10 rzeczy, które ludzie mówią ci, kiedy niesiesz dużo książek albo o rozmowach


Jeśli zdarzyło się Wam kiedyś iść z naręczem książek, na pewno spotkaliście się z tym, że otoczenie ustami któregoś ze swoich przedstawicieli postanowiło jakoś ten fakt skomentować. I, co ciekawe, strasznie różne rzeczy w takich komentarzach widać. Oczywiście zależy, czy przenosicie swoją stertę książek przez pokój, gdzie akurat siedzą Wasi dziadkowie, przez dzielony z przyjaciółmi domek letniskowy, na przystanku wracając z biblioteki/księgarni/wyprzedaży czy jeszcze gdzie indziej.


Wpis trochę z przymrużeniem oka, ale niekoniecznie. I bez obrazków, bo mój komputer znowu odmówił z nimi współpracy -- ale krótko, więc chyba da się przeżyć.

I ty to wszystko przeczytasz?” pierwszy klasyk. W przypadku, w którym niesiemy książki, bo akurat naszła nas fantazja, żeby zrobić sobie z nich stolik nocny, możemy się poczuć przejrzani, w innym jednak – no cóż, zasadniczo niesiemy je, bo mamy zamiar je przeczytać. Czasami nie wyjdzie, ale nikt chyba nie niesie książek tylko dlatego, że lubi je nosić (jeśli tak – zwracam honor).

Palisz nimi w kominku?” – inna reakcja na nadmiar książek. Zastanawiam się czasem, z czego płynie. Z potrzeby znalezienia dla książki jakiegoś „praktycznego” zastosowania? Jasne, to ma być taki „żarcik”, ale jak każdy ma jakieś podłoże.

Pakujesz?” / „Dziewczynki nie powinny tyle dźwigać!” – to z kolei taka wypowiedź uzależniona od płci niosącego książki. Po krótkiej dyskusji z Domownikiem doszliśmy do wniosku, że jemu nikt nie powiedział jeszcze, że nie powinien tyle dźwigać (bo jest mężczyzną – natomiast bo trzeba dbać o kręgosłup oczywiście już tak), natomiast mnie się zdarzało usłyszeć, że to całkiem niezły sposób na wyrobienie sobie mięśni. Więc takiego do końca jasnego przedziału tu z pewnością nie ma.

Masz duże mieszkanie?” – ironiczna uwaga mająca zwrócić nam chyba, hm, uwagę na to, że robimy głupotę. Ale w sumie te książki się mieszczą, a póki się mieszczą i póki sprawia nam to radość, i mamy na to środki – czemu nie? Poza tym, no cóż, niektórzy mają duże mieszkania.

Gdzie ty to wszystko kładziesz?” – o, to taka okazja, dla której powstała ta notka. Może na takie okazje powinnam mieć ją wydrukowaną. Przy czym to pytanie naprawdę nie musi być złośliwe.

Obrabowałeś bibliotekę?” – absolutny klasyk. Jeśli nikt Wam tego nigdy nie powiedział, to znaczy, że nosicie zdecydowanie za mało książek.

Budujesz fortecę?” – bardziej wyrafinowana forma zaczepki, która ma nam zwrócić uwagę, że popełniamy głupstwo. W sumie nie znam nikogo, kto w takiej sytuacji rzuciłby książki (na bruk!) i rzekł coś w rodzaju „masz rację, od teraz koniec z tym!”. Plus niektórzy faktycznie mogą budować fortecę, w końcu z takich pięćdziesięciu tomów encyklopedii powszechnej wyszłaby przynajmniej taka dla kota.

Mało masz własnych?” – mówi ktoś, wyrażając przekonanie, że niesiemy najwidoczniej jakieś książki, które w zbliżonej formie egzystują pochowane na naszych półkach. Przy czym to jest szalenie interesujące, bo oczywiście książka jak to książka składa się zasadniczo z tych samych elementów, a jednak wcale nie znaczy to, że nie ma różnicy, czy niesiemy sobie do lektury na wieczór „Odyseję”, „Kwiat kalafiora” czy „Kalkwerk”.

Chcesz o tym porozmawiać?” – czemu nie, chociaż zazwyczaj takie pytanie wynika, oczywiście, z sarkastycznej niż faktycznej troski. Ale może uda się zwabić kogoś na krótką chociaż pogawędkę i odkryjemy, że sam skrycie hoduje niezgorszą biblioteczkę? Zawsze można spróbować.

Weź dokładkę!

23 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. U mnie również i to nie raz :) co jest przykre :)

      Usuń
  2. U mnie zazwyczaj tylko bibliotekarka się śmieje, że znowu sobie naszukałam książek :D

    OdpowiedzUsuń
  3. I właśnie dlatego, że ciągle byłam narażona na takie zaczepki teraz dobrze się kamufluję i książki zakupione/zdobyte przemycam w torebce, torbach na zakupy, pod kurtką, czy po prostu wybieram czas, gdy T. jest nieobecny. Oczywiście przykład idzie z góry i sposobów przemytu uczyłam się od mamy, która co rusz przemycała do szafy, jakieś zakupione po kryjomu sweterki, sukienki, bluzeczki ;)

    W najbliższym czasie zapewne będzie trochę gorzej, bo będę przewozić całą moją biblioteczkę z domu rodzinnego do obecnego mieszkania. A tam w ocenie T. książek jest dużo za dużo. No cóż, będę musiała uzbroić się w jakieś dźwiękoszczelne słuchawki i włączyć nową płytę Adele ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to i dobrze w takim razie, że to zwykle ja jestem tą osobą, która musi Domownikowi zwracać uwagę, że tego kompletu dzieł zupełnie zapomnianego pisarza, które ktoś wystawił na śmietnik, może lepiej nie brać (przy czym kogo ja czaruję, oczywiście bierzemy, ale też powiedzmy, że minimalnie mój opór jest większy ;)). Nowa płyta Adele -- właśnie, powinnam się chyba zainteresować i posłuchać! :)

      Usuń
  4. No tak, większość z tych komentarzy wychodzi z ust osób, które nie czytają i nie rozumieją po co ktoś miałby nosić książkę (piszę to patrząc na ostatni stos przytargany z biblioteki, choć jeszcze nie oddałam poprzednich). To tak jak pytanie kogoś, kto czyta, czy się uczy - no bo przecież dla przyjemności by nie czytał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę na pewno tak, a trochę może po prostu są to ci, którzy czytają, ale umiarkowanie? Lubię tak myśleć, w każdym razie, żeby się negatywnie nie nastawiać :). Przy czym jasne, obsesja w obie strony jest niedobra ;). Ale zapomniałam, że faktycznie trafia się też na "Masz dużo do nauki, co?". A to chyba z kolei jest spowodowane tym, że powieść w swoim wymiarze standardowym jest raczej cieńsza, a książka do nauki -- potężniejsza.

      Usuń
  5. I dlatego należy sobie przyswoić odpowiedż zaproponowaną przez Umberto Eco :) Swego czasu o mało nie uściskałem sąsiada, który pozwolił mi na wygłoszenie tej cudnej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tą z "niestety tak"? Czy mylę coś ;)?

      Usuń
    2. "Nie, to tylko lektury na najbliższy miesiąc, resztę trzymam na uniwersytecie" :D

      Usuń
    3. Zgrabne i trochę bolesne jednak ;).

      Usuń
  6. Ja chyba jeszcze nie trafiłam na takich komentatorów, ale to pewnie dlatego, że ostatnio częściej noszę e-booki. Och, gdyby otoczenie wiedziało, ile książek mam tym sposobem w torebce! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otoczenie by pewnie coś na ten temat miało do powiedzenia ;). Nie, nie, ale tak serio -- chyba e-booki w ogóle nie wzbudzają takich komentarzy, bo nie mają fizycznej postaci, w tym sensie jakby nie ma do czego się przyczepić (chyba że do czegoś jak "ona tak zgrywa i zgrywa na ten czytnik" ;)).

      Usuń
  7. Najbardziej mi się podoba "dziewczynki nie powinny tyle dźwigać" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm. Jakoś nikt mnie takim sposobem nie zaczepia jak tacham książki np. z wyprzedaży, jednak często gdy ktoś mnie odwiedza to pyta mnie "Ty te wszystkie książki przeczytałaś?". W sumie to trochę się temu dziwię - nie mam ich obecnie tak wiele - jakiś 400. A czytam już jakiś 26 lat... To średnio na rok nie wypada nawet 16 sztuk...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A prawda, to trochę inny typ pytania, ale zdarza się. Na pewno dałoby się i tu uzbierać kolekcję takich pytań :). Tylko że z mojego doświadczenia wypływa, że one jednak są milsze i mniej "żarcikowate" ;). Bo też i chyba trudniej doczekać się takiej reakcji w domu, gdzie jednak nie każdy może nas zaczepić, niż gdzieś na widoku bardziej publicznym, jak niesiemy książki ;).

      Usuń
  9. Odpowiedz Eco- bezcenna. Co by nie bylo, czytnik e-booków pozwala uniknac takich konwersacji, jak juz stwierdzila Ekruda. Ale co odpowiedziec na komentarz "Kto to widzial tyle ksiazek miec w domu! Jak Ci nie szkoda pieniedzy!" i nie zrobic tego w sposób wskazujacy na brak dobrych manier?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest w ogóle bardzo trudny temat: bo -- jak kiedyś pisałam -- nie wydaje mi się, żeby czytanie sprawiało, że człowiek z automatu staje się lepszy, tak samo z posiadaniem książek. Więc zazwyczaj można to jakoś ironicznie spuentować (vide Eco), ale równocześnie starając się nie być niegrzecznym. Tak mi się w każdym razie wydaje.

      Usuń
  10. Ehhh... Znam to, niestety :( Ty to wszystko czytasz? Za mało masz? Serio? Czym ty się tak ekscytujesz? A ja wiem co to są Igrzyska Śmierci? Serio, Rywalki? Bajki czytasz? Znowu kupujesz książki? To ktoś jeszcze chodzi do biblioteki? Najbardziej wkurzające jest to, kiedy ktoś nie czytał jakiejś książki i ocenia: Beznadzieja! Jak można coś takiego czytać? Ahh!!!! No po prostu nie wytrzymuje, jak coś takiego słyszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, akurat "beznadzieja" może stać się niezłym pretekstem do rozmowy i można kogoś przekonać, że warto sięgnąć albo że przynajmniej dla nas to jest czytanie będące cennym doświadczeniem, więc nie warto nas obrażać. Zawsze kulturalnie można chociaż próbować wybrnąć z takiego zaułka konwersacji (ale rozumiem, że żyłka może strzelić, jak się coś takiego słyszy).

      Usuń
  11. „I ty to wszystko przeczytasz?” - to moje ulubione powiedzonko. Przepadam jeszcze za tym „Po co ty kupujesz te wszystkie książki.? Przecież są biblioteki! Ubranie lepiej byś sobie kupiła!”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktyczność zakupu książek bywa stawiana pod znakiem zapytania, ale przy odpowiedniej postawie nabywcy jakoś w końcu otoczeniu przechodzi ;).

      Usuń