Książki o wiek się nie pyta albo o opozycjach nie do końca wyjaśniających


Jak wiecie, lubię stare książki. Nie przeszkadza mi specjalnie, że grzbiet odpada, kartki są żółte, a strony trzeba czasem rozcinać. Tyle że, no właśnie: ze starymi książkami bywa tak, że lubimy je, bo niosą ze sobą jakąś nić sentymentu, wspomnienie – nie zawsze nasze uczucia są podyktowane praktyką. Dlatego chciałam się zastanowić, jak to jest faktycznie z wiekiem książek: kiedy są stare i czy faktycznie tylko o ich formę materialną tutaj chodzi.


Przy czym na początek takie zastrzeżenie: to raczej zbiór hipotez i luźnych myśli bardziej, niż usystematyzowane przemyślenia. Głównie dlatego, że chciałabym przetestować pewne pytania. A przy okazji: to już trzechsetny post na blogu!

Co to jest ta „stara książka”? Mówiąc to, możemy mieć przed oczami piękne antyki, śliczne białe kruki w okładkach sprawiających, że czujemy się niemal jak bohaterowie powieści znajdujący przejście do Narnii. Tymczasem jest mnóstwo starych książek, które niespecjalnie odsyłają nas do tego typu wyobrażeń. W końcu nie wszystko wydawano w taki sposób. Najstarszą książką w moich zbiorach jest zbiór opowiadań IgnátaHerrmanna z 1903 roku – przywołuję go tutaj nie bez kozery, to takie satyryczne historie, dość popularne swego czasu w Czechach. No właśnie: popularne. Nabyłam tę książeczkę, która przetrwała już wówczas wizytę u introligatora, za niecałe dwa złote. Co jest fascynujące, bo w czeskich antykwariatach rzeczy z początku dwudziestego i końca dziewiętnastego wieku, które wyszły w dużych nakładach można dostać mniej więcej za tę kwotę.

Wydaje mi się, że to także kwestia dostępności książek. Część uroku starych książek leży w ich słabszej dostępności, przez co wydają się może odrobinę bardziej magiczne, a ich aura bardziej niepowtarzalna (inaczej wygląda nowy egzemplarz „Czerwonego i czarnego”, a inaczej taki z początku wieku). Nie powiem, jest w tym faktycznie coś przyciągającego. Wracając chociażby do tego Hermana: przyznaję, że kupiłam go bardziej przez wzgląd na to, że chciałam go po prostu przeczytać, ale to, że ten konkretny egzemplarz byłby równolatkiem mojej prababki, stanowiło pewien walor dodany. Przy czym, ponownie: pytanie, na ile stare książki mają nadal tę wartość użytkową na pierwszym miejscu, a na ile przejawia się w nich bardziej taka wartość historyczna czy zachwyt „dawnością”? 
 
 
 Ponieważ mój komputer dostał nagłej zapaści i nie chce wyświetlać mi grafiki -- a raczej chce, ale tylko zgodnie z jego, a nie moim, humorem, to dzisiaj tylko jedno zdjęcie.


Przy czym muszę zauważyć, że zasadniczo jedno drugiego nie wyklucza. Znajdą się oczywiście bibliofile, którzy mają specjalną półkę na rzeczy, które cenią jako rzeczy (pierwsze wydania, książki z autografami i tak dalej), a nie jako coś, co można czytać. I nie ma w tym nic złego. Przyznaję jednak, że nie zdarza mi się kupować książki tylko dlatego, że stuknęła jej setka. Bo czasami jednak dużo przyjemniej sięgnąć po wydanie młodsze: druk jest wyraźniejszy, może większy, format poręczniejszy i tego typu inne, dość przyziemne, kwestie przemawiają za praktyczniejszym nowszym egzemplarzem. Pozostaje jednak cała „szara strefa”: książki, które wcale nie są „nowe” – albo ten urok nowości już straciły – ale nie są też bynajmniej „stare” w tym klasycznym rozumieniu „starych książek”. Co z nimi?

Tak jak pisałam na początku, „stara” książka to pojęcie dość względne. Bo jasne, coś z początku XX wieku jest niewątpliwie stare, ale co zrobić na przykład z wydaniem z lat 50.? Albo 60.? Albo nawet 70. czy 80.? Przykładając do nich ludzką miarę, te książki jednak stare nie są, ale w świecie książek nowe już na pewno nie (bo tu, co trzeba zauważyć, „stare” nie jest opozycją do „młode”, ale właśnie do „nowe”). Kiedy kończy się „nowość” książki? Mam takie przeczucie, że dużo zależy od stanu, w jakim książka się znajduje. Analogicznie do tego, co pisałam a propos starych książek: nowe są lśniące, mają białe kartki, mogą też jakoś wpisywać się w trendy okładkowe, przez co wydają nam się bardziej „współczesne”. A jeśli są zadbane, to dodatkowo może nie być widać, że mają lat – dajmy na to – dwadzieścia.

Niewątpliwie jednak jest cała masa książek, które nie są ani stare, ani nowe i trudno jest je umiejscowić w takiej opozycji. Mam zresztą wrażenie, że może to wcale niekoniecznie ta data wydania usprawiedliwia pisanie o książce per „stara”? Może jednak, pisząc o starych książkach, należałoby wziąć pod uwagę, czy książka się pod innymi niż materialne względy „zestarzała”? W końcu używamy czasem takiego słowa jako wytrychu, mówiąc że niektóre treści „brzydko się zestarzały”. Co ciekawe jednak, nie oznacza to wtedy, że automatycznie powiemy, że mamy do czynienia z książką „starą” – bo to nadal rezerwujemy dla książek wydanych dawniej. A przecież może być tak, paradoksalnie, że książka sprzed pięciu lat „zestarzała się” w taki właśnie sposób. O wieku książek zatem czasami naprawdę trudno wyrokować.

Weź dokładkę!

21 komentarze

  1. Ja nie lubię starych książek (w moim mniemaniu takich sprzed XX wieku), bo przytłaczają mnie ilością opisów. Większość z nich jest po prostu zbędna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam opisy, nawet całą notkę o tym napisałam :). W tym sensie uważam, że bez opisu strasznie trudno jest się w ogóle odnieść do fabuły -- bo nie widzimy, gdzie się to dzieje, jak autor panuje nad przestrzenią i tak dalej. Bo jednak przestrzeń, to, jak wyglądają postaci i cała konstrukcja powieści od tej strony pozwala zobaczyć szerszą panoramę niż tylko przebieg zdarzeń. A poza tym jestem też fanką powieści starszych niż 1901, więc wiadomo ;).

      Usuń
  2. Mam wydanie ,,Pana Tadeusza" z początku XX wieku. Nadal w dobrym stanie, kartki zszywane, okładka twarda. Cieszę się, że jest w moich zbiorach, chociaż stoi za szybką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekstra! W moim domu rodzinnym mamy tylko całkiem ładny reprint pierwszego wydania, ale wiadomo, co stare wydanie, to stare wydanie. Wcale się nie dziwię, że za szybką, ale pewnie od czasu do czasu zza niej wychodzi :).

      Usuń
  3. Dobrej książki się o wiek nie pyta:)
    Przypomniał mi się pełen niedowierzania komentarz zostawiony dawno temu pod jedną z moich recenzji: "Książka z 1972 roku? Nie lada wyzwanie…" Normalnie jakby to było cyrylicą na korze brzozowej ryte:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to. Wydaje mi się, że przy takim postawieniu sprawy za dużo się traci, zwłaszcza że jest coś takiego, co sprawia, że niektóre powieści wydają się nam szalenie współczesne, chociaż powstały w XIX wieku na przykład. Hm, a książka z 1972 to zupełna młódka w tej optyce ;).

      Usuń
    2. Cóż, dla wielu osób literatura zaczęła się w 2010 roku albo i jeszcze później, patrząc na ten pęd ku nowościom.

      Usuń
    3. No tak, ale zobacz, że to wcale niekoniecznie jest związane z datą napisania, ale też z datą wydania. I znowu: z jednej strony rozumiem chęć czytania ładnej, nowej książki i super, że dalej wydaje się klasyków, czasami naprawdę pięknie. Ale zastanawiam się, co tutaj wchodzi w grę: bardziej wygląd czy bardziej treść. Poza tym niektóre książki umieją wtedy zwieść czytelnika, bo niby takie nowe, a tu metryczka pokazuje, że są z lat 60. na przykład. XIX wieku ;).

      Usuń
    4. Owszem, zauważyłem wzrost czytelnictwa np. Lalki na blogach odkąd jedno z wydawnictw wznowiło i zapewne rozesłało recenzyjnie :P I Dostojewskiego.
      Uwielbiam książki, po których wieku nie znać, na czele z ukochaną Diuną, która się nic nie zestarzała.

      Usuń
    5. To jest super pomysł na zestawienie, tak swoją drogą: książki, które się nie zestarzały (dorzuciłabym tu co poniektóre Lemy!).

      Usuń
    6. No to zestawiaj, ja jestem beznadziejny w zestawieniach :) Chłopi się nie zestarzeli, moim zdaniem, w przeciwieństwie do reszty Reymonta.

      Usuń
    7. A chyba zestawię ;). Przy czym wydaje mi się, że tu jest kilka zmiennych: jak z tymi "Chłopami" (też uważam, że się nie zestarzeli, ale nie umiem się odnieść do reszty Reymonta, bo nie czytałam jeszcze -- ale "Ziemia Obiecana" się zestarzała według Ciebie?), to znaczy pod jakim względem mogło się coś nie zestarzeć: kreacji bohaterów, języka, poruszanego tematu, konstrukcji i tak dalej ;).

      Usuń
    8. Ziemia obiecana się zestarzała, bo to ogólnie słabe, pomijając genialne opisy Łodzi. Zola na skalę prowincjonalną ze zwichniętą fabułą. W Chłopach nie zestarzało się nic, moim zdaniem. Stylizacja językowa wciąż świeża, mimo całej masy literatury wiejskiej, z Redlińskim na czele. Konflikty wciąż żywe, opisy wciąż barwne, postacie wciąż wywołujące dyskusje :) Czytasz i na podstawie tekstu nie wywnioskujesz, kiedy powstało. Jak Proust, jak Opowieść podręcznej i pewnie jeszcze parę innych książek.

      Usuń
    9. "na podstawie tekstu nie wywnioskujesz, kiedy powstało" -- właściwie to powinno być główne kryterium :).

      Usuń
    10. To już możesz sporządzać listę :) Eden Lema się łapie.

      Usuń
    11. Nie tylko "Eden", dorzuciłabym przede wszystkim moje ulubione "Fiasko" i w ogóle późniejszego Lema, bo przetestowałam i mam wrażenie, że w tych wcześniejszych jednak da się poznać (specyfika słownictwa, chociaż oczywiście można i wówczas założyć, że chodzi o stylizację).

      Usuń
    12. Aż tak bardzo tematu Lema nie zgłębiłem. W ogóle dobra fantastyka starzeje się wolno.

      Usuń
  4. Dla niektórych stara może być książka wydana rok temu, jeżeli lubują się tylko w nowościach i czytają na bieżąco.

    Dla mnie nie ma pojęcia "starej książki", jest natomiast pojęcie "starego wydania". I niektóre starsze wydania uwielbiam, innych po prostu nie lubię.

    Nie lubię np. starego wydania książki Agaty Tuszyńskiej o Singerze. Książka dużo lepiej prezentuje się i lepiej się ją odbiera w nowym wydaniu. Dzięki zdjęciom Singer nie jest też jakimś tam wirtualnym bohaterem, ale człowiekiem z krwi i kości.

    Uwielbiam natomiast wszystkie starsze wydania z Ossolineum - wstępy do tych książek są niekiedy na równi wartościowe z treścią lektury.

    A jak ktoś mówi, że nie będzie czytał książki z lat '80, '70 czy nawet '50 lub '40, bo to staroć to mnie taki pogląd nieco śmieszy. Trudno mi zrozumieć, czy takie osoby faktycznie wiedzą, co mówią i świadomie rezygnują choćby z Bułhakowa, czy Dostojewskiego. Trudno mi w to także uwierzyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podoba to rozróżnienie: tak, faktycznie "stare wydanie" to jest bardzo dobre postawienie sprawy. I, tak jak piszesz, i tu zdarzają się książki do czytania po prostu trudne (te miniaturowe druki! ten papier sypiący się w rękach!). Przez Ossolineum masz na myśli Bibliotekę Narodową? Bo powiem Ci, że tam niektóre wstępy mnie frapują, zwłaszcza te z lat 50. miewają takie momenty mocno, hm, ideologiczne ;). Ale co do zasady się zgadzam: szalenie dużo można z nich wynieść.

      Usuń
  5. Co do "starości" wydań - zauważyłam jeszcze, że u mnie dochodzi jeszcze kwestia osobista. Jeśli coś było w domu od zawsze, jest stare. Kupione już za moich świadomych lat - nówka sztuka :) Tym sposobem "Diuna" wydana przez Iskry, która na regale rodziców była od niepamiętnych czasów, to książka niemalże wiekowa. Ta sama "Diuna" wydana w 1992 roku do dzisiaj jawi mi się jako zupełnie nowy egzemplarz. To musi mieć związek z subiektywnym poczuciem upływającego czasu, te wszystkie "a dopiero co woziłam cię w wózeczku" mojej (i nie tylko mojej) mamy... to samo dzieje mi się z książkami, świeżo kupione, co z tego że 25 lat temu :) Przyznam, że w młodości miało to pewien wpływ na moje wybory czytelnicze - trochę protestowałam, kiedy rodzice podsuwali mi "starocie". Ten sam staroć w nowym wydaniu przechodził bezboleśnie. Dobrze, że szybko zmądrzałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to ciekawe. Bo tak przeanalizowałam, jak jest w moim wypadku i jednak są takie książki, które pamiętam "od zawsze", ale jeśli są starannie wydane i wyglądają jak nowe, to mimo tego traktuję je jak nowe -- chociaż czasami mogą mieć już z dwie dekady ;). Ale masz rację tak w ogóle: że wiek książki może zależeć od tego, jak go kojarzymy (mam podobnie w ogóle z nowościami -- wydaje mi się, że ho ho, taką ciepłą jeszcze nowość czytam, a potem się okazuje, że ma już ta ze trzy lata, a ja kojarzyłam, że dopiero co ją wydali ;)).

      Usuń