O książkowych choinkach albo o dekorowaniu


Nie wiem jak u Was, ale u nas choinka już stoi. Mikołajki to zwykle jest ten moment w roku, kiedy ją wstawiamy do domu i owijamy światełkami -- wygląda przytulnie, daje dodatkowe światło, no i można się nią cieszyć aż do Świąt. Nie ma co ukrywać, wkrótce potem zwykle zaczyna się z lekka osypywać i trzeba przystąpić do procedury ostrożnego przestawiania jej w miejsce chłodniejsze, co nie zawsze równa się z miejscem dekoracyjnym. Ale jak przy choinkach jesteśmy: choinki coraz częściej pojawiają się w bibliotekach. I to nie takie zwyczajne, ale książkowe.

Nie wiem właściwie, kiedy się to zaczęło, ale jakiś czas temu zauważyłam wysyp książkowych choinek. Bo okazuje się właśnie, że książka i choinka nie muszą spotkać się tylko w konfiguracji "książka pod choinką", ale także "choinka z książek". Strasznie mi się ten pomysł podoba, ale z natury rzeczy jeśli ułożymy z książek choinkę, to same książki zostają tak unieruchomione dopóki tejże choinki nie zdemontujemy. A założę się, że kiedy tylko ułożyłabym choinkę z, dajmy na to, kolekcji dzieł jakiegoś pisarza, od razu pilnie potrzebowałabym zajrzeć do tych, które włożyłam w samiutki środek. Dlatego biblioteki, posiadające w swoich zbiorach wiele książek, które czasami zupełnie potraciły swoich amatorów. Z czego choinki zdarzyło mi się już spotykać?

Encyklopedie: fenomen szybkiego wyjścia encyklopedii z obiegu jest dla mnie jednym z tych momentów w czasie, których zupełnie nie zauważyłam. Jeszcze wielkie wydanie encyklopedii PWN było wielką nagrodą i zupełnym szczęściem, a tu już zaczynało się dostrzegać, że wielkie to, ciężkie, a na CD można nabyć encyklopedię, gdzie będzie można posłuchać fragmentów muzycznych, przemówień, obejrzeć całe galerie i tak dalej. Teraz nawet z oddaniem wielotomowych encyklopedii do antykwariatu jest problem, wychodzi na to, że musiało to być w pewnym momencie dość masowe zjawisko. Co nie zmienia mojego ciepłego stosunku do encyklopedii, o czym pewnie kiedyś napiszę. W każdym razie w okresie okołoświątecznym posiadanie kompletu encyklopedii w zbiorach okazuje się całkiem przydatne: tomy są potężne, nie trzeba ich wiele, żeby ułożyć zgrabną choinkę. Takie też, mam wrażenie, najczęściej się spotyka.


 Ponieważ zdjęcie choinki książkowej było wczoraj, więc dzisiaj choinka naturalna. Źródło.


Dzieła wszystkie: a konkretnie dzieła wszystkie Lenina, jeśli biblioteka się ich wcześniej nie pozbyła. Jeśli nie -- to jest jak znalazł. Tomów wyszło, zdaje się, ponad czterdzieści, więc materiału raczej nie zabraknie, wszystkie wydania są ponadto bardzo ładne i dekoracyjne. W jednej z moich bibliotek jest takie w białych obwolutach, na choinkę z lekka ośnieżoną idealne, ale widziałam też bardzo dekoracyjne w pseudoskórze czerwonej ze złoceniami. Przy czym nie jest tak, że do Lenina się nie zagląda: czasami, choćby ze względów historycznych, takie dzieło w bibliotece być, moim zdaniem, powinno, jeśli jest na nie miejsce w magazynie, podejrzewam, że pisząc prace z historii czy filozofii czasami chcąc nie chcąc trzeba poczynić przypis do tego czy innego ustępu. Niemniej najczęściej natykam się na nie właśnie w okresie świątecznym, jako części składowe choinek.

Czasopisma: trzeci najczęściej spotykany materiał to czasopisma, zwłaszcza jeśli biblioteka gromadzi mniej poczytne, a następnie je archiwizuje. Potrzeba ich co prawda dużo więcej niż książek, a i utrzymanie tego w pionie wymaga dużo więcej zachodu, ale widocznie tam, gdzie brakuje wielotomowych i raczej nieczytanych książek, trzeba się ratować tym, co jest. A przy okazji czytelnik może jakiś się zainteresuje bogatym archiwalnym zbiorem tygodników opinii, miesięczników na tematy rzadkie czy kwartalników, o których nigdy wcześniej nie słyszał.

Oczywiście istnieją jeszcze inne możliwości, a wśród nich na przykład duże zapasy rzadko używanych słowników, niemniej to już bardziej ryzykowna sprawa, bo a nuż ktoś zechce zajrzeć i porównać, a tu słownik trzeba będzie wyciągać z samej podstawy choinki. A czy Wy spotykacie takie książkowe choinki? A może sami skusiliście się na budowę takiej?

Weź dokładkę!

15 komentarze

  1. Kilka lat temu stanęła taka u nas w pracy - stworzona z identycznych wydań w twardej oprawie. Mieliśmy również choinkę z szuflad katalogowych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, takiej z szuflad nie widziałam, ale to ciekawe, że wykorzystuje się to, co jakoś zostaje, a nie jest w ciągłym użytku.

      Usuń
  2. Lubię oglądać w necie zdjęcia takich książkowych choinek:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się, utrzymanie w pionie czasopism może być nie lada wyzwaniem :). U mnie choinka jeszcze nie stoi, ale w planach ma stanąć w najbliższy weekend. To będzie pierwsze choinkowe drzewko w nowym mieszkaniu więc bardzo cieszy :). Czekam z niecierpliwością, bo nawet u sąsiadów już mają :). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie nie dopytałam, na czym to stało, ale podejrzewam, że trzonem takiej choinki i tak były jakieś książki ;). Jak następnym razem taką spotkam, to się zainteresuję bardziej dogłębnie ;).

      Usuń
    2. Tylko przygotuj się, że po dogłębnym jej przeczesaniu, będziesz musiała układać masę czasopism od nowa :)

      Usuń
    3. A nie, nie, będę się starała pogłębić rozumienie konstrukcji bez rozbierania jej ;).

      Usuń
    4. Ach... Źle to sobie wcześniej wyobraziłam :)

      Usuń
  4. Ja jeszcze choinki nie mam i prawdopodobnie długo jej jeszcze nie będzie, bowiem zawsze kupuję ją kilka dni przed świętami.
    Ps. Zostałaś otagowana do Liebster Blog Award ;)
    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, będę miała w pamięci. Przy okazji, jak wspominałam, naprawdę nie trzeba się zawsze podpisywać adresem bloga, widać go po kliknięciu w nick :).

      Usuń
  5. U mnie ubieranie choinki zawsze obowiązkowo dopiero w Wigilię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam sentyment do olbrzymich encyklopedii PWN-owskich. Babcia kupiła mi je kiedyś z myślą o tym, że będą mi służyć całe lata... i służą - jako robiący pozytywne wrażenie element wystroju i wspaniała pamiątka z czasów, gdy były nieodzowne w pisaniu prac domowych.

    Bardzo mi się podobają choinki z książek. Sama pewnie bym takiej nie zrobiła, ale gdybym zobaczyła taką w bibliotece, obfotografowałabym ją z każdej strony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie -- bardzo długo korzystałam z encyklopedii, mam do nich sentyment. Poza tym w moim wydaniu PWN jest taka lista klasycznych książek, kiedyś dla mnie wyznacznik tego, co się "powinno" znać ;).

      Niestety ja z tych mało stechnicyzowanych, aparat w moim telefonie nie nadaje się do takich zdjęć, a przynajmniej nie wtedy, kiedy chciałabym, żeby były wyraźne ;).

      Usuń
    2. Nie przejmuj się. Ja korzystam ze swojego smartfona tylko w takim zakresie jaki jest mi potrzebny do codziennego funkcjonowania, tj. dzwonię, wysyłam wiadomości, robię zdjęcia, słucham muzyki i w bardzo ograniczony sposób korzystam z internetu. Reszta jest dla mnie czarną magią.

      Usuń
    3. Nie przejmuję się -- chociaż czasami troszeczkę, bo mam wrażenie, że staję się pomału dość archaiczna i niektóre elementy rzeczywistości mniej do mnie przemawiają ;).

      Usuń