Trza być z książką na weselu albo o prezentach zamiast kwiatów


Na pewno zdarzyło Wam się już być na ślubie, na którym para młoda zamiast kwiatów prosiła o coś innego. Może zbierała zabawki albo przybory szkolne dla potrzebujących dzieci, może prosiła o wypełnione kupony totolotka, żeby zobaczyć, czy goście będą typować trafnie, a może stwierdziła, że chciałaby książki. Tak się składa, że idę dzisiaj na ślub, gdzie zamiast kwiatów będziemy dawać filmy -- ale pomyślałam, że jak znalazł jest okazja, żeby zastanowić się: jakie książki można dać w prezencie ślubnym? I jakich, tak przy okazji, nie dawać?

Jakie książki wydają się niezłym prezentem:

książki kucharskie: praktyczne, a przy okazji można wyszperać różne cudeńka -- jakąś starą książkę kucharską z oryginalnymi przepisami, coś o gotowaniu wyłącznie z surowych warzyw, nowość podpisaną przez znanego szefa kuchni albo przewodnik po jadalnych roślinach Podkarpacia. Jestem typem, który często daje na różne okazje w prezencie książki kucharskie, odkąd odkryłam, że można je doskonale dopasować do okazji.

albumy: albumy ze sztuką to nie jest coś, co często nabywamy sami -- więc bardzo przyjemnie się je dostaje. Oczywiście nie mówię, że wszyscy na nich oszczędzamy, niemniej odnoszę wrażenie, że takie albumy to raczej rzadsze zakupy. A można je jak najbardziej wręczyć w prezencie, też jako inspiracją do podróży: niekoniecznie po muzeach, ale też po malowanych pejzażach. Poza tym to ten typ godnego, dobrze się prezentującego prezentu, który może zadowolić tych, którzy takie lubią dawać.

klasyka: jasne, można nie trafić, więc lepiej postawić na klasykę, którą się zna i lubi, ale może nie od razu na kolekcjonerskie wydanie "Rozmów mistrza Polikarpa ze Śmiercią". Można zboczyć ze ścieżki lektur szkolnych, coby nasi obdarowani nie zakrzyknęli ze zgrozą, że oto cierpnie im skóra na sam widok naszego prezentu, ale możemy i nie -- wtedy kusimy ponętnym wydaniem.

ulubiona książka: bo może to ma być prezent jednoznacznie kojarzący się z nami? Wtedy dajmy naszą ulubioną książkę, której sam widok będzie wywoływał w obdarowanych -- miejmy nadzieję, że przyjemne -- skojarzenia z nami. A poza tym zawsze będzie można z kolejnymi osobami porozmawiać o tym, co nas samych w tej książce tak ujęło.

książka łącząca nas i ich: może jest taka lektura, którą czytaliśmy wspólnie? Albo o której kiedyś rozmawialiśmy? Coś, co łączy nasze zainteresowania? Wtedy wydaje się, że taki prezent będzie jak znalazł: jest odrobinę sentymentalny, ale pokazuje, że pamiętamy o chwilach spędzonych z obdarowywanymi, taki w sam raz na podobną co ślub okazję.


 Czymże byłby taki wpis bez Wyspiańskiego? To jego "Chochoły (Planty nocą)" (1898-1899).


Jakie książki mogą okazać się pomysłem nie do końca takim, jakim zamierzaliśmy:

powieści o zdradzie i opuszczeniu: wiecie, niewątpliwie są dobre, ale to nie powód, żeby na ślub dawać komuś choćby i najpiękniejszy romans, w którym bohaterka na końcu rzuca się ze skały, pan młody wpada pod kolaskę, a zanim to zrobi okazuje się bigamistą. Można chyba spokojnie przetestować, czy nasz wymyślony prezent nie porusza takich tematów. To trochę kojarzy mi się z całą obudową ślubu w rodzaju "czy wypada się ubrać tak a tak".

bestsellery: jest szansa, że państwo młodzi mają już poczytny kryminał i sprzedającą się na pniu powieść obyczajową -- jeśli nie kupili jej sami, można założyć, że wedle wszystkich reguł rządzących Wszechświatem wręczy im je ten starszy pan stojący w kolejce z życzeniami przed nami.

złote myśli i aforyzmy: to jest ten typ książki, która raczej nie zostanie przeczytana. Może się po nią sięgnie, żeby znaleźć cytat na kartkę imieninową, ale mam wrażenie, że to raczej mimo wszystko taki dość bezosobowy prezent, a w dzisiejszych czasach złote myśli krążą raczej po memach różnego typu, gdzie łatwo można je znaleźć, jeśli trzeba. Chociaż nie wykluczam tutaj, że można się z tego typu książki ucieszyć.

coś na każdą okazję: bo 1500 koktajli to za dużo i po czwartym z użyciem tonicu wszystko się miesza przy czytaniu, a siedemnaście typów zamków błyskawicznych może każdego przyprawić o zawrót głowy. Przy czym tu znowu: sądzę, że umiejętnie dobre pod gusta państwa młodych może posłużyć im z przyjemnością.

Zdarza Wam się dawać książki na ślub? Macie swoje wypróbowane szlaki poszukiwania najodpowiedniejszego prezentu?

_______________________
Słuchajcie, takie drobne wyjaśnienie: po raz pierwszy zdarzyło mi się, że musiałam usunąć jakieś komentarze. Są zwykle obraźliwe dla blogujących o książkach w ogóle albo zawierają specyficzną reklamę. Nie wprowadzam moderacji, bo bardzo lubię to, że nie tylko ja mogę rozmawiać z Wami w komentarzach, ale i Wy możecie rozmawiać między sobą nawet wtedy, kiedy nie mam jak podejść do komputera. I to właściwie tyle. Jednak są w blogowaniu rzeczy, jakich człowiek się uczy i po kilku miesiącach, bo się zdarzają.

Weź dokładkę!

32 komentarze

  1. Troszeczkę śmiechłam przy tych zdradach i opuszczaniach, bo wyobraziłam sobie minę pary młodej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to już by para młoda i tak czytała po weselu, więc w razie czego gość z takim prezentem od razu by się nie doczekał spojrzenia dezaprobaty ;).

      Usuń
  2. no a komiksy? taki np Guy Delisle?
    albo wszystkie dzieła jednego autora w wielkim tomie( zerka na opasłe tomiszcze Jamesa Herriota)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym dla Delisle raz jeszcze ślub wzięła, żeby mi go nanieśli :P oczywiście z tym samym wybrankiem :P
      Tak, komiksy, ale jak wiadomo, że para lubi :)

      Usuń
    2. Pomysł jest cudowny -- ale tak jak pisze @Emi, jeśli para lubi. Bo właściwie czytanie komiksów wcale nie jest intuicyjne: nie wiem, z czego to wypływa, ale znam ludzi, którzy nie przepadają za komiksami, bo nie do końca orientują się, jak powinni je czytać.

      A wszystkie dzieła w jednym tomie: osobiście jestem fanką dzieł zebranych w wielu tomach, bo taki jeden czyta się mi nieporęcznie, ale z samą ideą zgadzam się przebardzo :).

      Usuń
  3. Ja dostałam albumy sztuki i krajobrazu. Goście mieli do wyboru wino albo książka. Było zdecydowanie więcej win.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy to wynika z faktu postrzegania wina jako bardziej "praktycznego" prezentu?

      Usuń
  4. Ja to bym chciała dostać kolekcjonerskie wydanie Mistrza Polikarpa :D
    A ja jakoś w takie okazje właśnie filmy kupuję (kolekcjonerskie wydanie felliniego, wszystkie dokumenty kieślowskiego itp.), bo mam wrażenie, że sobie raczej bardziej żałujemy niż książek (album dobry pomysł, ale proces wyboru sprawia że kupię i potem oddać nie chcę). I mniej to miejsca zajmuje!
    Choć moja mam wybiera się właśnie na dziewięćdziesiąte urodziny dalekiej krewnej i ach co tu kupić? I ostatecznie wybrałyśmy Ilustrowaną Encyklopedię Ziół. Jakże nieofensywny pomysł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zamieńmy mistrza Polikarpa na świętego Aleksego, bo właściwie to ja też bym, po zastanowieniu, chyba chciała ;). Natomiast o ile doceniam walory językowe legendy o Aleksym, to jakoś nie mogę przebrnąć przez niektóre elementy tej hagiografii -- wolę tych bardziej przedsiębiorczych świętych :).

      W sensie, że częściej kupujemy książki niż filmy? Bo mam wrażenie, że to zależy: raz, że kto co woli, dwa, że jest jednak dużo przecen filmów -- tak jak książek -- i zawsze można przypadkiem coś przynieść do domu, trzy, że film czasami łatwiej kupić, jeśli się nie wybrało na niego z różnych powodów do kina. Ale że mniej miejsca zajmują, to prawda (choć znowu: zależy, ile się ich ma ;)). "Ilustrowana Encyklopedia Ziół" faktycznie wydaje się bardzo na miejscu :).

      Usuń
  5. Lubię takie odstępstwa. Moja kuzynka życzyła sobie na ślub kupony totolotka albo maskotki (miała już wtedy dwójkę małych dzieci, więc było jak znalazł). Podobają mi się też akcje, kiedy młodzi proszą o prezenty, które później przekazują na cele charytatywne: np zabawki do domu dziecka czy karma dla schronisk.

    A książka w prezencie ślubny, jest jak najbardziej w porządku. Dobrze byłoby jednak, gdyby państwo młodzi zrobili jakąś listę, by ktoś mógł wybrać coś dla siebie, by potem nie znaleźli 5 takich samych pozycji w różnych wydaniach i wariantach okładkowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chyba, że wiesz, chcieliby mieć zbiór różnych wydań danego dzieła ;). Ale tak, myślę, że wtedy taka lista jest jak znalazł -- zresztą chyba listy tego typu dla niezdecydowanych albo obawiających się, że kupią piątą "Dumę i uprzedzenie" robią się coraz bardziej popularne :). Podoba mi się ten pomysł z maskotkami, skoro już są dzieci, to mają dodatkową frajdę ze ślubu :).

      Usuń
  6. Mnie się strasznie podoba pomysł z książkami zamiast kwiatów :) Tylko jest jeszcze jedna ważna rzecz, a mianowicie dedykacja w takiej książce - wtedy nawet "50 twarzy Greya" w wydaniu kieszonkowym może wzruszyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och tak, i jakie ciekawe rzeczy może taka dedykacja z książki wyciągnąć! Bo nawet może nie wzruszyć, ale motywy dania akurat "50 twarzy..." mogą okazać się fantastyczne, przemyślane i inspirujące :). I jak się to potem musi przyjemnie po latach oglądać :).

      Usuń
  7. My poprosiliśmy gości o książki i wino. Dostaliśmy dokładnie tyle samo książek, co wina, co było dla nas świetną niespodzianką. Co więcej, wszyscy goście zastosowali się do prośby i nawet prosili nas o listę tytułów. Listę stworzyliśmy w Internecie i faktycznie żadna książka się nie powtórzyła! A było też kilka niespodzianek - mój wujek pediatra dał nam książkę swojego autorstwa o żywieniu dzieci z dedykacją, iż przyda się, gdy już wylądują bociany :)

    Goście nie dali nam żadnych książek kucharskich, (chociaż niektórzy się odgrażali), a my nie lubimy za bardzo gotować, ale teraz wiemy, że takie dawne wydanie "Kuchni polskiej" by nam sie przydało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stare wydanie "Kuchni polskiej" jest cudowne, chociaż znajdują się w nim też dziwne przepisy na dania, których nawet nie to, że bym nie tknęła, ale bym ich nie chciała nawet przygotować (ach, to zamiłowanie do wykorzystywania wszystkiego, żeby nic się nie zmarnowało, w tym dzikiej ilości podrobów ;)). Ano właśnie, bo lista może też zachęcać do dawania spoza listy, książek zupełnie odlotowych ;).

      Usuń
  8. Jak tak piszesz, to mimo że uwielbiam książki, chyba bym nie chciała by mi dawali w prezencie książki, bo za mało osób wie co naprawdę lubię. :/ Książka to niewdzięczny prezent, bo trzeba się głębiej orientować w zainteresowaniach obdarowanego.

    Jaki jest sens dawania książek kucharskich? Chyba, że ktoś poprosi. Ale jak często się z nich korzysta?
    Albumy... ugh... no chyba, że byłyby to rzeczy typu dawne tradycje/stroje/obyczaje etc., tak by można się było coś z tego dowiedzieć. Album to dla mnie jedna z nudniejszych książek. Wszelkie np. programy dokumentalne przyrodnicze to też dla mnie wielkie nudy. :P
    Klasyka... hmmm, tak. Pod warunkiem, że będzie to np. piękne wydanie Genji Monogatari, Wszystko rozpada się, książki z tych pomijanych zakątków Europy etc. Czemu klasyka od razu ci się kojarzy z lekturami szkolnymi? Jest tyle klasyki na świecie, która nie ma takich konotacji. :D

    Chyba już bym wolała koperty. :D Choćby było w nich parę złotych na Alpagę. :D

    Dostałam kiedyś takie aforyzmy na Gwiazdkę. Jeszcze z kiczowatą okładką - zdjęciem róży na okładce. Gdzieś przypadkiem się zapodziała :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to częściowo zależy też od charakteru obdarowanego -- mnie zwykle cieszy każda książka, jaką dostaję, nawet jeśli jest to coś, czego sama bym sobie nie kupiła, bo ciekawa jest intencja, z jaką ten prezent do mnie przywędrował (pisałam o tym trochę we wpisie o prezentach w marcu). No i... Ja czytam książki kucharskie :). Serio, bardzo lubię (też o tym już wspominałam kiedyś nawet we wpisie o czytaniu książek kucharskich), a myślę, że nie jestem jedyna. Z albumami jest podobnie -- jak widać po komentarzach dobry album potrafi cieszyć :).

      Usuń
    2. Jak widać po komentarzach DOBRY album potrafi cieszyć. Mnie też by ucieszył dobry album, niestety jak pisałam, trzeba DOBRZE wiedzieć co dana osoba lubi. Wpadł mi w oko album o Łemkach, który ma być wydany w listopadzie. Mnie przestały cieszyć "intencje" obdarowującego dawno temu, bo dostawałam rok w rok za dużo np. "taki ładny kolor" (a ja go nienawidzę), "bo ty ciągle chodzisz na czarno, więc potrzebujesz kolorów", "bo masz za dużo książek". Słyszałaś, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane? Źle dobrane prezenty to znak, że dana osoba nie poświęciła wystarczająco dużo czasu, żeby zastanowić się jak obdarowanemu sprawić przyjemność.

      Nieważne jaki prezent się wręcza, potrzebna jest wiedza o preferencjach obdarowywanego. Dasz wegetarianinowi książkę 100 przepisów na wieprzowinę? Choćby kochał gotować...

      Nadal jestem ciekawa czemu klasyka kojarzy ci się z lekturami szkolnymi. Nie odpowiedziałaś na to pytanie.

      Usuń
    3. Bo uznałam, że to pytanie retoryczne. Zresztą: nie raz piszę o klasyce i jak można zauważyć, spoza listy lektur szkolnych. We wpisie stoi, że można zboczyć z listy lektur -- jeśli kogoś serwowana tam klasyka odstraszyła od czytania, co się przecież zdarza. To z automatu nie znaczy, że klasyka i lista lektur to rzeczy tożsame. Zdarza się zresztą, że kojarzy się klasykę jako kanon, a kanon -- z listą lektur. Do tego znaczenia się odwołuję.

      Usuń
  9. Znajomy co ma księgarnie z komiksami wprowadził kiedyś na prośbę jednej pary młodej, możliwość zostawienia listy z wymarzonymi komiksami u niego pod ladą, a goście weselni poinformowani, że młodzi zamiast kwiatów wolą komiksy udawali się do niego (jedno z niewielu miejsc w okolicy, więc niemal 100% szansy, że trafią). W ten sposób młodzi wzbogacili biblioteczkę czym chcieli a i żaden komiks się nie powtarzał. ;)
    Sama pewnie obdarowałabym znajomych albumem ze sztuką, do tego dedykacja i pewnie by cały czas kojarzyła się ze mną, a i pogadać o malarstwie czy rzeźbie by można. Jest to też o tyle bezpieczne, że mało kto wzgardzi albumem klasyka, bo przecież dobrze wygląda na półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, listy to nie jest zła rzecz, a jeszcze lista zostawiona w konkretnym miejscu, gdzie ktoś dodatkowo może doradzić, to w ogóle fajna sprawa :). Nie tylko na półce, można sobie zrobić stoliczek z albumami jak w "Rzezi" Polańskiego (ale nie częstujemy wtedy szarlotką ;)) albo przeglądać i planować podróż do miasta z galerią, gdzie dane obrazy wiszą (taka myśl najczęściej mi towarzyszy przy oglądaniu albumów, przyznaję ;)).

      Usuń
    2. Prawda, jak tematy się skończą zawsze można wypróbować te albumy kawowe (choć dziwna nazwa, to bardzo mi się podoba) i podyskutować jak nie o sztuce to o podróżach. (Zawsze też można dać albumy podróżnicze, są przepiękne i nawet jak kraj nie interesuje państwa młodych, to a nuż zainteresuje i odkryją nowe miejsce. :)) Też najczęściej przeglądając albumy myślę raczej o wyjazdach niż kompozycji. ;) Zwłaszcza kusi Sankt Petersburg i jego Ermitaż. Najgorsze są jednak albumy z architekturą, potem trzeba to wszystko zobaczyć i nie ma zmiłuj. Kiedyś przez to nie dotarłam do wymarzonej Pragi, mogłam być w Czechach jeden dzień i akurat album otworzył mi się na sklepieniu katedry w Kutna Horze. I jak tu nie zobaczyć takiego cuda, no jak? Tak więc uważajmy na albumy, mogą krzyżować nasze plany! ;)

      Usuń
    3. Mówisz o św. Barbarze w Kutnej Horze? Cudowne miejsce! I to nie tylko sklepienie, mają tam przepiękny fresk z majestatycznym i trochę "dzikim" św. Krzysztofem oraz fascynujący witraż z Franciszkiem Józefem :). A niedaleko jest słynna kaplica czaszek (upiorne miejsce i mam co do niego mocno mieszane uczucia) i taki pojezuicki żółty kościół też z ciekawymi obrazami (jest tam jedno z moich ulubionych przedstawień czternastu wspomożycieli). Ach, album o Kutnej Horze to musi być piękna sprawa :D!

      Usuń
    4. Tak, o św. Barbarze. :) Prawda miejsce jest przepiękne, w ogóle cała Kutna Hora jest zdecydowanie warta zwiedzenia. :) Właśnie, nie jestem pewna czy to właśnie nie w św. Barbarze okazało się, że witraże są malowane na szkle. Ale nie pamiętam, byłam tam już parę lat temu, a trochę tych kościołów zdążyłam się w międzyczasie naoglądać. ;) Choć do dziś pamiętam nasze wielki zachwyt jak katedra wyłoniła się zza wzgórza. Bajka! Niestety albumu o samym mieście nie udało mi się wtedy dostać, a ten wspomniany było ogólnie o kościołach czeskich. Niestety nie był mój, ale mam nadzieję, że uda mi się kiedyś znaleźć podobny lub taki sam. :D

      Usuń
    5. Taki album o czeskich kościołach to bym mogła mieć ;). Bo jednak kontrreformacja była tam paskudna, ale zostawiła po sobie mnóstwo fascynujących widoków, jak te gigantyczne barokowe kościoły w maciupkich wioskach, no a potem regotyzacja wszystkiego, co dało się zregotyzować sprawiła, że jest tam mnóstwo kościołów wyciągniętych z bajki ;).

      Usuń
  10. Nasz ślub był "książkowy" - poprosiliśmy o książki zamiast kwiatów (no dobra, to był mój pomysł, ale mąż z ochotą na niego przystał). Mieliśmy listę, dawaliśmy tym, co zapytali, czy takie coś istnieje. Połowa gości nie pytała i książki od nich były niespodzianką. Powtórzył nam się jeden tytuł, a poza tym rozpiętość była ogromna. Wspaniale było je wszystkie przeglądać, układać i czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajnie, zwłaszcza że okazało się, że niemal nic się nie powtórzyło :). Bo właśnie -- w sumie chyba obdarowujący myśli wtedy, żeby dać coś takiego, na co inni może nie wpadną i dlatego się nie powtórzyło ;). A we frajdę -- wierzę :)!

      Usuń
  11. Razem z mężem poprosiliśmy naszych gości o książki zamiast kwiatów (czysta praktyka - ślub był ponad 200 km od miejsca zamieszkania przy 35 stopniowym upale - kwiaty nie miały najmniejszych szans na przetrwanie). Każda książka nas bardzo ucieszyła i o dziwo prawie się nie powtarzały. Dostaliśmy kilka książek, które odradzasz (w tym Wielką Księgę Myśli Polskiej i powieść o przemocy domowej), ale i tak mamy wiele frajdy z czytania. Mój mąż nadrabia właśnie klasyków, a na podstawie albumów planujemy już nasze następne wakacje. Dostaliśmy też kilka książek z bajkami - pięknie ilustrowane i cudownie wydane - według nas super pomysł (może nie dla samych Młodych, bo przecież nie każdy musi uwielbiać bajki jak ja, ale dla potencjalnego potomstwa). I tylko żadnej książki kucharskiej nie dostaliśmy... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie, to jasne, że te książki mimo wszystko sprawiają frajdę, bo to w ogóle miłe, że goście nam je faktycznie dali, tak zakładam :). Przy czym pomysł z bajkami różnego rodzaju też jest przedni, nie wpadłam na to, ale chowam na zaś, jak się zdarzy taki ślub, bo jest tyle pięknie ilustrowanych baśni, bajek, legend, że ach :)!

      Usuń
  12. Książki zawsze były i będą modne, zdarza się mi je dawać na prezent. Korzystam z księgarni internetowej motyle książkowe nie dość, że jest taniej to jeszcze przywiozą zamówienie do domu.

    OdpowiedzUsuń