Oda do czytnika albo wrażenia z wędrowania


Tytuł jest trochę przewrotny, ale o tym zaraz. Otóż, co zapewne zauważyliście, nie było mnie tu dni kilka, bowiem wędrowałam sobie trochę w pozainternetowe rejony (ale już wróciłam, każdy komentarz przeczytałam i jutro będę nadrabiać dialogowanie!). I tak wędrując sobie rozmyślałam, jak to jednak dobrze, że istnieją czytniki. I złapałam się na myśli, że tak naprawdę o czytniku swoim własnym jeszcze tutaj nie pisałam.

Właściwie "swoim własnym" jest pewnym nadużyciem, jako że tak naprawdę to czytnik jest Domownika, a ja jestem tylko jego skromnym i dość nieprawym użytkownikiem. Dość powiedzieć, że Domownik zasadniczo korzysta z czytnika, kiedy bardzo musi, a że przeważnie dźwiga wszędzie książki papierowe, to reszty możecie domyślić się sami. Ale muszę to przyznać: pewnie nie sprawiłabym sobie sama czytnika, bo to Domownik był tą osobą, która stwierdziła, że pewien powiew nowości w naszym domostwie się przyda i dokonał tego ważkiego zakupu. Moja reakcja była na początku dość ostrożna (delikatnie mówiąc), a zachwyt przyszedł dużo później -- i wtedy właśnie czytnik wpadł w me ręce i już w nich, mniej lub bardziej, pozostał.

Bo tak po prawdzie to o e-czytaniu piszę tu dość mało, jako że nadal jestem niepoprawnym kupującym książek papierowych, znoszącym je także i z miejsc, w których wcale nie chcą, żebym im za nie płaciła. E-booki czerpię z miejsc już tu opisywanych, a kupuję dość rzadko i to zwykle na przecenach. Co nie oznacza, że mam ich zapisanych mniej, bo wręcz przeciwnie (powinnam chyba postanowić, że teraz wyczytuję wszystko, co zgrałam na czytnik). Ale sięgam po niego dość naturalną koleją rzeczy: oto mam ochotę przeczytać coś, co właśnie w formie e-bookowej mam, a w papierowej nie. I bez deliberowania przeskakuję od książki do e-książki, mieszcząc się w średniej czytelniczej, bo jak pokazują różnorakie badania, na jakie można się tu i ówdzie natknąć, większość czytelników używając czytnika nie rezygnuje z papieru i odwrotnie. Ale największe pozytywne uczucia wobec czytnika rosną we mnie wówczas, gdy z jakiegoś powodu papierowej wersji nie ma albo jest niewygodna. Wybierając się zatem na kilka dni wędrowania wiedziałam, że zamiast tachania ze sobą papierowej "Samotni", zabiorę zgrabny pliczek "Bleak House".



A żeby docenić dokonania przodków, dla ilustracji inna maszyna: kołowrót do książek. 
Podejrzewam, że szalenie przydatny przy sprawdzaniu fragmentów w kilku książkach naraz. 
W podróży sprawdzałby się jednak średnio. Źródło.
 

A zatem, tak dla podsumowania, żeby było zgrabnie, za co tak lubię czytnik i co tak sobie doceniłam na wyjeździe (punkty dość szeroko odnoszące się do pogrubionych tytułów)?

rozmiar książki nie ma znaczenia: jasne, truizm, ale dla kogoś, kto przywykł do obładowywania się książkami (strach przed skończeniem książki, gdy do domu mamy jeszcze dziesięć przystanków, nie jest mi obcy), fakt że w czytniku mam ich tyle, że mi się nie skończą za szybko, nawet gdybym jednego dnia przeczytała całe zamierzone tomiszcze, nadal mnie zachwyca. No i to, że książka zawsze waży tyle samo, zawsze ma druk taki, jaki sobie ustawię i w trzymaniu będzie taka sama, też mnie jakoś jak dotąd fascynuje. Jasne, w pewnym momencie mam ochotę jednak poeksperymentować i z czytnika przerzucam się na książki papierowe, ale wiecie już, o co chodzi.

zmieści się do torby: zwłaszcza przy ograniczonej możliwości upakowania wszystkich potrzebnych rzeczy ta zaleta jest istotna. Poza tym -- mimo że zwykle zabieram ze sobą papierowe książki -- jest coś smutnego w przywożeniu ze sobą książek już przeczytanych. Wkładam je do walizki i myślę, że kurczę, tydzień temu byłam w środku akcji i na początku wyjazdu, a tu już trzeba wracać do domu i książka się skończyła, i jest już takim znanym, zamkniętym światem. A czytnik jakoś zawsze jest -- oprócz książki przeczytanej -- pewną możliwością czytania dalej. Więc szwendanie się po lokacjach podróżnych z czytnikiem napawa mnie mniejszą melancholią, to raz, a dwa, że jest łatwiejsze, to znaczy prościej mi wpakować czytnik niż wyliczoną starannie ilość tomów papierowych (aczkolwiek latem chętnie i śmiało wyliczałam i pakowałam Lema, oczywiście).

nie wyładuje się: z pewnym zdziwieniem nadal, po tych wszystkich latach (a czytnik jest z nami już chyba czwarty rok), odnotowuję fakt, że ta bateria naprawdę starcza na dość długo. Niby znam mechanizm, a jednak, ciągle walcząc z rozładowującym się telefonem, czerpię perwersyjną przyjemność z patrzenia, jak nie ubywa baterii. A jak już znika mi kreska czy dwie, to nadal się dziwię, że jednak ubywa. To taki argument z zachwytu techniką, co mi zdarza się zasadniczo dość rzadko, ale jednak, jak widać, się zdarza. A w trakcie tej podróży odkryłam, że mogę go ustawić tak, że widzę ilość przerzucanych stron i zaraz obok godzinę, więc nie muszę się odrywać od lektury, żeby sprawdzić, kiedy przyjedzie autobus. Co za oszczędność czasu (i nie trzeba podwijać rękawa w poszukiwaniu zegarka, kiedy wieje i pada).

Jak widzicie, moja relacja z czytnikiem to coś w rodzaju fascynacji nowoczesnością i syndromem "i jeszcze tę jedną książkę" naraz. Jasne, nie wypisałam tu wad czytnika (swoje ma), ale też w gruncie rzeczy dlatego, że wiernie mi przez te kilka dni towarzyszył, więc co będę go oskarżać. To zostawię sobie na kiedy indziej. Zadam teraz dość trywialne pytanie, ale jestem mimo wszystko ciekawa: a Wy za co lubicie swoje czytniki?

Weź dokładkę!

18 komentarze

  1. Swój czytnik kupiłam zaledwie tydzień temu i bardzo jestem z niego zadowolona. Tak jak piszesz, nie zamierzam rezygnować z książek papierowych, a raczej traktować obydwie formy książek na równi. A najbardziej lubię mój czytnik za to, że mogę mieć go zawsze ze sobą i czytać na nim nawet wieczorami na ciemnych przystankach, bo ma funkcję podświetlania ekranu. Bardzo lubię go też w łóżku! Jest mi z nim o wiele wygodniej, niż z wielkimi tomiszczami, które trudno jest utrzymać otwarte leżąc na boku i trzymając je jedną ręką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, mój staruszek nie jest podświetlany (jakoś wtedy chyba nie było jeszcze w ogóle takiej funkcji? Mam takie wrażenie, że to trochę było tak, że po tym, jak czytnik się u nas pojawił, wszyscy zaczęli mówić o tym podświetlaniu ekranu, ale może pamięć mnie myli ;)), ale tak, to na pewno jest przydatna książka. Zwłaszcza, jak się jest gdzieś, gdzie oświetlenie jest takie sobie, a chciałoby się poczytać. I z czytaniem w łóżku też się zgadzam, jest logistycznie prostsze :).

      Usuń
  2. Ja lubię za możliwość czytania książek, które już w czasie zakupu mam plan porzucić: różnorakich kryminałów, urban fantasy itp - przeczytam i ach, czyste sumienie, żadnych wyrzutów sumienia z powodu zajętych półek.
    Czasem za możliwości teraz-zaraz-już w przypadku książek, które bardzo chcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to też jest ciekawa opcja. Przy czym ja zwykle takie książki rozpożyczam, więc nie zalegają przez czas dłuższy ;). A opcja druga: jasne, czasami w ogóle okazuje się, że można dostać już tylko e-booka. Albo chce się go mieć nie wychodząc do księgarni, bo pada, i wtedy okazuje się to nadzwyczajną korzyścią ;).

      Usuń
  3. 3 lata temu, po operacji, przykuta do łóżka, korzystałam z e-booków. Niestety, nie jest to mój ulubiony sposób czytania. Wolę książki papierowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie, czytnik sprawdza się też wtedy, kiedy mamy ograniczoną możliwość wybrania się gdzieś, żeby uzupełnić zapas książek papierowych -- czy choćby nieco dalej iść, żeby ich poszukać. Dobrze mieć e-booki w zanadrzu :).

      Usuń
  4. Tak, jak już wspomniałam przy okazji cegieł książkowych uwielbiam mój czytnik. Podoba mi się, że zawsze jest poręczny, pełen różnej maści literatury (czasami mam ochotę na tak różne i skrajne gatunki literackie, że trudno byłoby mnie zaspokoić np. w podróży lub w tramwaju o 8 rano), zapamiętuje, gdzie skończyłam czytać (co naprawdę jest wygodne, gdy nagle wzywają mnie na salę rozpraw, gdy czytam w sądzie lub gdy wtargnie kanar do tramwaju, a ja muszę poszukać biletu w czeluściach torby), pozwala mi dobrać czcionkę, jej wielkość i nawet przy 1000-stronicowej mogę operować jedną ręką (ach, znowu te cegiełki).

    A najbardziej mi się podoba, że będąc o 22 w niedzielę w domu lub na plaży na Peloponezie (serio, to autentyk), mogę wejść na stronę księgarni i zakupić, jaką mi się książkę żywnie podoba. W dodatku nieczęsto te książki oscylują w okolicach 10 zł (a dokładnie 10,90 - skąd to się bierze?) plus jest dużo najróżniejszych promocji.

    Poza tym mój puchaty kot, o ile interesuje się szeleszczeniem papieru to czytnik nie wzbudza już takich emocji i możemy wspólnie, przytulając się, czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, też lubię to, że zapamiętuje, gdzie się ostatnio czytało (chociaż wiadomo, nie ma wtedy potrzeby panicznego poszukiwania zakładki), a że tekstu na stronie nie ma dużo, to nawet przy takim nagłym oderwaniu od lektury łatwiej się połapać, gdzie skończyliśmy czytać :). A wiesz, że nigdy nie kupowałam książki przez czytnik? Jakoś mnie nie kusiło, muszę kiedyś wypróbować ;). Natomiast co do kota -- prawda, mój też się na czytniku nie kładzie. Chociaż może trzeba by spróbować, czy by nie zaczął, przy odpowiedniej lekturze ;).

      Usuń
  5. Z racji branżowo-zawodowych czytnik sprawdza się świetnie w podróżach jako brewiarz :) A do tego e-brewiarz pełen jest wspomnień świętych, których w papierowym nie ma, bo był wydany 30 lat temu. I to pierwszy urok mojego czytnika (albo raczej możliwości, które ze sobą niesie). Jestem też od blisko dwóch lat prenumeratorem "W drodze" w wersji na czytniki - wychodzi dużo taniej (e-wersja 1,99 $ a wersja papierowa 16 zł!) i mam wszystkie wydania zawsze pod ręką! I to moja kolejna czytnikowa radość. Wreszcie, jeśli chodzi o literackie "guilty pleasures", to jakoś mniej się wstydzę kupować takie rzeczy jako ebooki, niż w wersji papierowej - może dlatego, że nikt nie dostrzeże kompromitujących grzbietów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się z kolei muszę przyznać, że nie przepadam za czasopismami na czytniku. Jakoś jednak pod tym względem nie umiem się zupełnie przekonać -- podjęłam nawet kilka prób, ale zawsze mam wtedy wrażenie, że czytam w sumie nie do końca wiem co (przy czym to też chyba kwestia wyglądu: do gazet jestem mocniej przyzwyczajona, nawet w wersji on-line czytam je rzadko i jeśli nie mam większego wyboru, więc tutaj jestem konserwatystką, ale cena, masz rację kusi :)).

      Usuń
  6. Wszystkie zalety czytnika wymieniłaś w swoim wpisie:) Ja też mam swojego staruszka już około czterech lat i o podświetlanych ekranach mówiło się wtedy niemalże w kontekście "może kiedyś" zrobią.

    Dodam, że szalenie wygodnie mi się czyta na czytniku wpisy blogowe, internetowe artykuły zbyt długie (nie lubię czytania na monitorze). A Twój przykład koła z książkami świadczy jedynie o tym, że ludzie już od dawna pragnęli usprawnić czynność czytania. Na przykład w linku poniżej znajdziesz przykład czegoś co od biedy można nazwać czytnikiem z 1922 roku. :)

    http://www.wizjeprzyszlosci.pl/kindle-z-roku-1922/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli dobrze pamiętałam, że jednak wtedy się o podświetleniu mówiło jako o śpiewie przyszłości. To fascynujące, bo jakoś zaraz potem się pokazało. Zwykle tak jest ;).

      O, no proszę, mój biedaczek ma chyba za stary procesor nieco, bo raz jeden chciałam na nim zajrzeć do sieci i strasznie się napocił, więc zrezygnowałam. Przy czym sama wizja czytania wpisów i artykułów z internetu na nim mi się podoba -- może podejmę dodatkową próbę?

      Fascynujące :D. Chociaż mnie się jednak także wydaje, że mało wygodne. No i przy coraz szybszych pojazdach wyobrażasz sobie czytanie na takim "Kindlu" przy hamowaniu? Auć ;). Jednak bliżej do czytników było Lemowi z jego optonami, choć one są z kolei jeszcze bardziej futurystyczne niż to, co mamy. Ale piękną podrzuciłeś perspektywę, lubię takie odkrycia :).

      Usuń
    2. Ja bezpośrednio nie wchodzę do sieci w czytniku. Mam wtyczkę "Send to Kindle", która ma mój mailowy adres amazonu i gdy coś mi się spodoba, a nie mam akurat czasu by to przeczytać daję "send" i on mi ładnie (naprawdę ładnie) konwertuje cały artykuł i wysyła bezpośrednio na czytnik.

      Na czytniku z sieci chyba nigdy nie korzystałem.

      Usuń
    3. A widzisz, Kindle mi się wydają w ogóle jakimś innym rodzajem czytników i że jakaś część doświadczenia mnie tu omija. Albo może nie wiem, że tak można na moim czytniku? Muszę przebadać sprawę.

      Usuń
    4. Wydaje mi się, że możesz. Tylko ja już Ci nie pomogę - znam się tylko trochę na Kindlach. Zajrzyj na Świat Czytników tam mogą być jakieś wskazówki co do pomocnych aplikacji.

      Usuń
    5. Posprawdzam na pewno, dziękuję :)!

      Usuń
  7. Kupiłam czytnik w ubiegłym tygodniu. Nie chodzi nawet o to, że zmieści mi się w torebce, bo i tak dźwigam w niej papierowe książki. Moją motywacją było głównie to, że często potrzebuję książek i w wersji polskiej i angielskiej. I weź tu zmieść np. dwa pełne wydania Pieśni o Lodzie i Ogniu na półkach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cyt, mnie się też zdarza mieć ze sobą czytnik (i na nim coś, czego potrzebuję) i książkę (bo akurat czytam). Ale ostatnio staram się ograniczać, jednak dźwiganie niezdrowe, trzeba oszczędzać kręgosłup i pękające rączki torebek ;). Lubię też i to, że dzięki czytnikowi właśnie książki anglojęzyczne stały się bardziej dostępne, chociaż też nie aż tak bardzo, bom nie jest właścicielką Kindla.

      Usuń