Literackie miasteczko albo ukradłam tag

 
Tak, przyznaję, jestem bezczelnym typem podkradającym innym tagi (ale kiedy ci inni do tego zachęcają, to czuję się relatywnie mało zakłopotana moim niemoralnym postępowaniem). Ćma książkowa potrafi wyszukać takie inspirujące tagi, że po prostu trudno się oprzeć: dzisiaj postanowiłam koło jej miasteczka wybudować swoje. Także zapraszam na przechadzkę.
O co chodzi? Obsadzamy bohaterami książkowymi kolejne lokalizacje w naszym miasteczku. Nazwijmy je Książkówko: takie małe, niepozorne miasteczko, stąd to "ówko", leżące gdzieś w kolejnym never-never landzie na styku różnych czasoprzestrzeni, o takiej sile przyciągania, że było w stanie, no właśnie, przyciągnąć wszystkie te postaci. A zatem -- zaczynamy.

Ratusz

Mam co prawda pewne zastrzeżenia, ale jeśli ktoś potrafi wyregulować największe i najdziwniejsze miasto w uniwersum, i to pomimo tego że część praw jest absurdalna, a w tej absurdalności skuteczna, to jakże nie oddać mu ratusza? Niechże w nim zasiądzie lord Vetinari. Nie sądzę, żeby tolerował kogoś jeszcze oprócz siebie w owym urzędzie, więc daję mu wolną rękę i liczę, że wszyscy inni się z nim jakoś zgrają. A on, rzecz jasna, z nimi.
Sklep

W sklepie rezyduje siedząc w kącie i sącząc piwo stryj Pepin z próz Hrabala -- przychodzicie po śmietanę, wychodzicie z historią, ale sprzedaje jedna z postaci ze "Święta przebiśniegu", zapalony kolekcjoner i chomik, u którego można dostać wszystko, mydło i powidło, a sklep nazywa się oczywiście "Jak tu nie kupić, kiedy takie tanie!".
Zoo

Niekoniecznie zoo, ale w każdym razie przybytek dotyczący zajmowania się zwierzętami, żeby miały godne życie -- powierzyłabym Zofii Nałkowskiej. Wiem, to nie postać literacka, ale jeśli przyjmiemy ją za narratorkę cudownych opowiadań "Między zwierzętami", to nie ma lepszego kandydata. Pani Zofia przechadzałaby się po miasteczku ze swoim wiernym chartem, stanowiąc nieustający powód do rozważań wśród innych pań, jakże ona się prosto trzyma, a te zwierzęta takie zadbane!

Klub i kawiarnia

Połączyłam te dwie kategorie, bo lokal byłby jeden, za dnia kawiarnia, po zmroku klub. Zatrudniam od ręki ekipę z "Zaklętych rewirów" Henryka Worcella, ale biorę pod uwagę, żeby jednak zwracać uwagę na przypadki mobbingu. Dlatego może w samej ekipie nastąpiłyby drobne podmiany osobowościowe, ale generalnie myślę, że byłoby sprawnie, w klubie dużo by się działo, a wysokie standardy obsługi, gastronomii i rozrywki byłyby jak najbardziej dotrzymane.

Szkoła

Posadę dyrektorską zaoferowałabym Ijonowi Tichemu. Może zechce się ustatkować, osiąść w Książkówku i stworzyć wzorową placówkę edukacyjną? Na pewno apele z takim dyrektorem byłyby ciekawe, a wierzę, że Ijon by się przemógł i znalazł cudownych nauczycieli. Dla uczniów byłby lekko sarkastyczny, ale na pewno sprawiedliwy i by ich nie skrzywdził. A do tego miałby okazję wychować kolejne pokolenie międzygwiezdnych podróżników.

Muzeum

Niech je prowadzi podmiot liryczny z wierszy Tadeusza Różewicza. Owszem, byłoby to ponure muzeum i owszem, chodziłby za zwiedzającymi i opowiadałby im nie zawsze to, czego chcieliby słuchać, ale wyobraźmy to sobie: małe muzeum w małym miasteczku, w zbiorach nic szczególnego, ale sporo świadectw chwały (w skali, wiadomo, mikro), a do tego na krześle za drewnianą ladą, z plikiem biletów z zeszłej epoki, znużony, ale ciekawy świata na raz, podmiot liryczny jako przewodnik i dyrektor zarazem. Pięknie, prawda?

Szpital

Żeby w szpitalu było przyjemnie i skutecznie, a przede wszystkim, żeby pacjentów przyjmowano szybko i uzdrawiano może nawet bardziej niż leczono -- maksimum skuteczności, minimum nieprzyjemności -- niech pieczę nad nim trzyma pani Pomfrey ze skrzydła szpitalnego Hogwartu. Może jej pomagać Shani, zszywając żółte z żółtym, czerwone z czerwonym, zielone z zielonym. Razem będą bardzo skuteczną służbą zdrowia w Książkówku.

Bank

Wierzę w talenta finansowe Juliusza Słowackiego, więc tym razem przywołam jego we własnej osobie, nie zadając się już z podmiotem lirycznym -- ale żeby był jednak jakoś powiązany, to niech będzie Słowacki z listów do matki. Juliusz liczyłby, inwestował, grywał na giełdzie i mam nadzieję pomnażał bogactwa mieszkańców miasteczka, a przy okazji mówiliby oni, że mają bank, w którym pracuje poeta. Same korzyści!

Księgarnia

Myślę, że bardzo skuteczna byłaby bohaterka "Wśród obcych" Jo Walton. Nie ma co prawda pewności, czy zauważałby klientów, bo pewnie czytałaby całymi dniami, ale czy jest lepsza reklama księgarni niż zapalony czytelnik zawsze w środku? No i science fiction ze złotej ery dałoby się tam dostać bez problemu, choć czasem spod lady i antykwarycznie.

Dzisiaj wybaczcie, że bez ilustracji, ale wpis pisany o czwartej nad ranem po powrocie z wesela, o którym Wam wspominałam wczoraj. Także tylko jeszcze jedno zdjęcie oddające mój stan ducha: foka śpiąca w Rostocku.


Weź dokładkę!

4 komentarze

  1. Wchodzę na obserwowane blogi, a tu Pyza znowu coś nowego dodała :)
    Nominowałam Cię do Liebster Blog Award w związku z tym
    http://jejwysokoscksiazka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, żeby wpis był codziennie, więc wiesz... ;) Ale nie ma ich na szczęście miliona pięćset -- myślę, że to by przekroczyło moje zdolności, bo kiedyś słyszałam, że gdyby ktoś chciał liczyć po kolei od 0 do miliona, to liczyłby 30 lat bez przerwy ;). A co tu mówić o pisaniu ;). Dziękuję pięknie za nominację, na pewno w swoim czasie odpowiem!

      Usuń
  2. Ja jestem psujzabawą i przyszłam napisać tylko, że to nie foka, tylko uchatka.;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie jesteś, toż to element edukacyjny. Widzisz, jak bardzo chciało mi się spać? :D Teraz widzę, że foka ma uszy, więc żadna z niej foka ;).

      Usuń