Co się działo w październiku albo podsumowanie miesiąca



W o jeden dzień przesuniętym podsumowaniu miesiąca (jeśli przegapiliście i nie wiecie czemu, sprawdźcie!) staram się wybrać to i owo z października, żeby zobaczyć, co też się tutaj działo w czasie niemal złotej polskiej jesieni z epizodami zupełnie nieprzysłowiowej pluchy.


Pięć najpopularniejszych wpisów października

Trza być z książką na weselu albo o prezentach zamiast kwiatów z powodu zostania zaproszoną na wesele zdecydowałam się napisać wpis o tym, co można dać młodej parze, jeśli zamiast kwiatów zażyczy sobie książki. Okazało się oczywiście, że pomysłów można mieć dużo więcej (i że w dużej mierze wiele zależy od upodobań osób, którym dajemy takie prezenty) oraz że książki zamiast kwiatów to całkiem popularne rozwiązanie. 

Jak czytać w autobusie albo o urokach komunikacji (miejskiej)jako osoba spędzająca sporo czasu w dojazdach i w tychże racząca się lekturą postanowiłam prześledzić strategie radzenia sobie z lekturą w autobusie, także w sytuacji, w której zajęcie miejsca siedzącego jest nader skomplikowane. Przy okazji dowiedziałam się kilku innych sztuczek; a sama jadąc nie dawno z pracy odkryłam, że zupełnie zapomniałam opisać tego, że w dużym ścisku można zająć miejsce obok kasownika, żeby na nim oprzeć książkę. Mniej się człowiek wtedy chwieje. 

9 typów bohaterów, których lepiej spotykać rzadko albo wcaleokazało się, że to nawet nie mój narzekający charakter, ale że faktycznie są tacy bohaterowie literaccy, którzy wywołują w czytelniku szybsze bicie serca wcale nie z sympatii. A do tego mają już swoje określone tropy w kulturze. Pytanie zatem, gdzie szukać, żeby ich nie znaleźć tudzież gdzie szukać przełamania tych typów. 

Banda niesympatycznych typów albo o "Rozważnej i romantycznej" J. Austena jeśli o typach mowa, to przeczytałam w ramach "Austentacji" kolejną prozę Jane Austen. I nie powiem, podobało mi się, ale z drugiej strony, jak wskazuje tytuł, nie zostałam wielką fanką żadnego bohatera. Nie wspominając już o tych, co do których "nie zostałam fanką" to naprawdę drobny eufemizm.

W jaki sposób reagujemy na nie najlepsze książki albo o emocjach i literaturzeuroniwszy wiele łez nad czasem straconym nad, delikatnie mówiąc, średnią lekturą postanowiłam prześledzić, w jaki sposób można reagować na słabe książki, które z tego czy innego powodu zdarzyło mi się przeczytać (i jakie reakcje w ogóle można zaobserwować).




Co przeczytałam w październiku?

Zaczęło się od doskonałej, króciutkiej książeczki o straju w Stoczni, czyli od "Moc truchleje" Janusza Głowackiego. Może i króciutkie, ale jakie dobre! Potem, jako się rzekło, czytałam "Rozważną i romantyczną", która ciągnęła się za mną już od dłuższego czasu (ale też od czego mamy długie podróże pociągiem). Idąc za ciosem przeczytałam kryminalną kontynuację "Dumy i uprzedzenia", czyli "Śmierć przybywa do Pemberley", która może nie była idealna, ale na tle tego, co tu i tam już wyczytałam, prezentuje się całkiem w porządku. Nadszedł czas na coś, co miało być przyjemnym kryminałem, a okazało się być książką, która powinna zdecydowanie wrócić do redaktora, czyli na "Motylka" Katarzyny Puzyńskiej. W ramach "Pikników z Klasyką" w tym miesiącu poznałam "Małe kobietki" L. M. Alcott i chyba wbrew powszechnej opinii zajęłam stanowisko "pro" wobec tej książki (chociaż jasne, Marmisia jest strasznym narzędziem dydaktycznym). Udało mi się też przeczytać "Czarodziejów" Lva Grossmana, reklamowanych jako "dorosły Harry Potter", co uważam skrzywdziło tę książkę dość mocno. A na finał miesiąca skończyłam czytać "Collected Ghost Stories" M. R. Jamesa, żebyśmy mogły z Tarniną przygotować specjalne wydanie "Pikników z Klasyką". Co prawda 2 czy 3 opowiadania Jamesa nie zostały włączone do zbioru, ale zasadniczo z niemal całą jego twórczością już się zapoznałam (twórczością literacką, oczywiście). I nadal podtrzymuję moje twierdzenie, że to są doskonałe rzeczy!

O czym rozmawialiśmy w październiku?

Oprócz tego, że pod wpisami, które wymieniłam jako najpopularniejsze, toczyły się dyskusje o to, jaki jest właściwie pułkownik Brandon, jak czytać w autobusie z ciężką torebką i czemu detektyw jest zwykle zapijaczony, rozmawialiśmy również o tym, w jaki sposób można w ogóle czytać i czy koniecznie od deski do deski, czy chorowanie z książką brzmi lepiej w teorii, czy w praktyce, a jeśli już się okaże, że nie możemy uciec przed praktyką, to co właściwie czytać i o tym, jakie naczynia z jakimi bohaterami literackimi byśmy z chęcią przygarnęli – albo już to zrobiliśmy – i co mogłoby się w takim naczyniu znajdować, żeby jeszcze bardziej nas ucieszyć.


 

Jakie drogi na Pierogi?

Jak zwykle wyszukiwarki informują, w jaki sposób można się znaleźć na tym blogu. Może być bardzo lakonicznie, jako że ktoś spytał po prostu o książkowe rzeczy, co skłoniło mnie do namysłu nad tym, że faktycznie nie pisałam jeszcze o żadnych książkowych rzeczach, a może trzeba by, jeśli jest takie zapotrzebowanie. Ktoś z kolei wpisał czeskie bajki czytane i zapewne natrafił na wiele, ale opisanych. Jakoś tak jako nie-słuchowiec nie mam wielkich inklinacji w tę stronę, ale kto wie. Andersen – co najlepiej przeczytać? było zagadnieniem, spędzającym sen z oczu komuś innemu i chociaż wymieniłam swego czasu swoich 10 ulubionych baśni, to uważam, że do tego trzeba dojść samemu. Ktoś bardziej szczegółowo zastanawiał się, czy Pierogi pruskie Jane Eyre – niestety, nie, bo Jane Eyre czytałam w liceum, strasznie mi się podobało, ale od tego czasu do tej książki nie wróciłam (a może trzeba by?). No i zapytanie najbardziej suspensowe, czyli Dlaczego nie wolno czytać w samo... W samochodzie? W samo południe? W samolocie? Ach, skomplikowana sprawa!

Jak zwykle bardzo dziękuję Wam wszystkim za czytanie, podrzucanie pomysłów (w listopadzie z pewnością pojawi się notka śledząca powiązania między stanem zwierzęcego przychówku a czytelnictwem!), polecanie i rozmawianie. To szalenie fajne, móc się wymienić spostrzeżeniami, czasami dojść do zaskakujących wniosków albo po prostu porównać wrażenia. Dobrego listopada nam wszystkim!

Weź dokładkę!

4 komentarze

  1. Ależ się działo u Ciebie, a ja tyle przegapiłam! Piszesz jak nakręcona:)

    "Pierogi pruskie Jane Eyre" - jestem na tak, choć nie ja popełniłam wyszukiwanie;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak się nakręcam ;). Z tą "Jane Eyre" to pomyślę, bo może by tak w ogóle sporządzić sobie jakąś listę powieści "w klimacie"? Myślę, że mogłoby być fajnie. Zwłaszcza, że do "Jane..." chcę co jakiś czas wrócić, odkąd natknęłam się gdzieś na taką linię interpretacji, że "a co, gdyby żona Rochestera wcale nie była szalona?", żeby zobaczyć, czy faktycznie dałoby się to tak przeczytać.

      Usuń
  2. Wciąż najbardziej podoba mi się wpis o tym, jak czytać w autobusie. Większości z tych pomysłów raczej nie wypróbuję, bo zawsze muszę się pilnować, żeby wysiąść na odpowiednim przystanku. xD Czytanie w aucie jest bezpieczniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba, że się prowadzi ;). Pisałam kiedyś o czytaniu w samochodzie, bo tu faktycznie trzeba przyjąć pewne strategie, w zależności od tego, jako kto się tym autem jedzie ;).

      Usuń