Klasycznie albo odpowiadam na pytania o klasykę właśnie


Tak mi się spodobał zestaw pytań z pewnego tagu (czy ma to słowo w tym znaczeniu dobry polski odpowiednik?), który podpatrzyłam u Ćmy książkowej, że pomyślałam, że dlaczego miałabym ich nie podkraść i sama nie pobawić się w odpowiedzi? Także dzisiaj trochę moich odpowiedzi na pytania dotyczące węziej i szerzej klasyków literatury.

1. Popularna klasyka, która nie przypadła Ci do gustu?

Trudno właściwie odpowiedzieć mi na pierwszy człon tego pytania – bo co to znaczy, że klasyka jest popularna? Że jest czytana, czy że znana, czy że na przykład jest lekturą? Z ostatnich czytelniczych doświadczeń – na pewno „Popioły”, które były dla mnie ogromnym rozczarowaniem (choć nie pod wszystkimi względami, na szczęście). Muszę też powiedzieć, że po przeczytaniu „Buszującego w zbożu” nie byłam zachwycona – ale czytałam tę książkę jeszcze przed liceum, więc trudno mi się do końca ustosunkować do tej mojej opinii sprzed lat, bo nigdy jej nie zweryfikowałam. O, i jeszcze „Stary człowiek i morze” – przy czym mam poczucie, że tam jest z pewnością coś więcej, czego w piątej klasie szkoły podstawowej nie zauważyłam: wtedy opis połowu marlinów i walki z naturą mnie nie porwał ani na piędź, szkoda mi było bohatera, ale że się przy okazji straszliwie wynudziłam, to owo „szkoda” było umiarkowane. Ale że wrócę do „Starego człowieka...” tego jestem pewna.

2. O którym okresie historycznym lubisz czytać najbardziej?

Kiedyś bez wahania wskazałabym średniowiecze – i to obojętnie czy późne, czy wczesne, czy złotą jesień, czy świt epoki porzymskiej... No, ale trochę się o średniowieczu naczytawszy odstawiłam je na półkę (rzecz jasna nie całkiem). Teraz chyba najbardziej frapuje mnie okres tuż powojenny: późne lata 40. Bo z jednej strony niby bliski i lepiej znany, z drugiej – poplątany, wcale nie taki dobrze znany i skomplikowany, jeśli chodzi o sieci zależności. No i takie myślenie, że wojna się skończyła i świat wrócił na swoje miejsce, jest zupełnie nieprawdziwe. Dobrze tę dziwność pokazał Heinrich Böll w „Kiedy wojna się zaczęła, kiedy wojna się skończyła”, bardzo dobry opis tej epoki jest też w „Przy obieraniu cebuli” Grassa. No i rzecz jasna w jednego z moich ulubionych pisarzy, Vladimíra Körnera, w „Zagładzie Poziomkowego Dworu”.

3. Ulubiona baśń?


Jak wiecie, uwielbiam baśnie – i dlatego tyle o nich piszę tutaj na blogu – ale gdybym miała wybrać jedną jedyną, to tak jak wspominałam we środę: zesłanie na bezludną wyspę tylko z „O chłopcu, który nie wiedział, co to strach”.


Dzisiaj tylko jedna ilustracja. Obraz Florence Fuller "Nierozłączni" z ok. 1900 roku. Źródło
Jak zresztą trafnie zauważyła Ćma książkowa: ci portretowani na pewno czytają klasyków.







4. Klasyka, nieznajomości której wstydzisz się najbardziej?

„Wstydzić się” to zasadniczo sformułowanie, którego bym tu nie użyła, bo się nie wstydzę, raczej mam taki nieustający wyrzut sumienia, że nie znam pewnej dobrze znanej innym części kultury europejskiej, bo nie przeczytałam w całości ani jednej powieści Tomasza Manna. I ciągle mam rzecz jasna w planach – „Buddenbrookowie” stoją nawet na półce, wyratowani z ubytkowanych zbiorów jednej z moich bibliotek, „Józefa i jego braci” dostałam w audiobooku (ale wiecie, jaki jest mój problem z audiobookami – nadal nie przezwyciężony), no i zostaje „Czarodziejska góra” i „Doktor Faustus”. Zapewne się zabiorę, tylko przyjdzie mi nastrój.

6. Ulubiona współczesna powieść bazująca na klasyce?

To jest fascynująca kategoria, bo uświadomiłam sobie przy okazji, że do niedawna nie wiedziałam, że istnieje cała gałąź literatury zajmująca się właśnie retellingiem znanych fabuł. Co nie oznacza, że nie miałam z tego typu książkami do czynienia – miałam, ale raczej w niewielkim stopniu świadomie. Gdybym zatem miała wybierać z tego, co czytałam, to na pewno „Penelopiada” Margaret Atwood, która zrobiła na mnie wielkie wrażenie: że tak można i że tak świetnie da się powyciągać na światło dzienne sensy poukrywane w dobrze znanej historii. Poza tym „Trochę poświęcenia” Andrzeja Sapkowskiego, czyli próba opowiedzenia Małej Syrenki w barwach zupełnie innych niż te Andersenowskie.

7. Ulubiona ekranizacja filmowa?

Mimo, że – jak wspominałam – mam problem z Sienkiewiczem, a już z „Trylogią” najbardziej, to bardzo lubię filmową wersję „Potopu”. To kawałek znakomitego kina, nie tylko świetne obsadzony (Łomnicki!), ale i sfilmowany, wydobywający te dramatyczne momenty z prozy Sienkiewicza, trochę je może miejscami dramatyzujący (grą świateł czy sposobami ujęcia), ale i oddający dobrze tę przygodową dynamikę losów Kmicica. Poza tym jestem wielką fanką Wajdowskiego „Wesela”, które moim zdaniem doskonale uchwyciło charakter dramatu Wyspiańskiego (i ten Łapicki jako Poeta!), a poza tym bardzo lubię, kiedy aktorzy naturalnie podają frazę, a nie deklamują – i tutaj to jest. Dorzucę też nieco kiczowate, ale urokliwe „Kytice” Brabca, czyli ekranizację niektórych ballad ze zbiorów Erbena. Moją ulubioną historią jest ta o martwym narzeczonym nawiedzającym czekającą dziewczynę: trochę kampowa, trochę na serio, niby horror, niby moralitet. Świetna rzecz.

8. Najgorsza adaptacja klasyki?


Szkoda mi ujednoznacznienia zakończenia w „Przedwiośniu” Filpa Bajona (ale ten film ma taką piękną muzykę i kilka niezłych pomysłów obsadowych, że wiecie, nie sposób się na niego tak do końca gniewać). Ogromnie mnie rozczarowała Burtonowska „Alicja w Krainie Czarów”: mało czarów, za to dużo animacji komputerowej i duch opowieści z takiego mocno quirky gdzieś się zapodział. Chyba nie do końca reżyser miał pomysł, jak to ugryźć.

9. Seria wydawnicza, które chciałbyś mieć w swojej kolekcji?


Przepiękna seria Penguina z cudownymi okładkami! To znaczy może nawet niekoniecznie chciałabym ją mieć – ale żeby coś podobnego pojawiło się u nas, wcale bym nie płakała. Póki co mamy w domostwie jeden egzemplarz – ślicznie wydane „Howards End”, którego sama jeszcze nie czytałam, ale mój Domownik, który sprawił nam ten właśnie egzemplarz, gorąco zachwala. Bardzo też sobie chwalę edycję dzieł zebranych Stanisława Lema z Wydawnictwa Literackiego, z której korzystam przy Lemacie. Bo papier ładny, bo druk odpowiednio duży, ale nie za duży, ciekawe zazwyczaj posłowia Jastrzębskiego, a i każde wydanie autor przeglądał i wprowadzał jakieś małe korekty. Co prawda okładki nie grzeszą urodą, ale sama seria – ach, gdyby każdy pisarz tego formatu doczekał się takiej świetnej edycji! Wiem natomiast, jakiej serii klasyków nie cierpię: wszelkiego rodzaju bibliotek danego wieku, wydawanych przez Agorę. Mam trzy tomy z wieku XX, nabyte pod wpływem nie wiem sama czego, ale mają tak minimalne marginesy i mikry druk, że w ogóle nie zachęcają mnie do czytania.

10. Mało znana klasyka, którą chciałabyś każdemu polecić?

Postanowiłam tym razem dać sobie spokój z polecaniem czeskich klasyków – żeby nie pisać w kółko o tym samym. Ani nawet nie polecę Wam „Nad Niemnem”. Także może powiem tak: czytajcie „Niecierpliwych” Nałkowskiej. Wiem, że o nich też od czasu do czasu napomykam, ale kurczę, jak to jest świetnie napisane: skondensowana, niby cicha, a wrząca pod powierzchnią historia upadku pewnej rodziny. O przeznaczeniu, o wyborach, no i o miłości też – znakomita rzecz, a przeszła w swoim czasie bez echa; a i teraz zbyt głośno o niej nie jest.

Rzecz jasna, jeśli macie ochotę, to kradnijcie pytania i odpowiadajcie sami! Nie nominuję nikogo, żeby nie snuć łańcuszków, ale sami widzicie, że pytania ciekawe, więc jakże miałam się oprzeć? ____________________

A jutro będzie taka notka bardziej do oglądania, bo uświadomiłam sobie, że takie cyklicznie polecam w karnawale, a sama nigdy takiej nie zrobiłam. No to zrobiłam. Jutro będzie.

Weź dokładkę!

12 komentarze

  1. "Buszujący w zbożu" był dla mnie chyba największym zawodem książkowym, bo czytałam go w takim wieku, że wydawało mi się, że będę się zupełnie zgadzać z głównym bohaterem, a tymczasem wydawał mi się on nieodpowiedzialny i tak dalej ;) Rewelacyjny tag, chyba też go podkradnę :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kradnij :)! O, bardzo podobne miałyśmy w takim razie odczucia a propos "Buszującego...". Mam wrażenie, że może czytając go teraz, byłabym bardziej wyrozumiała dla bohatera -- wtedy chyba tylko przywiązanie do młodszej siostry, o którym opowiadał, robiło na mnie cieplejsze wrażenie. Przy czym, no właśnie, chyba nie do każdego czytelnika w wieku bohatera ta książka od razu trafia.

      Usuń
  2. Męczyłam się z "Dżumą" A.Camus i nie przepadam za Schulzem. Z okresów historycznych najbardziej pociąga mnie Młoda Polska. Nie jestem fanką baśni, ale pamiętam, że z przyjemnością czytałam wszystkie te z "...tysiąca i jednej nocy". Podzielam Twój wyrzut sumienia odnośnie T.Manna. O powieściach bazujących na klasyce nie słyszałam, może jakąś taką czytałam, ale nie kojarzę. Lubię ekranizację "Dziecka Rosemary" Polańskiego, za to uważam, że "Śluby panieńskie" Bajona są totalną pomyłką! Marzy mi się cała kolekcja "Królowa Polskiego Kryminału" wydawnictwa Olesiejuk , bo J.Chmielewską kocham niezmiernie. A polecę powieść "Zaklęty Dwór" W.Łozińskiego - prywatnie nazywam ją "Panem Tadeuszem prozą". Bardzo miło odpowiadało mi się na te pytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie akurat "Dżuma" uwiodła (a nastawiałam się, że może być trudno -- tymczasem wpadłam jak śliwka w kompot i czytałam pełna napięcia, co to będzie; wspominałam o "Dżumie" nawet przy okazji moich ulubionych lektur :)). Z Schulzem też mam dobre wspomnienia -- czym Cię zniechęcił? Łozińskiego nie znam, muszę poszukać, co to takiego, bo "Pan Tadeusz prozą" brzmi przeobiecująco :). Prawda, że są sympatyczne :), cieszę się!

      Usuń
    2. Pierwszy raz zetknęłam się z Schulzem w liceum i podejrzewam, że nie miałam na niego czasu, albo chciałam szybko przeczytać. Nie miałam nastroju do rozpływania się w jego świecie, który zaczął mnie wręcz irytować, i przez to pozostało mi po nim nieprzyjemne wrażenie. Muszę się za niego zabrać jeszcze raz w jakiś listopadowy wieczór :)

      Usuń
    3. Nadaje się też znakomicie na upały ;). Ale zgadzam się, może faktycznie przy szybkim czytaniu, żeby zdążyć, może irytować -- bo też i fabuła to nie jest tu sprawa na pierwszej linii, raczej przydarza się w wykreowanym świecie :).

      Usuń
  3. Moim największym utrapieniem były "Cierpienia młodego Wertera" i "Jadro ciemności".Poza tym spodziewałam się znacznie więcej po "Czarnoksiężniku z Archipelagu". Nie wszystko co nisi metkę "klasyka" jest warte przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, Werter jest faktycznie dość okropnym typem (nie ma to jak zostawić teoretycznie ukochaną kobietę z wyrzutami sumienia i obrzydzić jej kochanego mężczyznę, nieprawdaż). Ale w "Cierpieniach..." jest jedna z moich ulubionych scen w literaturze, kiedy bohaterowie czytają poezję, jest romantycznie, wzniośle i w ogóle ach, och, aż w końcu oboje wypowiadają nazwisko czytanego poety -- i chociaż to jest faktycznie kawał dobrej poezji, to dla polskiego czytelnika (bo podejrzewam, że nie tylko dla mnie) samo nazwisko w takim kontekście jest zdecydowanie nieuwznioślające. Klopstock ;).

      Usuń
  4. Okładki Penguin English Library są świetne, to w ogóle mój okładkowy ideał. Niektóre z tych książek są też wydawane luksusowo w płóciennych okładkach w podobnym stylu (m. in. Jane Austen), ale ze względu na cenę to dla mnie niedostępny przedmiot pożądania. Tak na marginesie, to "Howards End" (bez apostrofu), a skoro jesteśmy już przy Forsterze, to mogę wspomnieć o moim ekranizacyjnym rozczarowaniu. Jako nastolatka obejrzałam "Pokój z widokiem" Ivory'ego i byłam tym filmem zauroczona, przez długie lata zachowując miłe o nim wspomnienia. W zeszłym roku po przeczytaniu książki postanowiłam sobie ten film przypomnieć i... czar prysł. Film w ogóle nie oddał tego, co najbardziej mi się w książce podobało, akcenty zostały rozłożone inaczej, "ważność" postaci zmieniona, niektóre przedstawiono zbyt groteskowo itd. I ten nieszczęsny Julian Sands, którego, owszem, można od biedy uznać za aktora, dopóki się nie odezwie. W filmie co prawda występują razem Judi Dench i Maggie Smith, no i oczywiście bardzo młoda Helena Bonham Carter, ale nie zrekompensowało mi to zawodu. No i nie było fiołków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uwagę -- poprawione! Film swego czasu planował zdobyć mój Domownik, zakochany w prozie Forstera, ale okazało się, że w TV nie możemy go złapać jakoś, natomiast na DVD trudno go było wtedy dostać. Może jak przeczytam, to polowanie zacznie się znowu :). I widzę, że ta sama seria wydawnicza nam się podoba -- nie wiedziałam o tych płóciennych okładkach, ale i dla mnie cena jest zaporowa (ale może z jakiejś okazji, czy ja wiem, trafienia szóstki w lotto?:)).

      Usuń
  5. Naprawdę w „Kyticach” (kiedyś ze znajomymi bohemistkami zastanawiałyśmy się nad jakimś sensownym sposobem odmieniania tego tytułu po polsku, ale chyba w końcu nie wymyśliłyśmy) podobał Ci się najbardziej ten latający truposz? :) Klimat rzeczywiście mocny, ale dla mnie jednak ta stylistyka była już „za bardzo”, wolę te klasycznie ładne opowieści, a najbardziej mi się podobał Wodnik. Te ujęcia w wodzie – coś cudownego. No i muzyka do „Kytic” jest rewelacyjna.

    Szkoda, że jak sobie robiłam biblioteczny zapas książek Nałkowskiej na wakacje, nie wzięłam „Niecierpliwych”. Ktoś na Facebooku mi już polecał, teraz Ty... A wzięłam tylko te „Medaliony” (zaległości ze szkoły), „Romas Teresy Hennert” bo głośny no i biografię Kirchner. A poza tym mam jeszcze „Między zwierzętami” z serii Biosfera W.A.B., kupiłam kiedyś w supermarkecie za 9,90. Jak przeczytam to wszystko (i resztę bibliotecznych, bo jeszcze Danilo Kiš mi tam w ręce wpadł i Aleksis Kivi), to biorę „Niecierpliwych”.

    Ale wrócisz jeszcze do „Buszującego”? Wróć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to odmieniam z polska, co zrobić (szkoda, że nie ma tłumaczenia, byłoby z górki). I tak, uwielbiam ten epizod z żołnierzem wracającym do narzeczonej. Straszny kamp, ale równocześnie dokładnie ten klimat, który lubię w samej balladzie ("spíš má panenko nebo bdíš?" brr!). Wodnik jest faktycznie śliczny, ale jest szalenie przygnębiający (smutno mi na nim zawsze plus ta scena z pojawieniem się dziecka jest nieco dziwaczna jednak).

      Weź się przy okazji za "Niecierpliwych", bo bardzo warto! Strasznie jestem ciekawa, co o nich napiszesz :).

      O, a Kiša czytałam tylko ze dwie powieści, a mam "Cyrk rodzinny" od dawna na półce zupełnie nieruszony, a zakupiony kiedyś okazyjnie w taniej książce. A do "Buszującego..." może wrócę, wcale nie wykluczam :).

      Usuń