Literackie wykopki albo idzie jesień, czas się uzbroić w lekturę!


Nie wiem, jak u Was – tu strasznie czuć jesień. I chociaż lato (a właściwie Lemat-o) trwa do 23 września, to nic nie szkodzi, żeby przy niedzieli zastanowić się nad jesienią na półkach z książkami. Proponuję Wam dzisiaj wziąć pod uwagę możliwość literackich wykopków. Także nie, nie będzie to wpis o „Chłopach” Reymonta.


Jak mogą wyglądać takie wykopki? Uzbrojeni w kakao/białą kawę i ubrani odpowiednio, by mierzyć się z kurzem, pyłem i roztoczami, wyruszamy między półki – swoje własne, a może biblioteczne, ewentualnie czyjeś, jeśli mamy przyzwolenie, półki antykwaryczne, słowem: te półki, które do wykopków zachęcają. Można je wedle najlepszych reguł robić w grupie, można samemu. Grunt, żeby zachować wykopkowy charakter. Za czym kopiemy? 

Wykopujemy książkę, która od dawna zalega nam na półce
Na pewno taką mamy. Przy ilości książek, które pojawiają się w domu, nietrudno taką znaleźć. A nuż się gdzieś ukryła? A może leży na widoku i od dawna domaga się metaforycznego odkopania i upomina się o lekturę? Muszę przyznać, że wykopki na moich półkach w tym kierunku są wyjątkowo owocne. Trzeba coś z tym zrobić i nawet mam pewien pomysł.

Wykopujemy mało znaną książkę jakiegoś autora
Może być autor zupełnie zapomniany, a może wręcz przeciwnie – idziemy pod prąd i zamiast zaczytywać się chwaloną nowością albo piękną reedycją my wykopujemy jakieś zupełnie nieznane dziełko pisarza, którego wszyscy znają. Mój Domownik wykopał sobie ostatnio „Pana Grabę” Elizy Orzeszkowej – być może źle świadczy to o mojej znajomości Orzeszkowej, ale nie miałam pojęcia, że napisała coś takiego.

Wykopujemy pożyczoną książkę, którą powinniśmy zwrócić dawno temu
Może lepiej nie z biblioteki (wszak wszyscy oddajemy w terminie, nieprawdaż), ale na przykład od przyjaciela. Jaka radość! Czytamy, myślimy, czemu nam to pożyczył i jak się ucieszy, jak mu ją oddamy. No chyba że to był przykład Schadenfreude, wtedy generalne uczucia nami kierujące mogą być inne.

Wykopujemy ustawioną w drugim rzędzie książkę, o której zapomnieliśmy
Nie wiem, jak Wam, mnie się to zdarza dość często – odkryć, że w drugim rzędzie stoi książka, o której nie pamiętałam, że ją mam. Ile radości ze spotkania! Jaka radość, że przez przypadek nie kupiłam drugiego egzemplarza! Jak przyjemnie ją przeczytać ponownie/po raz pierwszy, bo właśnie się dowiedziałam, co to właściwie za książka i że jest jak dla mnie pisana.

Wykopujemy starą książkę
Po prostu. Muszę powiedzieć, że to, że starych książek (w sensie: dawnych wydań) się raczej nie czyta, jest dla mnie zawsze powodem do zdziwienia. Ale w sumie nic dziwnego, jako że przez wiele pierwszych lat mego czytelniczego życia zaopatrywałam się w książki w bibliotece szkolnej, gdzie nowości wtedy po prostu nie było. Także stara książka to dla mnie po prostu synonim książki. Także wykopujmy – może u dziadków, może w antykwariacie albo na bibliotecznej, no właśnie, półce?

Wykopujemy starą książkę, o której nikt nie pamięta
Miło jest znaleźć starutki egzemplarz „Znaczy kapitan” (właśnie wczoraj znalazłam i umykam z nim w objęciach, bo z chęcią przeczytam), ale równie miło jest znaleźć jakąś perełkę, o której nikt już nie pamięta, a ona leży i czeka na wykopanie. Zawsze można się podzielić w ciekawej akcji Setnej Strony albo po prostu po gollumowemu wykopać i schować się, gładząc starutką okładkę z „moje, moje” na ustach. 

Wykopujemy książkę, którą czytaliśmy w dzieciństwie i nie mogliśmy sobie przypomnieć tytułu
Prawda, jakie to cudowne? Tu pomagają wykopki internetowe. Ileż się człowiek przed erą internetu naszukał! Teraz można zapytać google'a, można w dedykowanej grupie na portalu o książkach, można także na blogach. Wspaniałe! Sama w ten sposób odnalazłam „Huberta w wielkim kapeluszu” – o którym króciutko napisałam już tutaj.

Wykopujemy książkę, o której nie wiedzieliśmy, że ją mamy
Trochę jak z tymi książkami z drugiego rzędu, tyle że zaskoczenie jest jeszcze większe, radość z odnalezienia ogromna... Okej, niekoniecznie, bo może się okazać, że nabyliśmy w młodości jakieś straszliwe książki i teraz cieszymy się, że nikt nie był świadkiem naszych wykopków (chyba, że to jednak wykopki grupowe). CO wtedy? Nic, wszak dobrze jest od czasu do czasu przeczytać złą książkę.

Prowadzicie literackie wykopki? Macie swoje ulubione obiekty wykopywania?

Weź dokładkę!

30 komentarze

  1. No pewnie, że prowadzę takie wykopki. Ciągle. Uwielbiam takie "zapomniane lektury". A jeszcze jak odkryję w nich coś wspaniałego, to moja satysfakcja jest podwójna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, bo przyjemnie trafić na książkę niesłusznie zapomnianą. Na tę słusznie -- często dużo mniej ;).

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Na pewno opiszę wrażenia, ale raczej nie prędzej, niż zimą ;). Na razie wszyscy dookoła serdecznie polecają, więc jestem szalenie ciekawa, jak wypadnie konfrontacja :).

      Usuń
  3. Książek odpowiadających Twoim opisom mam całe mnóstwo. Koniec końców skończyłoby się na tym, że siadłabym w kącie i zapłakała, bo nie wiedziałabym którą z nich wybrać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego zaleca się prowadzenie wykopków z dużą dozą cierpliwości i mierzeniem sił na zamiary ;). To znaczy sama zwykle staram się nie myśleć, że tyle książek na mnie czeka -- a jeśli już, to na zasadzie "ależ przyjemnie, czytania jest w bród!". Bo po co sobie psuć wykopkową przyjemność :).

      Usuń
    2. Chyba faktycznie muszę zmienić nastawienie i patrzeć na swoje stosy jako zapowiedzi wielu przyjemnych dni i wieczorów ;)

      Usuń
    3. I to jest duch! :) Tak trzymać! :D

      Usuń
  4. Tej jesieni akcja "wykopki" upłynie mi pod hasłem ukochanych książek z dzieciństwa. Kopać trzeba będzie głęboko, bo trochę się schowały. Ciekawa jestem wrażeń po latach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonały pomysł! Bardzo lubię wracać do takich książek, bo czasami odkrywam w nich zupełnie inne rzeczy, a czasami zachodzę w głowę, co w danej książce mnie aż tak pociągało ;). W dodatku na jesień to może być cudowny poprawiacz humoru. Sporządziłaś sobie listę wykopkową, czy wykopujesz zgodnie z nastrojem?

      Usuń
    2. Listę wstępną mam w głowie, na pewno przypomnę sobie Astrid Lindgren ("Dzieci z Bullerbyn" oraz "Ronję"), całego "Mikołajka" i być może "Mary Poppins". Mam też chrapkę na Tereskę i Okrętkę ("Zwyczajne życie" i reszta cyklu Chmielewskiej), które totalnie mnie zachwyciły pod koniec podstawówki (prehistoria!). W planach również Andersen oraz "Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół" Nosowa... Zobaczymy, co czego się jeszcze dokopię!

      Usuń
    3. Bardzo zacna lista! Z Lindgren polecam bardzo, bardzo "My na wyspie Saltkrakan" (czytałam to jako dziecko z ogromną regularnością, teraz mam ochotę sobie przypomnieć, tak samo jak "Zwierzenia Britt-Mari"). A Nosowa nie znam w ogóle, nawet o nim nie słyszałam. Muszę poszperać, cóż to :).

      Usuń
    4. A ja się do starych książek z dzieciństwa/młodości boję wracać. Czasem okazuje się, że tak brakuje im magii sprzed lat, że jest to po prostu przykre. Nie znaczy to jednak, że od czasu do czasu nie narażam się na te przykrości :P

      Usuń
    5. A wiesz, że właściwie rzadko mi się zdarza, że stwierdzam przy takim powrocie "ech, średniaczek"? Może to kwestia tego, że tak doskonale dobierałam sobie lektury w dzieciństwie ;P. A tak na serio: mam wrażenie, że im magii dodają wspomnienia czytania ich wtedy. A poza tym ciągle w nich wyławiam rzeczy, których zupełnie nie widziałam w dzieciństwie (realia społeczne chociażby). A czym się tak rozczarowałeś na przykład?

      Usuń
    6. Tomkami, poniekąd Samochodzikiem :)

      Usuń
    7. Tomki mnie nigdy nie zdołały zaczarować ;). Natomiast kroi mi się powtórka z Samochodzików, bo się skusiłam na tę serię, która teraz wychodzi, a przynajmniej na jakąś jej część ;).

      Usuń
  5. Wykopki przeprowadziłam ostatnio pod łóżkiem kopiąc za czymś, co wiedziałam, że tam jest. I ile zapomnianych skarbów znalazłam! Jesień i zima będą nader ciekawe :) Wykopałam między innymi kolekcję "Fistaszków", Miłosza i Szczygielskiego oraz parę książek o matematyce :) Na każdą pogodę i humor coś będzie. "Znaczy kapitan" stoi u nas na półce w widocznym miejscu, mąż nigdy nie pozwoliłby wepchnąć go w ukrycie. Za to braku znajomości z "Panem Grabą" nie masz co żałować, daleko mu do "Nad Niemnem". Ciekawe, jak się spodoba Domownikowi, przeze mnie może przemawiać trauma z czasów studiów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, wykopki "przy okazji" mogą faktycznie przynieść mnóstwo radości :). Ale książek o matematyce -- to znaczy naukowych, czy są beletrystyczne o matematyce? To znaczy takie, gdzie matematyka jest osią konstrukcyjną jak w "Dziwnym przypadku psa nocną porą"? Domownik na razie porzucił "Pana Grabę" mówiąc, że nie jest to najpilniejsza znajomość, więc to chyba nie tylko trauma postudyjna ;). Ale zamierza wrócić, więc zapewne dowiem się więcej, co i jak z tymże panem :).

      Usuń
  6. Ja bym dodała jeszcze jeden wykopek: książkę przeczytaną, której treść się kompletnie wyparło z pamięci. Nie dlatego, że była zła - tak po prostu (np ja tak mam ze "Szkołą uczuć" Flauberta). Co jakiś czas, ale zwykle w okresie jesienno-zimowym robię takie wykopki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak. Czasem wiem, że czytałam, bo oceniłam sobie albo gdzieś zapisałam i zastanawiam się kiedy, jak, gdzie, skoro nic a nic nie pamiętam. Albo zaczynam czytać i okazuje się, że już czytałam, ale dopiero sobie przypomniałam. Albo przypominam w trakcie. Nie zdarza mi się to za często, ale jednak. Ale czasem wystarczy, że ktoś z grubsza nakreśli fabułę i pamięć mi się rozjaśnia ;).

      Usuń
  7. A wiesz, że ja nie mam pojęcia co to jest "drugi rząd książek"? To znaczy się domyślam, ale coś takiego w ogóle u mnie występuje i gdyby nie Twoje wpisy, to nie przyszłoby mi do głowy, że to jakieś powszechne zjawisko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, jak w wieku lat nastu zadziwiały mnie drugie rzędy w biblioteczce sąsiadów i myślałam sobie, że jak tak można, przecież nie widać zupełnie, co się ma w zbiorach. A kilka lat temu w domu rodzinnym trzeba było pozakładać drugie rzędy z braku miejsca ;). Powiem Ci nawet, że znam kogoś, kto ma i trzecie rzędy (tego sobie nie wyobrażam, ale już się nie dziwię i nie narzekam ;)). Ale to ciekawe, co piszesz -- ja z kolei myślałam, że "drugi rząd książek" to dość popularny sposób na ich przechowywanie :).

      Usuń
  8. U mnie trwa przeprowadzka, więc okazja do wykopków idealna ;) Do czytania niestety trochę mniej zachęcająca... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale właśnie można sobie wykopać na zaś -- i po przeprowadzce będziesz miała już gotowe książki na jesień ;). (Powodzenia w sprawnej przeprowadzce, tak w ogóle!)

      Usuń
  9. A nieczytania starych książek też nie rozumiem. Najbardziej mnie dziwi, kiedy ktoś się podnieca wznowieniem, a stare wydania zalegają w bibliotekach albo można je kupić w antykwariatach czy na Allegro za grosze. To może w jakimś stopniu wynikać z tego, że sporo osób widocznych w sieci czyta głównie to, co dostanie, a nie szuka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie potępiałabym tego zjawiska totalnie, bo oczywiście na pewno jest taki trend, nie przeczę, ale też z drugiej strony rozumiem, że nie każdy lubi stare książki i może chcieć ładne wydanie, szyte, z dużym drukiem, na jasnym papierze. Mnie nie przeszkadza -- czy nawet wydaje mi się naturalne, z powodów opisanych wyżej -- że czytam starą książkę. Wydaje mi się, że to jest świetna rzecz, bo forma to pewien nośnik -- jak miło jest mieć pierwsze powojenne wydanie Nałkowskiej, które się trochę rozpada i ma dziwne pieczątki, ale tchnie za tym nie tylko kurz, ale i pewien rodzaj ducha ;). A jednak czasem, jak wykopię sobie stare wydanie "Placówki" drobnym maczkiem wydrukowane, to wolę rozejrzeć się za nowszym, czy wręcz e-bookiem, żeby nie męczyć oczu.

      Przy czym co do jednego się z Tobą zgodzę: faktycznie można sobie uzupełniać klasyki na półkach właściwie za bezcen, bo w antykwariatach jest tego dużo (sama tak robię z czeską literaturą). Tutaj znowu: chyba, że ktoś zbiera konkretną serię wznowień, wtedy wiadomo.

      Usuń
  10. Literackich wykopków nie prowadzę, a chyba jednak powinnam, zwłaszcza jeśli chodzi o moje półki. Choć ja dwóch rządków nie mam. :P

    OdpowiedzUsuń