam, że tak dopytuję i dopytuję, ale to dla mnie trochę terra incognita :).

      Usuń
    6. Wydaje mi się, że dopóki strona nie musi Ci przynosić korzyści finansowych/wizerunkowych, tylko być platformą do kontaktu z czytelnikami, to moim zdaniem facebook ma jednak większość zalet i może stać się miłym kącikiem. Dla mnie główną wadą jest "chwilowość" facebooka, to że np. nie mogę sobie wyszukać jakiegoś posta czy wiadomości, żeby sprawdzić czy już o tym nie pisałam, muszę w nieskończoność przewijać w dół. No ale to już specyfika tego medium i trudno się oburzać. Poza tym dopóki nie zamierzasz używać płatnych reklam albo docierać do milionów to jest raczej spoko ;)

      Usuń
    7. Dzięki Ci wielkie za wyczerpującą charakterystykę :). Miły kącik brzmi bardzo przyjemnie, co jest kolejną zachęcającą rzeczą. I przy takim sformułowaniu nie wydaje się bardzo trudne. Będę myślała :).

      Usuń