Serie wydawnicze to rzecz dobra albo o czterech takich


Wpatrując się wczoraj intensywnie w niedawno złożony regał doszłam do wniosku, że nie pisałam jeszcze o seriach wydawniczych. Bo może nie tyle je zbieram, co z chęcią i w ciemno przygarniam książki z pewnych serii.

W tym sensie, że pewne serie są dla mnie wyznacznikami wartości -- mam takie poczucie, że jak przygarnę taką to a taką książkę, nawet jeśli ani o niej, ani nawet o jej autorze, nigdy nie słyszałam, ale wydano ją w serii, która mnie jak dotąd nie zawiodła, to nie powinnam się zawieść. To jakie to są serie, zapytacie?

Głowy wawelskie (seria "Czytelnika" z charakterystycznym rysunkiem głowy z wawelskiego sufitu) -- nawróciłam się na tę serię dopiero w tym roku! Tak, tak, wcześniej chodziłam i mruczałam, że jakżeż można wydawać książki w tak małym formacie. Po czym odkryłam, że furda format, bo najważniejsze jest jak to zostało wydane: a druk jest bardzo przyzwoity, książka jest poręczna, a i wybór lektur jest wcale nie taki oczywisty. Nawrócić się na tę serię pomógł mi "Szpital Przemienienia", a traf chciał, że jakoś krótko potem wyłowiłam z ubytkowanych książek z jednej z moich bibliotek kolejną wydaną w jej ramach książkę ("Spod szczęśliwej gwiazdy" Paukszty)  i teraz mam mocne postanowienie "wyczytywania" tej serii. A w każdym razie nie będę uciekała z krzykiem, jak się okaże, że to jedyne wydanie jakiejś powieści.


 Pieter Breughel Młodszy "Poborca podatków" (1620-1640). Niby nie na temat, ale ogólny rozgardiasz przypomina mi wyprzedaż biblioteczną. To znaczy nie, żebym miała
coś przeciwko, taki rozgardiasz, kiedy widzisz innych polujących na ubytkowane książki,
najlepsze lata mające za sobą, jest rzeczą całkiem ciekawą.


Nike (seria "Czytelnika" ze szkicem Nike z Samotraki na okładkach, w wydaniach starszych i nowszych wyglądająca różnie, ale zawsze mimo wszystko z Nike) -- to historia nieco starsza, ale podobnie pełna dumy i uprzedzeń (z mojej strony). Książki z tej serii zbieram mniej więcej od czasów liceum i jak zwykle dożywiam się tu na wyprzedażach bibliotecznych albo zostaję obdarowana przez kogoś, kto znalazł, a w sumie nie potrzebuje. Głównie z tego powodu, że w tej serii wydano całkiem sporą liczbę pisarzy z Bałkanów, których czytuję, czeskich pisarzy, których również czytuję, wydano też na przykład Ingeborg Bachmann, swego czasu miałam zaś mocne postanowienie czytania jej dzieł. Ale mój problem polegał na tym, że miałam takie samo wrażenie jak przy serii z Głowami wawelskimi: że to za małe, że niewygodne w czytaniu. Nawróciłam się, a jakże, w tym roku (dzięki "Amerykańskiej sielance"), i teraz złego słowa nie powiem. Chyba najliczniej reprezentowana seria w mojej domowej biblioteczce.

Biblioteka Młodych (seria międzywydawnicza z tytułami a la 3D, ze spójną, choć projektowaną przez różnych artystów, szatą graficzną) -- moja wielka miłość od lat. Większość książek dla młodzieży poznałam w wydaniach tej serii i chyba to jest moja największa bibliofilska dążność: skompletować sobie całość (to inicjatywa też dość nowa, bo niedawno do mnie dotarło, że to była seria). Jasne, trafiają się tam rzeczy, które wcale do mnie nie przemawiają, niemniej nie mogę się oprzeć, to takie połączenie sentymentu, miłych wspomnień i słabej u mnie, ale jak widać mimo wszystko obecnej, żyłki kolekcjonera. W każdej jednej książce z tej serii znajduje się ponadto taki wstęp: "Ta książka przeznaczona jest dla Ciebie, młody Czytelniku. Mamy nadzieję, że sięgniesz do kolejnych tomów tej serii -- rozpoznasz ją łatwo po jednolitej szacie graficznej. Wybierać będziemy do tej serii książki szczególnie wartościowe i popularne; zabawne i poważne; takie, które się czyta "jednym tchem" i takie, które czytamy powoli, smakując ich urodę. Słowem będą to książki bardzo różne, lecz łączy je jedno: zostały napisane w Ludowej Polsce". Także wiecie, Ludowa Polska Ludową Polską, bo ja bym tam im znalazła inny wspólny mianownik, ale poza tym nie sposób się nie zgodzić (a o swoim upodobaniu do tego typu powieści pisałam trochę tutaj).


 Marinus van Reymerswale, "Poborca podatkowy z żoną". Pozostają w temacie poborców -- a przy okazji żona czyta, a poborca się zastanawia, jakie książki dokupić, oczywiście (syn pewnie by chciał "Bibliotekę Młodych"). 


Angielski Ogród (wydawana przez Świat Książki angielska klasyka spod znaku Jane Austen) -- moja ostatnia miłość i to przyznaję, z tak błahego powodu jak okładki. Zbieranie idzie mi całkiem nieźle i to jest w ogóle chyba pierwsza seria, którą zbieram w ten sposób, że nie czekam, aż znajdę w pudle ze starociami, tylko jak mi się rzuci w oczy, to kupuję. Pomaga w tym owadzia sieć, ale nie tylko, bo czasami udaje mi się trafić w księgarniach (stosunek jak na razie 3:2). Na początku myślałam, że w sumie to zaopatrzę się w to, czego nie czytałam, ale odkąd nabyłam "Wichrowe Wzgórza", to postanowienie się załamało. Dałam się skusić na to, że takie ładne -- ale przy okazji przecież i dobre, i teraz tyle stoi i czeka, aż przeczytam (w pierwszej kolejności na pewno "Mansfield Park" z okazji Austentacji i "Północ i Południe", z tego, co udało mi się nabyć).

I to chyba tyle z moich pasji skierowanych na serie. Czy któraś z nich Wam również skradła serce? Podejrzewam, że "Angielski Ogród" ma sporą liczbę fanów. A te starsze? A może przeciwnie -- któraś z tych serii działa Wam na nerwy?

Weź dokładkę!

36 komentarze

  1. Autorem logo serii Biblioteka Młodych był Zbigniew Rychlicki (ten od Misia Uszatka) i on też projektował większość okładek książek, które się w niej ukazały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz oczywiście rację -- przejrzałam nawet te tomy, które mam i wszędzie jest Zbigniew Rychlicki. Ale pamiętam, że ostatnio u kogoś oglądałam któryś tom i ten miał okładkę projektowaną przez kogoś innego (ale nie mam w tej chwili w ręku żadnych dowodów :)), stąd zastrzeżenie. Uważam tak poza tym, że sam projekt udany: charakterystyczny, z daleka widać, co i jak, jestem fanką :).

      Usuń
  2. A wiesz, Pyzo, że wydali w tym miesiącu trzy kolejne książki w serii 'Angielski ogród' ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu ruszyłam sprawdzać (jak widać po moich seriach nie zawsze jestem na bieżąco z nowościami ;)) -- i jest wśród nich "Emma"! Idealnie, bo przy okazji planowanego festiwalu z chęcią nabędę sobie własny egzemplarz :). Dziękuję Ci bardzo za zwrócenie uwagi :D!

      Usuń
    2. Nabyłam z tej serii Panie z Cranford na wyprzedaży w Auchanie. Faktycznie ładnie wydana seria :)

      Usuń
    3. "Panie z Cranford" są cudne (pisałyśmy o nich w czasie pierwszego "Pikniku z Klasyką" razem z Tarniną) -- też je nabyłam na wyprzedaży i to była moja pierwsza książka z tej serii. Także dobry wybór ;).

      Usuń
  3. Jeśli dobry reportaż, to sprawdza się seria z wydawnictwa Czarne - ten sam format i charakterystyczna okładka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kilka mam, zresztą serie Czarnego w ogóle super wyglądają. Najbardziej chyba lubię "Sulinę" i z tej serii mam najwięcej książek (to ta biała z czarnym zdjęciem -- w sumie tak policzyłam, że mam tylko trzy tomiki, ale przeczytałam więcej :)).

      Usuń
  4. Seria Nike to mój numer jeden spośród wszystkich serii, bo książki wchodzące w jej skład są na bardzo wysokim poziomie i nadają się do wielokrotnego czytania. Nie marzę o tym, by przeczytać wszystkie, bo jest ich aż kilkaset, ale często sięgam po jakąś (teraz czytam piękną, choć bardzo smutną "Śmierć pszczelarza"). Wydawano w tej serii powieści z różnych krajów, najrzadziej ze Skandynawii. Mnie akurat mały format nigdy nie przeszkadzał, bo wygodnie się takie książki trzyma w rękach, poza tym bez problemu mieściły się w plecaku. Kiedyś nigdy nie ruszałam się z domu bez książki. Nie zawsze czytałam po drodze, ale musiałam mieć przy sobie książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? To jest superseria pod tym względem, że trudno się zawieść na tych książkach, więc działa też trochę jak drogowskaz :). I zgadzam się jako neofitka: jest szalenie wygodna przy podróżowaniu, także na krótkich dystansach i niemal wszędzie taką książeczkę da się jeszcze zmieścić, nawet przy malutkim bagażu :). Zresztą lubię też to, że to taka "czynna seria": zmieniała kilka razy ogólny wygląd, ale tę Nike zachowując i jest bardzo rozrośnięta.

      Usuń
    2. Ja też mam sporo książek z serii Nike i co jakiś czas coś dodatkowego łapię (w antykwariatach są za grosze, mniam!).

      Usuń
    3. Tak, to jest kolejna dobra strona zbierania tej serii :). Kiedyś dostałam całą paczuszkę z takich przeznaczonych do wyrzucenia w bibliotece: okazało się, że nie cieszyły się zbyt wielkim powodzeniem, ale pani pomyślała o mnie, bo kojarzyła, że czytam jakieś dziwne powieści ;).

      Usuń
  5. Dobrze podejrzewasz - uwielbiam Angielski Ogród! Jak dotąd udało mi się uzbierać siedem tomów, wypatruję z niecierpliwością kolejnych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mamy podobnie :). Ciekawa jestem, na co teraz przyjdzie pora -- Austen niemal cała już wyszła, jest Gaskell, są siostry Bronte... Bardzo jestem ciekawa, w jaką stronę pójdzie wydawca.

      Usuń
  6. "Angielski Ogród" to faktycznie ładna seria, ale większość pozycji mam już w innych wydaniach, a nie mam zwyczaju wymieniać. O swoich ulubionych seriach, starszych (jak "biała seria" WL czy "marmurkowe" biografie i "Biblioheca Mundi") i nowszych (jak "Biblioteka Grozy" z wydawnictwa C&T) mam u siebie aż trzy notki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, podejrzewam, że też bym nie dublowała, ale że nie udało mi się tych książek zebrać wcześniej, to dylematu nie mam. Tak jak mówiłam, Twoje serie wydają mi się imponujące, bo jak zbierasz, to zbierasz, a ja taki tam dyletant jestem, zbieram jak się trafi okazja ;).

      Usuń
    2. Właśnie zauważyłam, że zrobiłam fajną literówkę :) Muszę sobie słowo "biblioheca" zanotować do późniejszego wykorzystania!

      Usuń
    3. Ostatnio zaczęłam zbierać jeszcze jedną serię - "Bibliotheca Curiosa" z wydawnictwa Atut, na razie mam jedną ksiażkę na półce i trzy zamówione, ale planuję więcej (tylko "Kazań o naukach tajemnych" już nie ma w sprzedaży :( a na używane też nie mogę trafić - nic dziwnego, takich książek raczej się nie kupuje przez przypadek ;)).

      Usuń
    4. Wiesz, pozostaje nadzieja, że ktoś będzie wyprzedawał za czas jakiś, tak się zawsze pocieszam w takich momentach ;). Ale faktycznie z tą akurat serią może być trudno (i nie wiem, czy są szanse na dodruk), ale sam zamysł takiej serii mi się szalenie podoba, zwłaszcza że całość wychodzi z opracowaniem, więc taka książka nie wisi w próżni.

      Usuń
  7. Niedawno odświeżyłam sobie "Koniec wakacji" Domagalika, z Biblioteki Młodej. Ale to dobra książka! Interesująco nakreślona sylwetka młodego bohatera, który robi głupstwa, zakochuje się, zmaga z problemami... fajne.

    OdpowiedzUsuń
  8. A co z KIKiem? Z Biblioteką Narodową? Z Kolibrem? Dawno temu lubiłem Salamandrę, ale zeszła na psy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to też dobre serie (ale tych nie zbieram, stąd ich nie wymieniłam :)).

      KIK lubię (dla mnie podstawowe wydanie "Obsługiwałem angielskiego króla" to to KIK-owskie właśnie), chociaż przyznaję, że czasami męczy mnie mały druk (albo trafiam na pechowe powieści?). Natomiast ta szata graficzna jest cudna! Bardzo silnie kojarzy mi się co prawda z wydaniami literatury południowoamerykańskiej (nie wiem właściwie dlaczego), przez co mam wrażenie, że ta seria stworzyła taką interesującą, rozmytą przestrzeń literacko-geograficzną, przynajmniej w mojej głowie ;).

      Biblioteka Narodowa to cały osobny temat (i chociaż bardzo sobie cenię te wydania, to na przykład jeśli chodzi o literaturę czeską -- już mniej; może też dlatego, że miałam to szczęście czytać mocno specyficzną "Babunię" z opracowaniem właśnie w wydaniu BN, ach, cuda się tam dzieją, ale to kwestia daty wydania, mocno w latach 50.).

      Koliber miodny (ostatnio właśnie "Zbrodnię Sylwestra Bonnard" czytałam kolibrową) -- dobry druk, solidne wydanie, łatwe do wzięcia ze sobą; był chyba taki trend do wydawania powieści w mniejszym formacie, bo i Koliber, i Nike, i Głowy wawelskie?). Kiedyś te trzy serie były dla mnie właśnie tymi "małymi książkami, bardzo do siebie zbliżonymi", ale lata temu nauczyłam się je rozróżniać ;).

      Z kolei Salamandra silnie kojarzy mi się z latami 90., ale też muszę przyznać, że z Kameleonami też bardzo ;).

      Usuń
    2. Drobny druk w KIKach to lata osiemdziesiąte głównie, w ramach oszczędności papieru. Fakt, że ciężko się to czyta. Ale obrazki okładkowe fascynują mnie nieodmiennie. Paragraf 22 w tej serii czytałem :) Biblioteka Narodowa fatalnie wygląda na półce, niestety, bo nieustannie zmieniał się format, liternictwo, raz miękka oprawa, raz twarda. Lubię ichniejsze wstępy, chociaż z reguły czytam po dziele zasadniczym, bo nie lubię, jak mi się psuje odbiór detalami. \
      Koliber solidne wydanie? Chyba zależy od epoki. To miała być masowa seria przybliżająca najpierw klasykę, potem poszli w lit. współczesną. Caldwella mam z Kolibra, uwielbiałem go kiedyś.
      Salamandra to Wharton, ale też Pantaleon i wizytantki czy Ciotka Julia i skryba. Serie (bo i Kameleona) zabiło pójście w jakąś potworną przypadkowość tytułów.

      Usuń
    3. Och tak, zdecydowanie się zgadzam, ale też te wstępy BN-ki są bardziej właśnie taką analizą, która nie waha się szczegółów szczegółowo omawiać (przy czym zauważyłam, że kiedyś mi częściowo przynajmniej ustawiała odbiór książki, a dzisiaj myślę zwykle "ech, przecież to było o czymś innym!" ;) -- taka niezależność sądów mi się wyrobiła widać ;)).

      Może nie tyle Koliber jest solidny w tym sensie, że fizycznie się nie rozpada (bo rozpada się jak jasny pieron zwykle), ale że dobrze się go czyta, w każdym razie mnie, przez to jak został wydany (druk, typografia i tak dalej). Jeszcze z Kolibra "Cudzoziemka" jest dla mnie taką wersją podstawową powieści :).

      Usuń
    4. Bardzo lubię te serie. Kolibra mam masę w domu, chyba większość, bo mama zbierała na bieżąco. Z KIKu trochę też, ale mniej, teraz dokupuję.

      Salamandra i Kameleon strasznie mi się zlewają, ale chyba taki był plan wydawców, żeby jedna seria naśladowała drugą :)

      Usuń
    5. Zrobiłem sobie kiedyś krzywdę, przeczytawszy najpierw wstęp do Wichrowych Wzgórz, a potem cierpiałem, nie dostrzegając arcydzieła. Teraz szykuję się na powtórkę, żeby jednak odkryć Bronte dla siebie (albo nie odkryć).
      Kolibra faktycznie dobrze się czyta. I okładki miał niezłe.

      Usuń
    6. @Procella, tak, wydaje mi się, że tak, bo te serie są niemal bliźniaczo do siebie podobne. Może założenia je różniły, jakoś na początku przynajmniej? Ale tego nie wiem. Nawet czas jakiś byłam przekonana, że obie serie są jedną i tą samą ;).

      Usuń
  9. Angielski ogród to dobry przykład, jak można ładnym wydaniem skusić czytelników (a raczej czytelniczki) - ja pewnie nie zdecydowałabym się na kupowanie Austen, gdyby nie to, że tak ładnie na półce wygląda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nagle właśnie w człowieku kiełkuje taka potrzeba skompletowania sobie własnej Austen w domu ;). Tak, tak, rozumiem Cię tu doskonale ;).

      Usuń
  10. Biblioteka młodych to całe moje dzieciństwo! Ostatnio znalazłam u babci parę książek z serii "z jamnikiem" Czytelnika i też bardzo mi się spodobały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, "jamniki"! Kojarzą mi się głównie z kryminałami -- sporo tam ich chyba wydano (ale chyba nie tylko?), w dodatku przez sposób wydania wydawały mi się zawsze nie wiem jak mroczne, nawet jeśli fabuła specjalnie mroczna nie była ;).

      Usuń
  11. Mi się bardzo podobają magowe Artefakty. Jakie te książki są ładne :). I skórzane oprawy klasyki z serii Barnes&Noble.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też Artefakty pod względem wyglądu bardzo się podobają, szkoda, że spora część mało mnie interesuje jako czytelniczkę, ale nie będę przecież zbierać dla okładek, biorę tylko wybrane pozycje (na razie dwie, teraz czekam na przyszłoroczną "Pawanę"..

      Usuń
    2. Artefakty oglądam głównie na cudzych blogach ;). Mam podobnie jak @Procella: podobają mi się okładki, ale niespecjalnie każda fabuła mnie ku sobie wabi. Z okładkami skórzanymi mam problem, ale za to lubię ten penguinową klasykę z okładkami we wzory: piękna jest!

      Usuń