Jak minął maj albo podsumowanie miesiąca

Jak minął maj albo podsumowanie miesiąca


Minął kolejny miesiąc, wyjątkowo piękny, bo w końcu to maj. Kwiaty kwitły, drzewa obsypały się kwieciem, a mnie udało się coś przeczytać, o czym napisać, porozmawiać na ciekawe tematy i w ogóle bardzo sobie nadal chwalić moje noworoczne postanowienie o prowadzeniu tego bloga.
Więcej czytania! Albo karnawał blogowy #5

Więcej czytania! Albo karnawał blogowy #5


Mam wrażenie, że w tym miesiącu na blogach o książkach dominowały dwa tematy: ustawa o stałej cenie książki i relacje z Warszawskich Targów Książki. Sama ani o jednym, ani o drugim nie pisałam, ale kilka w tym temacie wpisów wybrałam. A także w tematach innych, oczywiście.
Rękawicznik, futbolista i lata 60. albo o "Amerykańskiej sielance" P. Rotha

Rękawicznik, futbolista i lata 60. albo o "Amerykańskiej sielance" P. Rotha

Miałam dzisiaj pisać o innych książkach, ale jako że wczoraj skończyłam czytać „Amerykańską sielankę” Rotha, to pomyślałam, że może napiszę o wrażeniach z lektury na bieżąco. Wydanie, które czytałam, to jedno z tej serii z Nike z Czytelnika (za którą z racji formatu nie przepadam) – ale okazuje się, że chyba się uodparniam na nielubiane formaty, bo książkę przeczytałam błyskawicznie.
Król jak malowany albo o "Królu chłopów" J. I. Kraszewskiego

Król jak malowany albo o "Królu chłopów" J. I. Kraszewskiego



Dla Mamy

Miało być na Dzień Matki, ale – jak pisałam – nie wyrobiłam się. Dlatego będzie dzisiaj (Mama wybaczy!). W każdym razie: wspominałam już kiedyś, że mam z czytaniem Kraszewskiego problem, ale w tym wypadku zawzięłam się, że przeczytam i kropka. I przeczytałam, i dobrze się stało. Bo choć powieść historyczna z tego mocno przeciętna, to jako pewna ilustracja niektórych problemów – lektura przednia.
Słuchamy i czytamy albo o muzyce do czytania książek

Słuchamy i czytamy albo o muzyce do czytania książek

Nie wiem, czy należycie do tego typu czytelników, którzy nie lubią, jak ich cokolwiek rozprasza. Z prostotą swą muszę przyznać, że ja do tego typu nie należę. Czytać właściwie mogę zawsze, chociaż wiadomo, że często coś mnie rozproszy i zajmie uwagę na chwilę, ale zasadniczo jak czytam, to czytam. A do czytania lubię słuchać – muzyki. Dzisiaj o tym słuchaniu do czytania zatem.
Biały Wilk i odcienie szarości albo o moich przygodach z książkowym wiedźminem

Biały Wilk i odcienie szarości albo o moich przygodach z książkowym wiedźminem

 
Tak, dzisiaj Dzień Matki. Tak, miałam zaplanowany wpis na taki dzień jak dzisiaj. Nie, dzisiaj go nie będzie – ale będzie tak w ogóle, tylko spóźniony. A dlaczego nie zdążyłam go przygotować? Bo od tygodnia popołudnia w naszym domu przecina świst miecza i tętent kopyt. Innymi słowy dopadło nas to, co sporą część gospodarstw domowych od dziewiętnastego maja: gramy w „Wiedźmina 3”.
Za bohaterem! Albo o czytaniu na małym ekranie

Za bohaterem! Albo o czytaniu na małym ekranie

 
Słuchajcie, nie będę zaczynała od żadnego truizmu. Przejdę od razu do rzeczy: inspiracje i zachęty do czytania można znaleźć wszędzie. Osobiście bardzo lubię po prostu patrzeć na czytających – a gdzie prościej je znaleźć niż w medium stworzonym wręcz do tego, by przez nie oglądać? Dlatego dzisiaj będzie o czytaniu w serialach.
Lektury z grilla albo mały poradnik praktyczny na sezon wiosenno-letni

Lektury z grilla albo mały poradnik praktyczny na sezon wiosenno-letni


Pogoda co prawda nadal nie dopisuje, ale czym byłby maj w naszej ojczyźnie bez aromatów węgla drzewnego unoszących się z każdej płaskiej przestrzeni, na której da się ustawić grill? Dlatego tak sobie spacerując i wąchając nadlatujące z różnych stron smugi zapachów pomyślałam, że w sumie czemu by nie napisać mini przewodnika po grillowych lekturach?
W żółwim tempie albo o dziełach, w których nic się nie dzieje

W żółwim tempie albo o dziełach, w których nic się nie dzieje

 
Otóż nie wiem, czy wiecie, ale dzisiaj przypada kolejny dziwny dzień czegoś, o czym pewnie nikt z nas by nie wiedział, gdyby nie dostęp do internetu (chociaż może z czasem te święta się jakoś wżyją i uniezależnią od wifi, kto wie). Mamy dzisiaj Światowy Dzień Żółwia! Ale nie przygotowałam zestawienia tematycznego o żółwiach w literaturze (choć przyznaję, to pomysł kuszący).
Per scriptura ad astra! Albo wpis na Światowy Dzień Kosmosu

Per scriptura ad astra! Albo wpis na Światowy Dzień Kosmosu


Słuchajcie, dzisiaj Światowy Dzień Kosmosu, a dla kogoś, kto jako stronę startową ustawioną ma galerię zdjęć dnia NASA – tak jak niżej podpisana – to jest okazja nie do przepuszczenia. Dlatego zapnijcie pasy, włóżcie szczelne hełmy – lecimy na wyprawę w bardzo dawne zakamarki astronomicznego piśmiennictwa.
Z nielotu ptaka albo o "Europie pingwina Popo" J. Bajtlika

Z nielotu ptaka albo o "Europie pingwina Popo" J. Bajtlika


Uwielbiam książki dla dzieci. To znaczy takie z dużym drukiem i pięknymi ilustracjami albo w ogóle z samymi ilustracjami. Na szczęście nie jestem w tym upodobaniu osamotniona, bowiem mój ulubiony Domownik zalicza się dokładnie do tej samej grupy, nabywamy więc od czasu do czasu którąś z książek w typ typie i potem głównie ją oglądamy. Ostatnio przywędrował do nas w paczce (z którą mieliśmy sporo problemów, okazało się, że jednak zakupienie tych książek, które się sobie upatrzyło, nie jest wcale takie łatwe) z drugim tomem "Kronik Amberu" pingwin Popo, a konkretnie "Europa pingwina Popo" i dzisiaj garść wrażeń z lektury i z oglądania.
Pierwszy i drugi plan albo o różnych wymiarach cenzury

Pierwszy i drugi plan albo o różnych wymiarach cenzury


Swego czasu zachwycałam się w księgarniach nowym wydaniem "Mistrza i Małgorzaty". Nie chodziło jednak o szatę graficzną ani nic z tych rzeczy. Otóż ktoś wpadł na pomysł – świetny zresztą – żeby wydać Bułhakowa z zaznaczonymi na czerwono fragmentami, które z powieści usunęła radziecka cenzura. Pomysł był doskonały nie tylko dlatego, że pokazywał, co traciliśmy przez ingerencję cenzorskich ołówków, ale też dlatego, że w ogóle pokazywał też materialną stronę ingerencji na tekście.
Co czytać teraz albo jak wybierać książki?

Co czytać teraz albo jak wybierać książki?


We wczorajszej dyskusji pod wpisem pojawił się ciekawy wątek: mianowicie na ile listy usprawniają wybór kolejnej książki do czytania – i czy w ogóle to robią. Na blogu Dzień Później Joly_fh napisała niedawno bardzo dobry tekst o takim czytelniczym rozpraszaniu się i poczuciu, czy czyta się akurat tę książkę, którą się w jakiś sposób „powinno”. W sumie nie jest mi to uczucie obce, dlatego dzisiaj kilka słów o tym, co ratuje – albo ratowałoby – przed popadnięciem w różne czytelnicze psychozy.
Trudna sztuka wizualnych metafor albo jak pokazać, że e-book jest książką?

Trudna sztuka wizualnych metafor albo jak pokazać, że e-book jest książką?


Od jakiegoś czasu zbierałam przykłady do takiego wpisu. Na początku zaczęło się niewinnie, ot, gdzieś zobaczyłam jakiś obrazek, całkiem przyjemny, ciekawy i w ogóle. Ale potem był drugi, jakoś podobny, chociaż nie wprost. I tak do obrazka do obrazka zaczęłam się zastanawiać, jak to jest z reklamowaniem e-książek i zachęcaniem do ich czytania? W jaki sposób się to robi? I na co kładzie nacisk? Dzisiaj będzie właśnie o tym.
Rzeczywistość i inne nieszczęścia albo o Pierwszych Kronikach Amberu

Rzeczywistość i inne nieszczęścia albo o Pierwszych Kronikach Amberu

 
Nikt nie kradnie książek oprócz przyjaciół.
R. Zelazny, "Karabiny Avalonu", s. 264.
 
Dawno nie było wpisu z okazji urodzin jakiegoś pisarza, a dzisiejsze podpasowały mi szczególnie, bo i tak miałam zamiar napisać więcej o jego sztandarowym dziele. A zatem po pierwsze: dzisiaj urodziny Rogera Zelaznego! A po drugie: skończyliśmy wraz z Domownikiem czytać „Pierwsze Kroniki Amberu” – ja dla powtórki i obserwowania reakcji kogoś, kto z cyklem nie miał do czynienia, Domownik – po raz pierwszy. A że czytaliśmy na głos, doświadczenia wyniesione z lektury są szczególnie dla mnie cenne.
O gustach i guścikach albo co lubię, a czego nie w bibliotekach

O gustach i guścikach albo co lubię, a czego nie w bibliotekach

Jak pisałam w czwartek w notce o naszych skojarzeniach z bibliotekami, to nie był wpis o tym, co w bibliotekach lubię, a czego nie. Skrzętnie sobie tę myśl odnotowałam i pomyślałam, czemu nie, może warto sobie nad tym pomyśleć i coś takiego napisać? Dzisiaj zatem dokładnie o tym: co w bibliotekach cenię, a czego niekoniecznie.
Harry Potter z Pułtuska albo o "Wspomnieniach niebieskiego mundurka" W. Gomulickiego

Harry Potter z Pułtuska albo o "Wspomnieniach niebieskiego mundurka" W. Gomulickiego

 
To nie do końca tak, że specjalnie wynajduję podobieństwa między pewnymi książkami. One same mi się pchają przed oczy i nic nie mogę z tym zrobić, naprawdę trudno je ignorować. Poza tym w naszym domu często opowiadamy sobie to, o czym akurat czytamy (chyba że ta druga osoba też chce daną książkę przeczytać, wtedy wiadomo, ograniczamy naszą aktywność narracyjną) i dużo prościej jest posługiwać się opisami postaci tak, żeby się nieczytającemu akurat z czymś mogły skojarzyć.
Biblioteka prawdę ci powie albo o tym, jak patrzymy na biblioteki

Biblioteka prawdę ci powie albo o tym, jak patrzymy na biblioteki


Dzisiaj zaczyna się Tydzień Bibliotek, a ponieważ na każdym kroku coś o bibliotekach napominam, to nie sposób by było tego czasu tutaj w jakiś sposób nie zaznaczyć. Zapewne kilka wpisów w ciągu tych siedmiu dni na tematy okołobiblioteczne się znajdzie. Dzisiaj dla uczczenia początku tego jakże ważnego tygodnia zastanawiam się nad tym, jak też biblioteki wkroczyły w moje życie. I co z tego wynika w kwestiach bardziej ogólnych.
Kiedy ci mokro, kiedy ci źle albo lektury na deszczowy dzień

Kiedy ci mokro, kiedy ci źle albo lektury na deszczowy dzień


Nie wiem, jak u Was. U mnie leje (a przynajmniej lało wczoraj, kiedy pisałam, także wiecie). Naprawdę leje i to do tego stopnia, że największą atrakcją zaokienną są nie zwykle pojawiające się tu sarny, ale wielka żaba, która ewakuowała się z kałuży. A to już o czymś świadczy. W taką pogodę, wiadomo, można robić dwie rzeczy. Albo czytać. Tylko co?
Przyjrzyjmy się odpowiedniej półeczce albo o bestsellerach

Przyjrzyjmy się odpowiedniej półeczce albo o bestsellerach


Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad fenomenem bestsellerów. Trochę masło maślane, ale już tłumaczę, o co mi chodzi: ano o to, że nagle słowo oznaczające przecież doskonale sprzedającą się książkę zaczęło być wyznacznikiem jakości tejże książki. Jasne, powiecie, przecież nie ma żadnego nakazu mówiącego, że świetne książki muszą się źle sprzedawać i odwrotnie.
Nauka do to do potęgi klucz albo bohater literacki wskaże ci drogę, jak się uczyć

Nauka do to do potęgi klucz albo bohater literacki wskaże ci drogę, jak się uczyć


Tak jak obiecałam dzisiaj nadal w klimacie egzaminów, ale już bardziej problemowo. Zastanowiłam się nad tym, gdzie matura – i w ogóle jakieś trudne, finalne egzaminy – występują i wybrałam kilka takich książek. Ale nie tylko o egzaminy chodzi -- ale i w ogóle o pewną, przyjmowaną przez bohaterów, postawę wobec rzeczywistości.
Kiedy wreszcie zakwitną kasztany albo o maturze z języka polskiego

Kiedy wreszcie zakwitną kasztany albo o maturze z języka polskiego

Wspominacie czasami maturę? Muszę powiedzieć, że jest coś takiego w egzaminie maturalnym, co jest jakby zakodowane w kulturze: cała krzątanina wokół niej, nauka, jeszcze sto dni do, kwitnące kasztany – że mimo że zgadzam się z tymi, którzy mówią, że matura to tylko przepustka do wielu o wiele trudniejszych egzaminów (tak w szerszym znaczeniu), to jednak co jakiś czas sięgam sobie pamięcią do mojej matury. A już jak kwitną kasztany...!
Sentymentalna podróż przez Cienie albo o "Dziewięciu książętach Amberu" R. Zelaznego

Sentymentalna podróż przez Cienie albo o "Dziewięciu książętach Amberu" R. Zelaznego


W sumie powtarzałam to już kilka razy, więc pewnie się zorientowaliście, ale jeszcze raz powtórzę, żeby dać rzeczy początek: otóż nie jestem w stanie słuchać audiobooków. Denerwuje mnie, kiedy ktoś mi czyta wolniej niż ja sama bym umiała (co innego w obcym języku), w dodatku nie zawsze interpretacja mi pasuje. W czasie ostatniego weekendu miałam za to okazję się przekonać, jak to jest z tym czytaniem komuś na głos.