Wickham przed sądem albo o „Śmierć przybywa do Pemberley” P. D. James


W mojej bibliotece znalazłam kilka kontynuacji „Dumy i uprzedzenia”, więc oczywiście wzięłam je od razu na cel. Na pierwszy ogień poszła raczej chwalona kryminalna historia z państwem Darcy, czyli właśnie „Śmierć przybywa do Pemberley”. BBC już zdążyło zrobić serial, którego pierwszy odcinek kiedyś udało mi się złapać, więc zasadniczo wiedziałam, czego się mogę spodziewać. A jak wygląda książkowa historia?


P. D. James całkiem bezpretensjonalnie przyznaje już na samym początku, że gdyby Jane Austen chciała napisać historię kryminalną, to by ją sama napisała, ale że ona ośmiela się jednak pchnąć bohaterów „Dumy...” w odmęty kryminalnych rozgrywek, bo to ciekawa ewentualność. Trzeba przyznać, że czyni to zresztą naprawdę z wyczuciem i poza nielicznymi wyjątkami oddaje sprawiedliwość bohaterom Austen. W przeciwieństwie zatem do opisywanego niedawno „Longbourn” po „Śmierć...” można sięgnąć i nie doznać palpitacji serca w związku z tym, co też robią Lizzie i Darcy, a także reszta kompanii znanej nam z oryginału. P. D. James bardzo zgrabnie też oddaje styl Austen – językowo porównuję tu rzecz jasna przekłady (może więc to Paweł Lipszyc tak akuratnie oddał styl tłumaczenia Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej?), ale chodzi o samą konstrukcję fabuły, na którą składają się ekspozycje wyciągane z dusz postaci czy dialogi, w których bohaterowie mówią sobie dużo i od serca.

Pod tym względem zatem na „Śmierć przybywa...” nie ma co narzekać. Zdarza się co prawda, że bohaterowie zaczną mówić na przykład o podświadomych procesach (a jeśli się nie mylę, to sprawa jednak późniejsza niż połowa pierwszej dekady XIX wieku), na ogół jednak jest dobrze. P. D. James najbardziej interesują drobnostki powyciągane spomiędzy wierszy „Dumy...” – jak choćby losy przyjaźni Lizzie i Charlotte, złożoność motywacji do wstąpienia w związek Lizzie i Darcy'ego, stosunki między siostrami Bennet czy to, co działo się wtedy, kiedy Darcy usiłował znaleźć Lydię i Wickhama w Londynie. Te rozważania nieźle wplecione zostają w intrygę kryminalną, obudowaną dodatkowo całkiem ciekawie symboliką w rodzaju pełni księżyca w ciemnym lesie, rodzinnych duchów i samotnej chatki wśród drzew. Mamy zatem krótki rys charakterystyki tego, skąd właściwie lady de Bourg miała informację o rzekomych zaręczynach siostrzeńca z Liz albo jak wyglądała relacja pułkownika Fitzwilliama i Bennetówny. Co ciekawe, autorka sytuuje akcję kilka lat po zakończeniu „Dumy...”, sygnalizuje też, że świat się zmienił w obliczu kryzysu ekonomicznego po wybuchu wojny z Napoleonem, więc i bohaterów zastajemy w nieco innej sytuacji. 
 
 
 A oto i fotografia ze wspomnianego serialu. Źródło. Czy mieliście może obejrzeć
więcej niż ja, to znaczy więcej niż jeden odcinek?
 

Pierwsze niesnaski po ślubie Darcy'ego z kobietą o niewielkim majątku już przycichły, a rozważania obojga małżonków o tym, co nimi kierowało – bo P. D. James nam je, a jakże, przedstawia – są raczej takim rodzajem ciekawej retrospekcji, ale bez wielkiego żalu czy przestrachu. Rzuca więc światło na to, co znamy z „Dumy...”, ale nie przepisuje zupełnie kolejnych wątków. Mam co prawda zastrzeżenia wobec tego, że Lydia jest nieznośną histeryczką, a pan Bennet okazuje się być absolutnie uroczym staruszkiem, którego córki wielbią, ale poza tym James trzyma się w ryzach i bardzo blisko oryginalnego tekstu. Jasne, niektóre rzeczy uległy zmianie, ale właśnie wskutek tego, że i świat opisywany w powieści ma już dalej i do beztroskiej młodości głównych postaci, jak i do Europy sprzed rewolucji francuskiej.

Ciekawi pewnie jesteście, co z tym wątkiem kryminalnym, skoro ma to być „mroczny ciąg dalszy”, jak zapewniają nas z okładki. Wątek kryminalny jest, no cóż, w porządku. Autorka daje nam dostatecznie dużo wskazówek, żebyśmy mogli przypuszczać, co się stało w lesie w tę wspomnianą księżycową noc i czy George Wickham, czarny charakter, który jednak nie jest ani mniej, ani bardziej czarny niż nam to przedstawia Jane Austen, maczał w tym palce, czy nie. Wickham przechodzi chyba w powieści największą przemianę jako charakter – nie w takim sensie, że nagle zmienia mu się styl życia czy coś w tym rodzaju – ale że jemu właśnie najwięcej P. D. James dopisuje. Właściwie trzyma się to jakoś w całości, ale po rewelacjach z „Longbourn” nieco jednak przewróciłam oczyma.

No i właśnie – to jedna z tych książek, które ani ze szczętem nie zachwycają, ani nie oburzają. Solidna, dobrze się czyta, poza nieco zbyt jak na mój gust sentymentalnym epilogiem (i nie chodzi nawet o to, co się w nim dzieje, ale jak się dzieje) bardzo fajnie gra z „Dumą i uprzedzeniem”, nie wywołując zgrzytania zębów. Jakby tak potoczyły się dalsze losy postaci, byłoby naprawdę nieźle. Oprócz oczywiście nieszczęsnej postaci, która padła ofiarą zakładniczą dla wątku kryminalnego, ale autorka bardzo przyzwoicie ubiła poboczny dla „Dumy...” charakter. Można zatem odetchnąć z ulgą. Tym za to, co najmniej widać w powieści jest właściwie to, co stanowi główną oś „Dumy...”, czyli związek Darcy'ego i Lizzie. Bohaterowie mogliby doczekać się większej ilości wspólnych scen, ale zakładam, że celowo nie ma ich tak wiele, bo P. D. James nie chce tu naruszać równowagi happy endu „Dumy...”, w takiej postaci, w jakiej został on nadany przez Austen.

Mieliście może okazję czytać „Śmierć przybywa do Pemberley”? Jaka jest Wasza opinia? Możemy sobie pospojlerować w komentarzach, jako że tym razem trzymałam się raczej ogólników, żeby nie psuć przyjemności z rozwikłania intrygi tym, którzy mają ochotę zobaczyć, co też za zbrodnię popełniono w majątku Darcych.

Weź dokładkę!

23 komentarze

  1. Szczerze mówiąc, widziałam pól pierwszego odcinka serialu i w ogóle nie przypadł mi do gustu. Lizzie wydawała mi się taka mdła i cicha, zupełnie inna od tych z ekranizacji powieści czy książkowego oryginału. I gdzieś się rozmyło porozumienie między nią a Darcym. Do tego pan Bennet jako słodki staruszek.
    I szalona kobieta w lesie, która dla mnie była z zupełnie innego porządku kulturowego (gdyby to był serial na podstawie sióstr Bronte, nie ma sprawy, mogłyby tam biegać całe tabuny szalonych kobiet, z Austen mi się gryzło).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W książce, mam wrażenie, nie czuć tak tej stylizacji -- w sensie i ten las, i ta pełnia księżyca, i ta kobita w lesie w gruncie rzeczy są jak taki folklor czy coś, o czym służba szepcze po kątach, ale nie robiło to na mnie takiej stylizacji właśnie na siostry Bronte ;). Może po prostu na ekranie to mocniej wyczuwalne?

      Usuń
  2. To właściwie nie jest serial, tylko dwuczęściowy film telewizyjny. Bardzo przeciętny, skupia się w zasadzie tylko na wątku kryminalnym, ale można sobie pooglądać te śliczne empirowe stroje. I Matthew Goode'a. W zasadzie w tym filmie tylko Matthew Goode jest godny polecenia ;) Nareszcie można zrozumieć, dlaczego te dziewczyny tak na Wickhama leciały. Może jeszcze postać Lydii wydała mi się dosyć ciekawa i to, jak ona sobie to życie z Wickhamem układała. Darcy i Lizzy za to działali mi na nerwy. Książki nie czytałam, ale z tego co piszesz, Pyzo, jest dużo ciekawsza niż film.

    Właściwie to nie wiem, czy czas akcji oryginalnej "Dumy i uprzedzenia" jest jakoś ściśle określony, bo Austen prawie wcale nie pisze o polityce. Na pewno powieść nie toczy się wcześniej niż w połowie lat 1790., a więc już po wybuchu rewolucji francuskiej. A wojny napoleońskie to w powieściach Austen w ogóle występują raczej w kontekście pozytywnym, w każdym razie dla części jej bohaterów. W końcu młodzi oficerowie marynarki mogą się zasłużyć, uzyskać awans i dorobić (przypadek Williama Price'a i Wentwortha), no i chyba ci przystojni oficerowie milicji (bo to chyba było coś jakby obrona terytorialna) jak Wickham są dzięki temu częściej spotykani ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam zawsze zdania, że powieści Austen dzieją się w czasie wojen napoleońskich, tylko pokazują zaplecze :). Przecież właściwie wszyscy bohaterowie powiązani z armią mają szansę zdobyć majątek,młodsi synowie stają się lepszą partią, no i ta milicja :).

      Usuń
    2. Też mi się tak wydaje, ale różnie to przedstawiano. W takim razie "Śmierć..." powinna mieć akcję umiejscowioną już po bitwie pod Waterloo. Widać PD James inaczej datowała :)

      Usuń
    3. Właśnie, dla mnie Goode jest niemalże idealnym Wickhamem i to mi zapadło pamięć w serialu/filmie. Natomiast, no właśnie, nie mam jakoś takiego pociągu, co by to dalej oglądać, a widzę, że wiele jednak nie tracę ;).

      Ta chronologia jest bardzo ciekawa, bo przywykłam datować "Dumę..." zgodnie mniej więcej z tym, jak została wydana. Chociaż w sumie masz rację, ta milicja w Meryton to raczej coś jak zapowiedź mobilizacji przednapoleońskiej. P. D. James sytuuje "Śmierć..." jakoś około 1803-1804: początek otwartej wojny z Napoleonem, po rebelii irlandzkiej 1798, gdzie daje Wickhamowi czas na wykazanie się na polu walki. I też jak @Anna traktowałam "Dumę..." jako takie tło wojny z Napoleonem, ale ona chyba jednak faktycznie dzieje się wcześniej. A na przykład w "Longbourn" Tajemniczy Lokaj ma za sobą doświadczenia z kampanii hiszpańskiej, więc jest jeszcze inaczej ;).

      Usuń
  3. Mnie oburzyla owszem. Bardzo bylam zawiedziona. Generalnie lubie kryminaly P.D.James i cieszylam sie, kiedy sie dowiedzialam, ze wlasnie ona napisala "Smierc przybywa...". Rozczarowanie bylo ogromne, zwlaszcza ze ksiazka nawala przede wszystkim pod wzgledem technicznym, co mnie totalnie zaskoczylo, bo przeciez James jest bardzo doswiadczona pisarka kryminalow. A to co sie tutaj dzieje wola o pomste do nieba. Wlecze sie toto jak mamalyga z klejem stolarskim i jest podobnie atrakcyjnie podane. Kilkakrotne streszczanie wydarzen w sposob, ktory niczego do fabuly nie wnosi. Nudy na pudy, co w kryminale jest grzechem smiertelnym. BrillWydawalo mi sie tez, ze pewne naduzycia byly wzgledem oryginalu, nie moglam na przyklad wybaczyc, ze pulkownik Fitzwilliam stal sie malostkowym i malodusznym czlowiekiem. W ksiazce byl dobrym przyjacielem, wyrozumialym ale i stanowczym, taktownym, ale posiadajacym wlasne zdanie. A tu jest takim mydlkiem przejetym opinia ludzka.
    Elizabeth i Darcy zupelnie mnie nie obchodzili w tej ksiazce.
    Niechze ktos w koncu napisze retelling Emmy z punktu widzenia Jane Fairfax, mojej ulubionej bohaterki! To by moglo byc calkiem Bronte w temperaturze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hannah, może w takim razie miałabyś ochotę napisać coś o Jane Fairfax w ramach blogowego festiwalu z okazji 200-lecia "Emmy"? Szczegóły akcji tutaj:

      http://czytamtoiowo.blogspot.com/p/emma-200-lat.html

      Wybacz, Pyzo, że reklamuję ;)

      Usuń
    2. "Jane Fairfax" Joan Aiken. Ale mnie średnio na jeża. Zwłaszcza to wmawianie czytelnikowi w brzuch, że Frank to nagroda pocieszenia dla Jane (i to podwójna). A, mówiąc szczerze, amant pierwszoplanowy to dla mnie żaden romantycznie rozdarty poeta, ale zwyczajny chłopak, co się zadłużył, a pięć wierszy na krzyż nie zmienia tego, że jego ożenek zbyt szlachetnie nie wygląda.

      Pamiętam, że kiedy czytałam P/D.James spodziewałam się Bóg wie czego i się zawiodłam (zwłaszcza tym pułkownikiem, który zawsze wydawała mi się najsympatyczniejszym facetem w "DiU"). Ale to było zanim zaczęła czytać inne twory okołoaustenowskie, więc teraz, po całej kupie kiepskich książek, mój odbiór mógłby być inny. Przy czym, przyznam, że intrygę kryminalnym traktowałam per nogam i czytałam to głównie jako ciąg dalszy "DiU". Teraz się zastanawiam, że latać za tym filmem czy nie - bo, widzę, opinie raczej średnie.

      Usuń
    3. @Hannah, a widzisz, dla mnie to było pierwsze zetknięcie z P. D. James i generalne -- co trochę widać w tekście -- warstwa kryminalna zainteresowała mnie najmniej. Gdyby to czytać jako kryminał, to zgadzam się, ciągnie się toto miejscami strasznie.

      @Hannah i @ann-wlkp: przemiana pułkownika mi się podobała. W sensie: nie podobało mi się, jakim człowiekiem się stał, ale widzę w tym sens i logikę -- staje się pierwszym spadkobiercą, łączy się to z doświadczeniem wojny (czy raczej tłumienia rewolucji, ale widać w nim bardzo ten rojalistyczny duch, który nie jest w stanie osądzić kompanów), odrzuceniem Elizabeth i tak dalej. Widzę w tym raczej ciekawe rozegranie ewentualnych dalszych losów postaci bardziej niż takiego "mydłka", jak piszesz -- bo przecież on działa, ba, bardzo działa, Darcy jest wręcz przerażony jego aktywnością, tylko że zmieniły się nieco odcienie znaczeniowe tego, co robi.

      Mam zresztą wrażenie, że "Śmierć..." wypadła bardzo korzystnie na tle "Longbourn" zwłaszcza, co może nie pozostawać bez wpływu na moje widzenie tej książki.

      Usuń
    4. Hmm. Duma i uprzedzenie toczy sie w roku 1811/12 - na trzy lata przed Waterloo. Pulkownik Fitzwilliam prawdopodobnie uczestniczyl w wojnie wczesniej. Poza tym on wyraznie byl tak skonstruowany, ze wsrod wszystkich mezczyzn w DiU mial najwiecej jakiejs takiej spojnosci wewnetrznej, tego co Anglicy nazywaja integrity. Wierzyl w to co robil i robil to w co wierzyl a poniewaz byl czlowiekiem po prostu dobrym - mialo to pozytywny wplyw na ludzi wokol i swiat. A przy tym byl Fitzwilliam inteligentny, taktowny, zabawny, stanowczy - no jak na postac drugo czy wrecz trzecioplanowa mial w sobie tyle zycia, ze Bingley z trudnoscia mogl mu dotrzymac kroku dla mnie. Odrzucenie Elizabeth? Starannie wyparlam ten sequel z pamieci wiec nie wiem o czym mowisz, doslownie ;) W DiU jego zainteresowanie Elizabeth jest chyba przelotne (jesli w ogole). Mydlek to nie jest ktos, kto jest apatyczny i nie dziala w zaden sposob, to jest ktos rozmyty i bez charakteru. Tak zmarnowac taka postac to po prostu niewybaczalne dla mnie.

      Usuń
    5. @tarnina: o, z przyjemnoscia! O szczegolach to juz napisze maila :)

      Usuń
    6. Hannah, świetnie, już się nie mogę doczekać :)

      Usuń
    7. @Hannah, no właśnie jeśli chodzi o chronologię, to w takim wypadku P. D. James to przeczytała zupełnie inaczej :). Zresztą tak jak mówiły dziewczyny wyżej, ja też nie jestem pewna co do dokładnej datacji. Czy faktycznie w tekście są jakieś wskazówki? (Tak, wiem, wiem, sama wrócę do tekstu za czas jakiś ;)).

      Mnie się Fitzwilliam, jako lord Hartlep, dziedzic, który musi dbać o interesa rodzinne, w "Śmierć..." podoba jako pewna wariacja na temat. To znaczy w pozycji, w jakiej stawia go James -- opierając się zresztą na przesłankach z "Dumy...", które wyłapuje i interpretuje po swojemu, patrz na przykład właśnie motyw przyjaźni Liz i pułkownika zostaje zinterpretowany jako początkowe zainteresowanie, porzucone jednak w imię dobra rodu -- wydaje mi się interesującą interpretacją postaci. Bo to właśnie James tu robi: interpretuje, raz lepiej, raz gorzej (Lizzie zrobiła się u niej bardzo bierną matroną). Przy czym pułkownika rozgrywa jeszcze inaczej: trochę przejmuje on pewne cechy Darcy'ego (najstarszy syn przyuczany do obowiązków), ale bez przełamania w postaci miłości do kogoś, kogo w świetle tych obowiązków kochać nie powinien (a przy okazji ucina wątek Fitzwilliam-Georgiana, właśnie w taki sposób).

      @Tarnina, zapomniałam dodać, że oczywiście -- super będzie :). Mam nadzieję, że festiwal zatoczy szerokie kręgi :)!

      Usuń
  4. Nie czytałam, nie widziałam, ale patrzę na zdjęcię i.... Matthew Rhys jest dla mnie tak kompletnie niepasującym osobnikiem do roli Darcy'ego, że na pewno nie obejrzę. :)
    Ps. Podobno Pride&Prejudice&Zombie zapowiada się nieźle, donoszą moi ulubieni krytycy filmowi zza oceanu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po obejrzeniu tego, co obejrzałam, potwierdzam, że pan Darcy wielkim magnetyzmem się w tej adaptacji nie odznacza -- za to bardzo mi się podoba Lizzie. Z wyglądu, bo chociaż wiem, że Bennetówny miały być ładne i urocze w sposób dość klasyczny, to ta uroda do mnie jednak przemawia i nic nie zrobię. Natomiast sama postać traci w "Śmierć przybywa..." wigor, czego szkoda.

      Zombiczną wersję mam na uwadze, to znaczy znalazłam książkę, zapewne się niedługo zabiorę. Obejrzałam trailer i mam nadzieję, że będzie sporo różniastych nawiązań czy to w realizacji (zapowiada się nam scena jeziorkowa!), czy w ogóle w podrzucanych tropach, a nie tylko szlachtowanie zombie w empirowych sukniach. Bardzo jestem ciekawa i oczywiście czekam :D.

      Usuń
  5. Książki nie czytałam (znam za to "Longbourn" i zamierzałam nawet o nim wspomnieć i też ci odradzać, ale widzę, że już sama się zapoznałaś z tym tytułem ;), zawsze przegapiam część twoich wpisów, zbyt wolna jestem), ale chcę ci powiedzieć: tag "austentacje" jest świetny (naprawdę niesamowity neologizm), powinnaś go bardziej wyeksponować, sama prawie bym przeoczyła. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, "Longbourn" było, hm, ciekawym przeżyciem ;), pisałam o nim latem -- ale miało ten dobry skutek, że zapragnęłam wypuścić się na szersze wody austenologii ;). Dziękuję Ci, to bardzo miłe! Może zrobię z niego zakładkę? Zastanowię się :).

      Usuń
  6. Zaciekawiłaś mnie tą opinią. Jestem fanką Dumy i Uprzedzenia i w ogóle Jane Austen, więc to może być dla mnie ciekawe doświadczenie :)
    Zaraz kupię sobie tę książkę i wezmę się za nią jak tylko przebrnę przez to co mam zaplanowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można też dla pewności poszukać w bibliotekach -- książka wyszła jakiś czas temu, więc na pewno część się zaopatrzyła (jak moja :)). Myślę, że akurat "Śmierć..." nie robi z "Dumą..." takich strasznych rzeczy jak na przykład wspomniane "Longbourn", więc można przeczytać -- na pewno jak znajdę kolejne ciągi dalsze i retellingi, będę o nich pisać :).

      Usuń
  7. Nie miałam okazji czytać tej książki. A szkoda, bo połączenie postaci Austen z wątkiem kryminalnym może być naprawdę interesujące. Byle tylko nikt nie ubił pana Darcy'ego (a tak się nie dzieje i bardzo dobrze), mogę czytać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie spokojnie -- P. D. James faktycznie zachowuje umiar w ubijaniu postaci; stąd też myślę, że szanuje oryginał pod tym względem, że żeby zamieszać bohaterów w wątek kryminalny wybiera na ofiary postaci raczej poboczne. Chociaż kto wie, różni czytelnicy mają różnych ulubieńców ;). Ale o pana Darcy'ego nie musisz się martwić :).

      Usuń
    2. I to jest najważniejsze;) Darcy musi być;)

      Usuń