12 historii do 12 potraw albo wpis na Wigilię

 
Pomyślałam sobie dzisiaj o tym, że potrawy wigilijne, jeśli je przygotowujecie, zapewne są bardzo różne. Ale jest jakiś taki w miarę ludowy „kanon”, co na tym stole zwykle ląduje albo co by lądować miało. A jak kanon, i jak ludowy, to może by tak się zastanowić, jaką mniej lub bardziej ludową opowieść sobie przy każdym daniu przypomnieć?


Pierogi ruskie: O Janku Poranku, złym Kościeju i pięknej królewnie

Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że musiałam wybrać coś specjalnego do dania, które notorycznie wykorzystuję, przekierowując z niego uwagę na kwestie bardziej literackie. Po drugie zaś – co wiąże się z „po pierwsze” – jest to jedna z moich ukochanych baśni. Po trzecie wreszcie: jej „ruskość” sytuuje się mniej więcej tam, skąd bierze się „ruskość” pierogów (przynajmniej z nazwy). To znaczy jest to baśń białoruska. Czy może być coś lepszego, niż śledzenie przygód trzech braci – Nocnego Marka, Florka Wieczorka i najmłodszego (a jak najmłodszego, to wiadomo) Janka Poranka, ich walki ze słowiańskim „tym złym”, czyli demonicznym Kościejem oraz o przeszukiwaniu trzech pałaców, struganiu sobie maczug, przenoszeniu przez próg i gotowaniu rosołu? A to wszystko tam znajdziecie.

Pierogi z kapustą i grzybami: Król grzybów

Dlaczego? To chyba strzał dość oczywisty – skoro grzyby, to odwołajmy się do ich króla. Sprawa nie jest łatwa, bo baśniowe mieszkanie króla grzybów jest dostojnym, starym grzybem – nie do końca nadaje się więc na posiekanie do nadzienia, chociaż jeśliby się już zdecydować, to na pewno wystarczyłby nam jeden taki grzyb na wszystkie pierogi. Gorzej, że król grzybów musiałby się do nas zapewne wprowadzić w takiej sytuacji. Na szczęście to wcale nie jest jakiś zły duch, chociaż kto wie, jak by sobie poczynał w mieszkaniu. A jeśli nie pamiętacie, o co chodziło w samej baśni, to pisałam o niej tutaj
 
 
 J. Ejsmond, "Sprzedaż choinek za Żelazną Bramą w Warszawie" (1884).
 

Groch z kapustą: O księżniczce na ziarnku grochu

Dlaczego? Jak lepiej wypróbować księżniczkę, jeśli nie przez podłożenie jej grochu pod materac. I jak lepiej wypróbować, czy groch nadaje się na stół niż przez podłożenie go księżniczce... No, może nie do końca tak to działa, ale na pewno próbowaliście kiedyś, czy macie skórę na tyle wrażliwą, że wyczuwacie pod materacem ziarno grochu. Jeśli nie, to znaczy że kultura ludowa niespecjalnie skłania Was do eksperymentowania. Kwestią otwartą pozostaje, czy po takiej akcji księżniczka chciałaby zostać z nami przy stole (biedna, zmoknięta, a tu jeszcze wyspać się nie dają), ale groch z pewnością okazałby się prima sort.

Kluski z makiem: Kopciuszek

Dlaczego? Właśnie, a jak sort – to sortowanie. A cóż lepiej pomaga ćwiczyć wzrok, niż przebieranie maku wymieszanego z popiołem? No, może jednak lepiej nie próbować – zostawmy to gołębiom. W pięknej wersji „Kopciuszka” Hanny Januszewskiej mamy tego wybierania maku pod dostatkiem, no i dowiadujemy się, że nawet takie niedogodności nie spowodują, że spóźnimy się na bal. Albo, powiedzmy, na proszoną kolację w tym wypadku. Warto zatem zamyślić się nad rolą maku w tym wszystkim.

Smażony karp: Zapomniany diabeł

Dlaczego? Wybrałam moją ulubioną baśń Jana Drdy ze względu na to, że w Czechach konsumuje się dzikie ilości karpi. Naprawdę, gdybym miała wybrać taką ichniejszą rybę „narodową”, postawiłabym na karpia, hodowanego w rybnikach – takich dużych stawach rybnych, zakładanych masowo przez możnowładców dość dawno temu, a i teraz całkiem popularnym sposobie na biznes. Jeśli czytaliście Otę Pavla, na pewno pamiętacie przygody ojca narratora z karpiami w „Śmierci pięknych saren” i cudowne sceny podwodnego posienia się karpi w „Jak spotykałem się z rybami”. Dlatego wybó Drdy nie dziwi – a że „Zapomniany diabeł” to cudowna historia, to niczego się nie traci, a wiele zyskuje (a więcej o nim tutaj).

Kutia: Baśnie z tysiąca i jednej nocy

Dlaczego? Tu trochę oszukuję, bo zamiast wybrać jedną, nakłaniam do przyjrzenia się całości – głównie dlatego, że i w kutii znajdziemy masę bakalii, szczodrze tam wsypanych, dzięki którym możemy myślą powędrować na wschód. „Baśnie...” bywają bardzo poetyckie, są czasami może bardziej nieprzyzwoite i prostolinijne, niż by się mogło wydawać, ale zawsze można znaleźć wersję ułagodzoną, jeśli zachodzi obawa, że ktoś przez Święta przeczyta Wam je przez ramię i będzie opowiadał, jakież to lektury sobie wybieracie. Ale trzeba zachować kamienną twarz Szeherezady i po prostu jeść i czytać, a co.

Barszcz czerwony: O dwóch Dorotkach

Dlaczego? Bo mamy tutaj dwie dziewczyny, jedna zostaje nagrodzona za swoje dobre serce tym, że same piękne rzeczy wypadają jej z ust, kiedy je tylko otworzy (praktyczność tej nagrody pozostawmy na boku), druga – wprost przeciwnie. No, ale do barszczu wracając: droga do krainy, gdzie nagradzają bądź każą człowieka w sposób przypominający nieudane zaklęcie Rona Weasleya idzie przez studnię (mamy zatem jakiś płyn), a piękne dziewczę to krasawica, dostajemy zatem oba elementy. Poza tym to ciekawa baśń, która w może aż nazbyt obrazowy sposób pokazuje, że co w sercu, to i na języku, więc przywołać ją po prostu bardzo.

Kompot z suszu: Dziewczynka w koszyku z gruszkami

Dlaczego? Jak wiadomo, w kompocie takim trafić się może wiele różnych rzeczy, gruszki czasami też. A że nieoczekiwanie na gruszy możemy też zdybać bohaterkę opowieści – możemy też śledzić ją w beczce z gruszkami, generalnie zaś: pojawia się w wielu miejscach, gdzie zupełnie jej nie oczekują – to jest jak w sam raz. Jeśli nie pamiętacie, o co chodziło z całą awanturą z gruszkami, sprawdźcie tutaj.
 
 
  C. Larsson, "Wigilia" (1904).
 

Ryba w galarecie: O rybaku i złotej rybce

Dlaczego? Och, żona rybaka na pewno na samiutkim końcu widziałaby złotą rybkę najchętniej właśnie w galarecie.

Śledź w śmietanie: Król Bałtyku

Dlaczego? Jeśli nie znacie historii o tym, czemu śledź ma srebrny brzuszek i jak ścigał się z flądrą o tytuł króla Bałtyku, to koniecznie powinniście wyprawić się na poszukiwanie tej historii. Cudownie animuje ona ryby, wykorzystując ich charakterystyczny wygląd, nadając im dość łatwe do zapamiętania zróżnicowanie, no i miło dla odmiany poznać opowieść o rybie widywanej na co dzień zamiast takiego choćby błazenka czy rekina. O śledziach istnieje zapewne więcej nadmorskich baśni, ale ta przychodzi mi na myśl zwykle jako pierwsza.

Makowiec: Szczęśliwa rodzina

Dlaczego? Ponieważ wykorzystałam już motyw maku jako takiego, to może tym razem postawię na kształt. Makowiec, jak wiadomo, jest zwijany w roladkę, a co jeszcze jest zwijane? Oczywiście muszla ślimaka. A jeśli ona – to stąd już prosta droga do ślimaków tworzących „szczęśliwą rodzinę” w baśni Andersena. Nie wiem, czy pamiętacie – w razie czego nieco szerzej o samej baśni pisałam tutaj – ale przy okazji jakoś wpisuje się nam sam tytuł w teoretyczne przynajmniej obecne wszędzie sugestie, jacy powinniśmy być w czasie Świąt.

Ryba po grecku: Iliada

Dlaczego? Ha, przy rybie po grecku nie baśnie powinniśmy czytać, ale właśnie mitologię. Ale że ta ryba po grecku wcale nie jest po grecku – to bliżej jej do takiego baśniowego konia trojańskiego. A zatem nie pozostaje nic innego, jak chwycić egzemplarz „Iliady” i poddać się urokowi najklasyczniejszej klasyki.
 
 
 J. Kossak, ulotka, 1877.
 

Wszystkim tym, który zaczynają dzisiaj obchodzić Święta: niech się święci, niech będzie pięknie, niech wszystko, co w symbolice Świąt takie dobre, nie zostanie tylko w sferze znaków, ale jakoś przedrze się do rzeczywistości i niech działa! Wszystkim tym, dla których zaczyna się zaś miły wypoczynek: niech się wypoczywa jak najlepiej, niech się uda uszczknąć czasu na lekturę w miłym towarzystwie, z dobrym jedzeniem na podorędziu i w ogóle niech będzie cudownie. Wszystkim Wam życzę samych dobroci!

Weź dokładkę!

10 komentarze

  1. Wszystkiego książkowego! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wesołych Świąt i pełno książek pod choinką! :)

    Pozdrawiamy :)
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również życzę samych dobroci, spełnienia marzeń i dużo uśmiechu! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rodzinnej atmosfery, dużo cudownych tytułów pod choinką i chwili odetchnięcia w tym cudownym dniu życzy Koło Anonimowych Książkoholiczek <33

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrowych, spokojnych i pogodnych Świąt :)!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nieustająco podziwiam Twoją inwencję twórczą:-)

    Dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaczytanych i spokojnych świąt ;*
    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Końskiego zdrowia w połączeniu z nadmiarem wolnego czasu i świętym spokojem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo dziękuję za wszystkie życzenia, co prawda już po Świętach, ale przesuwam sobie znakomitą większość jako życzenia całoroczne :).

    OdpowiedzUsuń