Wszystkie Barbary literatury albo chociaż cztery


Wczoraj była Barbórka, czego bynajmniej nie przegapiłam, ale poszłam za głosem natchnienia i napisałam o ostatnio czytanej książce. Dzisiaj postanowiłam to nadrobić i sprawdzić, jakież to Barbary-pisarki przychodzą mi na myśl i o jakich mogłabym coś napisać. Po krótkiej kwerendzie okazało się, że są to Barbary cztery, co jakoś koresponduje z wczorajszą datą.
 
Barbara Hambly: Hambly jest autorką fantastyki, mnie osobiście znaną z cyklu "Zimowe Krainy". W swoim kanonie fantasy wspomniał o niej Sapkowski i kiedyś znalazłam jej książkę w ramach rytualnego czytania fantasy w ferie (porzuciłam ten zwyczaj, kiedy przestałam mieć ferie, ale chyba niesłusznie) -- był to tom drugi, "Zguba smoków". Pierwszego, jeśli mnie pamięć nie myli, jeszcze wtedy nie było -- ale czy dlatego, że wydano u nas najpierw drugi, czy moja biblioteka go nie miała, tego nie pamiętam. W każdym razie: "Zguba smoków" okazała się być interesującą wyprawą do świata, w którym co prawda trzeba pokonać smoka -- ale nie jest tak, że jedynie gwoli zdobyciu skarbów czy pokonaniu potwora w ramach bohaterskich czynów. A i bohater taki mało bohaterski -- sam się nie poczuwa, inni patrzą na niego koso. W dodatku mamy ciekawą postać kobiecą, którą tak zwane tradycyjne społeczeństwo chciałoby widzieć w jednej z ról, które pełni, a ona wcale z żadnej nie chce rezygnować. No i smutna to jest dosyć książka, gdzie okazuje się, że z tym pokonaniem potwora wcale nie kończy się jakiś etap życia, bo zostaje strach i trauma. Hm, chyba czas najwyższy odświeżyć sobie cykl!


Święta Barbara, bo okazja zobowiązująca. Tu akurat pędzla


Barbara Wachowicz: szukając Barbar parających się pisaniem przeprowadziłam oczywiście także szybką kwerendę domową (krzycząc "Domowniku, jakie znasz pisarki o imieniu Barbara?!"). Domownik obruszył się, że jak mogła nie przyjść mi na pamięć Barbara Wachowicz -- a mnie, przyznaję się Wam szczerze, zupełnie nie przyszła. Choć powinna, głównie za sprawą czytanych w zamierzchłej przeszłości "Marii jego życia", opowieści o kolejnych żonach Sienkiewicza, który tak się składa, ożenił się po kolei z trzema Mariami. Kompletnie nie ostała mi się ta książka w pamięci, ale nie wyrokuję, dlaczego. Poza tym Barbara Wachowicz pisze o harcerstwie, także tym wojennym, oraz o geograficznych śladach polskich pisarzy -- można z nią podążyć tropami Żeromskiego, Kasprowicza, Mickiewicza, popodglądać jak kto mieszkał. Ale tu Wam nie doradzę, bo nie sprawdzałam.

Barbara Erskine: z tą pisarką miałam z kolei do czynienia raz, właściwie przypadkiem. Czy może inaczej: szukałam powieści w moim ulubionym schemacie "kobieta-przeprowadzka-nawiedzony dom" i trafiłam do "Dom ech". Z wierzchu wyglądał całkiem w porządku, więc przyniosłam do domu, a potem nie był aż tak zły, żeby go porzucić. Przy czym nie będę Was czarować: to nie jest literatura najwyższych lotów. Ale taka, żeby się lekko pobać -- już tak. Wątek romansowy należałoby pominąć milczeniem, głównie dlatego, że w zestawieniu z nim mity rodu Labdakidów wydają się być niewinną opowiastką rodzinną. Nie sięgnęłam póki co po inne powieści Erskine, ale jeśli czytaliście, koniecznie podzielcie się opinią.


 A tu Barbara w środku (1447), autorem 


Barbara Kosmowska: przez bardzo długi czas Kosmowska kojarzyła mi się tylko z "Niebieskim autobusem", dość uczciwą powieścią, z której zapamiętałam głównie motyw wychowywania dziecka w akademiku. W sumie nic dziwnego, bo książkę czytałam mając lat naście (i to mniej naście niż bardziej), a pojawiła się w mym domu rodzinnym przelotnie -- ktoś ją pożyczył, leżała w kuchni, to wzięłam się za czytanie. Ku mojemu zdziwieniu jakiś czasu temu dowiedziałam się, że Kosmowska jako autorka kojarzy się dzisiaj bardziej z literaturą dla dzieci i młodzieży -- od tej strony zupełnie jej nie znam, więc kolejne pole do czytelniczej eksploracji przede mną.

Tak jak wspominałam: cztery. Chociaż jest ich więcej, to dogłębną czy choćby pobieżną znajomością ich dzieł wykazać się nie mogę. Barbary jako postacie literackie zaś -- o, to zupełnie inny temat!

Weź dokładkę!

13 komentarze

  1. Ja się utożsamiam z Basią Wołodyjowską :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wspominałam na końcu, może o Barbarach-bohaterkach literackich też kiedyś napiszę (kilka by się zebrało!). Ale dzisiaj jest póki co o Barbarach-pisarkach :).

      Usuń
    2. wybacz moje zamotanie ;) ale o Basi i Panu Michałku to ja bym godzinami mogła pisać ;)

      Usuń
  2. Myślałam, że wspomnisz o Barbarze Niechcic ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się pokuszę na notkę o Barbarach-bohaterkach, na pewno jej nie ominę ;).

      Usuń
  3. Mimo, że Barbara Kosmowska kojarzy się bardziej z literaturą dziecięcą, to chyba ją wybrałabym z podanej czwórki pań o słodkim imieniu Basia, jest najbardziej odpowiednią dla mnie. Z chęcią poznałabym tę powieść, którą Ty przeczytałaś :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno było wznowienie, bo widziałam, że ma teraz inną okładkę -- kiedy ja ją czytałam (będzie lat temu z piętnaście) wyglądała dość niepozornie, ot, kolejna książka wydana w dość łatwej do pogniecenia okładce, a teraz wygląda bardziej nobliwie. I myślę, że bez trudu dałoby się ją znaleźć w bibliotece :).

      Usuń
    2. Poszukam, ale jak wiesz, "Samotnia" czeka więc póki co, stawiam ją na pierwszym czytelniczym planie :)

      Usuń
  4. Uwielbiam pióro Kosmowskiej. Wszystkie Baśki to świetne dziewuszki ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie muszę wypróbować jakąś inną jej powieść za czas jakiś :).

      Usuń
  5. A gdzie Barbara Cartland, ta gwiazda brokatowych romansów? :D I Barbara Winklowa, specjalistka od Boya?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję szczerze: wiedziałam o istnieniu Barbary Cartland, ale że żadnej jej książki nawet w rękach nie miałam, stwierdziłam, że zostanie w odwodzie (a że czwarty grudnia, cztery Barbary, idealnie się poskładało i została, gdzie została ;)). A Barbarę Winklową kojarzę z przerażającej mnie od lat książki "Śmieszne, makaron rośnie!" i dopiero teraz sprawdziłam, że przecież to ta sama autorka, co "Nad Wisłą i nad Sekwaną"... Ileż to się człowiek dowie przypadkiem :).

      Usuń