Jak czytać w autobusie albo o urokach komunikacji (miejskiej)


Pisałam już sporo o czytaniu w środkach komunikacji – ale chyba jeszcze nie zdarzyło mi się poświęcić postu wyłącznie temu, jak czytać w autobusie. A przecież to problem każdego, kto musi gdzieś dojeżdżać (o ile oczywiście nie ma choroby lokomocyjnej) i przy okazji lubi czytać. Dzisiaj zatem, oparty na wnikliwym doświadczeniu dojazdów, przewodnik po czytaniu w autobusie (tudzież tramwaju, trolejbusie et ceatera), ale wiecie, do traktowania z lekkim przymrużeniem oka.


Rozmiar książki w zależności od ścisku
To w sumie taki bezpośredni powód, dla którego pomyślałam, że to nie jest wcale zły pomysł na notkę. A stało się to po tym, jak w dość załadowanym autobusie pan rozpostarł mi – i z musu kilku innym osobom także – przed nosem wielkopłaszczyznową gazetę. Nie powiem, że sobie przy okazji nie miałam możliwości owej gazety poczytać, ale rozumiecie, o co chodzi. Czasami po prostu nie da się wyjąć książki, czasami dobrze jest mieć książkę mniejszą, żeby jakoś dało się ją wyciągnąć i podsunąć sobie – a nie współpasażerom – pod nos albo może spróbować z czytnikiem (najłatwiej się w nim przerzuca strony, bo można go trzymać i przekładać strony jedną ręką, a drugą trzymać się czegoś, by nie upaść; chyba, że ścisk jest taki, że nie ma szansy upaść, bo nas współpasażerowie siłą rzeczy przytrzymują na miejscu). Przy czym jasne, jeśli nie możemy się doczekać, żeby dowiedzieć się, co się w naszej właśnie czytanej książce dzieje, zasadniczo pokonamy fizykę i wyciągniemy, i zaczniemy czytać książkę w każdym rozmiarze (a o ile nie jest to XIX-wieczny wolumen zawierający zarodniki podejrzanych grzybów i wymarłą 50 lat temu wysypkę, to chyba zasadniczo współpasażerowie nam wybaczą).


A w przerwach od zastanawiania się pooglądajmy sobie
wielkomiejskie środki transportu. Fot. Arushee Agrawal.


Strategiczne miejsce
No właśnie, czasami generalnie jest krucho z tym miejscem, ale pewne miejsca mają jakby więcej, no cóż, miejsca niż inne. I jasne, najprościej jest powiedzieć, że siadamy i czytamy. Ale co, kiedy nie mamy możliwości usiąść? W pewnym momencie dojeżdżałam do pracy bardzo zatłoczonym autobusem (jakoś tak po prostu mój przystanek przypadał na miejsce, w którym nikt niemal nie wysiadał, za to wiele osób, tak jak ja, usiłowało wsiąść) i nauczyłam się, że są takie miejsca, w których da się jednak wyciągnąć książkę – co prawda wymaga to pewnych ustępstw (czytaj: wciskania się w dziwne przestrzenie między siedzeniami, owijanie wokół rączek do trzymania się i tego typu sprawy), więc nie ma się co dziwić, że możemy się ocknąć z czyimś łokciem w boku i kilka razy wywołać zdumienie na twarzy współpasażerów, że o, ktoś tu jednak stoi. 
 
 
 

Dostęp do światła
Istotne wieczorami, ale nie tylko. W takich chwilach można sobie pogratulować zajęcia miejsca w miarę blisko okna (a zważywszy, że jednak pojazdy komunikacji zbiorowych mają właściwie wiele okien, nie jest to aż takie skomplikowane) albo jakoś tak bardziej przy lampkach. Nie wskazane jest za to zajmować miejsce przy wysokich osobach lubiących się pochylać, bo jednak wtedy zostajemy skutecznie odcięci od źródła światła, a czytanie i przyświecanie sobie komórką, przy równoczesnych wysiłkach by zachować równowagę jest, no cóż, raczej problematyczne. 
 
 
 

Lokalizacja bagażu
Zazwyczaj jednak książka nie jest jedyną rzeczą, z którą wyprawiamy się w podróż komunikacją miejską bądź podmiejską. Mamy zwykle jeszcze przy sobie torbę/plecak/parasol/termos z herbatą/reklamówkę i tak dalej. Co wtedy? Trzeba je gdzieś jakoś ulokować, żeby równocześnie mieć miejsce i nie zadręczać się, że tu oto, na tej właśnie scenie, którą czytamy, zostajemy ograbieni z zawartości torby/plecaka/reklamówki, nasz termos wędruje w siną dal, a parasol podróżuje zapomniany autobusem danej linii aż na koniec świata. W ogóle to chyba strach przed zostawieniem parasolki bywa dość duży, bo też często wkłada się ją w takie zakamarki siedzeń, że łatwo wyjść z autobusu z zadowoloną miną człowieka, który nigdy przecież parasola nie miał. Dlatego nie dość, że musimy pamiętać, że w ogóle mamy jakiś bagaż, to jeszcze umieścić go tak, żeby nie przeszkadzał, nie został sobie przyswojony przez kogoś innego albo porzucony przez nas samych. 
 
 
 

Pogoda
Wbrew pozorom to, co dzieje się poza autobusem wpływa na to, co dzieje się w autobusie. Bo spróbujcie wyciągnąć papierową książkę wtedy, kiedy wszyscy beztrosko sobie parujemy, wchodząc do autobusu prosto z deszczu, pokapując z kapturów i parasolek. Trzeba nie lada przemyślności, żeby tak się ustawić, żeby samemu nie zachlapać książki i nie pozwolić zachlapać jej innym. Albo śnieg, który roztapiając się powoduje, że faktycznie przyczepność naszych butów do podłogi autobusu się zmniejsza, a przy tym czytanie przy słabym oparciu staje się bardziej ryzykowne. Co nie oznacza oczywiście, że nie da się wtedy czytać. Da się, jak najbardziej, ale jednak wszystkie te zmienne trzeba brać pod uwagę.

Czy macie jakieś strategie dotyczące czytania w komunikacji miejskiej? A może jednak wolicie nie czytać w autobusach?

Weź dokładkę!

36 komentarze

  1. Ja w komunikacji miejskiej zazwyczaj wybieram audiobooka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, że to jest w ogóle bardzo dobre rozwiązanie, ale mój stosunek do audiobooków nadal mogę określić jako "to skomplikowane" :). Ale próbuję, żeby zobaczyć, czy przypadkiem słuchania książek nie da się jednak -- podobnie jak ich czytania -- nauczyć :).

      Usuń
    2. Ja też nie jestem przekonany do audiobooków, ale jestem poniekąd na nie skazany jak mam dłuższą wędrówkę na nogach z punktu A do punktu B. Z mojego doświadczenia wynika, że audiobooki dają najlepsze efekty(zadowalające zapamiętanie materiału), kiedy przesłucha się je kilkakrotnie. Słuchając książki na słuchawkach zazwyczaj jesteśmy rozpraszani przez inne bodźce i nasza koncentracja na tekście jest słabsza, dlatego trzeba daną informację powtórzyć kilkakrotnie, aby została zapamiętana.

      Ale i tak wolę literki drukowanie i basta!

      Usuń
    3. Dokładnie, ostatnio złapałam się na tym, że mogłabym przecież słuchać, jak muszę gdzieś dalej iść, ale obawiam się, że właśnie zupełnie bym się rozproszyła. Dlatego staram się słuchać, kolorując, co daje dość zadowalające efekty. Zastanawiam się, jak to jest z tym zapamiętywaniem: bo przecież zasadniczo z książek papierowych też zapamiętujemy nie wszystko, a pewne rzeczy bardziej nam się rzucające w oczy. Przy czym może chodzi o śledzenie zawiłości fabuły? Bo jeśli tak, to rozumiem: tracimy wątek i cofamy, żeby przesłuchać co i jak (gorzej, jak nie wiemy, do którego momentu powinniśmy się cofnąć ;)).

      Usuń
  2. Bardzo podziwiam Irlandczykow pod tym wzgledem. Jezdze pociagiem podmiejskim, ktorego stacja docelowa zawiera w sobie uniwersytet, wiec jest duzo studentow, ktorzy po prostu w pociagu czytaja podreczniki akademickie (i robia notatki! Ale w irlandzkich pociagach o ile ma sie szczescie mozna trafic na czterosiedzeniowa wysepke z malenkim stoliczkiem wiec rzecz ulatwiona). Z drugiej strony mnostwo jest wlasnie ludzi w calym przekroju wiekowym, ktorzy czytaja po prostu wszystko. Od kryminalow po Joyce'a, od chudzin po ekstremalne grubizny i czesto wlasnie - na stojaco i w scisku z olimpijskim spokojem. No ale Irlandczycy zawsze byli swietnymi gawedziarzami, sluchaczami i czytelnikami. Byle co ich nie zniecheci. To musi byc cos w wodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się zawsze podoba, jak w filmach bohaterowie w pociągu piszą listy albo chociaż robią notatki do później słynnych powieści, podczas gdy sama w pociągu nie potrafię pisać, bo jednak pociąg sobie podskakuje wesoło na torach, a moje notatki wychodzą zamazane i nieczytelne (to samo z autobusem). Może faktycznie to musi być coś w wodzie, żeby człowiek nabył takich umiejętności (albo to geny Cuchullaina?). Rzadko widuję ludzi czytających na stojąco w autobusie -- możliwe że dlatego, że sama czytam i akurat się nie rozglądam ;) -- ale ostatnio jakby częściej (czytniki wydaje mi się pomagają).

      Usuń
    2. No akurat Cuchulainn to za czytaniem nie przepadal :) Jak juz wsiadal w ten swoj chariot to szalenstwo nastepowalo innego zgola rodzaju :)

      Usuń
    3. Niby racja, ale chodziło mi bardziej wiesz, o taką wytrzymałość i nie poddawanie się niesprzyjającym okolicznościom ;). Bo z tej strony patrząc, to jednak dobrze, że nikt nie wpada w amok w autobusie przy czytaniu ;).

      Usuń
  3. Ja na te wszystkie problemy mam jeden sposób - czytnik ebooków. Z moim Kindelkiem bowiem zawsze znajdę jakieś miejsce by przycupnąć i czytać. A nawet jeśli jestem w ognistym sercu tłumu i ścisku lawirując jedną ręka przy uchwycie jestem nadal w stanie spokojnie obsłużyć mojego Kindle'a.

    Oczywiście trudności związane z dużym bagażem lub mokrym parasolem też występują, lecz wówczas zawsze poluję na półkę bagażową. W krakowskiej komunikacji miejskiej praktycznie każdy autobus lub tramwaj (ja zazwyczaj jeżdżę tym drugim) posiada takie miejsce, gdzie można położyć swój ciężki bagaż. Gdy natomiast to miejsce jest zajęte opracowałam nowatorską metodę umieszczania swojej ciężkiej torby na drążku i przyciskania do szyby, która powoduje, że co prawda trzeba mocno uważać, aby torba nie spadła, ale ma się wolne ręce.

    To co mnie przeszkadza w komunikacji to ludzie!
    Przede wszystkim osoby rozmawiające (ze sobą lub przez telefon), bo czasami tak trajkoczą, że nie jestem w stanie skupić się na książce. Ale też słuchający muzyki na głos (tak, tacy też istnieją) lub przez słuchawki, które wypuszczają tak dużo dźwięku, że dudni nam w uszach. A już najgorsze są stosunkowo młode osoby (nikogo nie chcę tutaj oceniać po wieku, bo nie to jest istotne), które stoją z torebką (lub bez), przekładają ją z jednego ramienia na drugie, wzdychają, sapią, głośno jęczą, chcąc tym samym wyłudzić miejsce siedzące - ciągle się na nie napotykam, a ich cechą charakterystyczną jest nonszalanckie kładzenie swojego bagażu praktycznie na kolanach siedzącego pasażera lub niby przypadkowe uderzanie nim go po głowie. Dlatego, jeżeli jest miejsce w tramwaju, zawsze siadam w rzędach, gdzie są podwójne siedzenia i zajmuję miejsce przy oknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytnik jest niezły, to prawda. Ale co, kiedy ma się daną książkę w wersji papierowej i naprawdę trudno się oderwać od lektury ;)? Ale ogólnie tak jak pisałam: czytnik faktycznie ułatwia czytanie w ścisku, bo prościej przerzuca się na nim strony, także jak najbardziej zgoda :).

      Ale jak to na drążku? W sensie tym takim do trzymania? Brzmi fascynująco, ale nie umiem sobie jeszcze tego wyobrazić :).

      Wiesz, mi rozmowy aż tak nie przeszkadzają -- chyba, że są ciekawe, wtedy podsłuchuję ;). Natomiast ta muzyka -- nie powiem, że podchodzę do niej z zupełnie stoickim spokojem, ale traktuję ją jak przygodny soundtrack do książki. Spróbuj, bo to bardzo poprawia humor -- w sensie zamiast siedzieć i myśleć coś w rodzaju "kurczę, jak tak można?", myślę o tym jak o taki kawałku podkładu muzycznego w filmie :).

      Usuń
  4. Nie mam choroby lokomocyjnej, ale gdy tylko zaczynam czytać w samochodzie czy autobusie, od razu robi mi się źle.
    Także tutaj audiobook znacznie lepiej wypada, choć wolę jednak poczuć papier w dłoniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można słuchać, a dla niepoznaki trzymać przy sobie książkę. I wilk będzie syty, i owca cała ;).

      Usuń
  5. "wciskania się w dziwne przestrzenie między siedzeniami" - Teraz to jest fajnie, bo w autobusach - dzięki temu, że jedne siedzenia są wyżej, drugie niżej - nie brakuje takich zakamarków. ;) Uwielbiam je, chyba nawet wolę od siedzeń, jestem niewysoka, więc wszędzie się zmieszczę. Raz utknęłam w przestrzeni za kasownikiem (tj. pasażerowie zablokowali mi dziurę, przez którą tam weszłam). ;) Jeśli ktoś jeszcze tak robi, mogę podać sposób na ułagodzenie ewentualnych niezadowolonych współpasażerów: (przed wyjściem, oczywiście) związać włosy w dwa warkoczyki i zrobić niewinną minę, wtedy najwyżej zapytają "gdzie twoja mama" albo nawet się uśmiechną, bo dzieciom wszystko się wybacza. :) No i najlepiej się podróżuje z plecakiem (ja to nawet nie mam torby), ręce są wolne i można przewracać strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z plecakiem faktycznie pod tym względem jest prościej, ale czasami w ścisku trzeba go jednak zdjąć i trzymać, żeby nie przeszkadzać współpasażerom (zawsze znajdzie się ktoś, w kogo nasz plecak uderzy albo coś w tym rodzaju -- lepiej jednak oszczędzić mu takich rewelacji :)). Och, tak, wciskanie za kasownik! Mnie się wydaje, że kasownik czasami wywołuje taką furię w ścisku, bo na przykład człowiek jest jedną z trzech osób jakoś go blokujących -- nie ze złej woli, ale po prostu jest się na niego wepchniętym i trudno -- a trzeba kasować bilety, więc się jest ofukiwanym. Ale i z tym można dać sobie radę, byleby zachować uśmiech i zimną krew ;). Ale warkoczyki, kto wie, mogą w tym pomóc :D.

      Usuń
  6. Do czytania w komunikacji dobre są tygodniki- łatwo dopasowują się formatowo i nie szkoda ich zachlapać albo pobrudzić. Albo Kindle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej! W dodatku można je zginać na pół w pionie czy w poziomie, żeby wygodniej się je nam trzymało, a jak przy szybkim przewracaniu strona się nam nadedrze to nie ma za bardzo za czym płakać. Zgadzam się -- zresztą odkąd "Tygodnik Powszechny" zmienił format, zdarza mi się zabierać go w drogę, wcześniej jakoś jednak był przyduży ;).

      Usuń
  7. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, w autobusie raczej czytam blogi na telefonie niż książki. (Twój Pyzo, raz spowodował niezauważenie, że trasa się nieco zmieniła i wylądowanie w innej części miasta ;)) Powód jest bardzo prozaiczny, od książki ciężko mi się oderwać nawet przy przesiadce, co skutkuje przegapieniem tramwaju/autobusu na który czekałam umilając sobie w ten sposób czas. Jednak posty, nawet z komentarzami są krótsze i ryzyko jest mniejsze. ;) Ewentualnie, do autobusu jeszcze dobra jest gazeta formatu maksymalnego A4. Choć z drugiej strony, jeśli akurat w torbie jest kieszonkowe wydanie ulubionej książki, to kusi, kusi. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, czasami popatruję na czytających na telefonie, ale długo nie umiałam sobie wyobrazić, że tam coś widać (sama mam stary telefon). Ale potem brat mojego Domownika mnie przekonał, że się da -- pokazał mi nawet, jak wygląda mój blog właśnie na takim telefonie i faktycznie da się czytać :). W sumie to przyjemnie się dowiedzieć, że się tak zaczytałaś, a z drugiej strony mam jednak wyrzuty sumienia :). Mnie się zwykle nie zdarza przejechać przystanku, bo mam długą trasę i po jakichś 20 minutach się rozglądam, gdzie jestem, żeby właśnie nie pojechać dalej albo nie wysiąść za wcześnie z powodu książki :). I tak -- jak pisałam też wyżej -- gazety są w porządku, w odpowiednim formacie właśnie ;).

      Usuń
    2. Ale absolutnie żadnych wyrzutów sumienia, od tamtego czasu mam nauczkę, żeby pamiętać o zamianach trasy kiedy jest remont. ;) Na mojej najdłuższej, prawie półgodzinnej trasie, mam ten komfort, że wsiadam na pętli. Dlatego też książka bezproblemowo ląduje mi na kolanach, pod kolanami plecak, a ewentualna torba z materiałami/teczka, miedzy mną a oknem i można czytać cały czas. W razie zaczytania, na dłuższej trasie też już mam "czujkę" gdzie jestem i w odpowiednim momencie się odrywam. Jak mam więcej czasu to pozwalam sobie zaczytać się i przejechać jeden przystanek, bo do nadrobienia niewiele a strona/zdanie doczytane. ;)

      Usuń
    3. Mnie się zdarza, że wysiadam i jeśli nie jest to jakieś bardzo zatłoczone miejsce, a topografię znam na tyle, żeby nie bać się, że wdepnę w jakiś słupek albo na kogoś wpadnę, to po prostu czytam dalej idąc aż skończę tę stronę/zdanie/rozdział, od którego trudno mi się oderwać ;).

      Usuń
    4. No nie, jak mam taką możliwość to również pozwalam sobie skupić się na książce/telefonie/etc. i czytać dalej, idąc. Obecnie jednak z racji remontów, robię to rzadziej. ;)

      Usuń
  8. Ja mam to szczęście, że jeżdżę takim autobusem, w którym zawsze miejsce siedzące znajdę (uroki mieszkania w małej miejscowości), więc z czytaniem nie mam problemów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pozazdrościć :). Z drugiej strony, czasami nawet miejsca siedzące bywają zdradliwe, łatwiej na przykład ulec wtedy pokusie i zapaść w błogą drzemkę ;).

      Usuń
  9. Właśnie zdałam sobie sprawę, że zazwyczaj mam przy sobie książkę papierową (jeśli będzie luksus dużej przestrzeni), oraz czytnik. No i aplikację czytnikową w telefonie, jakby już była straszna bryndza przestrzenna. Nie, wcale nie mam problemu :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Godne podziwu zaopatrzenie się w materiał ;)!

      Usuń
  10. A ja nie lubię czytać w autobusach, bo nie mogę się skupić (przecież zawsze ktoś rozmawia, czy ciąga nosem, albo jakiś młodzieniec w dresach nie odkrył jeszcze, że istnieje taki wynalazek jak słuchawki), ale i tak mam zawsze na telefonie coś lżejszego, co nie wymaga zbytniego myślenia, albo przeglądam twittera ^^
    Niestety, ale nie jestem człowiekiem, który może czytać wszędzie. Muszę mieć ciszę, nawet muzyka mi przeszkadza, a jak ktoś w domu ogląda tv to zamykam drzwi.

    Za to uwielbiam obserwować i podpatrywać, co kto czyta w komunikacji miejskiej. Zadanie jest utrudnione, bo coraz mniej papierowych książek, a więcej czytników, tabletów i telefonów właśnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ale jaka ekscytacja, jak się czyta taką książkę przez ramię komuś (dyskretnie, rzecz jasna) i nie wiadomo, co to jest, bo nie można sprawdzić okładki! I albo się zgadnie, albo pozostaniemy z tajemniczą książką w pamięci (jak była interesująca, to zawsze można zapamiętać jakieś zdanie i próbować guglać) -- taka przygoda :)!

      Usuń
  11. Ja w ogóle kocham komunikację miejską. To znaczy, nie lubię jej jak jest np. deszcz czy gorąc, bo i ludzie wtedy wariują i nie myślą o innych, a i samo podróżowanie bywa czasem męczące, ale kocham np. dojazdy do pracy. Jasne, nie chce mi się wychodzić z domu, ale te 30 minut dojazdu jest tylko dla mnie. Mogę poczytać książkę (ostatnio jednak tylko Kundle, ale po prostu kupowanie ebooka w oryginale - polskie tłumaczenia i wydania ostatnio wołają o pomstę do nieba więc zrezygnowałam - jest tańsze i szybsze niż sprowadzanie zza oceanu książki papierowej), mogę nadgonić Internety z poprzedniego wieczora, mogę posłuchać muzyki i pogapić się na miasto... zresztą jak czytam to też słucham muzyki, właśnie po to by wytłumić odgłosy komunikacyjne i ewentualne dystrakcje.
    A ostatnio, jak pewnie kojarzysz, słucham wiedźmińskiego słuchowiska. Frajda jak mało co - potrafię się szczerzyć jak szczerbaty do sucharka. Muszę innym współpasażerom sprawiać wrażenie kompletnie szalonej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu powiem, że mam bardzo podobnie ;). W sensie: moja miłość do komunikacji miejskiej zawodzi, kiedy jest w niej duszno, wszyscy usiłują strzelić współpasażerom sójki w bok albo kiedy jest mokro i całe wnętrze autobusu paruje, ale też lubię dojeżdżać do pracy. Łapię się na takiej myśli, że o, jak przyjemnie, teraz czeka mnie czterdzieści minut spokojnego czytania ;). Za to nie słucham muzyki, bo nie bardzo mam na czym. A słuchowisko wiedźmińskie zostawiam do kolorowanek, bo boję się, że odpłynę słuchając go w autobusie, bo za bardzo będę się wtedy przyglądała widokom za oknem albo temu, co czytają współpasażerowie ;).

      Usuń
    2. A masz też tak, że nie przepadasz za komunikacją miejską w okolicach zimy, bo ludzie są opatuleni jak ludziki Michelina i trudniej w puchatej kurtce+rękawiczkach jest się wygodnie usadowić i trzymać książkę? Zima/jesień to jednak pora do siedzenia z książką w domu, a wiosna/lato do łażenia z nią po mieście :)
      A wiesz, że mnie jakoś słuchowiska nie wchodzą do kolorowanek? Lubię znad nich podnieść wzrok, rzucić spojrzenie na ekran, może się zainspirować jakim wzorem/kolorem. Na słuchowisku łatwiej mi się skupić właśnie przy "bezmyślnych" czynnościach - sprzątaniu, zmywaniu, rozwieszaniu prania, czy jeździe komunikacją :D

      Usuń
    3. Ha, nie dalej jak wczoraj podglądałam pilnie, co czyta opatulona pani koło mnie w autobusie ;). Myślę, że to kwestia takiego ewolucyjnego dostosowania: o ile bardzo nie pada, a w pobliżu nie ma absolutnie żadnej wiatki, to udaje mi się całkiem nieźle czytać. A to odkąd dostałam parę rękawiczek z palcami z takim "odsuwanym" wierzchem. Jak mi zimno, po prostu zakładam sobie taką jednopalczastą pokryweczkę, a jak chcę przerzucić stronę, to też nie ma problemu, bo mogę jednym ruchem uwolnić palce (opis brzmi zawile, ale to wbrew pozorom proste i dla czytelnika -- idealne na zimę; o, powinnam o tym chyba napisać wpis :D).

      Oj nie, ja się wtedy właśnie rozpraszam (nie wiem, jak o mnie świadczy to, że rozpraszam się na takich właśnie prostych czynnościach, ale zwykle zaczynam wtedy krążyć myślami albo przy tym, co robię, albo przy jakichś skojarzeniach / wspomnieniach i tak dalej, a słuchowisko leci sobie a muzom ;)).

      Usuń
    4. Myślałam bardziej o czytaniu w zimowym autobusie, gdzie ze względu na puchate okrycia pojedynczy człowiek zajmuje więcej miejsca i ma trudności w ruszaniu się, przez co jakoś tak zawsze kogoś niechcący potrąci. W takich warunkach trudno mi wyciągnąć książkę/Kundla z torby, a co dopiero je czytać. Mimo iż też mam takie "odsuwane" rękawiczki i bardzo je sobie chwalę. Chyba po prostu w zimie czuję się zbyt ograniczona puchatymi kurtkami, szalikami i czapkami :D

      Nijak nie świadczy :D Po prostu Twój mózg nie lubi bezczynności, więc jak tylko robisz coś "bezmyślnego" to umysł szuka sobie zajęcia. Myślę, że to dość często spotykany mechanizm ^^

      Usuń
    5. A, to tak, z tym się zgadzam, ale już od jesieni sprawa robi się bardziej skomplikowana. W sensie: mnie najbardziej blokuje parasol. Bo i stres, że znowu go zapomnę, i jedna ręka zajęta (jeśli stoję, bo zawiesić go na przedramieniu trudno, chyba że się chce kogoś dźgnąć), i mokro, i kapie. Także jak mogę zamienić parasol na puchówkę to nawet jestem zadowolona (umiarkowanie, bo i tu ten element ograniczenia jest mi znany: "trzeba by się rozpiąć, bo gorąco -- ale nie ma jak, bo nie będę się przecież przepychać -- jak tu czytać -- zdjąć czapkę? -- nie, przeciąg od drzwi będzie" i tak dalej ;)).

      Usuń
  12. W komunikacji miejskiej czytam namiętnie, choć głównie w tramwajach. W autobusach zwyczajnie często robi mi się niedobrze podczas czytania... Stąd faktycznie lepszy audiobook. Dla zaoszczędzenia przestrzeni i polepszenia sytuacji chwytnej wolę czytnik (inaczej trudno manewrować na zakrętach, jednocześnie się czegoś trzymając i próbując utrzymać książkę otwartą wytraczająco szeroko w jednej ręce...). Ogólnie najlepiej dorwać miejsce siedzące, ale nawet jeśli się takowe znajdzie, często starsze panie sarkają dookoła, jeśli przez zaczytanie się ich nie zauważy i nie ustąpi miejsca... ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, sytuacja chwytna może tu być kluczowa ;). Mnie najbardziej zawsze frustruje, kiedy nie mogę przewrócić strony, bo nie mam jak, i muszę albo czekać na przystanek, albo wykonywać różne dziwne manewry, albo memoryzować to, co akurat przeczytałam, z braku laku ;). A jak jeszcze akcja jest tego typu, że to akurat taki stronoprzewracacz, to tym bardziej można się sfrustrować -- czasami nawet wtedy stwierdzam, że e, chowam, poczytam jak będą lepsze warunki ;).

      Usuń