Pół roku minęło albo czego się nauczyłam od stycznia


Ho, ho, dzisiaj mija pół roku, odkąd piszę tutaj o książkach. Całe sześć miesięcy blogowania za mną, no to co w takim razie taka Pyza jak ja może zrobić? Oczywiście podsumować. Nie byłabym sobą, gdybym nie zatrzymała się na chwilę i nie zobaczyła, czego się przez te pół roku dowiedziałam. W żadnym przypadku nie jest to post poradniczy -- po prostu takie moje refleksje.

Postanowienia noworoczne to dobra rzecz. W sumie nigdy nie przywiązywałam do nich wagi, aż tu nagle w tym roku okazało się, że dobrze dobrane postanowienie może być bardzo motywujące. A już takie, o którym się wszystkim powie, to w ogóle. Bo jedna sprawa, że zdecydowanie lubię to sama dla siebie, że udaje mi się pisać codziennie, ale druga, że bardzo motywująco działa na mnie to, że to, co piszę jest czytane. I tak płynnie przechodzimy do punktu drugiego.


 Bardzo nieskromnie, ale kiedy takie ładne. Źródło.


Przyjemnie jest pisać teksty, kiedy ktoś czyta. Może dlatego nigdy nie prowadziłam pamiętnika, bo podświadomie lubię, jak moje słowa idą gdzieś dalej niż tylko na kartkę skierowaną jednak do mnie. Przy czym muszę się Wam przyznać, że czasami myślę, że o, to jest właśnie ta notka, której na pewno nikt nie przeczyta, a okazuje się, że wprost przeciwnie. Bo jednak nie będę ukrywała, tematy dobieram wybitnie pod siebie: piszę albo o tym, o czym chciałabym przeczytać (wiem, truizm, ale dobrze oddaje sytuację), o tym, co wymaga przemyślenia -- a myślę, jak piszę, albo o tym, co powoduje, że aż bym od razu siadła do klawiatury. Okazało się, że mogę się tym wszystkim dzielić z Wami, a z tego dzielenia wychodzi właściwie mnożenie. No właśnie.

Nie ma czegoś takiego jak skończona lista lektur. Jak zaczynałam, to tak sobie po cichutku myślałam, że teraz będę czytała systematyczniej (to prawda!) i że powolutku odchudzę moje rozliczne listy. Ale gdzie tam! Założyłam już nową tylko na polecone przez Was książki. W komentarzach strasznie często pojawiają się rzeczy, których nie znam, a brzmią doskonale, poza tym przy pisaniu bloga odkryłam mnóstwo innych blogów, które czytam, a tam też o książkach, więc też dopisuję... I tak już uzbierała się ładna pula. Czytelniczo nudzić się w ciągu jakichś dwustu lat na pewno nie będę.

Nie ma też czegoś takiego, jak skończona lista tematów. Zanim zaczęłam pisać, siadłam i spisałam sobie wszystkie pomysły na notki -- o czym też ja w ogóle mogę pisać, o czym bym chciała i tym podobne. Było tego coś koło osiemdziesiątki, co przy codziennym pisaniu na pewno nie starczyłoby na rok. Nawet się tak w pewnym momencie zmartwiłam, że zabraknie mi tematów. A tu okazuje się, że jest wprost przeciwnie! Nie dość, że jak już się zacznie myśleć w kategoriach tekstu, to w każdym szczególe rzeczywistości zaczyna się czaić inspiracja (noszenie ze sobą notesu wskazane), to i Wy podrzucacie różne pomysły. Zdarza mi się też czasem, że ktoś z rodziny powie "Pyzo, to zadanie dla ciebie!", wtedy też skrzętnie sobie notuję, o czym to by moja rodzina tak koniecznie chciała przeczytać. I wiecie co? Fajne to jest! Człowiek czuje się raz, że doceniany, a dwa, że pomysłowy -- a wtedy i samoocena rośnie.




Nie ma czegoś takiego, że tego to nie czytam. Bardzo mi się też podoba taki aspekt blogowania, o jakim nie myślałam -- że czasami wybieram książkę, do której nie mogłam się zabrać, bo raduje mnie myśl, że będę o niej mogła napisać, a potem pewnie znajdzie się ktoś, kto będzie chciał o niej porozmawiać. Faktycznie zapisywanie wrażeń z lektury dobrze wpływa na pamięć -- zapamiętuję chyba jednak więcej niż kiedy po prostu odkładałam książkę na półkę -- ale też i dobrze mi robi w momencie, kiedy normalnie uznałabym, że pal licho tę powieść. A tak czasami odkrywam coś, co przy rzuceniu książki pewnie odkryte by przeze mnie nie zostało. No i wracam ostrożnie do autorów, do których byłam zrażona (Lem!), co bardzo mi się podoba.

Nie ma czegoś takiego, jak nie ma książki. Bo okazuje się, że zawsze znajdzie się ktoś na tyle miły, że pożyczy. Bo w bibliotece nie ma albo ma być za pół roku, a tu ktoś ma i z chęcią udostępni. Coś fantastycznego! To już jest ten aspekt blogowania, którego w ogóle nie przewidziałam, zaskoczyło mnie to, ale tak bardzo radośnie. Z tym się wiąże jeszcze jedna rzecz: mogę zawsze zapytać, od czego dobrze jest zacząć przygodę z jakimś pisarzem i zawsze znajdzie się ktoś, kto doradzi, bo zna i lubi. Muszę powiedzieć, że to jest szalenie przydatne.

Dyskusje, dyskusje, dyskusje! No, przyznam się, lubię rozmawiać o książkach. I to nie jest tak, że przed założeniem bloga kompletnie nie miałam z kim, po prostu mam takie wrażenie, że nie zawsze umiem powiedzieć dokładnie to, o co mi chodzi -- przy pisaniu zwykle tego problemu nie mam, dlatego każda dyskusja, która zaczyna się w komentarzach, bardzo mnie cieszy. Przy czym bardzo też lubię ten moment, kiedy ona się tam toczy nawet beze mnie, a Wy wymieniacie się uwagami (zwłaszcza, że nawet jak się ktoś denerwuje, to kulturalnie) i przychodzę tak w trakcie, ale zawsze jeszcze da się coś dopowiedzieć. W ogóle, jak zauważyliście, zwykle staram się odpowiedzieć każdemu -- czasem do rzeczy, czasem po prostu, żeby wyrazić solidarność albo dać znać, że przeczytałam komentarz i że dziękuję. Czasem ktoś wraca i to przeczyta, czasem nie, ale staram się na tym polu nie zaniedbywać.




Gimnastyka czasowa. Tak jak pisałam, zwykle siadam do notki codziennie, ale czasami zdarza się tak, że w perspektywie jest wyjazd, najazd gości albo cały dzień kompletnie bez internetu i wtedy piszę notkę na zapas. Co jest bardzo pouczające, bo jednak trzeba się czasami nagimnastykować, żeby znaleźć odpowiednio dużo czasu. Ale sprawia mi to tyle frajdy, że uważam, że warto. I jasne, czasami mi się nie chce, myślę sobie "e, kto to przeczyta" albo "e, dzisiaj w internecie nie będzie ludzi, bo...", ale potem wracam do punktu pierwszego z tej listy i myślę sobie odwrotnie "przecież postanowiłam!". I ot, tak to jest.

Zapewne nie napisałam dokładnie wszystkiego, co chciałam, ale będzie na, czy ja wiem?, trzyczwartorocznicę pisania za trzy miesiące. Albo coś takie. Tymczasem raz jeszcze Wam wszystkim dziękuję -- ostatnio dużo dziękuję, ale co zrobić, jak się tak czuje, to się dziękuje -- i jeszcze raz wybaczcie moją tymczasową absencję komentarzową. Będę nadrabiać od soboty!

______________________

A jutro będzie taka notka, która powinna być chyba dawno temu, ale jakoś tak wyszło.

Weź dokładkę!

19 komentarze

  1. Gratuluję. Z moimi postanowieniami nie mam niestety tak imponujących rezultatów. Ale czuję się zmotywowana do poprawy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, to jest mi bardzo miło :D. Będę się starała nadal trwać w postanowieniu ;).

      Usuń
  2. Pyzo,
    z przyjemnością do Ciebie zaglądam i cieszę się, że jeszcze sporo tematów masz w zanadrzu.
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I ciągle dochodzą nowe, także raczej jeszcze czas jakiś mam o czym pisać :).

      Usuń
  3. Pyzo kochana! Stworzyłaś świetne miejsce z ciekawymi niebanalnymi tekstami. Ich siła polega właśnie na tym, że są pisane "od serca" i "pod siebie", są po prostu prawdziwe. Z przyjemnością tu zaglądam, choć właściwie nie zabieram głosu (ciągły niedoczas odgrywa tu niepoślednią rolę). Obyś mogła świętować jeszcze niejedną rocznicę obecności w blogosferze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przyjemnie to czytać :). No i mam nadzieję, że nadal będzie tu przyjemnie i że się będzie dobrze czytało i dyskutowało :).

      Usuń
  4. Piszesz ciekawie, tak niekonwencjonalnie. Gaduła z Ciebie nie z tej ziemi. I traktujesz te nasze dyskusje na serio. Ja chyba podobnie jestem w blogosferze co Ty, bo od lutego. Ale takich rozgadanych rozmówców nie mam. Może będę mieć. Nie wiem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę może i gaduła (czy raczej jakby to odnieść do pisania -- literkuła ;)?), ale to też jest faktycznie zaleta bloga: że jakoś jednak tutaj ogranicza nas w pisaniu własna fantazja, a nie wyznaczone miejsce (chyba, że jest jakiś limit na blogspocie, do którego jeszcze, tfu, tfu, nie dotarłam ;)).

      Usuń
  5. Mnie też się podoba właśnie to pisanie "pod siebie", (chociaż czasem mam wrażenie, że piszesz "pode mnie", a przecież wcale się nie znamy - to takie fajne :)), sięganie po książki starsze, mniej znane, no i najbardziej lubię Twoje wpisy o baśniach :) Podziwiam samozaparcie i mam nadzieję, że na jednym roku się nie skończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, te wpisy o baśniach sprawiają mi masę radości, bo mam taką motywację, żeby wracać do ulubionych baśni -- bo je się pamięta, ale czasami nie do końca albo wcale nie tak, jak tam jest napisane, więc warto do nich wracać. No i uzupełniam sobie księgozbiór, bo sobie myślę "hm, napisałabym na blogu o tym zbiorze, ale go nie ma nigdzie, może jest gdzieś do dostania...?" ;). A z tym znaniem i nieznaniem: tak sobie właśnie myślę, że blog to nieoczekiwanie jest świetne miejsce do poznawania ludzi. Czy to w dyskusjach, czy na ich blogach :).

      Usuń
  6. Codzienne notki? Kiedyś miałem zapał, a teraz to już tylko zachcianki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nadal się w tym postanowieniu utrzymuję ;).

      Usuń
  7. Droga Pyzo!
    Twój gawędziarski styl pisania podziwiam i życzę wytrwałości w noworocznych postanowieniach tym bardziej, że zapewniają mi one codzienną dawkę przyjemności ;)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Agata (ta od "Niemców")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się starała! :) Nawet mam coś o Kruczkowskim w planach do napisania :). Cieszę się, że miło się czyta, no i rzecz jasna również pozdrawiam! :)

      Usuń
  8. Gratuluję ! I życzę powodzenia w realizacji postanowień ! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jak się jest wspieranym to jeszcze łatwiej wytrwać ;).

      Usuń
  9. A ja dalej nie mogę wyjść z podziwu dla Ciebie za to pisanie codziennie, i to takich ogromniastych tekstów. Po prostu mi się to nie mieści w głowie. Nawet teraz, jak już nie mam studiów i praktycznie też pracy, nad jednym postem siedzę średnio dwa-trzy dni, a Ty tak sobie leciutko trzaskasz jeden za drugim! I jeszcze czytasz do tego, no i zapewne żyjesz, masz rodzinę, przyjaciół, zajęcia różne itepe. Szacun wielki!

    A z tym czytaniem notek i "e, tego pewnie nikt nie przeczyta" to jest tajemnicza sprawa. Ja na przykład mam tak, że ludzie mnie zawsze zaskakują – jak mi się wydaje, że kiepskie i nudne i nikt nie przeczyta, to czytają, a jak już jestem zadowolona i sobie myślę, że notka rarytna i ciekawa, to pies z kulawą nogą nie zajrzy :). Ale może to i lepiej, jak człowiek nie wyczuwa, co się spodoba, bo pisze po swojemu i tak jest najlepiej. Życzę Ci, Pyzuniu, żeby przez następne pół roku, i następne pół, i jeszcze następne gusta Twoich czytelników były tak samo zbieżne z Twoimi, jak do tej pory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba taki rodzaj uporu, który nie wiem, czy ma same dobre skutki ;). Od czasu do czasu wieczorem dostaję pytania w rodzaju "a masz już notkę na jutro?", także chyba najbliższe otoczenie się przyzwyczaiło na równi ze mną -- bo w sumie odkrycie, że lubię codziennie napisać dłuższy tekst jest trochę zaskakujące i dla mnie, ale dobre jako pewien trening. W końcu z pisaniem i z bieganiem jest chyba podobnie -- im dłużej i częściej się ćwiczy, tym łatwiej idzie ;).

      Tak, dokładnie tak jest -- może to jakieś uniwersalne prawo? Czasami kończę notkę i myślę "o, jaka fajna mi wyszła", a potem wrzucam ją w podsumowaniu miesiąca jako tę, którą przeczytało najmniej osób w tym miesiącu ;). Także znam to również z doświadczenia. Za piękne życzenia dziękuję, będę dokładała sił i literek :).

      Usuń