Z jakim bohaterem na herbatę albo o kubeczkach

 
Na dobry początek tygodnia, który jak wiadomo zaczyna się w poniedziałek (a poniedziałki mają to do siebie, że może niekoniecznie są takim zupełnie ulubionym dniem dla wielu osób), postanowiłam zastanowić się nad związkami między literaturą a poniedziałkowym śniadaniem. A konkretniej: kogo bym z chęcią powitała na kubku do herbaty, żeby mieć udany dzień?


Dzisiaj będą trzy przykłady. Tak dla odmiany.

Bilbo Baggins: nic na to nie poradzę, wiem, że Bilbo to dzielny hobbit, hobbit-pionier i ogólnie poszukiwacz przygód, świetny włamywacz i pogromca mrocznych pająków, ale kiedy ja nic nie poradzę na to, że jednym z moich ulubionych wcieleń Bilba jest to piekące ciasta, starające się ugościć krasnoludów, planujące przyjęcie z okazji okrągłych urodzin i korzystające z wygód mieszkania w przytulnej norce? To znaczy jest coś w tym, że można cenić to wszystko, a równocześnie szukać przygód i gromić smoki – i nie ma w tym nic złego. Kto zatem lepiej obudzi nas, przypatrując się nam z kubka herbaty w poniedziałek rano?
 
 
 

Sherlock Holmes: owszem, słynny detektyw do ust częściej przykładał fajkę niż kubek czy filiżankę, ale nie odmawiał sobie przecież, jak to człowiek z Wysp, tej przyjemności, jaką jest herbata (niekoniecznie rano i może niekoniecznie w takim wydaniu, jakie cenię). Sherlock byłby całkiem dobrym wyborem, jeśli wstajemy w poniedziałek i myślimy coś w rodzaju „co mam zrobić z tym tygodniem?”, „jak przetrwać?”, „skąd się wziął kolejny poniedziałek, przecież wczoraj była niedziela”. Nie dość, że może pomoże rozwikłać te wszystkie sprawy, to jeszcze rozwiązanie będzie tak błyskotliwe, że poprawi nam humor na poniedziałek. Inteligencja, dystynkcja i modny, właściwie chyba ponadczasowo, płaszcz – nie ma co marudzić, tak można pić herbatę.
 
 
 

Mamusia Muminka: Mamusia Muminka może się wydawać uroczą bohaterką, dbającą o dom i dzieci – swoje i nie swoje – ale jakby się jej tak przyjrzeć en masse, to trzeba zauważyć, że to jest piękna, silna postać kobieca, która jak trzeba, to tupnie nogą (pod tym względem „Tatuś Muminka i morze” to doskonała książka), a jak trzeba, nasmaży naleśników, bo umie jedno i drugie, i oba ze sobą doskonale łączy. Więc nie tyle popatrzy na nas pobłażliwie z kubeczka, mówiąc, jakie z nas biedaki, że trzeba wyjść z domu w niepiękny październikowy poranek, ale i powie, żebyśmy wzięli się w garść, przestali marudzić i skoro już szukamy pocieszenia w literaturze i dobrej herbacie, to znaczy, że jesteśmy na dobrej drodze i oby tak dalej. Innymi słowy: kolejna doskonała bohaterka kubeczka.

A Wasze kubeczki jak mogłyby wyglądać?

Weź dokładkę!

31 komentarze

  1. Ja bym chciała Zgredka na kubeczku:) Najdzielniejszy skrzat na świecie zawsze potrafił skombinować coś pysznego z kuchni a w razie potrzeby to i złodzieja przyprowadzi i z lochu uwolni:) Poza tym Zgredek mógł teleportować sie gdzie chciał. Może kubek z nim teleportuje mnie chociaż do pracy? Zawsze to kilka chwil snu więcej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie wolno podawać w takim kubeczku herbaty żadnej ciotce ;)!

      Usuń
  2. Na kubeczku najlepiej prezentuje się Tatuś Muminka, panna Migotka albo Mała Mi.
    W kubeczku natomiast - wiadomo, co (i nie mam tu na myśli napojów wyskokowych, tylko... no tak, milk oolong).
    Natomiast jako para do kubeczka z poranną herbatą, najlepiej pasuje przystojny Anglik, najlepiej istniejący w realu, nie tylko w literaturze ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawartość kubeczka się rozumie sama przez się, a cała rodzina Muminków -- wiadomo :). Powiadasz, że Anglik? Coś w tym zapewne jest, ale nie wiem, czy tak z obcym Anglikiem by się dobrze piło herbatkę ;)? Bo Sherlocka to już jakoś się przez lata zaadoptowało, zresztą mniej onieśmiela jako postać książkowa ;).

      Usuń
    2. Jeśli nie oolong, to herbatka z prądem oswoiłaby Anglika skutecznie ;-)

      Usuń
    3. Ach, w takim wypadku może faktycznie -- ale tak z prądem, do śniadania?! Może uciekłby, wystraszony moim brakiem manier, wszak dżentelmen nie pije do południa. I zostałabym z pustym kubeczkiem ;).

      Usuń
  3. Ja mam kubeczek z Legolasem, ale zostawiłam w domu rodzinnym. Siostra z niego kawę pije - taki kompromis, kubek mój, a ona z niego korzysta, jak wpada do mamy :)
    Marzą mi się natomiast trzy kubeczki - jeden z Małą Mi i Włóczykijem, jeden z Buką i jeden z Hatifnatami :) jak nietrudno się domyślić moi ulubieni bohaterowie :) To tak najbardziej by mnie cieszyły.
    Mam też kubeczek ze Żwirkiem i Muchomorkiem, ale takim na przykład Zbójcerzem tez bym nie pogardziła. Chętnie bym przygarnęła kubeczek z postaciami ze świata pani Potter.
    No i wszelakie książkowe lub komiksowe smoki. Ach i Alicja, najlepiej w swojej mrocznej, szalonej wersji z gry :)
    W ogóle to chciałabym mieć dużo różnych kubeczków :D Całą szafkę, w której mogłabym co rano przebierać i dobierać pod nastrój, albo pogodę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie widać, że jest sporo osób, które lubią spędzać śniadania w towarzystwie Muminków :). Nic dziwnego, kiedy książkowe posiłki u nich były takie przyjemne i krzepiące :). Co do szafki -- szczerze mówiąc zauważyłam u siebie, że oprócz naprawdę ulubionych kubków inne mogą dość szybko wypaść z moich łask, niezależnie od pogody czy nastroju, więc zasadniczo chyba te ulubione mi wystarczają (co nie znaczy, że się nie tłuką i wtedy trzeba ruszyć na poszukiwanie kolejnych ulubionych ;)).

      Usuń
  4. Ja chciałabym kubek z Pipi :) Ta niesforna dziewczynka, wprawia mnie w dobry humor, a przede wszystkim, każdy z nas w czasach dziecięcych, marzył by nie chodzić do szkoły, mieszkać w Willi Śmiesznotce, jeść cukierki i robić psikusy. Poza tym jej uczesanie, piegi i strój - po prostu urocza :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja zawsze miałam kłopot z Pippi? To znaczy jest to chyba moja najmniej ulubiona bohaterka ze wszystkich u Lindgren (chociaż może ex aequo z Karlsonem z dachu) -- rozumiem urok i oczywiście zgadzam się z tym, co piszesz, ale mimo wszystko zawsze czułam wobec Pippi pewien opór. Może dlatego, że mam wrażenie, że Pippi częściowo maskowała swoim zachowaniem to, że czuła się nieszczęśliwa? Plus kontestacja zasad dla samej kontestacji nigdy mnie nie przekonywała ;).

      Usuń
  5. a ja bym chciała Szalonego Kapelusznika albo Pippi, albo Mary Poppins, albo Licho z "Dożywocia" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Licho byłoby takie przyjemne i krzepiące :D!

      Usuń
  6. Ja sobie zrobię kubek z moimi świnkami.^^ tylko najpierw muszę sobie narysować to, co chcę na kubku (jeden z uroków pracowania tam, gdzie pracuję to to, że mam możliwość zorganizować sobie od czasu do czasu kubek z dowolnym nadrukiem^^). Względnie z jakimś fajny smokiem - taki smok zadba, żeby herbata była zawsze ciepła. Eeee, zaaaraz... przecież ja już mam kubek ze Szczerbatkiem.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Wtedy nie da się zapomnieć, że się mieszka ze zwierzakami, nawet na wyjeździe ;). Pomysł ze smokiem przedni (kubek ze Szczerbatkiem -- ekstra!), chociaż herbata mogłaby od tego ogrzewania smoczym oddechem nabrać nie do końca przyjemnego zapachu ;).

      Usuń
  7. Ja mam na szafce kubek w kształcie Tardis, przyjechany z Cardiff, tylko biedak do tej pory służył jako skarbonka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne pojemna, skoro kubek w kształcie Tardis, to i większy w środku ;). Ale czy to znaczy, że jest kwadratowy?

      Usuń
  8. Mysz ma kilka ulubionych kubków. W pracy mam, wykonany przez koleżankę, kubek z parafrazą cytatu z "The Princess Bride": "Hello, my name is Inigo Montoya. You drank my coffee. Prepare to die". Mam też śliczny kubek od Dot.design z tekstem "Sypiam z książką", całą masę fandomowych kubeczków (z seriali Chuck, Community, True Blood, Supernatural i parę innych) i mój obecnie najukochańszy kubek, "Lazy Cat", który idealnie podsumowuje moje podejście do życia ^_^ http://tinyurl.com/nez6xeu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, zdecydowanie ten kubeczek bardzo wpisuje się w mój nastrój czasami ;). Widzę, że jesteś właścicielką samych przyjemnych kubków, nic tylko wpaść w zazdrość ;). Bo muszę powiedzieć, że choć od czasu do czasu rzuca mi się w oczy taki kubek z wymarzonym napisem albo obrazkiem, to często rezygnuję z zakupu (a jakoś w prezencie kubków akurat nie dostaję ;)), bo ma kształt, który nie do końca mi pasuje -- a dobrze wiem, że wtedy prędzej czy później pójdzie w odstawkę. Ale taki kubek z Greendale Community College to chyba powinnam sobie sprawić (zwłaszcza że jakoś końcówka ostatniego sezonu sprawiła, że przypomniałam sobie, za co tak zawsze lubiłam ten serial ;)).

      Usuń
    2. Ja jestem bardzo pro-fandomowa (w sensie lubię swoje miłostki fandomowe wyrażać publicznie), a t-shirtów mam już za dużo, więc kubeczki są najfajniejszą alternatywą. Fandomów mam mnóstwo, więc kubeczek to taki idealny prezent - łatwo wybrać, a i zawsze mnie ucieszy. Poza tym raduje zarówno mnie (gdy piję z niego sama), jak i gości, którzy często wyrażają zachwyt takimi kubeczkami. Ale łącze się w bólu odnośnie kształtu - dla mnie ważny jest nie tyle kształt (choć preferuję klasyczny), co rozmiar. Kubek nie może być za duży, bo zaburza mi to wyrobione proporcje składników, np. przy robieniu kawy.
      A co do Community, Luby dostał (bodaj na Gwiazdkę albo imieniny) takie cudo: http://tinyurl.com/ot39vho

      Usuń
    3. Cudowny! Chociaż muszę powiedzieć, że mnie kręci też ten taki szalenie kiczowaty z "Troy and Abed in the mooorning" ;). W ogóle to jest ten typ serialu, w którym im gadżet bardziej tandetny, tym lepiej się wpisuje w zamierzenia i estetykę :).

      A widzisz, ja z kolei lubię spore kubki, ale też nie mogą być za duże. Te takie najbardziej klasyczne, spore ciężkie kubki mnie do końca do siebie nie potrafią przekonać. Może dlatego, że często są jakoś tak trochę nieporęcznie wyważone? Mam wtedy wrażenie, że trudno mi się z niego pije ;).

      Usuń
    4. No bo Community to taki... "cytowalny" serial. Co drugie nawiązanie nadaje się na t-shirt albo kubeczek :)

      Rzeczywiście, niedobrze jak kubek jest za ciężki. Z drugiej strony, dla mnie jednak kubek musi mieć konkretną wagę - by fajnie "spoczywał" w dłoni albo na brzuszku, jak się popija herbatę w pozycji pół-leżącej :)

      Usuń
    5. No właśnie, ale wiesz, mam wrażenie, że nie umiałabym dokładnie opisać tych wartości, dopiero w momencie, kiedy staję przed wyborem kubka i mam możliwość przymierzyć go do ręki (kubek niczym miecz!), zważyć sobie i przetestować, to wiem, że ten tak, a tamten nie ;). Skomplikowana sprawa!

      Usuń
  9. Na moim kubku też mogłyby być Muminki, a może Pupiszonki bym zaprosiła? A może jednak kubek z motywami z Alicji w Krainie Czarów -- "Wypij mnie" obiecywałoby przygodę, tak najlepiej zacząć poniedziałek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kto wie, jak potem z tej przygody człowiek by wyszedł -- a w każdym razie: w jakim rozmiarze :D!

      Usuń
  10. Kubek z Szalonym Kapelusznikiem przygarnę od zaraz :)! Najlepiej z cytatem o szaleństwie, wtedy idealnie nadawałby się do pracy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Preferowałabym bohaterów komiksowych. ;) Choć w ogóle to najbardziej lubię kubki gładkie, ale jak już to na takim kubku na melancholijne nastroje i smutki chętnie zobaczyłabym Łucję z "Pogrzebów Łucji", a na kubku bardziej codziennym, postacie kreski Marjane Satrapi albo Dave'a z brodą z "Gigantycznej brody, która była złem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pogrzebów Łucji" nie znam, ale i rysunki Satrapi, i "Gigantyczna broda..." faktycznie byłyby piękne! Właściwie wiesz, że nie pomyślałam o postaciach, które od swoich narodzin mają właśnie taką postać wizualną "w pakiecie"? Bo jasne, postaci z powieści często mają wygląd, bo towarzyszą im ilustracje, nierzadko takie "ikoniczne" (Szwejk Lady czy Sherlock Pageta), ale to jednak jest trochę coś innego (tu zastanawiam się, jak jest z Muminkami, bo przecież raz, że Jansson sama tworzyła ilustracje, dwa, że zrobiła o nich komiksy :)).

      Usuń
    2. Tak sobie myślę, że chyba zadowoliłby mnie w pełni tylko kubek z rysunkiem autorstwa autora, bo jednak moje wyobrażenia trochę inaczej konstruują postać i jakakolwiek reprezentacja zrobiona przez kogoś kto nie jest autorem postaci trochę mnie nie zadowala, bo to tak jakby mi trochę ograniczono coś, co zostawiono mi jako pole dla mojej wyobraźni. Muminki, tak jak i Mały Książę, to chyba takie quasi-komiksowe postacie. W końcu ich wygląd został nam przedstawiony przez autora nie tylko jako opis słowny, ale też wizualny. :)

      Usuń
    3. No właśnie, i to w bardzo konkretny sposób, jakoś wpisujący się w całość stylistyczną (także plastyczną), jak w przypadku Jansson. Mnie też zwykle postać "wyobraża się" inaczej niż na rysunkach dołączonych do książki, ale szczerze mówiąc nawet to lubię, bo to bardzo dobre ćwiczenie umysłowe :).

      Usuń
    4. A to, że się wyobraża nieco inaczej traktuje jako osobną kwestię. Bo traktuję to jako sugestię autora i przez szacunek do niego, uważam to za ciekawą formę opisu. Niby zasadniczo, nie jest to odmienne od rysunku fanowskiego, ale jakoś na kubku wolałabym autorski. ;)

      Usuń
    5. A tak, co do tego się zgadzam. Bardziej, przyznaję, fanarty wolę w przypadku -- paradoksalnie chyba -- filmu czy serialu, niż książki (tu jeszcze zależy, bo jeśli książka nie ma absolutnie żadnych ilustracji, to takie fanowskie dzieło może okazać się zaskakująco mi bliskie :)).

      Usuń