Jak minął grudzień albo podsumowanie miesiąca


No to sprawdźmy, co też się działo w grudniu na blogu. Niby końcówka roku, nadchodzące Święta, czasu mało, noce długie -- a działo się, jak się okazuje, całkiem sporo.


Grudniowe wpisy

To był miesiąc spod znaku festiwalu "Emmy", więc na pewno Was nie zdziwi, że najbardziej czytanymi wpisami były te festiwalowe. Ku mojemu zaskoczeniu najbardziej sama notka zapowiadająca festiwal (mam nadzieję, że nie dlatego, że potem było gorzej i same wpisy festiwalowe "nie zagrały", ale ze zwykłej ciekawości). Z samych wpisów festiwalowych Wasze uznanie zdobyły przede wszystkim wpis o vlogowej adaptacji prozy Austen, czyli o "Emma Approved"  i nasza z Tarniną rozmowa o mężczyznach Emmy i w "Emmie".

Ale pisałam też o innych niż "Emma" rzeczach. Spośród nich powodzeniem cieszył się wpis o tym, jakie prezenty można sprawić czytelnikowi -- postawiłam raczej na robienie niż kupowanie, a jeśli kupowanie, to raczej pod kątem specjalnych właściwości, a nie tytułu. Miałam też sporo radochy z testowaniem możliwości Translatora Google w starciu z klasyką polskiej literatury, dowiedziałam się przy okazji jak wyglądałaby "Trylogia" jako science fiction. Muszę kiedyś napisać o tym cały wpis, bo mnie korci.

Najmniej czytelników przyciągnął wpis o pozycjach do czytania w średniowieczu. Ach, manuskrypty nie mają już tej mocy ściągania wzroku co te pięćset lat temu.

A jako ulubiony wpis wymienię może ten, w którym starałam się przeliczać ilość i rodzaj zwierząt na upodobania czytelnicze. Nie wszędzie trafiłam, ale kwerendę prowadziło mi się zacnie.


Śniegu nie ma, ale uroczym zwierzęciem grudniowym został w związku z tym
lis polarny. Zdj. Artic Wolf stąd.


Grudniowe dyskusje

Najwięcej w tym miesiącu rozmawialiśmy: (1) o tym, co jest niezbędne do czytania zimą, (2) jakie teleturnieje z książką powinny powstać, (3) o tym, czy pani Elton była zamieszana w handel niewolnikami, (4) jak nazywa się pan Darcy po czesku i (5) o tym, jak Hanna Ożogowska pisała postaci dziewczynek.

Grudniowe hasła

czytanie książek w nocy a rano do pracy --ból, znamy, znamy, widocznie ktoś szukał poczucia wspólnoty (jeśli rady, to cóż, do dzisiaj nie rozwiązałam tego problemu; jeśli ktoś coś może doradzić, niech radzi, sama się z chęcią dowiem!)

biblioteczki oszklone -- Hurt? Detal?

książki typu liceum avalon -- wystrzegać się, ta wyszła Cabot naprawdę słabo

jak się konsumuje pierogi -- zapalczywie. Ze smakiem. Da się rękoma, ale lepiej z serwetką.

czy fangirl będzie mieć kolejną część -- nie wiem, ale nie powiem, z chęcią bym przeczytała. Książka swoje za uszami ma, ale ostatecznie nie zdrzaźniła mnie, a nawet mi się podobała, więc nie płakałabym. (Jeśli ktoś wie, niech odpowie znękanej duszy)


Oraz śpiący lis polarny.


Grudniowe lektury

No a co właściwie przeczytałam w tym miesiącu? Nie wiem jak u Was, ale w grudniu zawsze zapala mi się taka lampka "planowałam jeszcze przeczytać to i tamto!" i jakoś rzadziej zaglądam do internetu, a więcej czasu spędzam w fotelu z książką. W każdym razie przeczytałam siedem książek. Na pierwszy ogień poszła nowość, czyli dziennik Jacka Dehnela, który mnie nie powalił na kolana i trochę na niego narzekałam, ale czytało mi się go szybko i sprawnie. Potem była oczywiście "Emma" i jej retelling pióra praprawnuczki bratanka Austen, czyli "Świat Emmy". Udało mi się przeczytać dwie książki, które od dawna zalegały mi na półkach: "Za minutę pierwsza miłość" Hanny Ożogowskiej (zawsze mnie zastanawia jak to jest: czytał przecież człowiek w dzieciństwie Ożogowską namiętnie, a okazuje się, że ma takie dziury w jej bibliografii -- przeoczenie? Niedobory w bibliotece? Zafiksowanie się na jednym-dwóch tytułach i powracanie do nich ciągle?) i ukochaną książkę z dzieciństwa mojego Domownika, czyli cudowną "Podróż z rondlem". I jeszcze dwie książki przeczytałam, ale ponieważ nie zdążyłam o nich napisać, to napiszę o nich w styczniu, bo na to zasługują (jedna zwłaszcza!).

Podsumowując grudzień nie podsumowuję jeszcze automatycznie roku, tę przyjemność (jak sądzę albo mam nadzieję) zostawiam sobie na jutro. Mam nadzieję, że i Was grudzień jako grudzień pozostawia czytelniczo dość zadowolonymi, z nowymi odkryciami czytelniczymi na koncie, pięknymi scenami zapamiętanymi z książek, a jeśli trafiały się jakieś złe, to może chociaż do śmiechu. I jak zwykle: dzięki, że tu bywacie, rozmawiacie, czytacie! To szalona motywacja i jak wspominałam: chociaż postanowienie noworoczne -- codziennego pisania tutaj -- zostanie jutro zakończone, to jednak Pierogi kuchnia będzie wydawać i po nowym roku. Co zrobić, wciągnęłam się. A o tym, co właściwie się tu będzie działo w przyszłym roku -- w Nowy Rok!

Weź dokładkę!

10 komentarze

  1. Te liski są kochane :)
    A u nas grudzień wypada raczej słabo z czytaniem :) Święta nas pochłonęły :P

    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas:
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że na żywo bym się takiego lisa pewnie wystraszyła, ale oglądany na zdjęciu budzi ciepłe uczucia :).

      Usuń
  2. Żałuję, że przegapiłam festiwal "Emmy", ale gdy go organizowałyście, nie miałam czasu nawet na odwiedzanie swojego blogu, a co dopiero na aktualizowanie go. Mam nadzieję, że zorganizujecie kiedyś podobną akcję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno coś się pojawi, sama już dopytywałam :). Za dwa lata kolejne Austenowskie rocznice, ale w międzyczasie trafi się pewnie jakaś okazja -- w końcu rocznic ci u nas dostatek ;).

      Usuń
  3. Wpis z translatorem był moim ulubiony w miesiącu grudniu, choć ten o posiadaniu zwierząt też nieźle zawieruszył mi w głowie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam 1 kota i właściwie wszystko się zgadza, oprócz jednego - bezkocim znajomym nie zazdroszczę nic a nic. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, ten komentarz jest trochę od czapy, ale dopiero teraz trafiłam na wiadomą notkę. :D

      Usuń
    2. Domyśliłam się :D. Z tą zazdrością to tak, żeby bezkocim znajomym nie było smutno ;).

      Usuń
  5. A ja mam ból trochę innego rodzaju- właśnie skończyłam czytanie panów Strange i Norrella po angielsku i ten świat zrobił się nagle jakiś taki realny, ciemny i zalany deszczem, redakcjo, co robić? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może z innej mańki ich zażyć? Znasz opowiadania M.R. Jamesa? Wydaje mi się, że niektórymi elementami Clarke się inspirowała. Zobacz zwłaszcza "Casting the Runes" -- lansuję teorię, że jeden z bohaterów jest bardzo podobny do pana Norrella w fazie wczesnej i ciekawa jestem, czy byś się zgodziła (wszystkie są dostępne w wolnym dostępie, na przykład przez Project Gutenberg) ;). No i są jeszcze "Damy z Grace Adieu" autorki, ale nie czytałam, więc nie pomogę tutaj rozsądzić, co z tym :).

      Usuń