Niebezpieczeństwa czytania innym przez ramię albo komplikacje pozerkające


Jak już wiecie, przepadam za zerkaniem ludziom w czytane książki, jeśli traf chce, że zajmę w komunikacji miejskiej odpowiednie po temu miejsce. Ale i tak uważam, że całkiem nieźle się z tym kryję, kiedy obserwuję mojego Domownika, który się z tym w ogóle nie kryje. Przepytawszy go na okoliczność tego, czemu właściwie się nie kryje i jakie reakcje w związku z tym napotyka oraz podsumowując własne doświadczenie w tym względzie, zasiadłam do konstruowania notki. A zatem, drżyjcie, bo oto przegląd tego, co czyha na nic nie przypuszczających a bezczelnych podczytywaczy!

Idź pan stąd albo psem poszczuję!
Miejmy to już za sobą. Tak, może się zdarzyć, że ten, komu czytamy przez ramię, się rozeźli. W końcu można traktować lekturę jako czynność intymną i czyjeś ciekawskie oko wlepione w stronice przerzucane delikatnie palcami w tłumie napierającym zewsząd – i czara goryczy się przelewa.
Rada: nie czytaj nigdy przez ramię komuś, kto właśnie przewozi tramwajem psa. Staraj się też od czasu do czasu oderwać od lektury i spojrzeć przez okno, rzucić okiem na plakat wywieszony w autobusie, poobserwować zmagania współpasażerów z kasownikiem. Możesz gwizdać, jak wiadomo gwizdanie niezawodnie wskazuje, że wcale nie byłeś zainteresowany tym, o co cię posądzają. 




Czytaj pan szybciej!
Zdarza się, że osoba, którą obraliśmy za obiekt podczytywania, jest książkowym sprinterem. My dopiero zachwycamy się odcieniem włosów bohaterki, który autor opisuje w trzecim zdaniu, nasz sprinter natomiast już u dołu drugiej strony rozkoszuje się opisem obić kanap w salonie bohaterki. W międzyczasie Wydarza Się Akcja, a my nie mamy pojęcia, co to za facet na kolejnej stronie i czemu chomik ma na imię Alojzy, a wydaje się, że to dość znacząca okoliczność.
Rada: po godzinach ćwiczmy jedną z dwóch sztuk – szybkiego czytania albo magnetycznego wpływu na wybraną osobę. W pierwszym przypadku sami przeistoczymy się w dowolnym momencie w książkowego sprintera, w drugim siłą woli wpłyniemy na takowego, żeby dłużej pozostawał na czytanej właśnie przez nas stronie i żadne detale dotyczące chomika już nam nie umkną.

Czytaj pan wolniej!
Zaprawieni we wpływaniu na psychikę i wywieraniu subtelnego nacisku na naszego czytającego, możemy rozzuchwalić się na tyle, że z niecierpliwością będziemy ponaglać go (w myślach, rozzuchwalony to w końcu nie bezczelny!), żeby już przerzucił stronę. A on nic, czyta jakby zasnął, a to sobie coś podkreśli, a to esemesa odbierze w trakcie, a to zapatrzy się na mijany właśnie rząd kamienic.
Rada: liczmy w myślach owce, równocześnie starając się kontrolować oddech. Można w międzyczasie dopatrzeć się szczegółów bibliograficznych i obiecywać sobie złote góry po szybkiej wizycie w bibliotece. Nie chce przerzucać strony? Niech nie przerzuca, sami sobie przerzucimy. Jak już wypożyczymy książkę!

Czy ja panu przeszkadzam?
Typ mniej agresywny niż pierwszy opisany, a równocześnie nie tak ugodowy jak drugi i trzeci. Temu wyraźnie przeszkadza, że podczytujesz, ale nie na tyle, żeby szczuć psem czy w ogóle nie zwracać uwagi. Będzie tak kluczył, tak zwodził, czytał to szybciej, to wolniej, to rzucał nam pełne wyrzutu spojrzenie, może nawet udzieli reprymendy, w której wyraźnie podkreśli, że duch w narodzie ginie, kultura czytania kona na marach, a piekło jest pełne podczytywaczy.
Rada: dajmy sobie spokój. Nawet jeśli to jedyna czytająca osoba w zasięgu wzroku, a my nie mamy jak wyciągnąć własnej książki z torby, nie warto wikłać się w krótką, ale toksyczną relację. W gruncie rzeczy bowiem ten typ może po prostu szukać konfrontacji z powodów zupełnie innych: złego dnia w pracy, niskiego ciśnienia albo nieparzystego numeru linii, którą akurat jedziemy.

A proszę, proszę
Rzadko spotykany wylewny czytelnik. Najpierw podstawi ci stronę pod sam nos, potem opowie tuzin anegdotek, wśród których ta, że spotkał żonę w tramwaju, kiedy podczytywał jej przez ramię powieść, płynnie przechodzi w tę, jak to jego ojciec w dwudziestym piątym samemu marszałkowi czytał przez ramię podczas wizyty w Kielcach (marszałek, Kielce i wizyta są tu elementem mocno wariantywnym). Na koniec powie, że już wysiada, ale żebyśmy się nie krępowali, zostawi nam swoją lekturę. Najczęściej to gazeta, ale zdarzają się i książki.
Rada: co tu radzić, właściwie powinniśmy się cieszyć, że zawarliśmy miłą znajomość, mamy historię do opowiadania i tuzin anegdotek do puszczania dalej w świat. A do tego zwolniło się nam miejsce i jeszcze z lekturą już przygotowaną.

Trzeba było się uczyć, kiedy była okazja!
Będzie czytał ostentacyjnie i wyzywająco. On chce, żebyś zaczął mu zerkać przez ramię, a potem cieszy się złośliwie, kiedy obserwuje twoją minę. Tak, to typ, który czyta książkę pisaną cyrylicą sprzed reformy, najnowszą powieść pisarza, o którym nigdy nie słyszeliśmy, w przekładzie na niderlandzki albo długie wypisy z poezji sufickiej w oryginale.
Rada: zależy od twojego nastawienia. Możesz zawsze z kamienną twarzą podczytywać, robiąc miny, które wydadzą ci się odpowiednie (na ostatnim przystanku niemal czujesz, że wiesz, o co chodziło), możesz też jednak wyciągnąć z teczki własne wypisy, powieść i książkę pisaną w alfabecie Morse'a. Niech sobie nie myśli. 




Jestem skryty, stój jak wryty
Szybko zorientuje się, że podczytujesz, i opuści książkę na kolana. Potem trochę przechyli się w stronę okna. Podegnie stronę za stronę, niemal ściskając ją na szerokość centymetra. Zacznie wydmuchiwać nos tak, że chusteczką zasłoni trzy czwarte tego, co czyta. Potem niby zamknie książkę, ale tak zamknie, że wszystko wskazuje na to, że coś tam widzi i czyta. Niby mu nie przeszkadza, że też czytasz, ale jednak jakby przeszkadzało.
Rada: trafiłeś na nieśmiałego czytelnika, powściągnij wodze swego nieokiełznanego podczytywania i nie stresuj biedaka. Niech czyta, ty poczytasz kiedy indziej albo komu innemu.

 
Notka jest oczywiście z przymrużeniem oka, ale tak w ogóle, to podczytujecie? Macie takie swoje typy, a może sami jesteście obiektem podczytywania?

Weź dokładkę!

23 komentarze

  1. Rozbawil mnie Twoj wpis :) Ja szczerze mowiac bardzo nie lubie kiedy ktos obok mnie probuje podczytywac moja ksiazke albo podglada moj telefon kiedy akurat pisze smsa, ale ja to ogolnie nie czuje sie komfortowo jak mi sie ktos przyglada zbyt ostentacyjnie... Kiedy napotykam na swojej drodze takiego podgladacza to najczesciej staram sie odwrocic do niego plecami a jesli to nie jest mozliwe to rzucam mu spojrzenie mowiace ze wiem co on wyrabia i mam nadzieje ze to podziala i sie odczepi :P
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na podsumowanie pazdziernika :)
    http://sekretarzykpelenmagii.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, bo taka była intencja ;). Mnie czytanie książki czy gazety przez ramię nie przeszkadza (jestem chyba, gdybym miała wybierać, typem "czytaj pan szybciej!"), natomiast podczytywanie innym esemesów czy maili na telefonie to już zdecydowanie nie. Jest jednak duża różnica między czytaniem czegoś, a podglądaniem cudzej korespondencji.

      Usuń
  2. Zawsze podczytuję. A jak sam czytam, to udostępniam widok okładki, żeby się inni nie głowili, co takie fajne mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry z Ciebie zatem współpasażer :)! Bo najgorzej, jak się człowiek wciągnie, a nie sposób się wygiąć tak, żeby zobaczyć co to. I gimnastykuj się, człowieku, żeby nie przeszkadzać, żeby nie musieć zagadnąć (wersja dla nieśmiałych), żeby nie upaść, a jednocześnie zobaczyć okładkę ;).

      Usuń
    2. Jak widzę zainteresowanie, to od niechcenia zamykam książkę okładką do góry :) Kiedy częściej jeździłem komunikacją, to lubiłem zgadywać, co czytają inni. Z cyklu niewinne rozrywki moli książkowych.

      Usuń
    3. Taki savoir-vivre z gatunku "wcale nie robię tego, bo widzę zainteresowanie, ot tak mi się książka przymknęła, gdyż muszę pilnie wyjrzeć przez okno" ;). Och, zgadywanie jest super -- chociaż czasami trafiają się bardzo twarde orzechy do zgryzienia! A czasami z kolei mam wrażenie takiego "sprzyjania wszechświata", bo akurat patrzę, a ktoś czyta coś, co sama niedawno czytałam/bardzo lubię/dużo słyszałam/właśnie o tym myślałam ;).

      Usuń
    4. Oczywiście, że trzeba to robić naturalnie i mimochodem, żeby nie spłoszyć zainteresowanego :) Co do zgadywania, to wiadomo, że najfajniej jest, jak oko pada od razu na słowo Hogwart i mamy z głowy:) Mnie zawsze pokonywały romanse i obyczajówki czytane przez panie w wieku średnim, za to lektury szkolne gimnazjalistów rozpoznawałem bez trudu :)

      Usuń
    5. O to, to -- romanse są szalenie trudne, ale czasem trafi się zupełny klasyk wśród romansów i wtedy bingo :).

      Usuń
    6. W moim przypadku to musiałaby być albo Trędowata, albo Jane Austen :P

      Usuń
  3. Ja nie mam takiej możliwości, bo dojeżdżam do pracy busem. Kiedyś zdarzyło się, że ktoś mi czytał przez ramię, więc jak skończyłam stronę, to spytałam czy już mogę przełożyć:) Strasznie się człowiek zawstydził;p Ja raczej nie podczytuję nikomu ale jak widzę, że ktoś czyta, to też staram się zgadnąć co to jest:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo to może być peszące ;). Chyba dlatego, że w naturze podczytywania leży pewna skrytość, na zasadzie, że jak już się zostanie ujawnionym, to wtedy w sumie się już nie tyle podczytuje, co czyta -- sama nie wiem, ale tak, coś w tym jest ;).

      Usuń
  4. Czytam przez ramie gazety - te wszystkie bezrefleksyjne: gale, grazie, vivy, czasami udaje mi się nawet poznać nowinki z wielkiego świata - jako to szumnie się teraz nazywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasna sprawa :). Sama z podczytywań tego typu znam "Życie na gorąco", którego nigdy inaczej nie czytałam, a tak widuję co czas jakiś i się donowinkowuję, tudzież dumam nad formą podawanych tam wieści ;).

      Usuń
  5. Tak, ja również perfidnie podglądam czytających ludzi :) Nigdy nikt mi nie zwrócił uwagi bo na pewno zapadłabym się pod ziemię (tudzież pod autobus).

    Zapraszam do mnie na tagową podróż w czasie http://www.niebieskistoliczek.pl/2015/11/8-podrozy-w-czasie-w-ktore-musisz.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie jesteś bardzo skrytym podczytywaczem i umiesz się odpowiednio zakamuflować :). Podróż zacna, podejrzewam, że trzeba będzie odkurzyć wehikuł i się wybrać :).

      Usuń
  6. Przedostatni chyba jednak mimo wszystko najzłośliwszy :D Choć nie z własnej winy, bo pewnie sam sobie tej cyrylicy czytać nie kazał <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, któż go tam wie! Powody pewnie swoje ma ;).

      Usuń
  7. A czy tylko ja tak mam, że jak ktoś czyta książkę, którą znam, to najpierw sprawdzam, na jakim jest fragmencie, a potem patrzę nie na kartki, ale na minę czytającego, obserwując jego/jej mimikę? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, mnie się to rzadziutko zdarza, ale głównie z powodów logistycznych: zwykle podczytuję stojąc w autobusie nad czytającym, więc widzę, co czyta, ale nie widzę jego/jej twarzy (a z kolei jeśli siedzi obok mnie, to chyba zbyt strachliwa jestem, żeby tak obserwować ;)). Ale myślę, że sam taki model podczytywania jest arcyciekawy :).

      Usuń
    2. Umówmy się: nie wgapiam się w taką osobę jak szczerbaty w sucharek, ale lubię zerkać :) Hm, teraz jak o tym myślę, to częściej taka metoda obserwacji zdarza mi się w pociągu - lepsze ułożenie logistyczne pasażerów, i dłuższa podróż (czyli czytający zdąży przeczytać więcej ^^)

      Usuń
    3. Ha, w pociągu faktycznie jest szansa, że się usiądzie naprzeciwko delikwenta (chyba, że w wagonie bezprzedziałowym ;)).

      Usuń