Jak uniknąć bycia wystraszonym albo garść rad po przeczytaniu „Opowieści starego antykwariusza” M. R. Jamesa


Jak już wspominałam, Montague Rhodes James jest dla mnie szalonym odkryciem dzięki ostatniej naszej dyskusji książkowej z Tarniną. Zachwyciłam się nim na tyle, że postanowiłam przeczytać więcej niż trzy opowiadania, na które się umawiałyśmy, a że znalazłam wydanie „Opowieści starego antykwariusza” wydane w serii „Stanisław Lem poleca” – to sami rozumiecie, że nie mogłam się już oprzeć.

Zanim zacznę się z Wami dzielić mądrościami, jakie stały się moim udziałem po lekturze „Opowieści...” może jeszcze dwa słowa o tej tajemniczej serii wydawniczej, która tak pięknie połączyła mi Pikniki z Lematem. Nie była ona zbyt żywotna, bo wyszły w niej zaledwie cztery tomiki, w tym właśnie James, bo później i Lem, i wydawnictwo (Literackie) weszli w konflikt z władzą (chodziło i o wydawane tytuły, i o tłumaczy) i serię ucięto. Straszna szkoda, że nie wznowiono jej później, bo to, co jest tu ciekawe, to nie tylko dobór powieści (oprócz „Opowieści...” także „Ubik” Dicka, „Niesamowite opowieści” Grabińskiego i „Piknik na skraju drogi” Strugackich), ale i posłowia Lema. W tym do „Opowieści...” Lem cudownie pokazuje kontrast między powściągliwością w straszeniu Jamesa i jego racjonalnymi bohaterami a przerażeniem i szaleństwem bohaterów Lovecrafta („zalecam przeciw Lovecraftowi Jamesa” pisze), pokazując jak niewiele uroku – jeśli w ogóle – straciły prozy Jamesa i że miło czasem być postraszonym po dżentelmeńsku i z przymrużeniem oka.

No, ale dobrze, nie będę Was trzymała w niepewności co do owych porad. Bo czytając Jamesa odkryłam pewne powracające stale motywy, z których można wyciągnąć naukę dotyczącą różnych aspektów bania się. Zamiast więc wrażeń z lektury wyłożonych wprost postanowiłam ubrać je w taką właśnie formę. A że kontynuuję znajomość z opowiadaniami Jamesa dzięki Projectowi Gutenberg, to na pewno jeszcze szansa do bardziej konwencjonalnej opowieści się znajdzie. 
W takich to okolicznościach przyrody James straszy swoich bohaterów. No, mniej więcej w takich. No, czasem nieco innych. Horatio McCulloch "Loch Lomond" (1861).

(1) Nie strasz dzieci
James bardzo wyraźnie zaznacza, że nie powinno się straszyć najmłodszych. To niepedagogiczne i niemoralne. Jako że sam często najmłodszych zapewne swoimi opowieściami straszył, nabierają te mądrości nieco dwuznacznego charakteru, ale zarówno w „Przyjdę na twoje wezwanie, mój chłopcze” (o którym dyskutowałyśmy z Tarniną tutaj jako o „Zagwiżdż, a przyjdę do ciebie, mój chłopcze”), jak i w „Szkolnym opowiadaniu”, gdzie dwóch szkolnych przyjaciół wspomina tajemnicę swojego nauczyciela, wątek tego, że straszenie może wywołać u dzieci wielkie szkody psychiczne, jest obecny. Fakt, że dzieci czasami lubią się trochę pobać, nie ma tu zdaniem bohaterów Jamesa nic do rzeczy.

(2) Trzymaj się z daleka od katolików
Jeśli ktoś jest zamieszany w sprawy sił pozaziemskich, to z pewnością jest katolikiem. Monstra w opowiadaniach Jamesa kręcą się wokół katedr (które kiedyś siłą rzeczy były katolickie, nawet jeśli jest już po reformacji czy to w Anglii, czy na kontynencie), jak w „Stallach w katedrze w Barchester”, albo wokół zamieszanych w różne przedreformacyjne akcje ludzi (jak przerażający hrabia Magnus z opowiadania pod tym tytułem, który z krucjaty przywiózł sobie okropnego stwora), albo są wręcz przywoływane przez katolików (jak dziwny stwór pilnujący skarbu w zrujnowanym niemieckim opactwie w „Skarbie opata Tomasza”). James ponadto lubi czynić swoimi bohaterami księży, zwykle anglikańskich, którzy wdeptują w sam środek czegoś strasznego i ani się spostrzegą, jak muszą na gwałtu rety próbować się wyplątać z niesamowitej karuzeli wydarzeń – i nie zawsze się im to udaje.

(3) Na największe niebezpieczeństwo narażeni są naukowcy
Niezależnie, czy pracuje się w bibliotece (jak w „Traktacie Middoth”), czy jest historykiem sztuki (jak w „Mezzotincie”), badaczem starożytności (jak w „Rękopisie kanonika Alberyka”), a nawet recenzentem książek naukowych („Magiczne runy”), czy po prostu ma się zamiar napisać przewodnik z wątkami naukowymi („Hrabia Magnus”), istnieje wielkie prawdopodobieństwo trafienia na coś, co człowieka nastraszy. Czasami bohaterowie ograniczają się do mdlenia, noszenia na szyi tajemniczego srebrnego krzyża albo szukania wsparcia u kolegów-naukowców. Ale czasami nie udaje im się łatwo wykaraskać i nie kończy się to wszystko za dobrze. Okazuje się, że u Jamesa naukowiec to zawód wysokiego ryzyka. I to z innych powodów, niż się zwykle sądzi.

(4) Uważaj na stare rzeczy
Co się trochę wiąże z tym, co napisałam wyżej. Ale bohaterowie Jamesa mają zwykle predylekcje do szukania przedmiotów starych i rzadkich, tyle że zanim się zdążą ucieszyć, że oto odkryli coś fajnego, okazuje się, że w tym czymś czyha zło i trzeba się obejść smakiem, żeby ujść z życiem. Nie zaleca się zatem przeszukiwania ruin w poszukiwaniu zabytków („Skarb opata Tomasza”), kupowania za bezcen średniowiecznych foliałów („Rękopis...”) i przyjmowania od znajomego z domu aukcyjnego grafik z dworem angielskim pogrążonym w nocy („Mezzotinta”). Bo zwykle podczepione są pod to ryzykowne elementy, coś jak drobny druk w dość korzystnie wyglądającej umowie. 
Edwin Henry Boddington "Angielski krajobraz o zachodzie słońca" (bez daty, ale XIX wiek).
(5) Nie odwracaj się tyłem do drzwi
Serio, straszydła z opowiadań Jamesa lubią pokazywać często tylko rękę, oczywiście wyglądającą strasznie (i zwykle, co ciekawe, owłosioną), a robią to, kiedy delikwent nieopatrznie odwróci się tyłem do drzwi. Dobrze jest mieć wtedy pod, nomen omen, ręką kolegę, który nas odciągnie („Numer 13”) albo wpadnie do pokoju, żeby wyrwać nas z objęć potwora („Przyjdę...” -- tu co prawda bohater stał przodem do drzwi, ale tyłem do okna). Jednak pojedynkowanie się twarzą w twarz działa u Jamesa także w przypadku sił nieczystych.

(6) Poważaj lokalne zwyczaje
Chociaż bohaterowie Jamesa to ludzie często na wskroś racjonalni, nie zaleca się im wyśmiewania ludowych mądrości, kończą wtedy bowiem co prawda zweryfikowawszy swoje naukowe hipotezy, ale nie zawsze w jednym kawałku. Toteż powinni wierzyć na słowo, kiedy w okolicy krąży historia, by nie wyciągać starego pala z ziemi („Ogród różany”), nie wchodzić do odziedziczonego labiryntu, skoro ma dobrą bramę z dużą kłódką („Pan Humphreys i jego spadek”), nie gwizdać templariuszowskim gwizdkiem („Przyjdę...”) ani nie chcieć się przekonać, czy w dziwnych wioskowych historiach o przodku właściciela dworu jest ziarno historycznej prawdy (to zwłaszcza – jak pokazuje „Hrabia Magnus”). Zresztą także lokalnych mieszkańców srogo się napomina, jeśli stwierdzą, że tradycja to coś, co można przekroczyć w dowolnym momencie (tak obrywa się kapeli z „Zgrody Martina”).

(7) Jeśli wydaje ci się, że coś słyszysz, nie sprawdzaj co to, uciekaj
To jest generalnie porada dla wszystkich bohaterów Jamesa. Dodatkowo można by dorzucić jeszcze „nie staraj się sobie wytłumaczyć, co to tak zachrobotało/szczęknęło/spadło”. Mimo to bohaterowie z zapałem próbują sobie po dżentelmeńsku wytłumaczyć, że to na pewno pokojówka/księżyc/coś zjedzonego przed snem. A wszyscy wiemy, co się z takim bohaterem potem dzieje – bo wątek ten ma długą i nie zawsze chlubną tradycję u bohaterów opowiadań (i nie tylko) grozy w ogóle.

(8) Zawsze zamykaj drzwi na klucz
Bohaterowie opowiadań z „Opowieści starego antykwariusza” pokładają duże nadzieje w tym, że zamknięcie się na klucz pozwoli im na odgrodzenie się od prześladujących ich mocy. Jeśli wygrzebało się skądś coś niedobrego, zagradzają się w swoich sypialniach i czekają na pomoc i odczynienie nieopatrznie popełnionego błędu („Skarb...”). Ale nie jest wcale tak, że to stuprocentowa porada, bo jak opowiadają sobie koledzy z „Szkolnego opowiadania”, czasami można się na ten klucz zamknąć z tym, od kogo chciało by się odgrodzić i wtedy, jak to się mówi -- słabo.

(9) Dobrze jest zaprosić na noc kuzyna
Wiem, brzmi to co najmniej dwuznacznie. Ale okazuje się, że we dwójkę znacznie łatwiej jest sobie poradzić z kłopotami, jakie spotykają bohaterów, także dobrze, kiedy we dworze/na plebanii/w Niemczech pojawi się ktoś nam bliski – a jeśli pod ręką nie ma żadnego wikarego, to można zaprosić kuzyna. Kuzyn jest widocznie niezłym remedium na moce nieczyste, ujdzie też kolega (może być z pracy) albo od biedy bliższe rodzeństwo. W momencie jednak, kiedy wszyscy inni zawodzą (bo jadą na przykład wypoczywać gdzieś poza domem albo mają pilne interesy), kuzyn nie zawodzi, kuzyn zawsze jest jakoś pod ręką.

I to chyba tyle. Katalog zapewne się poszerzy, kiedy skończę kolejny tomik. W każdym razie bohaterowie Jamesa często dostają od autora szansę, żeby uniknąć kiepskiego zakończenia, ale fakt faktem, że muszą się w tym celu nieco postarać.

A ponieważ Jamesa się bałam i trochę mnie, przyznaję, postraszył, to podstawiam go sobie pod kategorię „książki, która mnie przeraża”. No, a w każdym razie „trochę straszy”. 
A gdybyście byli ciekawi i chcieli porównać z tym, co można znaleźć w Gutenbergu, to w „Opowieściach starego antykwariusza” z wydania z 1976 jest 13 opowiadań: „Mezzotinta”, „Rękopis kanonika Alberyka”, „Stalle w katedrze w Barchester”, „Traktat Middoth”, „Magiczne runy”, „Skarb opata Tomasza”, „Hrabia Magnus”, „Szkolne opowiadanie”, „Ogród różany”, „Przyjdę na twoje wezwanie, mój chłopcze”, „Numer 13”, „Zagroda Martina” i „Pan Humphreys i jego spadek

____________________________

Gdybyście mieli ochotę podyskutować z nami we wrześniu w ramach "Pikników z klasyką" zamierzamy czytać "Zbrodnię Sylwestra Bonnard" Anatole'a France'a, poszerzając tym samym swoją wiedzę o literaturze francuskiej. Niezmiennie zapraszamy!

Weź dokładkę!

2 komentarze

  1. Gdybym wiedziała, że tak się wciągniesz, też przeczytałabym więcej, bo dysponuję zbiorkiem zawierającym wszystkie opowiadania Jamesa. Możemy się kiedyś umówić na suplement pikniku i podyskutować jak już będziemy po lekturze wszystkich. Ciekawa jestem, jak te opowiadania wypadają w tłumaczeniu, bo nieskromnie powiem, że z wszystkich wersji tytułu "Oh, Whistle...", których używałyśmy, najbardziej podoba mi się moja własna ;), a najmniej ta z lemowskiego zbiorku - no bo jak to usunąć gwizdanie, które jest kluczowe w opowiadaniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuchaj, koniecznie! Mnie James bardzo podpasował, kończę teraz właśnie z Gutenberga ten zbiorek "Thin Ghost and Other Stories" i potem zabieram się za kolejne (to znaczy oczywiście w trakcie czytania Lema, się wie :)). Jeśli chodzi o tłumaczenie, to w "Opowieściach starego antykwariusza" jest kilka takich miejsc, gdzie miałam problem z pojęciem, czemu nagle zmienia się narracja -- to znaczy tak jakby tłumacz się nieco zamotał. W każdym razie te opowiadania w oryginale zyskują, zwłaszcza te, gdzie James długie pasaże dialogów pisze naśladując miejscowy akcent czy wymowę.

      I tak, tłumaczenie tytuły "Oh, Whistle..." jest w zbiorku strasznie rozczarowujące, niestety :). Widać templariuszowski gwizdek nie zrobił na tłumaczu wrażenia ;).

      Usuń