6 terenów górskich w literaturze albo wpis okolicznościowy


Czy Wy też czekacie, aż wreszcie spadnie taki porządny śnieg? I niechby tak wymroził wszystkie zarazki! Wcale bym się nie obraziła. A w międzyczasie, kichając i prychając, zapytam: wiecie, że dzisiaj jest Dzień Terenów Górskich? Ponieważ dawno nie było żadnego zestawienia tematycznego pod kątem dnia czegokolwiek, pomyślałam, żeby przyjrzeć się właśnie terenom górskim.

Od razu zastrzegam: wybrałam trochę oczywistości, bo jakże inaczej, kilka opuściłam, nie chcąc się powtarzać (okazuje się, że jest cała masa książek, które pasują do każdego zestawienia), a o wiele więcej opuściłam, bo po prostu nie przyszły mi na myśl. Zestawienie jest zatem zestawieniem jak najbardziej otwartym.

Nietypowe tereny górskie: "Kometa w Dolinie Muminków"

Jak być może pamiętacie, Dolina Muminków jest doliną położoną zacisznie między górami i morzem, w górach zaś są interesujące jaskinie do spenetrowania (przy czym uwaga na sztuczne szczęki!), żyją czarodzieje i generalnie jest to ląd nieznany a fascynujący. Tylko że dzisiaj chciałam przywołać nie te góry, ale inne, które odsłaniają się przed oczyma czytelników i mieszkańców doliny na krótko przed katastrofą. W tomie, w którym świat nawiedza kometa, zbliża się ona tak blisko do Ziemi, że morze i rzeki wyparowują. Idąc przez nie do laboratorium astronomicznego, zatroskani o losy świata Muminek i jego drużyna, muszą używać szczudeł. A w przepaściach górskich tak właśnie stworzynych czegóż nie ma! Podoba mi się bardzo ten motyw: jest groźny, czasami nawet bardzo, a z drugiej strony fascynujący, wpisuje się doskonale w taki wielowarstwowy świat Muminków, który rozciąga się nie tylko w czasie (niespodziewane pojawienie się Przodka w "Zimie...), ale i w przestrzeni właśnie.




Klasyczne tereny górskie: "Kordian"

Jakże nie przywołać zmory wielu, czyli naszego niezdecydowanego Kordiana na szczycie Mont Blanc? Tereny górskie aż miło, bohater korzysta z ich uroków, żeby wygłosić monolog -- gdzie lepiej, niż w najwyższym punkcie Europy, przy czym jak zwykle nie wiadomo, czy to na serio, czy widziadło, i co się w ogóle dzieje. "Kordian" nigdy nie należał do moich ulubionych dramatów jako całość, ma natomiast sceny, które przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Niektóre dzieją się właśnie w górach (vide przykład z Mont Blanc, ale nie tylko). Przecież jedna z moich ulubionych scen, ta przypominająca nieco punkt wyjścia z "Makbeta", czyli scena ważenia w kotłach materiału na przywódców powstania, w której szatan, wiedźmy i gehenna urządzają sobie dziwowisko, dzieje się nie gdzie indziej niż w Karpatach, w starej chacie mistrza Twardowskiego. Swoją drogą, bardzo pięknie tutaj Słowacki zakomponował elementy wierzeń słowiańskich, mieszając je odpowiednio z ogólnymi wyobrażeniami zła w chrześcijaństwie i tradycją europejską.

Tajemnicze tereny górskie: "Ręka Oberona"

Wybieram ten jeden tom "Kronik Amberu" głównie dlatego, że bardzo dobrze w nim widać, że Amber leży w górach. I to, że tam leży, ma spore znaczenie dla fabuły. Góry są tutaj znowu przestrzenią tajemniczą i nawet kiedy wydaje się bohaterom, że dobrze je zbadali (wszak są to ich "domowe" góry), to przestrzeń gra im na nosie i okazuje się, że wcale tak nie jest. Zelazny chyba nieprzypadkowo wybiera góry, żeby zrobić psikusa bohaterom. W górach -- dość oszczędnie opisywanych -- znajduje się bowiem przejście do dwóch równoległych wymiarów rzeczywistości, o których funkcjonowaniu bohaterowie nie do końca mogą powiedzieć, że je rozumieją. Przy okazji zaś jest czas na przedstawienie postaci w scenach dumania na skale nad teraźniejszością i nad wiecznością.




Niejednoznaczne tereny górskie: cykl o wiedźmach ze "Świata Dysku"


Nie byłabym sobą, gdyby w tym zestawieniu zabrakło Ramtopów, czyli wysokich, dzikich gór na Świecie Dysku. Nie są one jednak ani tak wysokie, ani tak dzikie, żeby nie dało się tam mieszkać. Ba, czasami nawet zjawi się jakiś podróżny, który koniecznie chce się tu osiedlić ("Carpe Jugulum"), podbić krainę dla siebie ("Panowie i damy") albo przynajmniej sprawić, że nie będzie tu już wcale tak sympatycznie (właściwie wszystkie części przygód Tiffany Obolałej). Dodajmy do tego niesnaski na szczytach władzy ("Trzy wiedźmy" -- swoją drogą te makbetopodobne wątki pojawiają się tu już po raz drugi, ale czemu się dziwić, Szkocja wszak też górzysta) i mamy niemal cały obraz. Niemal, bo jednak dzieje się tu dużo także pozytywnych rzeczy: można kultywować tradycje (a teraz wszyscy tańczymy starodawny taniec Morris!), hodować owce, produkować sery i żyć spokojnie, póki nie nastąpi się (metaforycznie) na odcisk jakiejś wiedźmie.

Pratereny górskie: "Drużyna Pierścienia"

A jak już przy fantastyce jesteśmy, to pozwolę sobie wspomnieć o Morii, w końcu to jest jakiś prapoczątek innych górzystych terenów fantastyki (no, powiedzmy, że początek, prapoczątek lokowałabym jednak gdzieś dalej). I może nawet nie tylko sama Moria, przecież zerkając na mapę Śródziemia gór znajdziemy tam dostatek. Morię wspominam głównie dlatego, że mamy możliwość zobaczyć ją od środka -- i nie jest to zerknięcie bardzo przyjemne, ale też zawsze powtarzając sobie "Drużynę..." czekam na pojawienie się Morii. Jest szalenie klimatycznie, bardzo strasznie, a do tego mamy możliwość obserwowania Drużyny w sytuacji granicznej w jednym kawałku.



Skomplikowane tereny górskie: "Lalkarz König i ja"


Na koniec zaś wróćmy znowu do terenów górskich jako miejsc skomplikowanych, ale tym razem katastrofa dziejowa jest jak najbardziej realna: koniec II wojny światowej, wywodzący się z Kotliny Kłodzkiej żołnierz, wcielony wcześniej do Wehrmachtu, chce wrócić do domu. W góry właśnie. Problem polega na tym, że ani po oficjalnym zakończeniu działań wojennych, ani po właściwym "fizycznym" powrocie ten pomysł jest właściwie nierealizowalny. Autor pięknie przedstawia tutaj i skomplikowaną sytuację okolic Kłodzka, które etnograficznie nie są ani "polskie", ani "niemieckie", ani "czeskie", ale "jakieś" muszą się stać, a poza tym unika jednoznacznych ocen tego, co się dzieje. No i znajdziemy tu piękne obrazki z dzieciństwa bohatera, spędzonego w górach u dziadków.

A Was jakie literackie tereny górskie pociągają najbardziej?

Weź dokładkę!

10 komentarze

  1. Już drugi raz, ja kończę czytać książkę o Muminkach, a ty właśnie o niej wspominasz we wpisie :D
    A jeśli chodzi o góry, to przypomniała mi się czytana w dzieciństwie książka "Więźniowie skalnego grodu" Stanisława Pagaczewskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam widocznie jakiś dobry timing w tej sprawie ;). Albo po prostu Muminki władają moją wyobraźnią i skojarzeniami, ale nic dziwnego: tam jest naprawdę wszystko :). Pagaczewskiego wciągnęłam sobie na listę, bo nie znam, a bardzo lubię jego cykl o profesorze Gąbce, więc to wielkie niedopatrzenie z mojej strony :).

      Usuń
  2. Tak, "Kordian" potrafił przywołać dreszczyk emocji, szczególnie na "Mont Blanc". Muszę przypomnieć sobie niedługo lekturę, bo wiele wątków mi się zatarło... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie, szczerze przyznam, "Kordian" to jest właśnie taka lektura motywów: wiadomo mniej więcej, o co chodzi, ale w pamięci utkwiła mi nie myśl przewodnia, ale właśnie cykl obrazów.

      Usuń
    2. To prawda, tu bardziej widzimy obraz niż płynące z niego słowa.

      Usuń
    3. Świetnie to uchwyciłaś, Pyzo. Ja nie potrafię myśleć o "Kordianie" w inny sposób, niż jak o łańcuszku motywów - dodajmy, że pięknych.

      Usuń
  3. Jak się tak zastanowić, to chyba żadna postapokaliptyczna wizja świata nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak ta wędrówka Muminka i drużyny.

    PS. Moria! Coby nie mówić, ten kawałek Tolkienowi bardzo wyszedł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Przy czym tam jest jeszcze ta cudowna scena, w której małe zwierzątka bawią się na balu, bo świat się zaraz ma skończyć, więc co innego mają robić.

      Usuń
    2. Identyczna scena jest też w Nosferatu, więc jest to bardzo niepokojące. Albo jest to dowód na to, że ludzie mają bardzo określone wyobrażenie co należy robić przed końcem świata.

      Usuń
    3. Chyba trochę tak, tylko rozmiar balu i sposoby obchodzenia się z ludźmi może być inny. Wystarczy spojrzeć na różne średniowieczne ruchy około-apokaliptyczne ;). Może to jakoś przesiąknęło do naszych bardziej współczesnych wyobrażeń?

      Usuń