Maszyna na szynach albo o automatycznym przekładaniu









Nie wiem, czy też tak macie, ale czasem przeczyta się, zobaczy czy spróbuje czegoś i od razu w głowie pojawia się taka myśl "też bym to zrobiła, ciekawe, jak by wyszło?". Tym razem miałam tak buszując po sieci -- na jednym z czytanych przeze mnie anglojęzycznych blogów 101 Books autor zainspirował się pomysłem z bloga o futbolu i wypróbował możliwości Google Translatora, jeśli chodzi o transformację wielkich zdań literatury w... wielkie zdania z literatury. Cały myk polega na tym, żeby przepuścić je wcześniej przez kilka języków. Pomyślałam sobie, że jakże to tak, trzeba spróbować z polszczyzną!

Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, bo polski jest językiem fleksyjnym, to znaczy strasznie dużo rzeczy w nim odmieniamy. Postanowiłam więc lekko zmodyfikować zasady, żeby zobaczyć, co wyjdzie. A zatem (1) finalny efekt modyfikowałam tak, żeby miał jakiś sens (odmiana słów, interpunkcja), (2) wybierałam zawsze trzy języki obce, zanim wracałam do polskiego i chciałam, żeby miały one jakieś odbicie w fabule, (3) wybrałam pierwsze zdania z pięciu klasycznych polskich dzieł. I to w zasadzie tyle na początek -- potem postanowiłam zinterpretować, co też Translatorowi wyszło. Mam wrażenie, że po polsku radzi on sobie dużo gorzej niż po angielsku -- to maszyna skonstruowana tak, że uczy się przy tłumaczeniu, siłą rzeczy więc mniejsze języki mają tutaj gorzej, bo mniej się z nich tłumaczy. Ale efekty wyszły całkiem ciekawe. Chcecie zobaczyć?

------------

Zaczęłam od "Lalki". Pięknie się ta powieść zaczyna, bo w pierwszym zdaniu mamy od razu budowę świata, tło historyczne oraz dowiadujemy się, że nawet w Warszawie plotki są gorącym towarem, a jak już dotyczą kogoś z pieniędzmi, to ho, ho:

W początkach roku 1878, kiedy świat polityczny zajmował się pokojem san-stefańskim, wyborem nowego papieża albo szansami europejskiej wojny, warszawscy kupcy tudzież inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia nie mniej gorąco interesowała się przyszłością galanteryjnego sklepu pod firmą J. Mincel i S.Wokulski.

rosyjski -- jako pierwszy język wybrałam właśnie rosyjski, bo wiadomo, Warszawa była wtedy częścią Imperium
francuski -- w hołdzie Wokulskiego podróży do Paryża
angielski -- bo farewell, miss Iza, farewell, wiadomo
polski

Oto, co wyprodukował GT:


Na początku 1878 roku, kiedy to polityczne promocje świata ze światem San-Stefańskim, wybór nowego papieża i szanse na wojny europejskie, kupcy Warszawy, intelekt, tudzież określony obszar Krakowskiego Przedmieścia najmniej bardzo zainteresowany był przyszłością sklepu i koncepcji S. Wokulskiego, nazywanego J.Mincel.

Co tu mamy? Koniunkcję sfer, przenosimy się bowiem co prawda do tego samego roku, ale wychodzi na to, że nasza Ziemia zderzyła się ze światem San-Stefańskim, nie widać jednak, żeby bardzo zmieniło to jej oblicze: nadal można się ekscytować konklawe, a do ewentualności wybuchu nowych wojen (kilku, nie jednej, jak u Prusa) podchodzi się chyba jednak bardziej optymistycznie -- jakby bliżej tu było do 1914, może to zderzenie światów przyśpieszyło rozwój pewnych tendencji? Google przesunął przy okazji plotkarzy nie w okolice Krakowskiego Przedmieścia, ale na samo Przedmieście, w jakąś określoną jego część (łatwiej ich zatem zlokalizować). Przy okazji okazuje się, że mamy do czynienia ze szpiegostwem przemysłowym: w końcu plotkarzy zajmuje koncepcja sklepu (cóż się tam będzie działo!), w dodatku bohater też ma chyba coś wspólnego z wywiadem, skoro nazywa się Wokulski, ale mówią na niego Mincel.

-------

Po przygodzie ze szpiegowsko-fantastyczną "Lalką" pomyślałam, że zajrzę do Sienkiewicza:

Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.

ukraiński -- ponieważ wiadomo, Sicz Zaporoska
rosyjski -- bo konflikt ostatecznie rozgrywał się też w tę stronę
turecki -- w zastępstwie chana tatarskiego
polski

647 Tysiąc, miejsce z wielu wskazując na niebie, powiedział, że to straszna katastrofa i hasło roku awaryjnego.



Ho, ho, jeszcze większa fantastyka. Tajemniczy bohater (wróż? robot?) wpatrując się w niebo wieszczy katastrofę. Czy "hasło roku awaryjnego" oznacza, że przyszedł czas opuścić Ziemię i udać się dalej w Kosmos?

-------

Widocznie GT bardzo gustuje w fantastycznych klimatach. Co zrobił z "Panem Tadeuszem"?

Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie.

litewski -- w końcu wiadomo, dzieje się na Litwie
rosyjski -- z racji Moskali
francuski -- Napoleon
polski
Litwin, mój dom, wiesz, jak zdrowie.
Poezja działa na Translatora nieco inaczej, oto bowiem zastępuje abstrakcyjną "Litwę" konkretnym "Litwinem", ale nie bawi się w subtelności w rodzaju wołacza. Trzynastozgłoskowiec zastępuje nieco hipohopowym zaśpiewem. Wyszła tu bardziej przechwalanka, podmiot liryczny chce pokazać anonimowemu Litwinowi, że jego dom jest jak zdrowie (taki przyjemny? taki słaby?), sugerując pewną wspólnotę doświadczeń ("wiesz").

---------

Co w takim razie, pomyślałam, uczyni GT z poetyckim zdaniem pierwszym w "Starej baśni" Kraszewskiego?

Poranek wiosenny świtał nad czarną lasów ławą otaczającą widnokrąg dokoła.
czeski -- żeby zostać w słowiańskich klimatach
niemiecki -- bo napad z zachodu bohaterom grozi
łacina -- w końcu średniowiecze
polski

Las wczesną wiosną
słońce nad brzegiem
panoramę okolicy.



Tłumacz porzucił tutaj poetyckie uniesienia narratora i przetransformował je w wiele mówiące haiku. Dodałam jedynie wierszowany układ, ale samo się prosiło.

----------

A jak przy tłumaczach i zmorach tłumaczeniowych jesteśmy -- czy może być coś straszniejszego, niż kazać tłumaczyć Reymontowskich "Chłopów"? Być może tak, ale mnie zawsze przy czytaniu nachodzi taka myśl, że przekładać ich bym -- na dowolny język -- nie chciała. Nie mając litości nad maszyną poprosiłam ją jednak, niech spróbuje.

Nadchodziła zima… — jeszcze się barowała z jesienią i porykujący tłukła po sinych dalach jako ten zwierz srogi i głodny, że nie wiada było, kiej przeprze a skoczy i lutymi kłami weżre się we świat…
rosyjski -- bo, ponownie, zabór
łacina -- bo obowiązkowy język kościelny, a kościół swoją rolę tu odgrywa
jidysz -- z racji arendarza karczmy
polski

Że zima nadchodzi... - nadal walczyć ze strachem spadnie, a ostre i energiczne walenie głodne, a dalej Bestia, która była i nie jest, jak psy na świecie skacze.



Zrobiło się nam iście apokaliptycznie. Wokół Lipiec grasują okropne wieloryby, pożerając zapewne tych, którzy ośmielili się wyściubić nos na zewnątrz. A jeśli umknie się przez głodnym waleniem, to Bestia, zapewne ta sama, która ma nadejść na końcu czasów, trochę przypominająca kilka psów naraz, hasa i przypomina, że lepiej siedzieć w domu. GT nie silił się na to, żeby pokazać srogość zimy w chłopskiej zagrodzie, ale od razu wrzucił nas w klimaty horrorowe.

Całkiem, powiedziałabym, zacnie.

Weź dokładkę!

23 komentarze

  1. Haha! Przecudowny wpis! Pyzo to co zrobiłaś jest genialne w swej prostocie. Za to podziwiam Twojego bloga: Tobie się po prostu chce. Trzymaj tak dalej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję :)! Ale wpisu by nie było, gdyby nie inspiracja, od niej się wszystko zaczęło :). Swoją drogą mam jeszcze jeden pomysł na "googlowy" wpis, ale to za jakiś czas zapewne będę uskuteczniać ;).

      Usuń
  2. <3
    Pamiętam taki artykuł zdaje się z końca lat 90. albo tuż po 2000, chyba z "Wiedzy i Życia", o programach do tłumaczenia, które wtedy były jeszcze ciekawostką. Zamieścili tam m.in. automatyczne tłumaczenie monologu Hamleta. Do dziś pamiętam cudnej urody frazę "szurnęliśmy ten śmiertelny zwój". Żałuję, że reszta gdzieś przepadła (gdyby ktoś miał w swoich archiwach i mógł wkleić całość... *robi oczy kota ze "Shreka"*)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się do prośby, gdyby ktoś akurat miał pod ręką!

      A tak w ogóle, to korzystanie przy takiej zabawie z mniej powszechnych języków ma tę zaletę, że przy tych dużych translator radzi sobie, no, może nie doskonale, ale całkiem nieźle. A przy tych małych cały czas jest w stanie popełniać różne ciekawe kwiatki ;).

      Usuń
  3. Przerażający, zaiste, translator ;-) Ale pobawić się było warto, choćby dla cudownej frazy: rok awaryjny. Piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, chociaż roku awaryjnego nikomu nie życzę. Uważam, że translator postarał się też przy "Bestii, która była i nie jest" -- całkiem poetycko mu to wyszło! ;)

      Usuń
  4. Uwielbiam nową wersje pierwszego zdania z „Trylogii” :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że przepuszczenie tego przez turecki pomogło translatorowi wspiąć się na wyżyny. Ale taką "Trylogię" w klimacie science fiction to bym przeczytała ;). Może zrobię z tego pomysł na wpis z cyklu "co by było gdyby...".

      Usuń
    2. Chętnie przeczytałabym taki wpis :)

      Usuń
  5. Ha! Trzeba było Leśmiana przez to przepuścić! A jeśli prozę to Schulza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się nad maszyną znęcać? Ale właściwie czemu nie, można spróbować. Weźmy zdanie ze "Sklepów cynamonowych":

      W okresie najkrótszych, sennych dni zimowych, ujętych z obu stron, od poranku i od wieczora, w futrzane krawędzie zmierzchów, gdy miasto rozgałęziało się coraz głębiej w labirynty zimowych nocy, z trudem przywoływane przez krótki świt do opamiętania, do powrotu — ojciec mój był już zatracony, zaprzedany, zaprzysiężony tamtej sferze.

      ukraiński -- bo Drohobycz
      jidysz -- bo gmina żydowska
      niemiecki -- bo Schulz chodził do gimnazjum jeszcze w Galicji
      polski

      Po sennych dniach zimowych, spadając po obu stronach puszystej plaży o zachodzie słońca, rano i wieczorem, kiedy szeroki głąb labiryntu zimową nocą miasta rzadko powoduje krótki świt, do pokuty, do powrotu - mój ojciec był już stracony, sprzedany, zastawiony na inne obszary.

      Proszę, przesunęło nam Drohobycz nad morze (skoro jest plaża), los ojca wygląda podobnie, problematyczna staje się sama przestrzeń. Nie dość, że zmienia się klimat, to jeszcze całe jest ciemnym labiryntem, z którego trufno wychynąć ku światłu. Wychodzi na to, że Translator ma poetycką naturę, więc zakręty stylu Schulza mu niestraszne ;).

      Usuń
  6. Ten post jest świetny, wręcz rewelacyjny! Jestem pod ogromnym wrażeniem nowego wersetu "Pana Tadeusza" i stworzenia z kraju konkretnego Litwina, pozostałe kilkukrotne tłumaczenia też spowodowały, że odkryłam utwory na nowo, oczywiście z dużym przymrużeniem oka :). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;). Mnie się też sam pomysł bardzo spodobał -- podejrzewam, że można go jeszcze przerobić, żeby uzyskać kolejne fascynujące transformacje dobrze znanych utworów ;).

      Usuń
    2. Można spróbować ze znanymi wierszami dla dzieci, np. o rzepce albo o lokomotywie. Myślę, że nowy obraz utworu mógłby nas zadziwić :)

      Usuń
  7. Skomentowałabym, ale turlam się po podłodze chichocząc radośnie :). "Hasło roku awaryjnego".

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja bym chciała podkarmić te walenie, bo to smutne, że one takie głodne...
    Pomysł fantastyczny. Zdania wyborne. I można zrobić z tego nawet zabawę w zgadywanki: "Laski poszedł do lasu" (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że walenie niebezpieczne, trzeba uważać, żeby po takim karmieniu mieć nadal wszystkie palce ;).
      Rety, zagadka strasznie trudna! Podpowiedź ;)? A sam pomysł na zagadkowanie w ten sposób -- wyborny :).

      Usuń
    2. Czyżby "ogary poszły w las"?
      Ja kiedyś wrzuciłam do kilku translatorów "Ojcze nasz", ale nie wpadłam na to, by przechodzić przez trzy języki, wystarczył układ polski-obcy-polski.
      (To był rok 2007 więc translator był mniej doskonały niż obecnie)

      Po przejściu przez angielski i z powrotem wyszło mi coś takiego:
      Ojcze Nasz , niektórzy nie jest w niebie , guz wy reputacja twoje , przylot królestwo twoje , albo wola twoja za pomocą w niebie tak zarówno wobec świat. Plecak nasz zwykły daj nam dziś zarówno odbiorca przekazu nam nasz winy , za pomocą zarówno my przesyła naszyjnik winowajca. Zarówno nie wódź nam wobec pokuszenie , skoro nam zbawczy oda złego.

      Po przejściu przez włoski otrzymaliśmy coś takiego:
      Ojcze Nasz , niektórzy Nie jest u potrójny , wódz indiański sam reputacja twoje , nadchodzący panować twoje o's wola twoja przy od ani u potrójny tak także od światowy. Plecak nasz zwyczajowy daj tam dziś także przesyłka tam nasz wina , przy od ani także nam przesyła naszyjnik winowajca. Także nie wódź tam od pokuszenie , podczas gdy tam zbawczy oda złego.

      :)

      Usuń
  9. Haha! Cuda Ci wyszły, Pyzo droga! Świetny pomysł, a Twoje interpretacje jeszcze bardziej wyborne :D Kłaniam się w pas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo się cieszę, że się podoba! :)

      Usuń
  10. ależ mi humor poprawiłaś tym postem swym.strach pomyśleć,że niektórzy ludzie w błogiej nieświadomości używają tego czegoś na co dzień...
    ale ta innowacyjna inwokacja zdecydowanie wygrywa! 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :). Myślę, że przy tłumaczeniu z/na duży język i przy kontroli to nawet może działać. Ale wpisywanie zdań z automatu i branie ich za doskonały przekład, to chyba jeszcze pieśń przyszłości ;).

      Usuń