Jak spędzić idealny dzień z książką? Albo krótki poradnik


Jeśli lubimy czytać – to cóż jest lepszego niż spędzić dzień z książką? Myśleliście kiedyś o tym, jakie warunki stawiacie przed dniem, żeby móc wieczorem powiedzieć: tak, to był mój idealny dzień z książką? Bo pomyślałam, że warto by się było temu przyjrzeć. Także dzisiaj: mój subiektywny przegląd okoliczności, jakie składają się na taki dzień.


Warunek absolutnie konieczny
Dobra książka

Banał, prawda? Ale to wcale nie jest takie proste, bo nie zawsze czytamy coś, co sprawi, że nasz dzień będzie dobry. Czasami dlatego, że jakąś książkę musimy przeczytać (lektura szkolna, książka, której nie możemy już prolongować w bibliotece, powieść pożyczona od znajomego, który jutro wylatuje do Australii i chce ją zabrać ze sobą itepe), czasami dlatego, że choć książka jest wyśmienita, to jest tak ciężka (dosłownie lub w przenośni), że popadamy w przygnębienie czytając ją albo po prostu nas przygnębia (wspominałam Wam chyba kiedyś, że czytając w szkole podstawowej „Porwanie w Tiutiurlistanie” byłam strasznie przybita – a odkrycie, że to przez książkę, po raz pierwszy w życiu, było, nie powiem, fascynujące). Dlatego doskonały dzień z książką powinien zawierać przede wszystkim tę książkę, na którą akurat mamy ochotę – i dobrze by było, żeby nas ona nie rozczarowała. 
 
 
 

Warunek niekonieczny, ale mile widziany
Sprzyjająca pogoda

I nie mam tu na myśli „ładnej pogody”, bo to niekoniecznie to samo. Czasami przy pięknej pogodzie zamiast czytać wolimy iść na spacer – wtedy może lepiej, żeby padało. Z drugiej strony, kiedy pada – możemy czuć się za bardzo rozbici. Wszystko ponownie: zależy od tego, jak się czujemy i na co mamy ochotę. Przy czym wszystkie te elementy powinny jakoś ze sobą korelować, dlatego w deszczu czy w słońcu – da się przyjemnie spędzić dzień z książką, zależy od naszego nastawienia. Teraz na przykład czekam na jesienne wieczory z lekturą, ale z pewnym smutkiem żegnam powoli lato, bo czytanie na balkonie w czas ślicznej pogody (no, może momentami aż za ślicznej) było bardzo przyjemne.

Warunek zapewniany we własnym zakresie
Brak rozpraszaczy

Nie zawsze to jest nam potrzebne, niektórzy przecież realizują się w tym, że z podzielnością uwagi jednocześnie czytają, przyjmują gości i wysyłają maile. Jestem jednak pod tym względem tradycjonalistką: lubię, kiedy w dniu, jaki planuję spędzić z książką, obowiązki są już pozałatwiane, nie muszę czegoś pilnego załatwić, obiad został z wczoraj ewentualnie gotuje go ktoś inny, tego typu sprawy. Jeśli zależy mi na takim konwencjonalnym spokoju, nie wchodzę do sieci przez większą część dnia, nie wyłączam jednak zwykle telefonu, bo nie lubię oddzwaniać (taka ze mnie lękająca się telefonów Pyza), więc wolę odbierać na bieżąco. I jeśli nie dzieje się nic pilnego, to zwykle rozmowy z przyjaciółmi nie wytrącają mnie z czytelniczej równowagi, nie przerywają skupienia i tak dalej. 
 
 
 

Warunek dodatkowy, również mile widziany
Miejsce

Ponownie – wszystko zależy od naszych preferencji i innych okoliczności (patrz: sprzyjająca pogoda). Czasami to będzie balkon, czasami urządzony specjalnie do czytania kącik, innym razem wysiedziany fotel (albo nabyty specjalnie na takie okazje fotel, traktowany jak świętość i używany tylko na takie okazje), czasami blat kuchenny (na przykład przy wielkim smażeniu konfitur – patrz: brak rozpraszaczy). Czasami nasze miejsce bywa zajęte (kot, goście, sterta prania) i trzeba się odpowiednio do idealnego dnia przyszykować. Innym razem okaże się, że coś nam w tym upatrzonym miejscu wadzi i odkrywamy, że jednak parapet to jest to (ku niezadowoleniu kota, który odkrył to już dawno temu).

Warunek sprzyjający
Motywacja

Można to rozumieć na wiele sposobów. Najprościej jest, oczywiście, czytać dla przyjemności. Może to być jednak przyjemność rozmaicie rozumiana. Może mamy ochotę dokończyć jakąś listę, którą sobie ułożyliśmy? Może realizujemy jakieś sprawiające nam przyjemność wyzwanie czytelnicze? A może bierzemy udział w książkowym maratonie? Bo przecież podejścia do czytania bywają różne – czerpanie z niego przyjemności też może wyglądać na różne sposoby, więc nie ma się co boczyć. Osobiście lubię sobie odhaczyć coś z mojej listy, ale jak czasem wpada mi w łapki świetna książka, to wcale nie płaczę. Po prostu ponownie: zależy, na co mam ochotę. I żadnej motywacji do czytania nie dyskwalifikuję. 
 
 
 

Warunek spożywczy
Coś dobrego do jedzenia/picia

Oczywiście jeśli lubicie coś podgryzać przy jedzeniu. Picie zaś, jeśli mamy zamiar spędzić dużo czasu z książką, to warunek nieco bardziej konieczny, bo bez odpowiedniego nawodnienia człowiek szybko pada. Poza tym cóż lepiej wpisuje się w ten stereotypowy, ale miły obrazek jak nie herbatka przy książce? Chociaż powiem Wam, że moje najmilsze wspomnienia tego typu wcale nie dotyczą herbaty, ale jabłek. Dorwawszy jakiegoś wrześniowego licealnego popołudnia „Wichrowe Wzgórza” zakopałam się pod kocem i zjadłam jakąś dziką masę jabłek – a ja nawet niespecjalnie lubię jabłka, ale mnie tak wciągnęła powieść, że nie zauważyłam, jak z jednego zmieniło się w miskę. Podobna tendencja z czipsami może być już niebezpieczna, także w sumie herbata jest najbezpieczniejsza.

No i, przede wszystkim, jak Wam kiedyś pisałam – muszę sobie co jakiś czas w takim dniu zrobić po prostu przerwę od czytania, żeby nie zafundować sobie bólu głowy i kręgosłupa. Także rozpraszacze trochę mi w tym niekiedy pomagają, innym razem udaje się namówić Domownika na partyjkę planszówek, obejrzeć coś, co nam zalegało na półce, przejść się na spacer i tak dalej.

No, ale dobrze – a jakie są Wasze warunki idealnego dnia z książką?

Weź dokładkę!

24 komentarze

  1. Kot. Ale ma spać na mnie albo obok, nie na książce, i na dodatek w takiej pozycji, żeby nie było mi niewygodnie, ale żebym musiała siedzieć i czytać, nie kręcić się po domu i szukać innych rozrywek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przemknęło mi przez głowę, że kot jest nader pożądany, ale niech sobie śpi obok (jest naprawdę ciężki -- czasami w nocy jak postanowi położyć się na mnie, bywa przyduszający ;)). Wtedy też człowiekowi żal się ruszać, bo tak pięknie leży, więc może jeszcze rozdzialik... Zdecydowanie działa :).

      Usuń
    2. Mój kot jest leciutki, więc mi nie przeszkadza. Ten denerwujący typ, który może jeść ile chce i nic po nim nie widać ;) Często czytam leżąc na brzuchu, a futro wtedy układa mi się na plecach.

      Usuń
    3. Ach, nasz kot był leciutki kilka kilogramów temu ;). Teraz jak się w nocy przyjdzie położyć, to czasem się człowiek budzi z braku powietrza (żartuję; ale tylko troszkę ;)). Także się cieszę, że przy czytaniu siada raczej obok niż na. Ale czasem lubi się położyć na właśnie czytanej książce, jak się ją odłoży na chwilę. Tak się troszczy o wzrok czytającego! ;)

      Usuń
  2. Pies. Pies nie może się kłaść na książce! A lubi :) Reszta tak samo jak u Ciebie. Czasami zamiast herbaty kawa, a wieczorem zdarza się kieliszek wina. A jeśli czytam coś z literatury faktu, lubię mieć pod ręką komputer, żeby guglać jakieś daty, nazwiska. To trochę kłóci się z metodą na rozpraszacze (wyłączam komputer), ale coś za coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że nigdy nie miałam przyjemności czytać z psem u boku? Jakoś tak widać mam niepsią rodzinę i znajomych. A wierzę, że musi być przyjemnie :). Ja z tych niepijących kawy, chyba że zbożową, wtedy jak najbardziej mogę dokonać wymiany z herbaty na taką kawę ;). Co do guglania -- stosuję częstą metodę w rodzaju "Domowniku! Wiem, że siedzisz koło komputera, czy mógłbyś...?". Bardzo minimalizuje rozpraszanie się ;).

      Usuń
    2. Znam, stosuję, mój "asystent" nie zawsze jest zadowolony :D

      Usuń
    3. Trzeba zaznaczać, że to i dla niego z pożytkiem ;). Może wtedy ukoi ewentualne niezadowolenie?

      Usuń
  3. Ja mam taki dzień zawsze jak jadę do domu pociągiem, odwiedzić rodziców. 8-10 godzin czytania. Monotonny dźwięk towarzyszący jeździe pomaga się wciągnąć, tak samo jak możliwość wyglądnięcia sobie czasem przez okno, żeby popatrzeć w dal... przemyśleć pewne kwestie. Z drugiej strony jednak, zawsze modlę się, żeby nie trafić do przedziału z bandą rozwrzeszczanych maluchów, albo "bardzo-rozmownych" emerytów. Więc żeby było idealnie, powinni mi wstawić do tego przedziału łóżko i powinnam ten przedział sobie zarezerwować tylko dla siebie. Byłoby pięknie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, czytanie w środkach transportu bardzo lubię, a kiedy jeździłam do domu rodzinnego pociągiem (nie aż tak długo, ale 6 godzin też dawało radę ;)) to bardzo się cieszyłam na nadgonienie lektury albo właśnie na takie podumanie. Bardzo przyjemnie do dzisiaj wspominam taką lekturę "Kronik portowych" -- był koniec października, mgły na polach, palone liście, idealna pogoda do czytania i myślenia nad tą książką. Czasem próbuję powtórzyć tę korelację nastrojowo-książkową, ale chyba tak doskonale jeszcze nie trafiłam.

      Jako że mnie rozprasza i odciąga od czytania głównie ciekawa rozmowa toczona przez współpasażerów (których podsłuchuję, jestem złym człowiekiem), to dzieci mi nie przeszkadzają, a że rozmawiać lubię, to czasami taka konwersacja w przedziale nie jest zła. O ile, oczywiście, nie rujnuje nam zupełnie planów -- wtedy najsympatyczniejsza rozmowa może przygnębić i jakoś tak wewnętrznie rozzłościć, rozumiem, o co Ci chodzi.

      Usuń
    2. Ach, podsłuchiwanie współpasażerów! Ja unikam, ale czasem się nie da. Raz pewna pani bardzo głośno i wyczerpująco opowiadała, jak jej krowie przy wstawaniu strzyka w kolanach. Szkoda, ze nie miałam przy sobie wtedy jakieoś Herriota, byłoby zestawienie równie idealne jak to, co opowiadasz o "Kronikach portowych" albo jeszcze lepsze ;)

      Usuń
    3. Idealne nawet, bo bardzo kontekstowe! :)

      Usuń
  4. Deszcz, kanapa, miękkie poduszki pod plecy, koc od góry, ciepła herbatka albo (w dawnych czasach) kakao lub kawa z bitą śmietaną oraz czekolada (w równie dawnych czasach, teraz owoce albo własnoręcznie upieczone, zdrowe, bezglutenowe ciasteczka). I warunek konieczny - mama, która wcześniej zaproponuje zabranie do siebie mojego dziecięcia na weekend :) Książka, najlepiej gruba, żeby wystarczyła na cały dzień bez kombinowania, jak jej nie skończyć za szybko. Mąż ze swoją książką na drugim końcu kanapy. Kot też by się przydał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mam z owocami taki problem, że się stresuję, żeby się nimi nie pochlapać, a przy okazji i książki, więc długo je sobie przygotowuję w odpowiednich kawałkach i w ogóle, a i to nie każdy owoc się tak da ;). No i nie pomyślałam o tym, że dobrze jest mieć wtedy taką książkę, która wystarcza na dłużej, a w sumie to jest doskonała opcja na niektóre dni tego typu :D. Świetna myśl!

      Usuń
  5. Pochmurny deszczowy, burzowy dzień, zapas kawy z mlekiem, pyszne ciacho oczywiście jednorazowo. Do tego ciepły kocyk, cisza spokój i najlepiej kilka książek na stoliku. Idealnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, metoda @asaszan z jedną wystarczającą objętościowo książką mnie ujęła, ale w inne dni tego typu faktycznie odpowiednio sprofilowany stosik -- na wypadek, gdyby jednak ciągnęło nas w nieco inne rejony literackie, niż zakładaliśmy -- pod ręką, nie jest rozwiązaniem gorszym :).

      Usuń
  6. A ja tylko powiem, że zupełnie odwrotnie mam z telefonami: lubię nie odebrać i oddzwonić - nawet 2 minuty później - bo to jest moment, w którym JA jestem gotowa na rozmowę z rzeczywistością, a nie odwrotnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy o tym nie myślałam w ten sposób -- raczej mam wtedy myśl w rodzaju "kurczę, wypada oddzwonić, ciekawe, o co chodziło, mam nadzieję, że wszystko w porządku", dlatego wolę wiadomości przyjmować od razu ;). Chyba, że to telefon od Mamy czy przyjaciół, wtedy aż tak się nie denerwuję. Ale Twoje podejście zapisuję w pamięci, muszę zobaczyć, jak się sprawdzi w moim przypadku (może pozbędę się nadmiernej telefonicznej fobii?).

      Usuń
  7. W sumie moja wypowiedź na zadany temat zakończyłaby się słowami "po prostu wziąć książkę" xDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mój przepis na "dobry dzień z książką" -- co do "idealnego" jednak jestem bardziej wymagająca ;).

      Usuń
  8. Wszystko, co wymieniłaś, sprawdza się też u mnie :) Kot lepiej, żeby poszedł do innego pokoju - moje koty uwielbiają kłaść się na mnie, a nie obok mnie, a to już nie jest takie wygodne ;) Ale ja jeszcze bardzo, ale to bardzo lubię czyta na zewnątrz - przed namiotem, na leżaku, na tarasie w górach, na kocu na łące. Nie rozprasza mnie nawet zerkanie co jakiś czas na krajobraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Koty to jednak bywa ciężka (dosłownie) sprawa ;). Z czytaniem na zewnątrz mam tak, że do tego dojrzałam z czasem -- jako dziecko za tym nie przepadałam (a to słońce za jasne, a to leżak za twardy, a to mrówka przyszła w odwiedziny... ;)), teraz bardzo lubię, bo przyjemnie jest właśnie zerknąć na krajobraz: oczy mogą odpocząć (podobno właśnie patrzenie na zielony je relaksuje najlepiej), można podumać nad tym, co się przeczytało. Sama przyjemność, więc dobrze Cię rozumiem :).

      Usuń
  9. Zgadzam się w zupełności z punktem Brak rozpraszaczy. Kiedy wiem, że jeszcze mam coś do ważnego do zrobienia, albo ciąży na mnie coś, np. sprawdzian itp. to jakoś nie mogę czytać. Po prostu czuję, że nie jestem w pełni skupiona na książce. Nie myślę o tym co dzieje się w książce, a o tym co muszę jeszcze zrobić. Zaczął się rok szkolny, a ja na razie odłożyłam książki. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszająco powiem, że szkoła się w końcu stabilizuje i potem można sobie podczytywać różne rzeczy dla przyjemności :). Swoją drogą pamiętam, że zawsze wrzesień bardzo lubiłam, bo otwierała się znowu moja szkolna biblioteka -- przez lata główny dostawca książek do czytania ;). Ale tak, wiem, o co Ci chodzi -- jak coś wisi nad głową, to zamiast myśleć o tym, co się czyta albo się błądzi gdzieś myślami, albo ma wyrzuty sumienia, że się nie robi czegoś innego.

      Usuń