W którą stronę? Albo 6 literatur, z którymi zamierzam się zapoznać

 
Podczas czytania „Mojej babci z Rosji...” przyszło mi na myśl, że właściwie bardzo słabo orientuję się w realiach, o których mowa. I wtedy też nawiedziła mnie myśl, żeby przyjrzeć się literaturze nie pod kątem tematu czy gatunku, ale języka, w którym została napisana. A konkretniej: niedosyt jakich językowych literatur odczuwam?


No właśnie, jeszcze chyba chwila wyjaśnienia: językowych, a nie narodowych, bo czasami te dwie kwestie zupełnie się ze sobą nie pokrywają (Singer!) albo są dużo bardziej skomplikowane niż to się wydaje na pierwszy rzut oka (Kafka!). Dlatego raczej w ten sposób próbuję sobie porządkować dzieła literackie. Jasne, kontekst miejsca jest ważny (inna jest literatura angielska, a inna amerykańska, choć obie pisane przecież mniej-więcej tym samym językiem – wiem, przykład toporny, ale w sumie dobrze pokazuje, o co mi chodzi), niemniej czasami potrafi zaciemnić sprawę. Na marginesie: od jakiegoś czasu zbieram materiały do wpisu o polskiej literaturze pisanej nie po polsku, bo to jest sprawa szalenie frapująca, a jakoś mam wrażenie przegapiana.

Ale do rzeczy – jakie literatury chciałabym zgłębić bardziej niż mi się to do tej pory udawało?

literatura słowacka: cóż, może to być dla Was pewnym zaskoczeniem, ale straszna ze mnie noga z literatury słowackiej (w sumie nic do końca dziwnego, bo to jest zupełnie, ale to zupełnie inna niż czeska literatura). Nie, że niczego nie znam – takie podstawowe nazwiska jak Tatarka czy Johanides nie są mi nie znane, czytywałam opowiadania, znam nawet trochę klasyki, ale cały czas to są raczej strzępki łapane przy jakiejś okazji, nic systematycznego. I tak sobie czasem myślę, że warto by było wyznaczyć sobie tutaj jakieś cele (z wyznaczonymi łatwiej mi się czyta, jak już zapewne zauważyliście). Na początek zaopatrzyłam się we względną nowinkę, czyli książkę Pavla Rankova, bardzo u nas ostatnimi czasy popularnego, ale chyba pogrzebię w listach lektur – to zawsze daje niezłą orientację. A poza tym jednak przy względnie dobrej znajomości literatury czeskiej dobrze by się było dowiedzieć, co piszczy za miedzą. 
 
 
John Lavery, "Miss Auras".

literatura hebrajska: to właśnie na fali „Mojej babci...”. Jak wspominałam, mam już „Rosyjski romans” tegoż autora, poluję od jakiegoś czasu wespół z Domownikiem na pierwszy kryminał Drora A. Mishaniego, a znajomi ostatnio przywieźli nam książkę non-fiction o Izraelu w ogóle, ale to są płotki. Bo uświadomiłam sobie, że do jakiejś takiej w miarę zrównoważonej wiedzy na temat literatury hebrajskiej mi daleko. Więc nic dziwnego, że po lekturze „Mojej babci...” nie odrywałam się od komputera, żeby wszystko doczytać i posprawdzać (nadal uważam, że wydawnictwo mogłoby dać nam chociaż posłowie). A wydaje się, że to cała fascynująca literacka wyprawa!

literatura jidysz: a to i przy powyższej okazji, i przy planowanym czytaniu Singera, i tego wpisu o nie pisanej po polsku literaturze polskiej. Zwłaszcza, że to są tematy, w stronę których zerkam z miłą chęcią, systematyczna lektura mi się przyda, a przy okazji można powyciągać ciekawe, a mało czytane książki. A przynajmniej mnie się wydaje, że mało czytane. Szolem Alejchem jest dostępny przez Wolne Lektury, więc w kwestii organizacyjnej nic trudnego, by od tego zacząć, poza tym od dawna chodzi mi po głowie lektura Szymona Anskiego i Icchok Pereca. Bo wiecie, kojarzenie nazwiska „Perec” tylko z Georgem to trochę wydaje mi się jednak zawężające.

literatura estońska: wspominałam Wam kiedyś, przy okazji literatury czeskiej, o powieściach Vladimíra Macury. Otóż Macura był też tłumaczem z estońskiego i tak przeklikując się przez różne strony dawno temu naczytałam się streszczeń i blurbów przeróżnych estońskich powieści. Mój błąd polegał na tym, że nie zapisałam sobie tytułów, ale zasadniczo nic straconego, wszystko przede mną. Bo literaturę estońską znam tylko z baśni, a tu i „Gdy zniknęły gołębie” czeka, i zapewne cała masa książek, o których jeszcze nie mam pojęcia.

literatura holenderska: Domownik mój swego czasu bardzo mi polecał „Ojca i ojca”, ale jakoś się wtedy nie skusiłam i chodzi teraz ta książka za mną coraz intensywniej. W dodatku jeśli chodzi o literaturę holenderską – czy pisaną po niderlandzku, czy nie – mam wrażenie, że nie czytałam niczego (Huizingi nie liczę, bo to jednak nie powieści) i nie umiem wskazać jasnego powodu, czemu. Trzeba by zatem zakasać rękawy i poszukać czegoś zacnego na zaś!

literatura japońska: no bo jasne, jest Murakami, czytuję mangi, a o klasykach w rodzaju „Księcia Monogotari” wiem. W czasach podstawówki usiłowałam przeczytać „Kobietę z wydm” Abe Kobo, jedyną japońską powieść w mojej bibliotece, ale byłam chyba zdecydowanie za młoda. Celuję w dwudziesty wiek, zwłaszcza w literaturę powojenną, bo to są realia, które mnie najbardziej interesują (a jakby mi się udało znaleźć coś w realiach „Makowego wzgórza” Miyazakiego juniora, to ho-ho!).

Takie mam mniej więcej motywacje i kierunki poszukiwań. Chyba nie muszę się specjalnie martwić, co też będę robiła, jak przeczytam Lema (zwłaszcza, że chodzi mi po głowie kolejny pisarz do czytania „po kolei”, ale jeszcze zobaczymy). Gdybyście chcieli mi polecić coś z tych literatur – nie dajcie się prosić!

_________________________

A jutro będzie o pewnym wymiarze rzeczywistości bardzo z czytaniem związanym. Ba, wręcz nieodzownym do samego czytania.

Weź dokładkę!

54 komentarze

  1. Jeśli chodzi o literaturę z Izraela, to szczerze polecam Eshkola Nevo, ponoć najbardziej obiecującego pisarza izraelskiego młodego pokolenia i jego "Do następnych mistrzostw" ;) Bo jednak Izrael to kojarzy nam się a) z Holokaustem b) z Biblią c) z wojną, a Nevo pokazuje zupełnie inną drogę. No i ta piłka nożna w tle, która pokrzepi każdego Polaka z krwawiącym po meczach sercem, że są kibice, którzy mają gorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Nie trafiłam dotąd na tę książkę, a zapowiada się interesująco (doczytałam co nieco i mam taką wizję trochę a la powieści Nicka Hornby'ego, ale nie wiem, czy słusznie). Już tworzę sobie osobną listę, żeby rozwijać moją wiedzę na temat rzeczonych literatur :)!

      Usuń
    2. Nick Hornby - niekoniecznie, zwłaszcza jeśli myślisz o czymś w rodzaju "Futbolowej gorączki". Tu raczej ta piłka nożna jest takim elementem spajającym historie bohaterów, ale nie jest aż tak ważna. Sam styl pisania też zupełnie inny. No i dużo więcej wzruszeń zaliczyłam przy tej książce niż przy Hornbym ;)

      Usuń
    3. Chodziło mi raczej o taką melancholijną prozę o dojrzewaniu mężczyzny z różnymi elementami "męskiego" sztafażu w tle ;). Bo same prozy Hornby'ego mnie właśnie jakoś do końca nie ruszają (wymęczyłam się okropnie na "Wierności w stereo"), mam wrażenie, że przez styl pisania i sposób prowadzenia narracji -- także to było raczej daaaleeeki tematyczne skojarzenie ;).

      Usuń
  2. "Książę Monogatari"- pewnie Genij Monogatari czyli "Historia o Księciu Promienistym". Monogatari to historia właśnie.
    I nie czytaj tego. Pamiętasz te historie, pisane przez dziewczynkę z zacięciem literackim, które odczytywała na długiej przerwie? No to właśnie coś a tym stylu- tylko o wiele bardziej kwieciste i z gloryfikowanym gwałtem.
    Jeśli szukasz czegoś XX wiecznego to polecam przyjrzeć się nazwisku Jun'ichirō Tanizaki- pisarz aktywny od początku wieku do lat '60, sporo z jego prac przetłumaczono.

    Jeśli chodzi o czytanie książek z mniej znanych kierunków dobrym tropem są plotki o nominacjach do Nobla- duża szansa, że będzie co najmniej w angielskim tłumaczeniu. Bo nie ukrywajmy- głównym problemem jest tu dostępność.

    I taka luźna myśl- ilekroć ktoś oburza się, że świat nie zna polskiej kultury pytam się ile książek naszych sąsiadów przeczytał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie to, dziękuję za informację (czyli właściwe imię księcia to Genji?). Kiedyś w sumie miałam ambicje, żeby to przeczytać, teraz raczej wspomniałam o tym kurtuazyjnie, że słyszałam, ale nie wiem właściwie, czy to czytać. Za to za Tanizakim się już rozejrzałam po Twojej radzie, "Niektórzy wolą pokrzywy" wybrałam sobie po opisie (czytałaś może? Dobry wybór?).

      To, o czym piszesz -- czyli oburzanie się na nieznajomość polskiej literatury -- też mnie zawsze dziwi. Bo jednak polska literatura jest nawet nieźle obecna po różnych kanonach przez wzgląd na kilku noblistów, przekłady czy dość obracających się w międzynarodowym towarzystwie pisarzy. Są literatury dużo bardziej "pokrzywdzone przez los". Nie wspominając już o tym, że z tym transferem literackim z sąsiadami to faktycznie bywa krucho :).

      Usuń
    2. Tak, to bardzo dobra książka:) Z jednej strony tradycja, z drugiej przełom gospodarczy w Japonii.

      Czy polska literatura jest obecna... jesteśmy niszą w niszy. W dodatku tłumaczy jest garstka, a naprawdę dobrych- jeden czy dwóch. Nie mamy pieniędzy na filmy jak Rosjanie czy czeskiego humoru. W dodatku tłumaczenie książkowego Wiedźmina zrobione wybitnie na odwal się chyba pogrzebało szansę na wygrzebanie nam większej dziury.

      Usuń
    3. No, ale jednak trafiło na listę bestsellerów, myślę, że gra zrobiła tu chyba więcej niż samo tłumaczenie (swoją drogą porównywałam kiedyś angielskie i czeskie z oryginałem -- i serio, to co się działo w czeskim to było coś niesamowitego: zdania co trudniejsze zostały wycięte, dla przykładu). Przy czym to, co napisałam, to takie moje dumanie -- łatwiej się jednak natknąć gdzieś na polską książkę niż na przykład, no właśnie, słowacką. A profil literatury, teoretycznie, podobny ;).

      Usuń
  3. To jest coś takiego jak literatura estońska? Mam pytanie. Czy czytałaś coś z literatury litewskiej? Bo szukam zakończenia wybrakowanej książki 'Aberon'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że jest! Musi być i jest ;). Z litewskiej znam tylko Venclovę, więc nie pomogę, niestety.

      Usuń
  4. Nie wiem, czy się nie wygłupiam jesli chodzi o lit hebrajską, bo to w końcu bardzo znana książka jest: "Opowieść o miłości i mroku" Amosa Oza. Kocham strasznie, a że wczoraj mi się do tagu załapała to znów nabrałam ochoty i teraz krążę koło półki z wyrzutami sumienia (bo już tyle razy, a kolejka nieznanych coraz dłuższa).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, nie da się wygłupić :). Mam Oza na uwadze, bo w ogóle go jeszcze nie czytałam, a kilka osób mi go gorąco polecało. "Opowieści..." odnotowywuję, poszukam (a na ukochane książki zawsze dobrze mieć czas, wyrzuty sumienia nam nie pomogą, a ulubiona książka -- jak najbardziej; kolejka zaczeka, w końcu miłość :)).

      Usuń
  5. Jestem bardzo ciekawa jakie perełki z literatury japońskiej wyciągniesz na światło dzienne. Fascynuje mnie ten kraj, ale ostatnio jakby o nim trochę zapomniałam. Mam nadzieję, że coś u ciebie podpatrzę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa :). Na pewno będzie to widać na blogu, także jak się da, to podpatruj ;).

      Usuń
  6. Kiedyś czytałam "Samuraja" Shusaku Endo - powieść bazującą na prawdziwej historii poselstwa pewnego samuraja w XVII wieku wysłanego do Hiszpani i na dwór papieski. W międzyczasie w Japonii do władzy dochodzą zwolennicy izolacji wysp i przeciwnicy chrześcijaństwa (a główny bohater w celach dyplomatycznych dał się ochrzcić). Najciekawsze w książce jest ukazanie problemu chrześcijaństwa w buddyjskim świecie. Czytałam to dobrych parę lat temu, ale pamietam, że mi się podobało. Czytałam też dwie książki Kenzaburo Oe - "Sprawa osobista" i "Zerwać pąki, zabić dzieci". Ale nie za wiele z nich pamiętam, więc chyba średnio mi się podobały ;)
    Mam niecny plan pochłonąć antologie literatury japońskiej, które mam w domu ("Tydzień świętego mozołu" i "Dziesięć tysięcy liści"). Antologie to chyba najlepszy sposób na wprowadzenie się w literaturę danego kraju, tak coby się zorientować w temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi ciekawie (a ja jeszcze "Shoguna" nie znam, tak mi się na marginesie skojarzyło), rozejrzę się na pewno, dziękuję :)! Oe mam na liście moich noblistów do przeczytania, ale opisy książek mnie troszeczkę odstraszają (co nie znaczy, że go nie spróbuję przeczytać, oczywiście).

      Z antologiami mam kłopot, bo zwykle albo się przeciągam przez to, co mi nie za bardzo podchodzi, albo szybko kończy się to, co mi się podoba ;). Ale nie wiedziałam w ogóle, że są te akurat antologie (no dobrze, jeśli chodzi o antologie, to chyba tylko w czeskich się orientuję ;)), będę musiała zobaczyć, co w nich jest, koniecznie :).

      Usuń
  7. Zaledwie wczoraj uświadomiłam sobie, jak kuleje u mnie znajomość literatury rosyjskiej! "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa oraz "Lolita" i "Obrona Łużyna" Nabokowa to tyle co nic. Postanowiłam to nadrobić przy najbliższej wizycie w bibliotece. Dostojewski (tak, nawet "Zbrodni i kary" w liceum nie przeczytałam, nie wiem nadal dlaczego!), Tołstoj ("Anna Karenina" zawsze przeraża mnie swoją objętością, dlatego wiąż nie przeczytałam), Gogol, Puszkin czy Sołżenicyn są moimi aktualnymi celami. A w przyszłości mam zamiar ugryźć skandynawskie kryminały!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zbrodnia i kara" to chyba jedyna lektura, którą przeczytała moja CAŁA klasa w liceum w ciągu trzech lat. A jak aktywność na polskim podskoczyła, ho ho! - i jeszcze wyżej :)

      Usuń
    2. @Elżbieta, tak, "Zbrodnia i kara" to jest chyba właśnie taka lektura, która wciąga ;). @Agnieszka, dobra lektura przed Tobą :) i to nie jedna! Nie będę zniechęcać, ale dodam, że ja z tych, co to nie chwalą "Anny Kareniny" i to nie przez objętość, a przez to, jak poprowadzona jest akcja.

      Usuń
  8. Genjiego tylko w wersji uwspółcześnionej i z dobrym komentarzem, inaczej człowiek nie do końca rozumie co się dzieje (postać A patrzy na rękaw postaci B i doznaje afrontu bo A ma kolorystycznie niedobrane warstwy kimona), albo mu kontekst kulturowy całkiem ucieka (to w ogóle nie przypomina znanej nam Japonii). Polecam książkę Lizy Dalby o Autorce Genjiego, Murasaki Shikibu.

    Czyżby czekała nas Pyza na światowych dróżkach jesienią :)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jeszcze, czy jesienią (chcę skończyć, co zaczęłam, ale lubię planować sobie książki na zaś :)), pewnie prędzej zimą, ale... mogę podebrać tę nazwę? Cudnie brzmi i mniej onieśmiela przy porywaniu się na wielkie powieści z danej literatury, no i swojska taka :).

      Usuń
    2. Bardzo proszę, będę zaszczycona :).

      Usuń
  9. Z literatury jidysz polecam zapoznać się z "Dziejami Tewji Mleczarza", czyli po prostu Skrzypkiem na dachu :) Poza tym polecam taką książkę, którą swego czasu wydało słowo obraz terytoria, czyli "Warszawska awangarda jidysz". Dla kogoś, kto zna jidysz jak ja to fajna rzecz, bo, o ile nic nie pogmatwałam jest to wydanie dwujęzyczne, czyli i w oryginale i po polsku i to jest bardzo dobry wgląd w poezję. Jeśli chodzi o literaturę japońską to nie będę wypisywać klasyków, ale polecę współcześnie, czyli Banana Yoshimoto. Przyjemne są to książki i tak się je czyta właśnie - przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, dzięki, rozejrzę się za tą "Warszawską awangardą..." (mam w domu tylko tomik poezji jidysz z międzywojnia, ale to na pewno nie ten, bo wydawnictwo inne). Yoshimoto -- zapisana ("Kuchnię" na pewno muszę znaleźć, zobaczymy, czy taka dobra, jak piszą ;)).

      Usuń
  10. Jest w sumie takie wyzwanie blogerskie (wśród blogów książkowych) aby czytać powieści w danym miesiącu z danego kraju. Jak dobrze poszukać, można znaleźć- a i od razu wiadomo, co w naszym rodzimym kraju wydano.
    "Miłość na marginesie"Ogawy (chyba tak się pisze jej nazwisko) jest cudna - świetne operowanie słowem, by opisać dźwięk lub ciszę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ciekawe, pewnie się rozejrzę, chociaż zwykle sprawdzam po prostu na portalach książkowych, doprawionych wikipedią, żeby złapać orientację, z czego wybierać, a potem rzucam się na biblioteki ;). "Miłość..." zapisałam, powieści o babraniu się w pamięci cenię wysoko, więc z radością przeczytam, dzięki za polecenie :)!

      Usuń
  11. Już kilka razy w tym miesiącu powstrzymywałam się przed zakupem książek; nawet mając je już w koszyku i podliczając koszty przesyłki i teraz nie wiem czy jednak się nie złamię, bo: jeśli mówimy o literaturze japońskiej, to bardzo bardzo chcę przeczytać "The Twelve Kingdoms" Fuyumi Ono. W oryginale jest tego 8 tomów. Co cieszy - jest wydanie angielskie i teraz się na nie czaję i czaję i kusi mnie to okrutnie teraz, chociaż narzuciłam sobie na jakiś czas ograniczenia z wydawaniem pieniędzy na "zbędne wydatki". Ale jak tu traktować taki kąsek jako "zbędny wydatek"? Teoretycznie można przeczekać ten okres i nadrobić za jakiś czas. Walka wewnętrzna trwa ;) Tym bardziej, że anime na bazie powieści mnie zauroczyło i skończyło się w takim momencie, że chce się udusić twórców. Bo jak tak można nie skończyć tak wciągającej opowieści, no jak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze w temacie Japonii, chociaż autorka stamtąd nie pochodzi, to spore wrażenie wywarło na mnie kiedyś "Z pokorą i uniżeniem" Amelie Nothomb.

      Usuń
    2. O nie, osiem tomów? No nic, zobaczę, czy zdobędę, a jak zdobędę -- to jak mi pójdzie z pierwszym (na szczęście wyleczyłam się z takiego doczytywania cykli na siłę, kiedy mi się nie podobają, bo skoro zaczęłam i tak dalej -- teraz czytając pierwszy tom czegokolwiek, czuję się nieco bezpieczniej ;)). O, a Nothomb zakupiłam kiedyś i przeczytałam "Rtęć". Nie, żeby mnie porwała, ale warsztat sprawny, chociaż do samej historii miałam kilka uwag. Będę w razie czego pamiętać o "Z pokorą...", dziękuję :).

      Usuń
  12. Z literatura hebrajska nie powinnas miec problemów. W Polsce wydaje sie jej stosunkowo duzo: Amoz Oz, wspomniany juz Eshkol Nevo, Keret, Mishani. U mnie przetlumaczono nowa twarz- Nir Baram. Bardzo ciekawy. Miejmy nadzieje, ze pojawi sie szybko w Polsce. Zdecydowanie gorzej jest z naszymi sasiadami: Slowacja (dobrze, ze istnieja Ksiazkowe Klimaty) i trzema republikami baltyckimi. Oksanen pisze o Estonii, ale jest chyba Finka? Z Lotwy znam tylko Sandre Kalniete, która tak na prawde pisarzem nie jest, a co do Litwy, to poza tymi piszacymi po polsku, nie znam nikogo. Na pewno swiadczy to o mojej straszej ignorancji, i bardzo sie tego wstydze. Nie mniej jednak, gdy kilka dni temu przyszedl do mnie newsletter Znak z informacja, ze we wrzesniu wydaja litewska powiesc, od razu wprowadzilam ja do koszyka.
    A tak w ogóle, to chcialam Cie spytac o Kafke. Jak go definiuja Czesi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kereta nawet czytałam, zupełnie zapomniałam o tym tomiku opowiadań (nie zrobił wtedy na mnie wrażenia, ale nie był też nieprzyjemny -- muszę znaleźć, co to było, i odświeżyć znajomość z pisarzem :)). Z literaturą słowacką akurat jeśli chodzi o język nie mam problemu, bo czytam po słowacku -- tyle że jakoś do tej pory w niewielkim stopniu wykorzystywałam tę umiejętność, dlatego postanowiłam sobie wyznaczyć cel tego rodzaju :).

      Z Kafką i Czechami jest różnie, bo trudno powiedzieć, jak go definiują Czesi, bo Kafka ma inny status u literaturoznawców (zależy oczywiście których), u czytelników i w szkole, a to takie trzy grupy wyodrębnione ad hoc. Bo to jest w ogóle osobliwa historia -- trochę pisałam o tym w tym poście o Kafce -- jako że w czeskiej (co nie znaczy, że czeskojęzycznej) literaturze mamy grupę niemieckojęzycznych żydowskich pisarzy praskich. Z jednej strony -- ich poetyka jest nierozerwalnie związana z Pragą, specyficznym tyglem kulturowym, z drugiej -- pisali po niemiecku, nie po czesku (osób niemieckojęzycznych na terenie Czech było jednak naprawdę dużo, bo około czterech milionów, więc to nie jest niespodzianka, że powstawała literatura w tym języku). Jak to zatem zdefiniować? Pomysły bywają różne. Ale jeśli chodzi o to, czy Czesi uznają go za "swojego", to podobnie jak kilka innych literatur narodowych -- tak :). Ale to też był długi proces, bo raz, że jednak niemieckojęzyczna literatura czeska była długo w odwrocie (wielka konferencja o Kafce miała w Czechach miejsce dopiero przy odwilży lat 60.), a dwa, że nie jest proste zacząć myśleć rozłącznie o tych dwóch kategoriach "literatura narodowa" i "literatura w języku narodowym".

      Nie wiem, czy do końca odpowiedziałam na pytanie, ale starałam się :).

      Usuń
    2. Czyli tak, jak podejrzewalam. Pamietam, ze Kafka dlugo byl zakazany w ówczesnej Czechoslowacji. Dzis za to Czesi niezle pieniadze zarabiaja na pamiatkach po nim, haha.
      Zapomnialam zas wspomniec o Holendrach. Jest przetlumaczona na polski "Na górze cisza" Gerbranda Bakkera. Sama nie czytalam, ale polecalo mi te powiesc kilka osób, na których opinii mozna polegac. Nie przetlumaczono za to Kadera Abdulaha, iranskiego uchodzcy piszacego po holendersku. Genialny. Czytalam go po hiszpansku, ale na pewno sa tlumaczenia na angielski.

      Usuń
    3. Wiesz, to jest jedno z tych zagadnień pod tytułem kiedy turystyka jest właściwie etyczna. Bo to prawda, że generalnie różne rzeczy z Kafką w Pradze stoją niemal na każdym rogu, ale też trzeba brać pod uwagę, że nie ci zarabiają, co zabraniali i odwrotnie ;). Bo koncept zbiorowej winy i odpowiedzialności jest jednak niebezpieczny (książki Kafki były nietolerowane właśnie z tej racji). Ale to na marginesie :).

      Dziękuję Ci bardzo za te tropy, rozejrzę się na pewno za oboma, a zanim zacznę czytać Holendrów, to może i Abdulaha przetłumaczą :). Ale jeśli znajdę przekład, to też bez problemu.

      Usuń
    4. To, ze dzis Czesi zarabiają na pamiątkach po Kafce, to dla mnie sprawiedliwosc dziejowa. I pelen przestrogi usmieszek historii- dla tych, którzy sądzą, ze mają prawo/obowiązek moralny cenzurowac.

      Usuń
  13. Powieść "Gdy zniknęły gołębie" jest świetna, nie rozczarujesz się :)
    Z przyjemnością będę u Ciebie podglądać literaturę słowacką i hebrajską :) A grecką znasz? Myślę, że mogłaby Ci się spodobać, mi ten specyficzny klimat odpowiada, chociaż klasyka, czyli "Grek Zorba" mnie umordował okrutnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, grecką znam tylko tę starożytną (za to dość dużo), nowożytnej prawie wcale, trochę poezji ledwo. "Greka Zorbę" kiedyś chciałam przeczytać, potem jakoś mi przeszło, teraz mi o nim przypomniałaś :). A czy coś poza nim polecasz z prozy?

      Usuń
  14. Literatura japońska to worek bez dna. Jest co odkrywać. Szkoda, że czasem tłumaczeń brak, ale można posiłkować się angielskimi. Szczególnie bym Ci poleciła "Zagładę" Akiry Yoshimury, "Na uwięzi" Mishimy, "Tajemną historię pana Musashiego" Tanizakiego, opowiadania Mishimy "Zimny Płomień" i może jeszcze "Czarny deszcz" Ibusego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno zapamiętam, będę oswajała temat (a czy, korzystając, mogłabyś jeszcze polecić coś z obyczajówek dziejących się po wojnie, tak jak "Czarny deszcz", ale raczej takich, w których niewiele się dzieje?).

      Usuń
    2. Nic mi nie przychodzi do głowy niestety, ale jak coś mi się przypomni, to wiem gdzie Cię szukać ;).

      Usuń
    3. Cudnie, polecam się pamięci w takim razie :)!

      Usuń
  15. A u Ciebie jak zwykle tyle inspiracji!
    Mnie "Kobieta z wydm" nie zachwyciła i obawiam się, że nie była to wina zbyt młodego wieku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, to mnie nie pocieszyłaś z tą "Kobietą z wydm" ;). Mimo wszystko spróbuję, najwyżej nie skończę!

      Usuń
    2. Próbuj, próbuj, niektórych zachwyca :)

      Usuń
    3. Ja się zgłaszam! Mnie się podobała. Przyznam, że były momenty nudniejsze, ale były też zachwycające. Wychodzi na plus.

      Usuń
  16. To może spytam tutaj Pyzo bo szczerze mówiąc do tego pytania zainspirował mnie ten wpis. :) Czy może jest coś z literatury ukraińskiej co mogłabyś polecić (albo któryś z czytelników bloga)? Bo ostatnio zdałam sobie, że jeśli chodzi o literaturę naszych sąsiadów to chyba największe "nic nie przychodzi mi do głowy" mam z literaturą ukraińską.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam tylko kilku poetów (w tym Żadana, którego u nas sporo tłumaczono), eseje Jurija Andruchowycza, a z powieści nowszych -- chyba tylko "Ahatanhela" Natalii Śniadanko (nie utkwił mi za bardzo w pamięci, ale pamiętam, że nie czytało się źle). Polecano mi już kilka razy powieści Oksany Zabużko, ale jeszcze nie wypróbowałam tych polecanek, więc trudno mi coś powiedzieć. Mam w planach "Lelum Polelum" Franki, jak będę o tym pisać, na pewno poruszę ten temat!

      Ale może ktoś coś wie?

      Usuń
    2. Ja właśnie Zabużko czytałam, choć bez szału.
      Pozwolę sobie wrzucić przedpotopowy link, mogę?
      http://www.ksiazkozaur.pl/2012/03/w-swiecie-kobiet.html

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję! :)
      Zabużko nie kojarzyłam ale poszukam jej dzisiaj w bibliotece. Pozostałych też będę powoli nadrabiać. Rozejrzę się też za dramatami, jeśli ktoś coś wie to bardzo proszę o podpowiedzi.

      I dziękuję Pyzo za ten wpis, jest bardzo inspirujący.

      Usuń
    4. @Książkozaur, jasne, dzięki za pomoc! To, co piszesz przywodzi mi na myśl -- jeśli chodzi o tematykę -- prozy Sylwii Chutnik. Natomiast niestety, to co piszesz o języku, to jest chyba bolączka wielu autorów: co zrobić, żeby oryginalny sposób pisania nie zmienił się w manierę, która zamiast okrywać, nuży.

      @Maną, cieszę się :). Jeśli chodzi o dramaty -- na pewno jest Szewczenko (i coś powinno być po polsku). Możesz też zajrzeć do "Dialogu", to taki miesięcznik, gdzie co miesiąc publikują 3-4 dramaty z bardzo różnych krajów. Jakiś czas temu był numer poświęcony Ukrainie -- miał taką szarą okładkę, chyba z napisem "Majdan" i tam coś musiało być, ale niestety nie mam go teraz pod ręką, więc nie powiem Ci dokładnie, co.

      Usuń
    5. Otóż to, niestety dość często się to zdarza. Chyba jedyna opcja to sobie wydzielać w takich porcjach, żeby nie zdążyło zmęczyć ;)

      Usuń
    6. Tak, to właściwy sposób, bo jednak powtórzenia sposób opowiadania w zbyt bliskiej odległości od siebie potrafią serio zmęczyć. Tyle że czasami się zastanawiam, czy one nie męczą tak w ogóle, niezależnie od tego, czy się je czyta raz po razie, czy w odstępach czasu.

      Usuń
  17. Niestety nie udało mi się dzisiaj znaleźć Oksany, więc może zainwestuję w e-book na próbę. To co piszesz Książkozaurze o języku, póki co mnie przekonuje. Znaczy owszem maniera, ale mam sentyment do długich zdań i tego typu narracji, więc tym bardziej spróbuję. :)

    Szewczenki staram się nie tykać póki co. Idzie za nim zbyt duże uwielbienie i pozycja Wielkiego Literata, dlatego już na wstępie mam mieszane uczucia. "Dialog" znam, choć czytuję już co raz rzadziej, ale ten numer ukraiński muszę odnaleźć w takim razie, może ktoś ze znajomych kupił. Bardzo dziękuję za kolejną podpowiedź! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze się cieszę, jeśli mogę coś podpowiedzieć :).

      Usuń