A imię ich Doktor albo Doctor Who Book Tag

Słuchajcie, skasowało mi się pół napisanego wpisu. Tak. Troszkę się zdenerwowałam, więc pomyślałam, że nie będę od razu siadała do niego znowu, ale wymyślę coś innego, żeby sobie po tym skasowaniu poprawić humor. Więc znalazłam tag idealny na ten czas, czyli początek nowego sezonu „Doctora Who”. I się nominowałam, a co.

(Book Tag znalazłam za pomocą wujka google'a, ale zdaje się, że autorką jest autorka Novels and Nonsense)



1.

Twoja ulubiona pierwsza książka z serii?

Wyszłam z założenia, że chodzi o taką książkę, która mnie zachwyciła, a potem w serii okazało się, że nie ma czegoś aż tak mnie zachwycającego. W takim razie wskazałabym „Akademię Pana Kleksa”, bo już ani luźno z nią związane „Podróże...”, ani też – mimo tytułu – „Tryumf...” nie zastały ciepłego miejsca w moim sercu. Zastanawiam się czemu i dochodzę do wniosku, że może w dzieciństwie brakowało mi tam jakoś oczywistego happy endu i takich rozwiązań „ku pokrzepieniu”? A co za tym idzie – powinnam to sobie odświeżyć i zobaczyć, jak jest teraz. Na drugim miejscu właściwie nawet nie seria, ale czytałam w tym starym trzytomowym wydaniu: „Jonathan Strange i pan Norrell”. Pierwszy tom, który wypożyczyłam z biblioteki w piątek tak mnie wciągnął, że plułam sobie w brodę, że nie wzięłam za jednym zamachem całości i teraz muszę czekać do poniedziałku. Poniedziałek przyszedł, wzięłam kolejne dwa – drugi był niczego sobie – aż doczytałam do końca i byłam bardzo rozczarowana, zwłaszcza tym, co autorka postanowiła w wątku ukochanej Strange'a. 

 Trochę nieładnie, ale będą sami nowi Doktorzy przyłapani na czytaniu. Na tumblrze.


2.

Ulubiony sequel?

Właściwie nie wiem, czy da się to nazwać sequelem, ale jako że traktuję opowiadania i sagę hurtem, to wskazałabym na „Miecz przeznaczenia”. Na pewno wolę go od „Ostatniego życzenia”, ale swój wpływ ma tu też to, że „Miecz...” miałam na własność (rozpada się już, staruszek) i czytałam niemożliwie dużo razy (a raz nawet na konkursie recytatorskim recytowałam fragment! Odkryłam to ostatnio zastanawiając się, czemu mam zakreślony taki wielki kawałek tekstu w środku). I chociaż ostatnio przy powtórce „Wiecznego ognia” jakoś tak pomyślałam sobie, że urok słabnie, to nabywając podczas wojaży po Gdańsku brakujące tomy (w tym „Ostatnie życzenie” właśnie, które w ogóle przeczytałam jako przedostatnie bodajże przy moich przygodach z wiedźminem) poczułam, że jednak kurczę, wiedźmin to wiedźmin (a niedługo pierwszy dodatek do gry wychodzi!). Ach, no i jeszcze drugi tom przygód dzielnego serowara, „Znikający karzeł” J. Blaylocka – ach, ten Sikorsky! 

3.

Jaka jest twoja ulubiona trylogia?

Trylogia nymburska, oczywiście! Tu zwycięzca może być tylko jeden, aczkolwiek nie jest to znowu taka trylogia w ścisłym sensie, a raczej trzy książki powiązane ze sobą tematycznie. Ale za to jak powiązane! W końcu to Hrabal. Jeśli marzy Wam się wycieczka do melancholijnej mieściny, gdzie czas się zatrzymał – i to może być dobre bądź złe, w zależności od oczekiwań – ale gdzie historia mimo wszystko przyszła i została, to koniecznie sprawcie sobie „Taką piękną żałobę” na początek, a później już pójdzie. 

4.

Najbardziej kolorowa książka, jaką posiadasz?

Hm, trudne pytanie, ale zapytałam Domownika i on jednoznacznie wskazał na kompletowaną przeze mnie serię kwiatową Świata Książki (chodzi o powieści Austen, Gaskell i sióstr Bronte). Bardzo, bardzo podobają mi się te okładki i to chyba jest jedyny moment, w którym nie taki znowu duży druk nie powstrzymuje mnie przed sprawieniem sobie książki z tej serii. A na drugim miejscu znajdzie się seria książek Arthura Haileya o Detroit, którą sprezentowałam niedawno mojemu Domownikowi właśnie, który zbiera powieści dziejące się w Detroit. O samych książkach nic nie mogę powiedzieć, bo ich nie czytałam, ale dostałam całą ich furę za kwotę dwóch złotych pięćdziesięciu groszy, bo pan w antykwariacie, jak zobaczył, że szukam Haileyów powiedział: „a nie chce pani paczki?”. Oczywiście, że chciałam. W końcu jak tu nie kupić, kiedy takie tanie. 

5.

Czy czytałaś jakąś powieść, w której dużą rolę odgrywa sport?

Przychodzi mi na myśl czytany dawno temu „Dysk olimpijski” Jana Parandowskiego. Sport musiał tam odkrywać dużą rolę, ale powiem szczerze, że słabo pamiętam już fabułę. Miałam może z dziesięć lat, byłam dziką fanką mitów greckich i „Dysk...” jakoś tak naturalnie znalazł się na mojej liście lektur, ale chyba nie zrobił zbyt wielkiego wrażenia. 

6.

W której czytanej przez ciebie książce występuje superpotężny czarny charakter?

„Korona śniegu i krwi”. Mechtylda Askańska. No sami powiedzcie, nie denerwowało Was, że ona tak sobie hasa niemalże mogąc wszystko? Denerwowało mnie to strasznie, bo miałam takie poczucie nierównowagi między „tymi dobrymi” a Mechtyldą właśnie. Dodatkowo, jak wiadomo, Cherezińska dodaje bohaterce mnóstwo umiejętności i zupełny niemal brak skrupułów, więc bohaterka się może wyszumieć. I w sumie dlatego rozczarowała mnie ona tak bardzo w „Niewidzialnej koronie”, gdzie właściwie nagle cały jej zły urok się kurczy, a poskramia ją lokalna piastowska Mary Sue. Ech. 
 Tu zupełnie przypadkowe zdjęcie Doktora,
który czyta. W końcu o czytanie chodzi. Źródło.

7.

Czy masz swoją ulubioną powieść w ponurych klimatach?

Zależy jak rozumieć te ponure klimaty (a jako że sama sobie te pytania przekładałam, to cóż, rozumiem je przeróżnie). Z ponurych społecznie klimatów zawsze, ku mojemu zaskoczeniu, wciągają mnie powieści Zoli, podobnie Jelinek, od „Wykluczonych” nie mogłam się oderwać. Z drugiej strony można by przecież uznać, że saga o Amberytach Zelaznego jest szalenie ponura, skoro każdy bohater tylko czeka na stosowną okoliczność, żeby wbić innym nóż w plecy. No i ponury w sensie spooky jest mój ostatnio ulubiony pisarz, czyli M. R. James. Także coś by się znalazło, chociaż takich jednoznacznie ponurych, trudnych w odbiorze powieści zwykle nie klasyfikuję jako ulubionych – bo sięgając po nie w trudnym czasie nie zaznam raczej pocieszenia. 

8.

Twój ulubiony romans albo powieść z wątkami romantycznymi?

Saga o Ludziach Lodu, oczywiście. Pisałam Wam już o mojej nastoletniej fascynacji tą serią, właśnie chyba na zasadzie „o rety, wiem, że to nie są dobre książki, ale co będzie dalej?!”. Romansów jest ci tam od groma i ciut, ciut, jako że w gruncie rzeczy wokół tego kręci się akcja (wiemy, wiemy, że wokół starożytnej klątwy, ale serio, wokół romansowania na tle starożytnej klątwy). Także nie będę się krygowała, to mi jako pierwsze przychodzi na myśl.


War Doctor

Czy jest taka książka, o której przeczytaniu wolałabyś zapomnieć?

Właściwie to lubię pamiętać o książkach, które przeczytałam, bo uważam, że i ze „złych” czerpie się jakąś wiedzę i umiejętności, w najgorszym wypadku anegdoty do opowiadania na kolacji ze znajomymi. Niemniej jakbym już miała wybierać to padłoby na „Pierwszy seks” Melvina Burgessa. I to nawet nie na całą powieść, bo szczerze mówiąc głównej intrygi już niemal w ogóle nie pamiętam, natomiast jest tam sporo scen, które działają na zasadzie „jak coś zobaczysz, to nie możesz odzobaczyć” i wcale bym się nie martwiła, wypuszczając z pamięci serię popijaw i szukania odpowiednich narządów. No i, o czym wspominam przy każdej okazji, kciuk w zlewie z opowiadania Stephena Kinga, też bym z chęcią oddała w dobre ręce, bo jak tak sobie o tym czasem człowiek przypomni przy myciu zębów, to groza. 

9.

Która książka spowodowała, że zdecydowałaś się dać drugą szansę gatunkowi albo serii?

Oczywiście, że opowiem tu o Lemie! Bo gdyby nie to, że przyznałam się kiedyś, jaką traumę mi wyrządził pilot Pirx, nie zostałabym zachęcona do sięgnięcia po Lema, a jakbym nie sięgnęła, to bym była biedną Pyzą, bo to doskonały pisarz jest. Przez dwie pierwsze powieści przeszłam lekkim krokiem i bez rozpływania się, za to „Obłok Magellana” już zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i stwierdziłam, że z tego mojego czytania Lema to jednak coś będzie. Także powiedziałabym, że „Obłok...” właśnie. A inna sprawa, że zdałam sobie ostatnio sprawę z tego, że gatunkowo czytam dużo bardziej różnorodnie niż jeszcze 10 lat temu. Pewnie to też kwestia lepiej zaopatrzonych bibliotek w pobliżu, ale i szwendania się po miejscach w Sieci, gdzie książki polecają.
A tak na marginesie, gdyby Lem napisał scenariusz do jakiegoś odcinka Doktora, byłoby cudownie. Jakiż to by był odcinek! W końcu wiecie, Ijon Tichy ma dla mnie wiele cech Doktora. 


10.

Twoja ulubiona z bardzo popularnych ostatnimi czasy książek-bestsellerów?

Aż zajrzałam na różne listy bestsellerów i nie mogłam nic znaleźć (taka ze mnie narzekająca Pyza), aż wpadłam na to, że jest jeden bestseller, który uważam za znakomitą książkę: „Jadłonomia” Marty Dymek. Pisałam o niej krótko w styczniu i nic się od tamtej pory nie zmieniło. A przepis na babę ganush polecam wszystkim. Przy czym książka jest ozdobiona ślicznymi zdjęciami, dobrze i bez zadęcia napisana, nic tylko rzucić wszystko i gotować. 

11.

Twoja ulubiona powieść dla dzieci i/lub młodzieży?

Nie będę po raz kolejny mówiła, że „Dzieci z Bullerbyn”, więc wybiorę może coś innego, tak dla urozmaicenia. Hm... W takim razie postawię na coś innego – regularnie swego czasu przeze mnie czytanego „Hobbita”. Wspominałam kiedyś, że w okolicach Sobótki wracałam do przygód Bilba przez lata, potem jakoś przestałam, ale wróciłam po powrocie z kina z pierwszej części Jacksonowskiego „Hobbita” i nic a nic ta powieść nie straciła ze swojego uroku. Nadal jest dowcipna, pięknie miesza wątki baśniowe z autorskimi pomysłami Tolkiena, a do tego wydaje mi się jakaś taka przytulna. No i ciasto z kminkiem, co to myślałam, że było jabłecznikiem, więc wiadomo. 

12.

Na wydanie jakiej książki aktualnie czekasz?

Właściwie jedynym pisarzem, którego książki kupuję w dniu premiery, jest Terry Pratchett, więc to oczywiste, że czekam na polskie wydanie „Sheperd's Crown”. Właściwie uświadomiłam sobie jakiś czas temu, że właśnie polskie wydania Pratchetta są dla mnie jakieś takie... podstawowe. Może dlatego, że mam po prostu połowę Dysku zgromadzoną po polsku, może dlatego, że bardzo lubię tłumaczenia Piotra W. Cholewy, a może z jeszcze jakiegoś nieuświadamianego powodu – nie wiem. Niemniej: czekam. Trochę ze smutkiem, bo to jednak tom ostatni, a trochę z nadzieją, bo bardzo lubię Tiffany. Zobaczymy.


__________________________________
Co prawda nie wiem, czy to nie rodzaj niedźwiedziej przysługi, ale ponominuję sobie – dziewczyny, z którymi o Doktorze rozmawiamy, więc się nie obrażą (nie obrazicie się, prawda?), czyli Ćmę książkową, Judith , Hadynę i Milvannę. To teraz już wiecie, co możecie zrobić, jak Wam się wpis przez przypadek skasuje. A jeśli są tu jacyś nieujawniający się fani Doktora, z którymi jeszcze o serialu nie rozmawiałam, bo się nie złożyło, niech się śmiało nominacjami częstują, zostawiam tu przygarść do rozebrania (wiecie sami, jak działa napis „książki do rozebrania”, więc podstępna będę).

Weź dokładkę!

6 komentarze

  1. Dziękuję za nominację! ;*
    Pewnie, że się nie obrażam :D Bardzo fajny tag i na pewno skorzystam i to całkiem niedługo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po cichu liczyłam, że się nie oprzesz ;). Bardzo jestem ciekawa, co tam Doktorzy wyszperają w Twoich książkowych upodobaniach ;).

      Usuń
  2. Oczywiście, że nie :)! Czytałam i myślałam "jeśli mnie nie nominowała, to ukradnę", ale, na szczęście, mogę robić legalnie a nie "na Tardis".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Na Tardis" -- piękne :D. Cieszę się bardzo w takim razie, choć kto wie, gdzie by Cię Tardis zaniosła ;).

      Usuń
  3. Tag połączony z uroczymi zdjęciami doktorów? TAK!;>

    OdpowiedzUsuń