Cała wstecz albo o Pyzie skaczącej przez czas


Zostałam nominowana do bardzo pomysłowego tagu, więc pomyślałam, że czemu nie, może by tak wybrać się w podróż, proponowaną przez Agnieszkę? Nie przedłużając zatem wsiadam w książkowy wehikuł czasu i zobaczymy, co też z tego wyniknie.

1. Jaka jest Twoja ulubiona książka, zawierająca wątek podróży w czasie?

Od razu na wstępie muszę się zupełnie szczerze przyznać, że lubię tratować książki same w sobie trochę jak podróże w czasie. Lubię bardzo podróż Ijona Tichego przez czas: zaczyna się niewinnie, ot przyszły Ijon wpada sobie samemu do biblioteczki, demolując kawałek pokoju, a potem okazuje się, że nawet samemu sobie nie warto wierzyć w niektóre sprawy. No i tak koniec końców możemy śledzić próby naprawiania historii przez specjalistów od zmiany czasu, których trzeba za niesubordynację i głupie pomysły odsyłać do innych epok... Uwielbiam też, jak można się było domyśleć, „Straż nocną” Pratchetta. Wiem też doskonale, jakiej książki z tym wątkiem nie lubię – czy inaczej, wiem, jaka działała mi na nerwy: „Godzina pąsowej róży”. Kurczę, idea cudowna, ale bohaterka denerwowała mnie przeokropnie, cały czas zachowując się tak, jakby nie wiedziała, co się dzieje. Serio?

2. Jaka jest Twoja ulubiona ekranizacja książki, zawierającej motyw podróży w czasie?

Właściwie chyba nic nie przychodzi mi tu na myśl – już z wyborem książki miałam problem, a teraz jeszcze musiałaby być zekranizowana. Hm. Chyba naprawdę nic nie przychodzi mi na myśl. Ale porządną, lekko steampunkową wersję „Wehikułu czasu” Wellsa to bym zobaczyła!


 A jakież inne ilustracje lepiej będą pasowały niż stare zegary? Źródło.
 

3. Którego z podróżników w czasie wytypowałabyś, na swojego towarzysz wyprawy i dlaczego?

Samuela Vimesa! Nie dość, że szybko odnalazł się w sytuacji, zmyślnie założył, co i jak, to nie tracił ducha i postanowił zrobić jak najlepiej dla przeszłości, w której się znalazł, i dla przyszłości, do której chciał wrócić. A poza tym, no cóż, każda okazja do podróży z kapitanem Vimesem to okazja niezmarnowana.

4. Gdybyś mogła spędzić dwutygodniowy urlop w dowolnym czasie i miejscu, gdzie i kiedy by to było?

Myślę, że wcale nie cofałabym się jakoś daleko w przeszłość (niewolnictwo, podrzędna pozycja kobiet, brak toalet, nie ma antybiotyków – generalnie wcale nie wesoło), ale może do lat 90.? Żeby nabrać perspektywy, zobaczyć, jak to było, tak z pozycji kogoś, kto wie, jak będzie. Pozwiedzać zapamiętane z tego „kiedyś” miejsca, odwiedzić ludzi, popatrzeć, jak miał wyglądać „koniec historii”, tego typu rzeczy. Taka mało sentymentalna wobec przeszłości jestem, więc jakoś bardzo bym się nie napodróżowało, licznik na wehikule czasu by się nie przegrzał.

5. Skrzypce, tworzenie zamków pamięci a może walka na miecze? Gdybyś, podobnie jak Hermiona, otrzymała możliwość używania zmieniacza czasu w calach naukowych, co byś studiowała?

Nauczyłabym się jakiegoś języka, na który nigdy nie miałam czasu, a wymaga solidnego i czasochłonnego okresu pracy, żeby nauczyć się nim posługiwać (w sumie nie wiem – może na przykład fiński? Albo japoński? Myślę, że to musi być szalenie ciekawe!). Ale głównie, jak ostatnio stwierdziłam w rozmowie z Domownikiem, gdybym miała taki czasozmieniacz, cofałabym się w tę i wewtę, żeby dłużej spać. Taka jestem prozaiczna, co zrobić (ale może tylko jesienią i zimą?).

 

6. Możesz nadać za pomocą nowatorskiej radiostacji wiadomość do samej siebie, do PRZYSZŁOŚCI. Niestety tylko jedno zdanie, nie dłuższe niż jedenaście słów. Jak będzie ono brzmiało i za ile lat je usłyszysz?

Pewnie coś w rodzaju, że zawsze warto patrzeć na rzeczy w dłuższej perspektywie. To coś, co w sumie powtarzam sobie cały czas, bo potrafi uspokoić i właściwie ustawić spojrzenie na „teraz” i na wszystko, co się wokół nas dzieje (jak również pomyśleć o tym, co właściwie robimy – czy ma to znaczenie teraz zaraz, czy może bardziej długofalowe skutki, a jeśli tak, to jakie chcielibyśmy, żeby miało). A dojdzie, jak dojdzie, z wysyłaniem wiadomości w przyszłość jest, jak wiadomo, skomplikowana sprawa, wszystko zależy od odpowiednich fal, urządzeń je odbierających i tak dalej. A na koniec i tak może się okazać, że sami to sobie mówimy przed lustrem czy coś w tym rodzaju.

7. Kończysz przygotowanie do podróży w czasie. Wybierasz się do średniowiecza. Niestety, okazuje się, że zapakowałaś zbyt wile bagażu. Masz do wyboru, zostawić pieniądze (złoto sporo waży), przewodnik po epoce (wiemy jak ciężkie są książki) lub nowoczesny rewolwer wraz z amunicją (na miejscu na pewno jej nie dokupisz, bo jeszcze nie istnieje). Co wybierasz i dlaczego?

Zostawiam rewolwer. Jeśli czegoś mnie nauczyło oglądanie „Doctora Who”, to głównie tego, że nie ma co ze sobą wozić takiej broni. Poza tym: co, gdybym ją gdzieś tam zgubiła? Gdyby dużo wcześniej znaleziono coś takiego? Za dużo złego można by tak zrobić. No i – i tak bym do nikogo nie strzelała, więc jakby... wydaje się w mojej sytuacji najmniej przydatny.


 No i praski zegar ratuszowy, jak mogłoby się obejść bez niego, skoro pasuje? Zdj. Andrew Shiva.
 

8. Masz pecha. W wehikule czasu zabrakło paliwa. Rozbijasz się w centrum średniowiecznego miasta. Na szczęście wychodzisz z wraku statku cała i zdrowa. Szybko zauważasz, że miejscowi przyglądają Ci się podejrzliwie, w oddali płonie stos. Wiesz, że nie uda Ci się uciec. Co robisz? Jak się tłumaczysz?

Jeśli nie uda mi się uciec, to nie wiem, czy trzeba wymyślać jakiej realistyczne uzasadnienie. Poza tym, jeśli stos już płonie, to chyba nie dla mnie – musieli go uszykować wcześniej. A poza tym: czemu mieliby od razu założyć, że coś ze mną nie tak? Nie takie rzeczy się widywało w średniowieczu! Może zostanę muzą Hieronima Boscha (Ijon Tichy powiedziałby Wam o nim to i owo)? Wcale nie musi być tak źle, jak wygląda.

Jeśli macie ochotę wziąć mój już nieco, jak widać, zdezelowany wehikuł, to nie krępujcie się (serio)!

Weź dokładkę!

3 komentarze

  1. Ciekawe odpowiedzi:) W zasadzie też chetnie odwiedziłabym lata 90 Spojrzenie z dystansu na czasy dzieciństwa na pewno okazałoby sie niezwykłym przeżyciem;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje ulubione powieści o podróżach w czasie to tzw. Oxford time travel series albo Pan Dunworthy i spółka czyli ten cykl o zwariowanych historykach podróżujących w przeszłość autorstwa Connie Willis. Każda z tych książek to perła w swoim stylu. Jak ta kobieta to robi, że wybiera akurat te czasy, które mnie najbardziej interesują, i przesyca swoje książki takimi drobiazgami z epoki, że wszystko staje się żywsze? Jej opowieść o Wielkiej Brytanii z czasów bitwy o Anglię pełna jest takich detali, że człowiek się śmieje przez łzy. "Nie licząc psa" to taka cudowna wiktoriańska komedia pomyłek. Plus trzeba uratować kota, bo inaczej Niemcy wygrają II wojnę światową. Księga Sądu Ostatecznego to podróż do Średniowiecza więc odpowiada na dwa ostatnie pytania. Nie zabierasz nic z zawansowanej technologii bo możesz zostać uznana za czarownicę, a z tym nie ma żartów. Z tej sytuacji ostatniej ciężko byłoby wybrnąć, naprawdę (ja chyba zaczęłabym udawać jakąś mistyczkę, że oto Pan do mnie przemówił i w związku z tym te dziwne efekty specjalne. A potem to już tylko wymknąć się nocą...). Przed wyprawą to raczej leczysz sobie kompleksowo wszystkie zęby, szczepisz się na wszystkie możliwe choroby i usuwasz profilaktycznie wyrostek :) Notabene byłabyś pięknością z kompletem zdrowych zębów w tym wieku. (Kirwin, bohaterka książki dochodzi do wniosku że powinni byli to przewidzieć, no ale - i w związku z tym zwracała na siebie niezdrową uwagę). Ja jeszcze dorzuciłabym lekcje jazdy konnej. To szkoła przetrwania, umiejętności nie gadżety się liczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi przecudownie! Widzę, że wyszły i u nas, muszę koniecznie poszukać, bo podoba mi się bardzo to, co piszesz: przede wszystkim taka wizja przeszłości, w której małe sprawy, jakie nam umykają, okazują się być szalenie istotne i budzić niezdrowe zainteresowanie (kanony piękna swoją drogą, ale te zęby!), i to, że w gruncie rzeczy historia to nie jest zbiór punktów, w których dzieje się coś istotnego, ale dużo białych przestrzeni, gdzie dzieje się po prostu życie ludzi z "kiedyś". A a propos strategii na mistyczkę -- trochę a la Moist von Lipwig -- w sumie to trudno by się było spodziewać, że od razu nas uznają, w końcu wielu mistyków miało problemy z różnymi gremiami i z okolicznymi mieszkańcami zresztą też ;).

      Usuń