Jakim typem czytelnika możesz stać się na jesienio-zimę albo o książkach, zwierzętach i opadających liściach


Jesień w całej swojej krasie, Pyza znowu rozchorowana aż (nie)miło, cóż pozostaje? Tylko snuć refleksje o tym, że nadchodząca zima zmusza do zmiany przyzwyczajeń czytelniczych. No dobrze, może nie tyle zmusza co – każe się przystosować. A stąd już prosta droga do bardziej przyrodniczych analogii. Zatem dzisiaj krótki odcinek z kamerą wśród czytelników. Zobaczymy, co może o nas powiedzieć zmiana czytelniczej taktyki w związku z ogólną aurą pogodową.


Jaka charakterystyka do Was pasuje najbardziej?

Typ: Nadchodzi zima, i to jakoś zdumiewająco szybko. Co można w związku z tym zrobić? Odwiedzamy bibliotekę, od razu zaznaczając, że z góry przedłużamy książki do lutego. W końcu kto wie, czy nie zasypie nam drogi i zostaniemy z rosnącą w zastraszającym tempie karą na koncie. Z promocji już nakupiliśmy odpowiedni zapas książek. Wszystkie gromadzimy w jednym pokoju (tym samym, w którym jest również ciepły koc, grzejniczek i herbata na podgrzewaczu, a do kuchni dosłownie rzut beretem). Aktywność zawodową ograniczamy do niezbędnego minimum, żeby mieć za co żyć, i czytamy. Zdarza nam się przysnąć na tą czy inną książką.

Odpowiedź: Czytelnik-niedźwiedź

Typ: przecież zima nas nie zaskoczy, wiadomo wszem i wobec, że zbieramy książki od dawien dawna, właśnie na taki trudny czas. Mamy osobną listę, zatytułowaną „książki na zimę”, z szeregiem podlist w rodzaju „książki na bylejaką zimę bez śniegu”, „książki na srogą zimę, że okna nie można nawet otworzyć”, „książki na zimowe wieczory, kiedy wyłączają prąd”, „książki na zimowe poranki, kiedy nie trzeba wychodzić z domu”, „książki na Święta” i tak dalej. Mamy tylko jeden problem: nasze skrzętnie gromadzone zbiory są poukładane tak przemyślnie, że zdarza nam się zupełnie zapomnieć, gdzie co leży. Bywa, że książkę oznaczoną jako „ta do przeczytania na świętej Łucji” znajdujemy dwudziestego czwartego kwietnia.

Odpowiedź: Czytelnik-wiewiórka

Typ: łatwo nas rozpoznać, to my czytamy na przystanku autobusowym pod kiepsko świecącą latarnią, zgrabiałymi rękami trzymając książkę/czytnik, bo gdzieś zaginęły nasze rękawiczki. Ludzi trzymają się od nas raczej z daleka, blisko zatrzymują się tylko inni podobni nam. Ciągle mamy chrypkę, bo pamiętamy, żeby zabrać ze sobą coś do czytania, ale mamy problem z pamiętaniem o czapce. Dlatego ciągle stoimy skuleni, bo nam zimno. A że nam zimno, to czytamy głównie ponure powieści, Jean Paul Sartre nam druhem, generalnie im więcej egzystencjalistycznych treści, tym lepiej. To dopiero jesień z książką, co się zowie!

Odpowiedź: Czytelnik-gawron




Typ: odcinamy się raczej od ludzi. Przestajemy korzystać z porad pani bibliotekarki/pana bibliotekarza, siedzimy zadumani w domu, czytając albo tę samą książkę, co co roku o tej porze, albo po prostu czytając jedną książkę przez cały ten trudny czas. I chociaż czasem aż chce się wyć z rozpaczy – że zakończenie nie chce się zmienić, że coś tam się w fabule popsuło, a tak już było dobrze – to jednak nic z tego, jesteśmy wytrwali, czytamy. Dobrze, że mamy ciepły koc, a jeszcze lepiej – kołdrę – w takich warunkach możemy czytać bez przeszkód. A jak ktoś nam chce przeszkodzić, to czmycha spłoszony naszym warknięciem.

Odpowiedź: Czytelnik-wilk

Typ: rzucamy się na cegiełki. Im grubsza książka, tym lepiej, niech ocieka kolejnymi stronicami, niech przekroczy tysiąc stron. Ale wcale nie poprzestaniemy na jednej, pałaszujemy radośnie jedną za drugą. Dobrze, że mamy znajomych z zasobnymi biblioteczkami, oni zawsze dopomogą, kiedy ich odwiedzamy stosowny stosik już stoi na stoliku, przygotowany specjalnie dla nas, żebyśmy mogli sobie przy nim przysiąść. Przy tym jesteśmy zaskakująco silni, możemy przydźwigać do domu mniej więcej tyle książek, ile sami ważymy – taki trud się opłaci, w końcu to zapasy na zimę. Zresztą w inne pory roku znajomi coś nie są tacy dobrzy do pożyczania, więc trzeba korzystać. Poza tym często dostajemy komplementy, że tak do twarzy nam z tymi książkami.

Odpowiedź: Czytelnik-sikorka

Typ: nadchodząca zima to jest właśnie ten czas, kiedy wygrzebujemy z szafy czytnik zapomniany tam przez resztę roku, na nowo zapisujemy się do biblioteki, odświeżmy konto, spłacamy stare kary i oddajemy trzymane od poprzedniego roku książki. To jest właśnie ta pora roku, na którą czekamy z całym naszym apetytem na czytanie. Powracamy jak dzieci marnotrawne na łono innych braci i sióstr w czytelnictwie, udzielamy się na forach dyskusyjnych, zapamiętale odhaczamy pozycje na naszych listach, zapisujemy sobie przeczytane lektury, wieczorami w gronie przyjaciół i rodziny namiętnie i długo chcemy rozmawiać o literaturze. Potem nam przechodzi, ale późna jesień i zima – o, to są czytelnicze epoki w naszym życiu!

Odpowiedź: Czytelnik-gil

Typ: biadolimy wszystkim, którzy chcą czy nie chcą słuchać, że tak nam źle, że tak nam niedobrze, że idzie taka pogoda, którą z trudem przetrwamy jako meteopaci i zmarzluchy. W związku z tym od wszystkich dostajemy w prezencie ciepłe czapki i rozweselające książki. Ponieważ nie przestajemy narzekać, już w grudniu mamy niezły zapas czapek i moglibyśmy właściwie nie wychodzić z domu, bo trudno będzie wszystko przeczytać. Nie musimy fatygować się do bibliotek czy znajomych, oni sami z radością podkarmią nas odpowiednią lekturą i jeszcze będą zadowoleni. Oczywiście nie jesteśmy niewdzięczni – chociaż może z boku tak to wygląda – zawsze chętnie opowiemy o wrażeniach z lektury, a potem rozdysponujemy otrzymane książki, żeby i innym mogło być wesoło.

Odpowiedź: Czytelnik-kaczka

Nie sądzę, żeby wyczerpywało to możliwości, więc jeśli macie kolejne pomysły -- śmiało!

Weź dokładkę!

17 komentarze

  1. Bez wątpienia, jestem czytelnikiem-wiewiórką. Lubię orzechy i lubię mieć zapas książek "na długie zimowe wieczory". Od września-października gromadzę książki "na Święta" (mam kilka cegiełek odłożonych z myślą o tegorocznych ;-) ). Co gorsza, mój odruch chomikowania lektur jest na tyle silny, że odkładam co ciekawsze na te specjalne, śnieżno-świąteczne okazje, a potem okazuje się, że "nie mam co czytać" na bieżąco ;-). A więc wiewiórka obsesyjna, wiewiórka podwójnie, potrójnie przezorna!
    Jest jeszcze czytelnik-kot. Ten chadza własnymi drogami, a pod choinką, zamiast książek, czyta gazety. Zamiast powieści, studiuje teksty kolęd, a najczęściej nikt nie wie, co czyta. Ale że czyta - wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie, chociaż od kilku lat nie planuję lektur na Święta, ale wybieram je raczej spontanicznie na zasadzie "o, może to uda mi się przeczytać". Bo to jednak taki czas, kiedy trudno się zaszyć z książką w kącie, wszyscy chcą nieustannie rozmawiać ;). Natomiast w ogóle to też tak sobie chowam książki -- ileż potem radości, jak w drugim rzędzie znajdę coś, o czym zupełnie zapomniałam ;).

      Cenne uzupełnienie. Dodałabym też, że jest zaskakująco dobrze zorientowany w nowościach, przy czym nikt nigdy nie widział, żeby je czytał. Swoją widzę ujawnia jednak tylko wtedy, kiedy on sam jej potrzebuje, nasze prośby może pominąć milczeniem ;).

      Usuń
    2. Tak, to kolejna "niedogodność" dla czytelniczego mola - święta to czas spotkań, a nie samotnego czytania. Na szczęście trwają tak długo (plus "pomost" noworoczny, też często od obowiązków wolny), że da się trochę czasu wykraść na lekturę. Zupełnie inaczej smakuje w święta - jak zresztą wszystko.
      To najbardziej tajemniczy czytelnik ze wszystkich! Najbardziej zagadkowa kwestia -jak znajduje czas na czytanie, skoro ciągle śpi? ;-) (A jak nie śpi, to je, co też, nomen omen, konsumuje czas).

      Usuń
    3. Właśnie -- bo on chłonie literaturę całym sobą :D?

      Usuń
  2. Nie znalazłam swojego odpowiednika. Czytam książki przez okrągły rok. Nie chomikuję i nie zabieram z biblioteki więcej niż trzy. Zawsze w końcu można skorzystać z internetu i coś sobie ściągnąć :) A w czasie świąt nie czytam. Wtedy całą rodziną gramy w gry planszowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Święta to jest właśnie taki okres czytelniczo trudny, dla mnie też. Ale oferują tyle innych ciekawych rzeczy, że wcale nie szkoda, zawsze 2-3 strony przed snem można złapać, żeby lepiej się spało ;).

      Usuń
    2. A nawet cały rozdział :)

      Usuń
  3. Ja właśnie dziś odkryłam z przerażeniem, że na koncie bibliotecznym mam 17 książek! Ale chomika tu nie ma, więc chyba najbardziej by mi pasowała sikorka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem chyba herezję, ale czy chomik nie jest taką troszkę wiewiórką ;)? W ogóle starałam się dobrać takie zwierzęta jesienno-zimowe, a chomik wydaje mi się całoroczny :D. Ale siedemnaście to niezły wynik -- mnie się jakoś ostatnio nie zdarza, ale też trzymam się tego, bo jak przyniosę sobie za dużo książek, to nigdy nie wiem, co czytać najpierw i cierpię. A tak przynoszę ze trzy i wiem, jakim śladem ruszę ;).

      Usuń
  4. Ewidentnie jestem gawronem i wiewiórką ;) Super pomysł na posty! Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, czystym typem człowiek nie trafi :). Dziękuję :).

      Usuń
  5. Ja zaliczam się do jeszcze innego typu, mianowicie jestem czytelnikiem-studentem polonistyki. Czytam dużo, a chcę i powinnam czytać jeszcze więcej. Nie mam szans na wtrącenie do listy lektur jakiejkolwiek książki spoza studenckiego kanonu*. Kocham biblioteki na tyle, że stale dofinansowuję je karami za przetrzymywanie książek. Nie mam szans na regularne czytanie nowości wydawniczych bo Mickiewicz. Zimę mam zamiar spędzić na przygotowywaniu się do egzaminu z literatury pozytywizmu i Młodej Polski oraz na zbieraniu materiału do pracy licencjackiej.

    *Dobra, przesadziłam. Ostatnio przeczytałam ponad 800-stronicowe dziełko Szymborskiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, ale to zaburza zwierzątkowy porządek jesienno-zimowy wpisu :). Może o takich ogólnych czytelniczych przebojach kiedyś też napiszę, nie wykluczam. Ale inspiracji do dzisiejszego wpisu dostarczyła mi bardziej natura niż kultura ;).

      Usuń
  6. Ja jestem chyba połączeniem czytelnikiem-gawronem i czytelnikiem-wilkiem ;) Uwielbiam jesień i zimę, dla mnie to dwie najlepsze pory roku <3 No może oprócz tego, że moje ręce wręcz umierają z przesuszenia, ale kocham stać na zimnie czy wietrze i czytać "Ballady i romanse" Mickiewicza czy dobry kryminał autorstwa Christie. Życzę dobrej i zdrowej środy ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się upodobanie do pór roku jakoś zmienia, zresztą jesień jesieni nierówna ;). Zresztą od lat staram się wypracować jakiś model czytania na zimnie i wcale nie idzie mi źle (ale książka musi być ciekawa, bo jednak inaczej ziąb przenika do kości i się to czuje, zamiast zatracić się w fabule ;)). Dziękuję!

      Usuń
  7. Okazało się, że jestem jakąś dziwną krzyżówką więcej niż jednego gatunku (no na pewno wiewiórki, gawrona, kaczki i sikorki, a może też któregoś zwierzątka jeszcze..). Pewne jest, iż taki osobnik nie mógł powstać w sposób całkowicie naturalny, ale w to nie wnikajmy może... ;)

    Zima to dla mnie czas dobry i niedobry jednocześnie. Spowalnia się mój metabolizm, co objawia się zalegiwaniem w różnych miejscach (z książkami!), ale jednocześnie koniecznością dostosowywania się do warunków atmosferycznych, więc czytanie na przystankach bez rękawiczek i czapki nie jest mi obce. Gromadzę też zapasy, martwi mnie zimna pogoda, bo jak wspomniałam źle na nią reaguję.

    A o czytelniku - kocie też miałam napisać! (to pierwsze co przyszło mi na myśl, gdy zobaczyłam to zestawienie) Ale kot pod choinką absolutnie nie leży! Jak już to raczej siedzi - i to na choince! - bawiąc się różniastymi ozdobami. Wszelkie krzykliwe okładki (świecące, błyszczące, kolorowe i śpiewające) go fascynują, ale fajerwerki na Sylwestra i w prostej książkowej fabule już przerażają. Ponieważ lubi od czasu do czasu drapać, a i pazurek czasami tak przypadkowo się wymsknie, więc jeżeli książki to tylko w twardej oprawie z grubym, porządnym papierem. Ale czytelnikowi-kotu jedno na pewno trzeba przyznać - kocha książki, kocha papier, uwielbia go miętolić, gryźć, miziać łapką, czy rozszarpywać na strzępy. Czytnik wzbudza w nim mieszane uczucia, posmakować zawsze można, ale potem tylko odciśnięte zęby zostają na rogach (zupełnie jak na laptopie! bez sensu!). Czytelnik - kot jest także filozofem, lubi poleżeć na książce, pokontemplować ją, przemyśleć, przeżywać, a następnie zjeść. Jak inaczej może powiedzieć, czy była dobra?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I teraz wszystko jasne, a nie mówiłam, że on chłonie literaturę całym sobą :D? I to nawet widocznie niekiedy dosłownie!

      Usuń