Więcej czytania! Albo karnawał blogowy #10


Przyznaję, że październik nie był miesiącem, w którym wędrowałam po wpisach książkowych i okołoksiążkowych tyle, ile bym chciała, ale jakoś tak po prostu wyszło. Co nie oznacza, że w moim archaicznym pliku nie zapisałam sobie kilku ciekawych adresów do polecenia.


Na blogu Czytanki Anki znajdziecie wpis o "Literaturze na świecie". Niezależnie od tego, czy znacie "LnŚ" od kołyski, czy też raczej nie mieliście z nią kontaktu, warto przeczytać. A pod spodem ciekawa, meandrująca dyskusja, co jest zawsze istotnym plusem.


Gryzipiór jak zwykle z wielu stron rozważa temat "czy istnieje kobieca fantasy". W momencie, w którym nie bardzo wiadomo, co ma znaczyć ów przymiotnik i czy przypadkiem nie mamy tu do czynienia z różnicowaniem gatunku na podstawie kryteriów nie do końca rzeczowych, wpis bardzo cenny.


Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda sprawa z księgarnianymi wystawami? Na Magnoliach może poczytać o tym, jakim sposobem sklepy z książkami przyciągają wzrok i w jaki sposób w ogóle może wyglądać dzisiaj eksponowanie książek. 


Od czasu do czasu pojawia się tu jakiś blog kulinarny, na którym zostaje podjęty temat książkowy. White Plate pięknie pisze o równie pięknych książkach dla dzieci wydanych w tym roku. A, jak wiadomo, pięknych książek nigdy nie za dużo. 


Ćma książkowa pochyla się nad zagadnieniem comfort books i poleca, co też można czytać, kiedy potrzebujemy pocieszenia, pogłaskania po głowie i chwili, żeby się zagłębić w światy, gdzie doda nam się trochę otuchy. Zasadniczo zgadzam się z kierunkami poszukiwań. A na późną jesień temat jak znalazł.  


Tak, nadal nie wiem, co się dzieje z moim komputerem i jego stosunkiem
do grafiki (i pewnie czas jakiś jeszcze to potrwa), więc dzisiaj tylko jedno zdjęcie dla 
ilustracji: kotu chyba okulary nie  przeszkadzają, więc zasadniczo kot zadowolony 
i fotograf zadowolony, że takie zdjęcie zrobił.
W każdym razie mam nadzieję, że tak się sprawy miały. Zdj. Octavio Fossatti.


Kruk przedstawił nam drugą część swojej drogi, na której poszukuje utraconej klasyki polskiego sf. Droga to wcale nie wyboista, a lekturowo przyjemna – nie tylko dlatego, że znalazł się na niej Lem – więc jeśli jeszcze nią nie poszliście, to koniecznie sprawdźcie drogowskazy. 


Na blogu Dzień później Joly_fh zatrzymuje się i patrzy wstecz, jakie książki najbardziej zapadły jej w pamięć w latach poprzednich. W momencie kiedy bardzo dużo się u nas publikuje, czasami łatwo zapomnieć, co takiego czytaliśmy z nowości ostatnich lat – wpis do zainspirowania się i, oczywiście, do poszerzenia listy „muszę przeczytać!”.  


Tarnina wzięła na warsztat wczesną prozę Jane Austen i pisze o "Lady Susan" (nie muszę dodawać, że w komplecie dostajemy piękne zdjęcia). Nawet jeśli nie czytaliście tej konkretnej powieści, to warto zajrzeć (świadczę przykładem).


Na Rozkminach Hadyny tym razem polecam wpis gościnny, ale za to jaki: pokazujący, za jakie książki możecie się zabrać, jeśli jeszcze nie mieliście okazji, a zawsze chcieliście się dowiedzieć, co to jest ten steampunk i z czym to się je, a jeśli już ma się to jeść – to z jakimi lekturami. Nie tylko dla fanów gogli i kół zębatych. 


Słyszeliście o coffee table books? Jeśli nie, to Catus Geekus przybliża ten temat. A jeśli tak, i sądzicie, że to rozrywka dla snobów, to Catus Geekus pokazuje, że niekoniecznie. No i kto nie chciałby wypić kawy, przeglądając albumy dotyczące komiksów? Ja tam bym z chęcią się pisała na coś takiego. 

______________________
Wpisów do oglądania wyjątkowo nie wybrałam, ale za to zapraszam Was na jutro (to znaczy tak w ogóle, to zapraszam zawsze, ale), bo zamiast podsumowania miesiąca, które pokaże się wyjątkowo w niedzielę, odbędzie się specjalny Piknik z Klasyką. Taki też trochę eksperymentalny. Będzie strasznie, będzie ciekawie, będzie się działo.

Weź dokładkę!

4 komentarze

  1. Bardzo fajny i pożyteczny wpis, liczę na kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że zaznaczyłaś, że droga niewyboista ;-) Czasami mam inne wrażenie, od strony piszącego oczywiście :-D
    Dzięki za miłe słowa :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że od strony piszącego musi to wyglądać inaczej. Od strony czytającego jedyną niewygodą może być to, że kończy się miejsce na kolejnej liście "do przeczytania" (dobrze, że Lema udało mi się między częścią 1 a 2 nadrobić ;)).

      Usuń