Jak oni czytają! Albo przed półtysiącleciem z książką


Każdy ma kiedyś taki dzień, że zamiast tworzyć blok tekstu z chęcią wstawiłby obrazki. Dzisiaj i na mnie nadszedł taki dzień, na szczęście obrazki zebrane miałam zawczasu. Weźcie zatem swoje przenośne wehikuły czasu i rzućmy się razem w wir, by znaleźć się wśród średniowiecznych manuskryptów i prezentowanych tam sposobów czytania.

W tytule wykorzystałam zmodyfikowany cudowny pomysł Bazyla na teleturniej z książką w roli głównej.





Na pierwszy ogień idzie czytanie klasyczne: w grupie. Znajdujemy nauczyciela, który co nieco o samym czytaniu może opowiedzieć, a potem śledzimy radosne i mniej radosne przygody czytających w jednym pomieszczeniu. Zwykle chodzi o mężczyzn w kolorowych strojach i fantazyjnych nakryciach głowy, innych nie opłaca się malować.



Kiedy nie mamy takiej możliwości, trzeba trochę się nakombinować. Na szczęście zwykle leży gdzieś otwarta księga, z której można skorzystać. Warto wykorzystać chwile, kiedy jej właściciel zbyt skupiony jest na pozowaniu i podczytywać zza fotela. We współpracy z odpowiednim malarzem taka chwila nadarzy nam się wcale często.



Kiedy indziej pozostaje liczyć na to, że ktoś komuś tę książkę dostarczy. I nie żadne tam "zobacz, jaka ciekawa", ale od razu z ukłonami, prezentacją i najlepszymi manierami na tę chwilę wykorzystanymi. Coś takiego jak "tania książka" w końcu nie istnieje albo jest tania wyłącznie dla, dajmy na to, króla Francji, a i to w lepszych czasach.



Niektórzy dość mają dusznych sal i mężczyzn w kolorowych strojach. Zamiast tego wybierają przechadzkę po ogrodzie z książką i towarzystwo istot nie z tej ziemi. Zawsze można dopytać takiej istoty, o co chodzi, a człowiek czytając nie czuje się przynajmniej samotny.



 Teoretycznie to lis. Ale wszyscy znamy swobodne podejście do
malowania zwierząt w dawnych czasach. Źródło.

A właśnie, a propos istot. Zdarza się, że przecież one też mają ochotę na lekturę, i to samodzielną. Zdarzy się nam zatem w średniowieczu ujrzeć zakapturzonego wilko-wiewiórkę, oddającego się w najlepsze czytaniu. Ba, chyba nie raz jeden już to czytał, sądząc po zakładkach.



A co jeśli powszechna mania kartkowania pięknych manuskryptów nas nie ogarnie, a mimo to nie chcemy wyjść na nieczytelników, zawsze możemy brać przykład z tych postaci, które po prostu się z książką lubią pokazać.

Weź dokładkę!

9 komentarze

  1. Ja trochę nie w temacie (każdy ma taki dzień;)) - pamiętam, że założyłaś bloga jakoś na początku roku z silnym postanowieniem, że będziesz wstawiać przez cały rok po jednym wpisie dziennie. Rok się kończy, Twój blog genialnie funkcjonuje i jest jednym z ciekawszych literackich blogów, jakie znam (i to dosłownie - literackich, nie jakichś odtwórczych, czyli recenzenckich), dlatego ciekawa jestem, czy będziesz kontynuować pisanie (liczę, ze tak). Ja sama planuję kiedyś ponadrabiać Twoje wpisy, na które nie załapałam się na bieżąco...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja tylko potwierdzam powyższe słowa. Co prawda, bloga odwiedzam od bardzo niedawna, ale już pierwsze przeczytane posty pokazały duży potencjał i zaangażowanie w przedstawiany materiał. Zaglądam tu z dużą chęcią, a powyższe manuskrypty również są niczego sobie. Przyznam, że i ja mam czasami ochotę poleniuchować w stylu ostatniego pana, książka wtedy robi za pozory :)

      Usuń
    2. ja również mam taką nadzieję!
      trafiłam na Twojego bloga parę dni temu...i po przeczytaniu kilku zdań przepadłam!na wieki.teraz tylko czekam na nowe posty.i nadrabiam stare.jesteś niesamowita w tym co robisz!
      jak ja przez długi czas mogłam być tak ślepa i życz w błogiej nieświadomości o Twoim istnieniu?
      post bardzo klimatyczny.i ciekawy.skąd Ty bierzesz takie kreatywne pomysły!? 😊

      Usuń
    3. To ja też podłączam się do komplementów. Uwielbiam to, że codziennie mogę tu przeczytać coś nowego i dla mnie jesteś najlepszym blogiem literackim <3

      Usuń
    4. Ojej, dzięki Wam wszystkim :). Zawsze miło tak poczytać o swojej pracy ;). Wciągnęłam się w blogowanie i tak, mam w planach pisać nadal w 2016 roku -- tyle że z trochę zmienioną formułą, żeby ani mi się nie nudziło, ani czytelnikom. Nie do końca sobie to jeszcze opracowałam, ale będę myśleć w okresie okołoświątecznym, jak by to miało wyglądać, żeby było fajnie. No i nowe postanowienie noworoczne też by mi się przydało, więc coś na pewno wykombinuję :).

      A tak na marginesie jeszcze: myślę też sobie, że blog recenzencki nie musi być wcale odtwórczy, czy inaczej -- z automatu jedno nie równa się chyba drugiemu? W końcu pisanie to jest jednak tworzenie, wszystko zależy od formy, zaangażowania, wielu różnych składników ;).

      Usuń
    5. Zgadzam się, każda recenzja to twórczość własna blogera więc mimo, iż formą do pracy jest książka innego autora, to autor danego bloga szlifuje ją na własny diament (lub bliżej nieokreśloną rzeźbę sztuki nowoczesnej, w której nie zawsze wiadomo, o co właściwie chodzi ) :)

      Usuń
  2. Dołączam się do tego chóru głosów pochwalnych dla Ciebie i Twojego bloga oraz jednocześnie pełnych nadziei, że nadal będzie Cię można czytać, czytać i czytać :) (i dla pewności jeszcze raz czytać!)

    Tak jako i oni czytają od półtysiąclecia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Bardzo mi miło i będę się starała!

      Usuń
  3. Polecam się na przyszłość :D

    OdpowiedzUsuń