8 powodów do książkowej radości albo wpis o jeden dzień przesunięty


Wyobraźcie sobie, przegapiłam wczoraj idealną okazję do wpisu. Otóż obchodziliśmy wczoraj Dzień Dobrej Wiadomości. Dobre wiadomości są rzeczą cenną, bo wcale nie taką częstą, więc dobrze jednak przypomnieć sobie jakieś, które nas kiedyś ucieszyły. Dlatego o dzień spóźniony wpis. Niech będzie o dobrych wiadomościach książkowych – na co się cieszyłam bądź cieszę w związku z mniej lub bardziej literaturą. Zawężam kategorię do tak zwanego „ostatniego czasu”.


Że będzie serial o straży Ankh-Morpork i że zrobi go BBC
To jest coś, co mnie nieustannie raduje, mimo że od ogłoszenia minął już czas jakiś, a jeszcze nic tak naprawdę (chyba?) nadal nie wiadomo. Ale serial? O Straży? I to jeszcze porządnie przygotowany? Płakała na pewno nie będę. Przy czym bardzo czekam na to, aż pojawią się jakieś szczegóły. Poprzednie telewizyjne ekranizacje prozy Pratchetta – choć nie robiło ich BBC – bardzo lubię, więc liczę, że i tym razem się nie rozczaruję.

Że wznawiają „Kroniki Amberu”
O tym Wam już wspominałam. Strasznie chciałam mieć własny komplet, żeby móc sobie na spokojnie powtórzyć całość, nie wspominając już o takich chwilach, w których po prostu byłoby miło wrócić do jakiegoś fragmentu – po prostu sięgając na półkę. Odstraszało mnie jednak paskudne wydanie z okładkami, które sprawiały wrażenie projektowanych (?) na kolanie i generalnie można by mój stosunek do starego wydania określić słowami „no nie bardzo”. Także jak zobaczyłam wzowienie, serce zabiło mi żywiej. A poza tym jakoś tak od razu więcej osób zaczęło czytać cykl, więc radość podwójna. 
 
 
 Dla ilustracji: hipopotamy wyglądające na zadowolone. Źródło.
 

Że Teatr Muzyczny w Gdyni wystawi „Wiedźmina”
Jak już się zapewne zorientowaliście, wielbię ich wystawienie „Lalki”, więc jak się dowiedziałam, że przyszły sezon ma otworzyć „Wiedźmin”, to już zaczęłam planować podróż do Gdyni. Jeśli przełożenie prozy Sapkowskiego na musical odbędzie się z takim poszanowaniem oryginału, wyobraźnią i pomysłem jak w przypadku „Lalki”, to będzie hit. Strasznie jestem ciekawa śpiewającego Geralta.

Że dzieła Marca Blocha przeszły do domeny publicznej
To jest zawsze taka radość i nieradość, bo jednak wiadomo, że autor nie żyje, ale ostatecznie można będzie się legalnie cieszyć jego dziełami w ogólnym dostępie. W tym roku od pierwszego stycznia właśnie dzieła Blocha weszły do domeny publicznej – a że bardzo lubię jego studium o królach-cudotwórcach, a i inne jego prace, chociaż przecież stare, to nadal, mam wrażenie, aktualnie, są nie do pogardzenia.
 
 
 

Że w antykwariacie niedaleko Teatru Narodowego w Pradze grupują książki gatunkami
To taka mała lokalna radość. Wędrując wiosną po praskich antykwariatach zaszłam do jednego, w którym jakoś nigdy nie byłam – tym razem nie szukałam niczego konkretnego, ot, tak się rozglądałam. Przyzwyczajona zwykle albo do zawalonych półek, w których orientują się tylko antykwariusze, albo do wielkich koszy, w których nurkuje się w poszukiwaniu perełek byłam zaskoczona i przezadowolona, że tutaj sprawę mam ułatwioną. Oczywiście z pustymi rękami nie wyszłam.

Że udało mi się dostać „City Primeval” Elmore'a Leonarda
Przygotowywałam w zeszłym miesiącu prezent dla mojego Domownika i wymarzyłam sobie, że zdobędę dla niego w miarę reprezentacyjny zestaw powieści dziejących się w Detroit (jako że interesują go koleje losu Detroit, rzecz jasna). Szperając po sieci w poszukiwaniu tego typu powieści odkryłam „Dickensa Detroit”, czyli właśnie Elmore'a Leonarda – ucieszyłam się oczywiście, bo idealnie pasował mi do koncepcji, ale potem się zasmuciłam, bo kurczę, nie przetłumaczono u nas jego najbardziej znanych powieści dziejących się w Detroit. Na szczęście udało mi się zdobyć papierowy egzemplarz anglojęzyczny. Misja wykonana! 
 
 
 

Że da się dostać białą serię „wiedźminów” nie rujnując specjalnie portfela
Całkiem przypadkowo spacerując po Gdańsku zaszliśmy sobie z Domownikiem do antykwariatu, a tam coś, czego szukałam od dłuższego czasu – a co było do znalezienia, ale za ceny, jakich płacić nie bardzo chciałam – czyli biała seria „wiedźminów” Sapkowskiego. Wiecie, o której mówię? Tej najstarszej chyba, z okładkami Polcha, szarym papierem i napisem „Polityka poleca”. Nie jest to najpiękniejsze wydanie świata (spójrzmy prawdzie w oczy: jest dość brzydkie), ale dla mnie jakoś kanoniczne. Nie wspominając o tym, że połowę serii zgromadziłam w tym właśnie wydaniu. Także rozumiecie.

Że istnieje coś takiego jak vlogowe retellingi książek
Ostatnia, ale jakże miła wiadomość – że istnieje coś takiego! Dowiedziałam się w tym roku, na razie przetestowałam półtora, ale jestem zachwycona pomysłem na formę i modyfikowaniem treści. Póki co rozpisałam się o tym tutaj, ale możecie liczyć na kolejne zachwyty i narzekania.
 
 
 

Czasem po prostu trzeba sobie przypomnieć o czymś miłym. Nawet jeśli to drobnostka, nic pewnego albo coś, na co patrząc z dystansu wcale już się tak nie cieszymy. Dobre wiadomości zawsze dobrze jest otrzymywać, po prostu. A jakie dobre wiadomości okołoksiążkowe Was w ostatnim czasie uradowały?

Weź dokładkę!

7 komentarze

  1. Straż w serialu BBC? To super wiadomość! I dzień od razu stał się piękniejszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się z tego zacznę cieszyć jak zobaczę, bo słyszę już od dawna ;)

      Usuń
    2. Podzielam Twoje nastawienie @Procello, ale i tak co jakiś czas sobie o tym myślę i robię małe "yay!" ;). Zresztą -- do "Jonathana Strange'a" też się długo zbierali, a się w końcu pozbierali! (A ja go jeszcze nie widziałam...). Także cieszmy się mimo wszystko :).

      Usuń
  2. Pyzo, czytasz też po francusku? Śpiewającego Wiedźmina chętnie bym zobaczyła, niestety ode mnie do Gdyni jest wyjątkowo daleko... A dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Alfabetyzacji, może jutro kolejny wpis o jeden dzień przesunięty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz mniej płynnie ;). To znaczy nadal umiem się zorientować w tekście, ale przyrdzewiała mi ta umiejętność (a Blocha akurat -- bo to podejrzewam o niego chodzi? -- czytuję w przekładach, wyszło ich trochę, na pewno są właśnie "Królowie cudotwórcy", jest bardzo trzeźwa "Pochwała historii" i "Dziwna klęska" -- jej akurat jeszcze nie czytałam, ale czeka na swoją kolej -- a wydaje mi się, że powinny być też jego rzeczy o feudalizmie).

      Zawsze można jechać do Gdyni z przystankiem gdzieś w środku :). Albo czekać, aż się teatr wypuści na gościnne występy bardziej w odpowiadające okolice. Na szczęście jeżdżą czasem :).

      Bardzo dobry pomysł :). Ale o dwa przesunięty, bo jutro dziesiąty, więc będzie o baśniach!

      Usuń
  3. Ja się "Wiedźmina" trochę boję w wydaniu muzycznym, ale już za dwa tygodnie idę na "Złego"! A "Lalka" rzeczywiście była niesamowita, dźwięk pozytywki z tego przedstawienia do dziś służy mi za dzwonek w telefonie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie masz, troszkę-troszeczkę zazdrość :). A tego "Wiedźmina" sobie nie umiem póki co tak do końca wyobrazić, ale "Lalki" też nie umiałam, a wyszło pięknie, więc jestem dobrej myśli :).

      Usuń