Literacki spacer po Pradze albo 7 książkowych dzielnic


Od jakiegoś czasu nie było żadnego wpisu poświęconego literaturze czeskiej. Czas naprawić to niedopatrzenie. Dzisiaj zatem o tym, z jakimi powieściami w ręku najlepiej chodzi się po Pradze (a przy okazji, jeśli planujecie się wybrać, będzie jak znalazł na etapie przygotowawczym). Poza tym – przyjemnie się patrzy na miejsca znane z książek. Mnie w każdym razie zawsze wydają się jakby bardziej znajome i bardziej interesujące.

Przygotowałam nawet z tej okazji mapkę. Miejsca, o których piszę, są mniej więcej oznaczone kotami trzymającymi różne przedmioty (zgadliście, są to dość przypadkowe rekwizyty, które jakoś wpadły mi w oko). Starałam się wybierać rzeczy, które wyszły w polskim przekładzie, zrobiłam tylko jeden wyjątek dla mojego ulubionego Körnera (ale malutki). To co, gotowi do zwiedzania?

Smichov /kot pod drzewem/
Anioł” Jachyma Topola

Zaczniemy trochę przekornie od mało uczęszczanej przez turystów dzielnicy na lewym brzegu Wełtawy, czyli od Smichova. To tutaj, niedaleko stacji metra „Anioł”, dzieje się akcja onirycznej powieści Topola. Powiem Wam szczerze, że nie przepadam za pisarstwem Topola – czy może inaczej: ono niewątpliwie odznacza się wartościami, które się mu przypisuje, problem w tym, że mnie to zupełnie nie rusza. Ani ten przedziwny postapokaliptyczny świat, w którym poruszają się jego bohaterowie, ani eksperymenty z szatkowaniem narracji, ani czysty niemal literacki postmodernizm. Ale w „Aniele” Topol bardzo fajnie gra z miejską tkanką takiej trochę opuszczonej dzielnicy, z nazewnictwem ulic, w końcu ze stacją metra i w to wszystko wpuszcza odrobinę cudu. O ile cud w ogóle jest w filozofii tego jego świata czymś możliwym.

Libeń i dalej od centrum /kot w rogu mapki/
Bar Świat” Bohumila Hrabala

Oczywiście, że nie mogło zabraknąć Hrabala. Wybrałam tym razem zbiór jego opowiadań, który u nas wyszedł jako „Bar Świat”. Można tam oczywiście zapoznać się z atmosferą ukochanej Hrabalowskiej Libni, dzielnicy leżącej stosunkowo daleko od centrum miasta, ale i w ogóle z taką lekko szaloną atmosferą Pragi, w której nic nie może być takie do końca zwyczajne, bo to przecież miasto Kafki (doskonałe opowiadanie „Kafkiada”). W dodatku tu chyba zaczyna się ta gra Hrabala z Pragą jako miastem w ogóle, to znaczy możemy obserwować, w jaki sposób buduje on i przesuwa napięcia pomiędzy historycznym centrum, które przecież każdy chce zobaczyć (i czym ono właściwie jest, co tam takiego przyciąga, pyta Hrabal w przekornym „Chce pan zobaczyć Złotą Pragę?”) i peryferiami, gdzie sprowadzają się ludzie, których nie stać – albo którzy świadomie wybierają nieco dalsze rejony. Jeden z moich ulubionych zbiorów opowiadań Hrabala, tak poza tym.

Ma Strana /kot z medalem/
Opowiadania ze starej Pragi” Jana Nerudy

Chyba jeszcze nie wspominałam tutaj o Nerudzie (nie mylić z Pablem), czyli XIX-wiecznym klasyku czeskiej prozy. Neruda był tak w ogóle dziennikarzem i bardzo to w stylu jego pisania widać (przełożenie jest podobne jak u Dickensa). „Opowiadania...” to właściwie cykl krótszych próz toczących się wokół bohaterów kilku domów w dzielnicy Malá Strana. Mamy i tony poważniejsze, i trochę melancholii, że świat wygląda, jak wygląda, satyrę na dzielnicę mocno zamkniętą i uważającą się za lepszą od innych, więc przybyszów traktujących nieufnie (jai kontrast do Hrabalowskiej Libni, gdzie każdy może znaleźć schronienie!). A do tego piękne zamykające opowiadanie („Figurki”), bardzo ironiczne i z cudownym motywem słowików, których przy dłuższym pobycie w dzielnicy już się wcale nie chce tak słuchać. W dodatku przekład na polski jest naprawdę przyjemny, więc polecam, jeśli macie ochotę na zbiór opowiadań, w których nie dzieje się nic wielkiego, ale klimat jest cudownie staromodny, z przeczuciem, że coś się jednak zmienić musi. Trochę kronika znikającego świata.

Most Karola /kot u steru/
Morderstwo w hotelu Intercontinental. Powrót starego warana. Inne miasto” Michala Ajvaza

Chyba się tu jeszcze z tym nie zdradziłam, ale nie przepadam za Ajvazem. Uważam, że jego sposób pisania w dłuższych formach się przejada. Co nie zmienia faktu, że kontynuuje on motyw Pragi jako miejsca magicznego – i to dosłownie. Jeśli sięgnięcie do zbioru, który wyszedł po polsku, obejmującego i prozę, i poezję, to przekonacie się, jaka fantazja drzemie w Pradze i tylko czeka, żeby ją odkryć. Moim ulubionym motywem jest tutaj właśnie Most Karola, który Ajvaz odmienia po zmroku nie w tajemniczą, złowrogą przestrzeń (o co aż się prosi wielki kamienny most z figurami świętych), ale w przejście do innego świata, tuż obok, ale jednak niedostępnego. Bo cokoły figur okazują się być mieszkaniami stworzeń, jakie zaludniają praskie imaginarium Ajvaza.

Stare Miasto /kot z ołówkiem/ i Złota Uliczka /kot z megafonem/
Lekarz umierającego czasu” Vladimíra Körnera
 
To ten mały wyjątek, bo nie dostaliśmy tej książki po polsku, niestety. Jest jak zwykle w pisarstwie Körnera, czyli ponuro. Sama powieść dotyczy w dużej mierze losów Jana Jesenskiego, XVII-wiecznego lekarza, który zmaga się z duchem epoki, zmieniającym się jak w kołowrotku od szalonego Rudolfa II i jego alchemików po intensywną rekatolizację Czech przez Habsburgów. Książka pełna jest zapadających w pamięć scen (szwedzki najazd na Pragę), a finał znajduje nie gdzie indziej, jak na rynku Starego Miasta. To właśnie tam po klęsce na Białej Górze panowie czescy zostali ścięci – w tym gronie Jesenius – żeby według legendy pojawiać się w noc swego ścięcia co roku, niosąc swoje głowy. Czytając „Lekarza...” szczerze mówiąc nie trudno w to uwierzyć. Poza tym Körner niczego nie upiększa, wręcz przeciwnie nawet.

Hradczany /kot z widelcem/
Zamek” Franza Kafki

Jasne, „Zamek” nie dzieje się dosłownie w Pradze, ale spacerując po niej nietrudno odkryć fascynację Kafki, która dała początek dziwnej historii o Zamku, do którego trzeba dość, ale droga zmienia się co chwila. Kafka to pisarz na wskroś praski, o czym Wam już kiedyś wspominałam, więc nie mogło go tu zabraknąć. Poza tym widać w tym pisarstwie to, co u wszystkich chyba wspomnianych wyżej pisarzy: fascynację mitem miasta, niezwykłością, magią poukrywaną w miejscach historycznych i takich zupełnie zwyczajnych, może nawet brzydkich. Jedno z ciekawszych przetworzeń przestrzeni faktycznej, w dodatku serio czytelne, jeśli się spojrzy na Hrad od strony rzeki, czyli tak, jak spoglądał Kafka, wychodząc z pracy i idąc do domu, gdy mieszkał na Złotej Uliczce.

Nowe Miasto /kot z kijem golfowym/
Klątwa Siedmiu Kościołów” Miloša Urbana

Urban nie ma u nas specjalnie dobrej prasy, mam wrażenie, bo też jest to pisarz dość specyficzny (pisałam o nim więcej w tej notce). Nie należy może do grona moich ulubieńców, ale uważam, że warto go przeczytać. A „Klątwa...” wyszła po polsku, więc czemu nie. Urban porzuca zakamarki starej Pragi, żeby przenieść się do dawnej perły z czasów króla Karola IV, na Nowe Miasto. Tutaj w barokowych, pustych kościołach (które można spokojnie odwiedzić, a znajomość fabuły dodaje im tajemnicy) zaczynają dziać się dziwne rzeczy. To taki niby kryminał, hojnie używający kryminalnych klisz, żeby zwieść czytelnika na manowce. A główny bohater, choć nieszczęśliwy, nie jest zapijaczonym detektywem, dodam na zachętę. Choć zmaga się ze specyficznym rodzajem „klątwy”, w końcu jednak coś musi nad nim ciążyć.

I tu kończymy krótką przebieżkę po mieście. Mam nadzieję, że coś dla siebie wybraliście?

Weź dokładkę!

4 komentarze

  1. Kiedy się zwiedza Browar Guinessa w Dublinie kończy się na wysokiej wieży w całkowicie oszklonej rotundzie. Jest tam wielki totalnie zatłoczony bar (jako zwiedzajacy dostajesz kufelek na koszt firmy). Ale lepsza od baru jest właśnie ta rotunda, bo podchodząc do niej odkrywasz, że są tam na tym szkle fragmenty literackie opisujące ten fragment Dublina na który właśnie patrzysz. (Pamiętam cytat z Dublińczyków Joyce'a). I idziesz sobie w kółko i zawsze coś jest. Ale Dublin zawsze był bardzo literacki i celebrował to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie -- to trochę zahacza o temat tego, czemu niektóre miasta są bardziej literackie niż inne. Ale też, wydaje mi się, porusza temat promowania miasta przez literaturę. To znaczy wykorzystywania tego, co już zostało napisane, do ubogacania topografii (czy jakby to dobrze nazwać). W Pradze mam wrażenie to się dzieje jakoś samo przez siebie, chociaż jest też trochę miejsc z zaznaczoną obecnością cytatu czy grafiki (na Libni Hrabala jest wielki mural na przykład). W sumie ciekawie by było zobaczyć, jak coś takiego wygląda w innych miastach (i poza stolicami).

      Usuń
  2. Czytalam "Klatwe" Urbana i mam podobne do Twoich odczucia. Mam natomiast pytanie co do ksiazek o Pradze (która zreszta uwielbiam pasjami): moze wiesz, czy zostala przetlumaczona na polski "Praga magica" Angelo Ripellino?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wyszła jako "Praga magiczna" po prostu. Na pewno jest takie dość leciwe wydanie w nieporęcznym formacie (takie właśnie czytałam), ale czy były wznowienia -- tego nie wiem. W każdym razie mnie się ta książka mocno kojarzy właśnie z tym konkretnym, choć może nie najporęczniejszym w czytaniu :).

      Usuń